.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Miasto Aniołów|

Właśnie jestem po obejrzeniu kolejnego filmu. I mam mieszane uczucia, bo z jednej strony film to typowa amerykańska kiczowata historyjka (choć słyszałem, że Gregoriusowi się podobało... {podobało?! To jeden z moich ulubionych filmów :) - dop. G.}), a mimo to na końcu popłynęły mi po policzku łezki. I co teraz mam zrobić? Jeszcze sam nie wiem, będę leciał na żywioł...

Misto Aniołów to historia dość dziwna. Potrzeba chwili czasu aby wyczaić co i jak. A to dlatego, że fabuła jest trochę zakręcona. Mamy miasto i aniołów, którzy opiekują się ludzmi i odprawiają ich w ostatnią drogę. Anioły te, nie czują żadnym ze zmysłów. Chodzi oto, że jeżeli walnąłbyś soczystego pierda w obecności takiego "engela" (to po niemieckiemu:), to ten zaciągałby się nim i nawet nic o tym nie wiedział. No i pewnego dnia, anioł o imieniu Seth (Nicolas Cage) ma przyjść po pewnego gościa (masaż serca z otwartą klatką pierśiową rulez!!!). Stoi na sali operacyjnej i widzi jak pewna pani doktor (Meg Ryan) walczy o życie dogorywającego gostka. W pewnym momencie pani doktor spogląda na jakiś tam specjalistyczny sprzęt do mierzenia tętna. Nawet nie wie, że w tym miejscu gdzie patrzy stoi duch, któremu wydaje się, że... Meg go widzi!!! Jest o tym wręcz na 100% przekonany i... zakochuje się w Maggie. Potem fabułka się rozkręca, bo nasz aniołek postanawia ukazać się Maggie (albo to ona sama go zauważa... bo ja to wiem). I zaczynają się ze sobą bratać. Po pewnym czasie w historię zostaje wplątany także Messinger (Dennis Franz), który jest nowym pacjentem Maggie i... aniołem zesłanym na "earth" (to z inglisza "ziemia":) z własnej woli. I tu pojawia się problem. Bo on kocha ją, a ona kocha jego. Jednak ona nie chce być z gościem który nic nie czuje i ma zimne nogi (tzw. zimne nóżki?). Dalszej fabuły wam nie zdradzę, ale powiem Wam tyle, że końcówka zaskakuje, albowiem okazuje się, że Seth został wydymany przez los...

Teraz zaszliśmy do akapitu w którym to, powinienem coś napisać o grze aktorskiej. Ale czy napisać? Sam nie wiem, trochę mi się nie chce... No ale dobra. Jak tak prosicie to nie ma sprawy. Na pewno znakomicie zagrał Nicolas Cage, który wcielił się w anioła. Miał za zadanie zagrać anioła, który nigdy nic nie czuł i znakomicie wywiązał się ze swojego zadania - jest bezuczuciowy. Meg jest jakaś zagubiona i bezjajowa. Przynajmniej ja to tak odczułem. Tutaj trochę popłakała, zrobiła masaż serca trzymając serce w ręku i to wsio. Ot dobra robota. Inni aktorzy są tylko "cieniami" w filmie. A to dlatego, że cała akcja skupia się na Meg i Nicolasie.

Oglądało mi się tą produkcję dość lekko. Aż do momentu gdzie usłyszałem modlitwę "Zdrowaś Mario..." po POLSKU!!! Czujecie to? Kilka razy słuchałem tego fragmentu i powidam Wam, że jestem w nie małym szoku! Dokładnie ok. 1.17 min. filmu możemy posłuchać jak jakieś kobiety odmawiają modlitwę w naszym ojczystym języku. Szok... totalny szok... Innym momentem, który zapamiętałem to ten kiedy Meg jedzie na rowerze, ale nie będę zdradzał co i jak, bo tylko bym Wam popsuł zabawę (hi Winix!). I to tyle co zapamiętałem z filmu. Bo o masażu "heart" (to z inglisza - sece:) już wspominałem...

Hmmm... nie wiem co miała Wam dać ta recka (oprócz nauki języków oczywiście!:). Nie lubię pisać recek filmów nijakich, bo wychodzą wtedy tylko nijakie recki. Jest kilka momentów godnych uwagi, ale to nie ratuje sytuacji. Ocenę podwyższam tylko z powodu roli N. Cage, modlitwy "po naszemu" i masażu serca. Jakoś nie trawię takich produkcji...

OCENA: 7/10

OBSADA:

SETH/Nicolas Cage - anioł, który pod wpływem miłości chce zejść na ziemię. I tu mała dygresja. Jeżeli te anioły nic nie czuły, to jakim cuedm gość się zakochał? {nie czuły = nie były materialne, nie odbierały bodźców zmysłami dotyku, węchu - co nie znaczy, że nie były zdolne do miłości, etc.}
Maggie/Meg Ryan - pani doktor, która kocha anioła, ale nawet o tym nie wie.
Messinger/Dennis Franz - anioł, który postanowił zrezygnować z nieśmiertelności i zszedł na ziemię.


LOV
lov69@wp.pl



Słówko od Gregoriusa: a ja owszem - film jest wg mnie świetny. Genialna rola Nicolasa Cage'a, świetna Meg Ryan, niebanalny scenariusz oraz taki nieskrępowany, prosty sposób mówienia o skomplikowanych rzeczach są atutami tego filmu. Dla innych może się on wydać produkcją dobrą, ale nic ponadto.

Jednak dla mnie jest czymś więcej. Jest cudowną opwieścią o miłości, poświęceniu. O tym, że życie nie zawsze układa się tak, jak byśmy chcieli. W końcu jest historią, która uczy doceniać każdą chwilę, każdy, najmniejszy nawet, moment życia. Szczególnie ostatnia scena jest niesamowicie wymowna i pełna czystego, życiowego optymizmu. Sprawia, że człowiek jakoś tak inaczej patrzy na siebie. Znajduje po prostu siłę, żeby podnieść się i iść dalej, bez względu na wszysko.

Żałuję tylko, że nie widziałem "Nieba nad Berlinem", bo trzeba Wam wiedzieć, że "Miasto Aniołów" to remake tegoż właśnie. Jak ktoś to widział - niech mi napisze kilka słów. Byłbym wdzięczny :).

Aha - chyba nie muszę mówić, że nie zgadzam się tak z recenzją, jak i oceną?


|strona 16|