Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja

.::. Grand Thief Auto: Vice City

Souljah

 Miami. Miasto słońca, wiecznej zabawy i panienek w skąpych strojach. Ile bym dał żeby się tam teraz znaleźć... chociażby wirtualnie. I oto przede mną stoi niepowtarzalna okazja. Wylot do Miami. W jedną stronę. W interesach. Przynajmniej oficjalnie:))).
  Jeszcze nie ucichły echa na temat GTA III a tu Rockstar daje nam kolejną część symulatora rzezimieszka:). Tym razem wylądujemy we wspomnianym Miami, które w grze (jak i w pierwszej części GTA) nosi nazwę Vice City. Z góry uprzedzam, że mogę przypadkowo ujawnić kilka szczegółów fabuły gry. A zaczyna się ona tak:
Nazywam się Tommy Vercetti. Zostałem wysłany do Miami w interesach. Jednak ktoś mnie wrobił i nie mam ani narkotyków ani pieniędzy przeznaczonych na transakcje. Na karku siedzi mi "kumpel" z Nowego Jorku i domaga się zwrotu kasy.
Pokoik w hotelu, potem krótka rozmowa z prawnikiem i zabieram się do dzieła... za parę dni to miasto będzie moje!
  Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy to poprawiona grafika nowej odsłony przygód małego gangstera w wielkim mieście. Samochody składają się z większej niż poprzednio ilości poligonów, i na dodatek zostały wyposażone w wyższej rozdzielczości tekstury.
  Jednym z najlepszych elementów gry jest oprawa dźwiękowa. Odgłosy broni, warkot silników, głosy postaci - wszystko dobrano perfekcyjnie. Kolejnym imponującym elementem jest muzyka. Tak jak poprzednio mamy tutaj do wyboru kilka rozgłośni radiowych, które starają się naśladować klimat lat 80-tych. Trzeba przyznać, że udaje im się to znakomicie. Co prawda urodziłem się w roku w którym toczy się akcja gry, ale mam pojęcie co mniej - więcej wtedy grano. O ile w poprzedniej wersji tylko kilka stacji korzystało z "realnie istniejących" piosenek (np. 'Game FM' wykorzystało kilka piosenek Royce'a Da 5'9"), o tyle w tej wersji to już właściwie podstawa. A przygrywają nam takie znane kawałki jak: "Toto - Africa", "Mr. Mister - Broken Wings", "Jan Hammer - Crocket's Theme" (sławny kawałek z "Miami Vice") i kilka innych (np. "Michael Jackson - Billy Jean"). Każdy, kto chociaż raz słyszał kiedyś wymienione piosenki, wie jak bardzo są charakterystyczne.
Niesamowite wrażenie robi np. jazda Stingerem nabrzeżem podczas zachodu (lub wschodu) słońca + muzyka "Broken Wings".
  A jak wygląda miasto? Po prostu pięknie! Z początku wydawało mi się, że jest trochę za małe, ale szybko przekonałem się, że się mylę. Dwie ogromne wyspy, połączone mostami, a między nimi dwie mniejsze wyspy. Oczywiście wbrew szumnym zapowiedziom (tak przeczytałem na jednym screenie promującym grę) nie mamy od początku dostępu do wszystkich miejsc. Ale za to bardzo szybko go uzyskamy, a potem to już hulaj dusza! Warto jeszcze wspomnieć, że w nocy, gdy świecą neony sklepów, klubów i hoteli, Miami można łatwo pomylić z Las Vegas.
Co ciekawe teraz grę możemy zapisać w różnych miejscach! Tyle, że najpierw musimy te miejsca kupić. A jest, co kupować. Od luksusowych willi, poprzez fabryki lodów, aż po stocznie. I co najciekawsze kupienie każdego większego miejsca wiąże się z uzyskaniem dostępu do nowych misji. Co ciekawe wreszcie uzyskaliśmy możliwość odwiedzania wnętrz niektórych budynków, a te zostały zaprojektowane i wykonane na bardzo wysokim poziomie.
  W Vice City dostaliśmy także dostęp do pokaźnego arsenału, którego nawet nie będę próbował wyliczyć. Podam tylko parę ciekawych przykładów. Każdego rodzaju broni możemy nosić tylko jedną sztukę (coś jak w Hitman'ie), ale i to w zupełności wystarczy, aby z przyjemnością eliminować kolejnych natarczywych typków. Z broni ręcznej na szczególną uwagę zasługuje piła łańcuchowa (!), która jest niezastąpiona w walce w zwarciu. Wyobraźcie sobie: narwany facet + piła łańcuchowa + klub pełen ludzi = masakra :))). Co ciekawe taką piłą (jak i zwykłym młotkiem) da się również zmasakrować samochód! Z samochodami związany jest jeszcze jeden szczegół. Mianowicie da się w końcu wyeliminować kierowcę strzelając przez szybę (!) - wystarczy trafić w głowę. Poza tym da się również poprzebijać opony (!) co wyraźnie wpływa na wygląd (iskry z felgi) i samo prowadzenie samochodu.
