|
.::.
Enter the Matrix
Caleb
Powiem
szczerze, że długo zastanawiałem się nad napisaniem tej recenzji. Wiedziałem od
samego początku, że nie mogę ocenić EtM obiektywnie, gdyż mam fioła na punkcie
"Matrixa". Więc jak widzicie, ta gra była u mnie "skazana" na wysoką ocenę już
za samą nazwę.
Część pierwszą "Matrixa" oglądałem wiele razy, "Reaktywacja" jest
dla mnie wielkim arcydziełem, więc i po grze spodziewałem się połączenia
wszystkiego najlepszego z obu filmów - pięknych scen walki, ekscytujących
pościgów samochodami czy niesamowitych strzelanin. Muszę przyznać, że panom z
Shiny udało się sprostać moim oczekiwaniom w 80%. O ile do scen walki nie można
mieć najmniejszego zarzutu, to jednak już sama jazda samochodem stanowi
kompletną padakę (przynajmniej dla mnie - fana realizmu, jeśli chodzi o
samochody). Gra ta oprócz tego, że jest zręcznościówką (w której widzimy naszego
bohatera z widoku TPP) stara się jeszcze przykuć naszą uwagę do monitora scenami
pościgów samochodowych oraz lataniem statkiem znanym z filmu.
Gdy dowiedziałem się, że EtM robią panowie z Shiny, odczuwałem
lekki strach przed tym, co z tego wyjdzie. Z jednej strony jest to dobra firma,
jednak przy robieniu takiej gry trzeba wielkich umiejętności by wiernie
przenieść na ekrany monitorów to, co tak bardzo podobało się fanom filmu. A
większość entuzjastów dzieła braci Wachowskich zakochała się właśnie w scenach
walk, które w Matrixie były zrobione wręcz fenomenalnie. Jednak trzeba przyznać,
że twórcy gry "Messiah", jeśli chodzi o walkę, wywiązali się ze swojego zadania
bardzo dobrze. Wszystkie akcje, jakie obserwujemy na ekranie naszego monitora,
wyglądają niemal jak w filmie. Wystarczy, że włączymy zwolnienie czasu i możemy
pobiegać sobie po ścianach, wykonywać różne piruety w powietrzu, czy robić
najróżniejsze combosy, np. jeśli stoisz blisko ściany to bez problemu możesz się
od niej odbić i pięknym kopniakiem poczęstować naszego przeciwnika. Gdy
dostaniesz broń, możesz z nią wykonywać najróżniejsze sztuczki: począwszy od
robienia gwiazdy na jednej ręce i strzelania z karabinu z drugiej, na "śrubie" w
powietrzu (oczywiście z możliwością strzelania) kończąc. Jednak słowa, które
tutaj napisałem, nie oddają nawet małej cząstki tego, co naprawdę dzieje się w
grze. Ludzie, to trzeba samemu zobaczyć by poczuć moc tej gry na własnej skórze.
Kto oglądał "Animatrixa" (Ostatni lot Ozyrysa) wie, że załoga
statku "Ozyrys" odkryła maszyny kopiące prosto nad miastem "Zion". Zdążyli oni,
jeszcze przed śmiercią, dostarczyć przesyłkę prosto do skrzynki na listy. I w
tej właśnie chwili, graczu, wkraczasz Ty. Wybierasz jedną z dwóch dostępnych
postaci w grze i ruszasz na pocztę w celu odebrania tej przesyłki. Nie mam
jednak zamiaru psuć Wam zabawy, zdradzając dalszą fabułę. Powiem tylko jeszcze,
że scenariusz gry jest dosyć mocno związany z filmem "Matrix Reaktywacja". I
jeśli ktoś nie oglądał filmu, może nie zrozumieć kilku momentów w EtM. Dla mnie
stanowi to bardzo dobre rozwiązanie, a podczas gry kilka razy uśmiałem się z
niektórych scen (np. ta z Persefoną ;).
Jak już wyżej wspomniałem, do wyboru mamy dwie postacie, a są
nimi: Niobe i Ghost. Bardzo wiele zależy od tego, którą postacią zdecydujemy się
grać, gdyż każda z nich to samo zadanie może wykonać w inny sposób. Oczywiście,
jeśli gramy na samym początku Ghostem, a później włączymy grę Niobe, odczujemy
dziwne wrażenie Deja Vu. Od razu ostrzegam, abyście nie spodziewali wielkiej
różnorodności w przechodzeniu misji. Wszystko wygląda niemal tak samo, tylko że
na przykład Niobe wchodzi głównym wejściem, a Ghost bocznym. Bohaterowie różnią
się za to umiejętnościami i ciosami. Gra Ghostem jest bardziej militarna i
częściej będziemy strzelać, a jeśli chodzi o Niobe, to grając nią, częściej
będziemy walczyć w ręcz i pewnie dlatego ta opcja przysporzyła mi najwięcej
radości.
