|
|Pieniądze to nie wszystko|
Juliusz Machulski to reżyser uznany na polskim rynku, autor m.in. kilku kultowych komedii. Tym razem miałem okazję oglądać jego film pod tytułem "Pieniądze to nie wszystko".
Tomasz Adamczyk (Marek Kondrat) jest współwłaścicielem firmy produkującej wino owocowe "Platon". Były filozof postanawia się wycofać z interesów. Żona i szwagier - reszta wspólników są tym trochę zaniepokojeni.
Kiedy wymienieni wracają z ochroniarzem z gali "Lider Small Biznesu", natrafiają na blokadę rolniczą. Adamczyk postanawia dotrzeć objazdem do stolicy, pozostali, na skutek różnicy zdań, wybierają przelot helikopterem. "Wycieczka" Tomasza kończy się tragicznie. W czasie potężnej ulewy drogę zastępuje mu krowa. Kto chce mieć krowę na masce? On też nie chciał, więc wymija ją, ale wpada na drzewo.
Nad ranem znajduje go trójka bezrobotnych z pobliskiej miejscowości. Oczywiście są to konsumenci trunku "Platon", zatapiają w nim już kilka lat swe smutki po utracie pracy w miejscowych zakładach PGR. Postanawiają zażądać od rodziny Tomasza pieniędzy za opiekę, ale nikt się w ogóle nim nie interesuje.
Adamczyk, po wielu perypetiach postanawia założyć z tubylcami firmę produkującą wino owocowe. Tak, tak, konkurencja dla żony i szwagra, którzy nie chcą go już widzieć w firmie. Zapewniam Was, że podczas pracy dojdzie do paru niecodziennych sytuacji...
W rolach głównych nie ma zbyt wielu znanych aktorów. Oprócz Marka Kondrata, Magdaleny Wójcik i Stanisławy Celińskiej, mamy plejadę (trzeba to tak ująć) amatorów. Najbardziej spodobał mi się Cezary Kosiński w roli Gołąbka. Doskonale ją zagrał. Jego postać jest niezbyt rozgarnięta i do tego trochę humorystyczna. Trzeba również wyróżnić samego Kondrata. Nie zagrał może jakoś wybitnie, ale trzyma pewien poziom.
Film nie jest jakimś wielkim wydarzeniem, ale nie jest też wielkim rozczarowaniem. Po prostu to zabawa na kilka chwil, ale za pół roku mało kto będzie o nim pamiętać.
backsider
backsider@o2.pl
Słówko od Gregoriusa: a ja się z moim przedmówcą nie zgodzę.
Swego czasu w CDA była recenzja dość ciekawej gry - Redneck Rampage mianowicie. Autor rozwodził się nad amerykańskim prowincjonalnym buractwem. Nie omieszkał też napomknąć o naszym, w kontekscie "co by było gdyby...". Sen stał się jawą i taki właście przykład mamy w tymże filmie.
Omawiany obraz jest niestety kolejnym dowodem na to, że w polskim przemyśle filmowym jest źle. Jak bardzo? Wystarczy obejrzeć... Historia bez sensu, naciągana, gra aktorska do bani, scenografia i efekty takież same (już moja stodoła by lepiej zagrała ;)), a wszystkie dodatki w stylu imć Leppera, zadufanych w sobie "biznesmenów", czy rozdmuchanego wsiochostwa sprawiają, że przed ekranem nie sposób wysiedzieć.
Jednym zdaniem - omijać, a w przypadku nieumyślengo obejrzenia zastosować odtrutkę w postaci "Shreka". :)
|