  Kolejną rzeczą dodatnio wpływającą na ocenę, jest zróżnicowanie pojazdów. Wyraźnie się czuje różnicę pomiędzy Infernusem (który tutaj wygląda jak Lamborghini Countach z przodem Lamborghini Murcielago) a takim Parrenialem. Jest nawet kopia wozu, jakim jeździł Crocket w serialu "Miami Vice". Oczywiście wszystkie wozy różnią się od tych istniejących w rzeczywistości paroma szczegółami, ale i tak bez trudu możemy rozpoznać, o jaki samochód chodziło autorom. Ktoś powie "Co to za nowinka, przecież w poprzednim GTA samochody też naśladowały te z rzeczywistości!" I prawda! Ale kto powiedział, że to koniec nowinek związanych z pojazdami? Szumnie zapowiadaną modyfikacją, miało być wprowadzenie do gry śmigłowców i motocykli. I tu autorzy wywiązali się prawie perfekcyjnie. Dlaczego prawie? Z jednej prostej przyczyny - motocykle wytrzymują zderzenia, jakie nawet czołg miałby problem przetrzymać. Poza tą nieznaczną wadą wykonanie motocykli jest bez zarzutu. Znajdziemy tu 4 rodzaje motocykli: typowy chopper "Freeway" i "Angel", 'ścigacz' "PCG 600", crossowy "Sanchez" i skuterek "Faggio". Śmigłowce zostały również doskonale odwzorowane. Trzy rodzaje imitacji 'Jet Rangera' występują w grze pod nazwą 'Maverick'. Do tego dochodzi potężny Apache(!!!) co w sumie daje do wypróbowania 4 rodzaje śmigłowców (jest jeszcze piąty - zdalnie sterowany model, i oczywiście 'sequel' DoDo który w tej wersji wabi się Skimmer i potrafi latać [do tego jest wodnosamolotem - górnopłatem jednosilnikowym:)]). Jednak mankamentem jest sterowanie śmigłowcami - zostało troszkę udziwnione, ale zdaję sobie sprawę, że gra jest konwersją z PS2 i być może na tej platformie wygląda to lepiej, co nie zmienia faktu, że na PC sterowanie śmigłowcami zostało delikatnie spartolone. W każdym razie plus za śmigłowce, mały minus za sterowanie nimi, co sprawiło że częściej korzystałem z motocykli (mimo wielkiej miłości do śmigłowców - "Apache/Havoc" Rulzzz!!!) :))). Co ciekawe na skuterku możemy przyjął misje... rozwożenia pizzy (!) - tak więc do zawodu taksówkarza (poza tym są jeszcze znane z poprzedniej części misje ambulansem, radiowozem i wozem strażackim) dochodzi rozwoziciel pizzy.
  Jeżeli jesteśmy już przy misjach to warto zauważyć, że te wplątane w fabułe (jak i te dodatkowe) zostały doskonale przemyślane. Ten element został jeszcze lepiej dopracowany niż miało to miejsce w części poprzedniej. Na dodatek bohater, Tommy (czyżby aluzja do "Mafii"?), dostał głos (przez całą pierwszą odsłonę nie odezwał się ani słowem(!)) i już na początku gry często i sprawnie z niego korzysta. Na porządku dziennym są słowne (a niekiedy siłowe) potyczki naszego bohatera ze zleceniodawcami, i muszę przyznać, że ten element podkreśla niesamowity klimat gry. O właśnie! Klimat. To jest coś, co bije na głowę poprzednią cześć gry. Jest po prostu powalający (warunkiem jest yako-taka znajomość angielskiego, którą [nie chwaląc się :)))] posiadam). W radiu możemy usłyszeć starych znajomych z przyszłości (z poprzedniej edycji). w GTA III prowadzący 'Chatterbox' mówi, że teraz prowadzi to radio bo został wykopany ze stacji rockowej. I fakt w GTA Vice City Lazlo prowadzi 'VRock' - tutejszą stację rockową (a akcja gry dzieje się jakieś 15-18 lat przed tą z GTA III). A kto pamięta tego alfonsa z GTA III - Fernando Martinez'a? Tutaj prowadzi stację 'Emotion' i już jest rozwiedziony :))) bo: "ta miła pani wysysała właśnie jad węża, który mnie ukąsił". Co faktycznie się stało, autorzy pozostawili naszej wyobraźni :))). Także znany z poprzedniej GTA El Burro już tutaj rozkręca swój porno-biznes (bez skojarzeń:))) - wspomina o nim sam Ricardo Diaz, przy okazji egzekucji na magnetowidzie.
Sama fabuła została dobrze przemyślana (znaczy: jest odpowiednio pokręcona i zarazem realistyczna) i podkręca i tak ciekawy już klimat. Wisienka na szczycie tortu są cutscenki wyreżyserowane prawie jak film. Podczas większości z nich jesteśmy świadkami ciekawych zdarzeń i ciętych dialogów.
  Ogólnie gra jest niesamowicie grywalna, posiada piękną oprawę audio-wizualną, nieprzeciętną fabułę, ciekawe misje i wszystko, co tylko można sobie wymarzyć. Powstaje pytanie: Skoro się tak zachwycam to, czemu nie dałem grze 10? Z jednego powodu, i nie chodzi tu o to, że gra ma dość duże (jak na Polskie warunki) realne wymagania sprzętowe, że sterowanie śmigłowcami zostało spartolone, czy inne mniej ważne drobne usterki. Bo te wady praktycznie w ogóle nie wpływają na grywalność. Gra nie dostała dziesiątki, ponieważ GTA III było wcześniej, a Vice City sprawia wrażenie (na pierwszy rzut oka) "odcinania kuponów". Mimo wszystko muszę jeszcze zaznaczyć, że do gry podchodziłem bardzo sceptycznie, a kilka godzin zabawy diametralnie zmieniło moje stanowisko - ta sztuka udała się tylko kilku tytułom, więc jakby nie patrzeć - gorąco polecam.

 

Sugerowane Wymagania Sprzętowe: Procesor: P4 1.4GHz, Pamięć: 128 MB RAM, Karta graficzna: Akcelerator 16 MB, System operacyjny: Windows 95, Windows 98

OCENA: 9+/10
Plusy:
+ Klimat
+ Grafika
+ Fabuła
+ Misje
+ Pojazdy
+ Bronie
Minusy:
- Realne wymagania sprzętowe

.:. Wyjście do AM .:.