PAULO COELHO - ALCHEMIK
Alchemik to - wedle encyklopedycznej definicji - człek, co zwykł, w średniowieczu, poszukiwać. Poszukiwał alchemik substancji wielorakich: eliksiru długowieczności, który ziemską kadencję człowiekowi (tak prawemu jak i wprost przeciwnie) nadnaturalnie przedłużał, szukał panaceum zdatnego na wszystkie choróbska i szukał słynnego kamienia filozoficznego, która miał ponoć, niczym jaki Balcerowicz, wszystko w złoto przemieniać. Alchemik życie swoje tym substancjom poświęcał. I poszukiwał ich nasz bohater z zaciętością wielką, z błyskiem w oku, z sercem bijącym i anielską cierpliwością.
Znaczy, alchemik był to taki Kolumb-domator. Taki, co i pod własną strzechą w spokoju nad swą pracą posiedzi, i - w poszukiwaniu szczęścia - ruszy w świat. W rękę weźmie busolę, pod pachę mapę włoży i ruszy przed siebie. Pytanie tylko, gdzie dojdzie i kogo po drodze spotka.
Ja, spotykając po drodze kuzynkę, dwie nauczycielki i nazbyt dociekliwego kanara, trafiłem do pobliskiej księgarni. Z niej zaś, bez żadnych dodatkowych przygód, na mój wygony, a wiekowy fotelik.
Tam, w tak dogodnych (a wiekowych) okolicznościach, przyszło mi się z
alchemikową fabułą zaznajomić. Otóż: był raz sobie, wcale dobry, pasterz. Przemierzał, z wcale dużym stadem, wielką Andaluzję. I byłby sobie żył spokojnie, z owcami i z Andaluzją, ale spotkać mu było pisane
Rękę Losu. I nic już, począwszy od owiec, nie było takie same.
Fabułę, nic jeszcze nie mówiąc, już opowiedzieliśmy. Teraz czas, z równie merytorycznym podejściem, zając się stylem naszego brazylijskiego noblisty. A jest on (i styl, i
noblista) mocno specyficzny. Coelho bowiem - co do czego nie ma żadnych wątpliwości - pisze romantycznie i z
myślą o romantykach. Pisze wzruszająco, acz prościutko. Cały ów romantyzm, całe akapity wzruszeń i serc poruszeń, budowane są tutaj w jakiś niezbadany dla mnie, nowatorski sposób. Niby frazy wielkie, a nagrody godne w oczy nie kłują - a atmosfera jest i trzyma się dobrze!
Ale nie samą atmosferą człek oddycha, chciałoby się powiedzieć! Cóz z igrzyskami?! Znaczy: z przesłaniem?. Ano, i o nie zadbał noblista! Przesłań są dziesiątki, tuziny, setki. Dla każdego, na każdy dzień tygodnia, wcale mądra sentencja. Wyłożona, rzec to jeszcze raz trzeba, wcale
pięknym językiem.
Znaczy, Nobel się należał. Wcale, wcale. :)
UnionJack