|
.::.
Medal of Honor - Spearhead
Mike
L
Każdy
fan gier FPP zapewne słyszał o serii Medal of Honor. Na blaszaka ta zacna seria
pojawiła się po raz pierwszy w zeszłym roku (dopiero!), ale z miejsca otrzymała
uznanie fanów. Zresztą w pełni zasłużone. Szczerze mówiąc, gra ta oczarowała
mnie przede wszystkim niesamowitym klimatem, który trzeba było zbierać wiadrami
sprzed monitora. ;-) O co chodziło? Ano o przeżycie w wojennej zawierusze i
bałaganie. A nie było to łatwe. Misje były strasznie ekscytujące i wciągające. A
najlepsza z nich to ta rozgrywająca się na plaży Omaha. Ale nie o tej grze ma
być ten tekst, lecz o dodatku do niej, więc przestanę smęcić o podstawce i zajmę
się nim.
Otóż ów dodatek pojawił się na rynku dokładnie rok po premierze
MoH - Allied Assault. Było to naturalną konsekwencją sukcesu, jaki osiągnęła
pierwsza część. Dodatek nazwano Spearhead, czyli po naszemu "Czołowe żądło", czy
coś takiego. ;-) W dodatku zawarto trzy misje, które dzielą się na kilkanaście
pod misji. Pierwsza z nich, to powrót do Normandii, znów znajdziemy się
niedaleko plaży Omaha. Tym razem jednak prowadzić będziemy zadania na poboczu
głównej bitwy, a nie w jej centrum, jak to miało miejsce w trzeciej misji
pierwszego Medala. Gracz wciela się w spadochroniarza, który po wylądowaniu
otrzymuje różne zadania, najczęściej dywersyjne. Tu wysadzić działa, tam most,
ot zwykły dzień na wojnie. ;-) Warto zaznaczyć, ze w przeciwieństwie do MoH - AA
nie działamy samotnie, ale przez cały czas towarzyszy nam grupka żołnierzy, i co
najciekawsze także dowódca, którego musimy za wszelką cenę ochraniać ogniem!
Trzeba pamiętać, że to jest wojna i najważniejsza jest umiejętność pracy w
zespole. Druga, według mnie zdecydowanie najlepsza misja w grze (dodatku),
rozpoczyna się mocnym uderzeniem w Ardenach, na dodatek w Wigilię. Alianci
spokojnie, wśród padającego obficie śniegu, pożywiają się "świątecznym"
posiłkiem, składają sobie życzenia, etc., aż tu nagle rozlega się przeraźliwy
huk i hałas - Niemcy rozpoczęli ofensywę lotniczą. Misja jest zapewne wzorowana
na świetnym serialu "Kompania braci", który niedawno mieliśmy okazję oglądać na
małych ekranach. Po wielkich emocjach czas na dość stonowaną i, żeby nie
powiedzieć nudnawą, misję w podbijanym właśnie przez Rosjan Berlinie. Jest
szaro, brudno i pada, ale jest przynajmniej okazja do pojeżdżenia czołgiem.
Przed każdą misją można obejrzeć sobie ciekawe, archiwalne filmiki, które
znakomicie potrafią wprawić w odpowiedni, batalistyczny nastrój. Niestety
standardowo nie ma żadnego outra, oprócz oczywiście filmiku historycznego na
temat zakończenia wojny. Chodzi mi o pokazanie, co stało się z prowadzonym przez
nas bohaterem po wykonaniu swoich zadań. No, ale tego nie ma, więc minus dla
Spearhead. Aha, bym zapomniał, w grze nie spotka się już znanego z pierwszej
części sierżanta Powella. Lecz gracz wciela się w komandosa Barnesa.
To tyle na temat fabuły i misji, czas na trochę technicznych
spraw. Grafika została oparta na tym samym silniku, co podstawka, czyli engine
Quake III Arena. Nie powiem, że to zły silnik, szczególnie że na potrzeby
Spearheada został dopieszczony na max swoich możliwości, jednak jest on już
trochę przestarzały. Dzięki temu jednak można grać na wcale nie rewelacyjnym
sprzęcie, ja na Duronie 1200, GeForce2 MX 64 i 256 DDR grałem w 800x600 i
większością detali na max, i było całkiem płynnie oraz przyjemnie. Nie ma co
jednak narzekać na grafikę, jest i tak ładniejsza i bardziej szczegółowa od tej
z pierwszej części. Była grafika, czas na muzykę. Jak zapewne wiecie, muza
przygrywająca nam w czasie radosnego grzania do nazistów była naprawdę
rewelacyjna i trudno sobie wyobrazić Medala bez niej. W dodatku wykorzystano
inne utwory, lecz cały czas to ten sam styl, czyli orkiestra itd. Te nowe są w
dalszym ciągu bardzo klimatyczne, dlatego warto pogłośnić sobie sprzęt. Ja
jednak i tak wolę motyw z menu głównego, który jako jedyny, chyba, został
"przemycony" do dodatku. ;-) Dźwięki - ech, no i co ja mam pisać? Te jęki
rannych, podekscytowane wykrzykiwania zaskoczonych nagłym atakiem żołnierzy,
odgłosy bombardowań, strzałów i rykoszetów są ge-nial-ne i ciężko jest mieć do
nich jakieś zastrzeżenia.
Wszystko ekstra, gra jest naprawdę fajna, prawie same plusy,
jednak Spearhead ma jedna bardzo poważna wadę - jest za krótki! Przejście całego
dodatku to 3, góra cztery godziny grania! To naprawdę poważna wada dla fana
Medala, który chciałby dużo, dużo więcej. Ledwo człowiek na dobre się rozegra, a
tu "The End". Przeszkadza to tym bardziej, że gierka wcale nie jest tania - w
promocji można dostać ja za 59 zł, a normalna cena to 79 złociszy, a na dodatek
trzeba mieć pełną wersję Medala. Ech, co zrobić, można liczyć tylko na to, że
następny dodatek (Breakout) będzie dłuższy i... lepszy! (A co, przecież nie będę
pisał, że chcę żeby był gorszy. ;-)
Czas na jakieś podsumowanie. Jeżeli jesteś fanem Medala i wydaje
Ci się, że nie mógłbyś bez niego żyć, ;-) to zakup dodatku jest dla ciebie
obowiązkowy. Wtedy warto, bo Spearhead dostarcza sporo emocji i pompuje w krew
litry adrenaliny. Jeżeli jednak lubisz sobie pograć w FPP, ale losy MoH są ci w
sumie obojętne, to radzę Ci się dobrze zastanowić, bo nie nacieszysz się tą grą
zbyt długo.
OCENA:      
7+/10
Plusy:
+ KLIMAT!!!
+ GRYWALNOŚĆ!!!
+ Muzyka
+ Dźwięki
+ Ciekawe dwie pierwsze misje
+ Dobre AI kompanów
+ Że jest |
Minusy:
- ZA KRÓTKA!!!
- Może odrobinkę grafika
- Trzecia misja trochę nudnawa
- Cena
|
|