|
|Nieodwracalne|
Czas niszczy wszystko...czy aby na pewno?
Po filmie "Nieodwracalne" Gaspara Noe słowa te przybierają jeszcze bardziej relanych kształtów.
Film zaczyna się...szokiem. Bo jak inaczej można nazwać to co się dzieje na ekranie? Powiem szczerze, że takiej dawki przemocy nie widziałem jeszcze nigdzie w żadnym innym filmie. Scena z gaśnicą jest nad wyraz obrzydliwa, jednak potrzebna - buduje wizerunek filmu, kształtuje bohaterów. Kształtuje? W pewnym sensie tak, sceny (a jest ich 12) są poukładane chronologicznie...od końca. I akurat tu sprawdzają się słowa Wergiliusza "Szczęśliwy ten, kto poznał przyczynę rzeczy". W filmie najpierw poznajemy skutek, a następnie przyczynę, i ten chwyt w tym filmie czyni go wyjatkowym. Film jest w pewnym sensie piękny, mówi dużo, a raczej zadaje pytania... na które odpowiedzi powinniśmy znaleźć sami.
Gdybym miał opowiedzieć fabułę, to jest on prosta. Główny bohater mści się na gwałcicielu żony. Jest prosta tylko pozornie, tak naprawdę Noe porusza wiele problemów takich jak zatracenie, czy niemożliwość cofnięcia czasu. Jednak nie daje bezpośrednich odpowiedzi, zamiast tego w kolejnej scenie pojawiają się nowe pytania: Dlaczego?
Jak już wspominałem, sceny są nadwyraz brutalne, jednak potrzebne. Na początku czułem obrzydzenie do człowieka który gaśnicą rozwalał twarz drugiego. Jednak kiedy obejrzałem film do końca, uświadomiłem sobie, żę ja też bym tak postąpił, gdybym znalazł się w takiej sytuacji.
A scena z gwałtem. Na początku obrzydliwa, później stała się... moim koszmarem. Bo gdy później patrzę na ich życie, na ich szczęście scena ta nabiera szczególnego wymiaru.
Film jest w każdym calu dramatyczny. Widzimy ofiarę, której ktoś rozwala głowę, czujemy obrzydzenie. Mamy ochotę rzucić się na napastnika, i zrobić mu to samo, co on swojej ofierze. Potem widzimy przyczynę, i czujemy żal. Przecież my zareagowalibyśmy tak samo.
Cały efekt jest spotęgowany przez kamerę, która krąży, nie znajduje spokoju. Cały czas się porusza, wydaje mi się, że Gaspar Noe chciał przez to pokazać jak szybko podejmowane muszą zostać dramatyczne, i zarazem ważne sytuacje.
Kiedy film dobiega końca, my jakimś cudem pozostaliśmy w kinie (dużo ludzi wychodzi podczas początkowych scen), i widzimy zakończenie, gdy słyszymy sielankową 7 symfonię Beethovena ogarnia nas smutek. Teoretycznie jest to początek filmu, i to jest ironia - mimo iż poprzednie sceny były same w sobie dramatyczne i wstrząsające, to ostatnia, ta sielankowa wg jest najbardziej dramatyczna w tym wielkim filmie. Gaspar Noe zrobił piękny film o miłości, o przemijaniu, o... nieodracalności czasu.
Przypomina mi się "Requiem for a dream" Aronofsky`ego (nazwa oryginalna, Polska - "Requiem dla snu" jest moim zdaniem kretyńska, bo nie o sen tu chodzi lecz o marzenia...), tam również były takie sceny, lecz o wiele mniej drastyczne. Tam wstrząsały... tu potrafią zniszczć ludzką psychike (tą słabszą), dlatego film powinny oglądać osoby o mocnej psychice. I nie mam tu na myśli ludzi, którzy zaraz powiedzą "Oglądałem rambo i inne Szwardzenegery, to się nie boję". Ten film jest przeznaczony dla wąskiego grona osób które go zrozumieją. I to osób o mocnej psychice. Szczerze mówiąc dwa razy miałem wyjść już z kina, lecz coś mnie trzymało. Nie było to oznaką słabości, po prostu zwykła ludzka reakcja na zło. Jeżeli powiem, że film nie jest dla dzieci, to te zaraz pójdą go obejrzeć. Ale nie radzę, bo film może zostawić ranę na Waszej psychice, lub ją uleczyć. W zalezności od dojrzałości intelekualnej.
Odtwórczyni głównej roli powiedziała:
"Takich filmów nie powinno się oglądać, ale tylko takie powinno się robić"
I wiecie co? Miała rację.
Lenny
sneel123@poczta.onet.pl
|