|
|Bedazzled|
Znacie opowieść o panu Twardowskim? Każdy chyba wie, o co w niej chodziło. A co jeśli w dzisiejszych czasach diabeł nadal w zamian za duszę spełnia twoje życzenia?
To właśnie pokazuje film. Widzimy życie jednego ze zmęczonych swoim życiem nieudaczników o imieniu Eliot. Samotny marzyciel pragnący wyłącznie jednej bardzo ładnej dziewczynie. Niestety jest zbyt nieśmiały, nie umie do niej podejść, nie jest również szanowany przez kolegów z pracy, za bardzo im się narzuca i robi z siebie idiotę. Nie ma przyjaciół. Nagle spotyka cudownej urody kobietę, właściwie to ona spotyka jego słysząc jak ten deklaruje, że oddałby wszystko za miłość swojego życia. Piękna nieznajoma składa mu wkrótce propozycję, spełni jego siedem życzeń w zamian za jego duszę. Eliot po zastanowieniu zgadza się i podpisuje cyrograf. Niestety dopiero po tej czynności diablica wyjawia, że marzenia, które spełnia nie zawsze wychodzą dostatecznie dobrze. Tak właśnie staje się w przypadku głównego bohatera. W każdym kolejnym życzeniu jest jakiś haczyk, który nie pozwala w pełni się z niego cieszyć.
Bardzo ciekawa komedia, nie wykorzystuje starych głupawych wzorców, opiera się na miłych łagodnym klimacie. Naprawdę bardzo seksowna diablica pokazuje zdesperowanemu marzycielowi uroki życia (bez skojarzeń). Niestety tak jak to zawsze bywa nie ma nic za darmo, i niestety nie ma także nic bez pracy, dlatego Eliot osiąga szczęście dopiero, gdy zdaje sobie sprawę, że nie zdobędzie tego z pomocą diabła.
Film ma cudowne przesłanie: Nigdy nie chciej być kimś innym, nawet, jeśli jesteś małym, marnym i nieszczęśliwym frajerem kiedyś wszystko się odmieni. Zaskakuje prostym ale niebanalnym humorem, subtelnie ukazuje dzikie pragnienia każdego człowieka. Po każdorazowym obejrzeniu odnajdywałem wspaniałą energię, chęć do życia. Cudowne lekarstwo na chandrę. Zawsze, gdy czuję się niechciany, samotny i niezrozumiany zarzucam sobie Badazzled, dlatego oglądałem go około 30 razy.
Bardziej wybredni uznają zapewne, iż dzieło to jest, zwykłą denną amerykańską produkcją, niewartą oglądania, lecz dla mnie jest to najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałem, po części pomaga mi on przeżyć tydzień za tygodniem.
Gra aktorska bardzo dobra, diabeł zachowuje się i wygląda wspaniale, seksownie, złośliwie i wyniośle, ale zarazem płaszczy się, aby zdobyć kolejną ofiarę. Główną postać przydzielono Brendanowi Fraserowi widziałem już go kiedyś w innej komedii, tam wypadał przeciętnie, ale w Bedazzled gra cudownie, nie oglądałem jeszcze równie dobrej roli w wykonani innego młodego aktora.
Muzyka zróżnicowana i pasująca do tego, co pokazywane jest na ekranie np. rajcujący nastrojowy utworek w kadrach z udziałem Elizabeth Hurley, hiszpańskie gitary i kastaniety jako podkład do zdjęć wykonanych w Kolumbii itd.
W sumie to uwielbiam ten film, dlatego nie wiem, co więcej o nim pisać, nie widzę w nim wad, a zalety uwydatniają się w każdej kolejnej minucie oglądania, żeby zrozumieć to, o czym mówię trzeba to zobaczyć na własne oczy. Wspaniała komedia.
Obsada:
Brendan Fraser- Eliot
Elizabeth Hurley- Diablica
Frances O'Connor
Gabriel Casseus
Ocena: 10/10 (z czystej sympatii)
Odi
metalowy_Odi@poczta.fm
Słówko od Gregoriusa: A ja z czystej sympatii mogę postawić co najwyżej piątkę, może szóstkę. Tenże film oglądałem niedawno i powiem Wam, że sumie jest dość przeciętny. Co więcej, podczas seansu doświadczałem potężnego déjá vu. Jestem niemal pewien, że wszystko to już gdzieś widziałem, tylko nie wiem, gdzie i kiedy. Innymi słowy, film uderzył mnie wtórnością - mimo, że bardziej taką podświadomą, to jednak. Gdyby ktoś widział cosik w tym stylu, niech mnie uświadomi - będę wdzięczny :).
Gra aktorów - przeciętna, podobnie historia z perspektywy całości. Wyróżnia się (pod różnymi względami, a już na pewno wyglądem) jedynie Liz Hurley w roli diablicy. Jakby określił to mój znajomy: klawa babka :). A film pooglądać można, jednak, wg mnie, nie spodziewajcie się rewelacji.
Aha - w prezencie macie całkowicie gratis jeszcze jedną fotę pani Hurley. Znajcie łaskę Pana ;).
|