Największym problemem komputerowego "Matrixa" jest grafika, ale
żeby ktoś nie pomyślał, że jest brzydka. Jest ładna, ale nic poza tym... i
gdybym miał jej wystawić oddzielną ocenę, to dałbym jej 6. Tak moi drodzy, już w
konkurencyjnym Max Paynie (który wyszedł kilka miesięcy temu) grafika bardziej
mi przypadła do gustu. A grafika w EtM jest, niestety, zbyt plastykowa i
sterylna - dobrze słyszeliście, sterylna, gdyż postacie nienaturalnie się
świecą, jak i większość rzeczy naokoło. Na szczęście, gra nie ma zbyt wielkich
wymagań sprzętowych i na moim kompie rzadko się przycinała.
Dużą zaletą EtM są lokacje i wcielając się w Niobe lub Ghosta,
zwiedzimy takie miejsca, jak: poczta, ścieki, elektrownia, znana wszystkim z
filmu willa w górach, czy też lotnisko. Szczególnie do gustu przypadła mi ta
willa, gdzie przyszło mi walczyć z wampirami. Jest tam dużo szyb do wybicia i
mnóstwo rzeczy, na które możemy w jakiś sposób oddziaływać. Misje, które musimy
wykonywać na danych lokacjach, są bardzo ciekawe. W pierwszej z nich musimy
zabrać paczkę z poczty i spokojnie z niej wyjść. Ta misja skojarzyła mi się z
pierwszym "Matrixem", a dokładnie ze sceną walki w biurowcu, gdzie stały
kolumny, które to zostały pod koniec niezwykle efektownie zniszczone. W grze
oczywiście tego nie mogło zabraknąć i też podczas walki możemy demolować owe
kolumny, a cała scena wygląda jak żywcem wyjęta z filmu. Im dalej dojdziemy, tym
większe emocje odczujemy, szczególnie podczas ucieczki przed klonami agenta
Smith'a. Wierzcie mi na słowo - grając, czułem się jakbym był na seansie w kinie
:)
Muzyka w EtM jest typowo matrixowska i idealnie dopasowana do gry,
np. gdy biegałem na poczcie między rozpadającymi się kolumnami, towarzyszyła mi
niezwykle szybka melodia. Muzyka idealnie pasuje do klimatu i trzeba przyznać
panom z Shiny, że tu się postarali. Tylko czasem pojawia się mały problem: akcja
dzieje się tak szybko, że nie masz czasu zwracać uwagi na efekty dźwiękowe.
Wielu z Was pewnie zapyta, czemu gra zbiera wszędzie tak niskie
oceny, a ja ją tu wychwalam. Niestety, posiada ona kilka znaczących bugów, które
obniżają ocenę. Rzeczą, która niesamowicie mnie zdenerwowała w grze, jest jazda
samochodem. Trudno nawet nazwać to jazdą, gdyż samochód prowadzi się mało
realnie i na ulicy zachowuje się on dosyć "dziwnie". Pojazdy mają też brzydką
tendencję do przejeżdżania przez różne kolumny czy inne samochody, wprawdzie
zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak. Niobe uczyła się chyba jeździć w tym
programie na TVN, gdyż zauważamy u niej skłonność do niezwykle częstego wpadania
na przeróżne obiekty. Inteligencja naszych wrogów również pozostawia wiele do
życzenia, gdyż czasem sami wpychają się nam pod lufę. Natomiast walka z agentem
jest niesamowicie prosta (ja pokonałem go za pierwszym razem). To nie do
pomyślenia, że jako Niobe, skopałem my twarz niczym Lewis Gołocie. Grając w EtM
miałem parę razy ochotę krzyknąć: "dajcie mi Neo!". Czemu nie zrobiono żadnej
misji, w której sterowalibyśmy "wybrańcem" (nawet dodatkowej), tego nie wiem.
Błędów jest jeszcze sporo, jednak nie będę pisał o wszystkich, bo podobno ludzie
nie lubią czytać długich recenzji na kompie.
Naprawdę ciężko jest mi ocenić tę grę i nadal waham się między 7+ a 8. Z jednej
strony gra niesamowicie grywalna, trzymająca klimat filmu, a z drugiej strony ma
mnóstwo niedoróbek i jest stanowczo za krótka. A ponieważ ja wręcz kocham
"Matrixa", to daję grze ocenę, jaką widzicie poniżej. Za nazwę o pół oczka
wyżej, bo gdyby gra się nazywała "Niobe&Ghost kick ass" dałbym 7, a tak stawiam
mocno naciągane 8 ;).
OCENA:       
8/10
Plusy:
+ Walka
+ Grywalność przez wielkie "G"
+ Klimat filmu |
Minusy:
- Jazda samochodem
- Cena
- Krótka
|
|