.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Granice wytrzymałości|

Na ten film szczególnie ostrzyłem sobie ząbki. A to tylko z tego powodu, że gra tam zawsze piękna Iza Scorupco, której nosek i piękne oczy przyprawiają mnie o zawrót głowy. No i przed chwilą przestałem oglądać. Film trawał dobre 2 godzinki, a mnie pierwsza myśl jaka przyszła po wyjęciu płytki to: "Przecież ja to już gdzieś widziałem... OBCY! Tak widziałem to w obcym". A dlaczego film skojarzył mi się z Obcym? A zaraz do tego dojdziemy...

Cała historia rozpoczyna się gdy pewna "amerykancka" rodzina wspina się na jakąś tam górę. Ot, zwyczajne hobby każdej zdrowej amerykańskiej rodziny, to wchodzenie co niedziela na K2. I kiedy ta rodzinka się tak wspina, z góry zlatuje jakiś amator, który chyba zaczyna w zawodzie alpinisty. A spada tak niefortunnie, że zawadza wesołą rodzikę, która razem z nim zaczyna lecieć w dół. Jednak jeden trikam (bo tak się chyba nazywa uchwyt który montuje się w szczelinie - alpiniści wybaczcie mi moją niewiedzę) jeszcze trzyma wesołą gromadkę. I wtedy ojciec Royce Garret mówi do syna: "Synku. Odetnij linę, bo trikam nie wytrzyma obciążenia kilku osób". A dlaczego kilku? Ano dlatego, że ta sama lina, której trzymała się rodzinka została wykorzystana także przez adeptów sztuki alpinistycznej, którzy wcześniej zlecieli z góry. Tak więc synek odcina linę, a jego siostra krzyczy z góry: "NIE. NIE. NIE.". Sami przyznacie, że rolę ma skomplikowaną i należą się jej wielkie brawa. Ojciec spada z wysokości ok. 200 metrów i na dole roztrzaskuje sobie czachę. Po upływie trzech lat brat i siostra znowu się spotykają. Tyle, że Peter (Chris O'Donnel - to ten z batmana... Robin Hood, czy jakoś tak) jest teraz pracownikiem National Geografic i robi zdjęcia parzącym się jeleniom. Hmm... zawód to dość niezwykły, nieprawdaż? Jego siostrzyczka natomiast - Annie (piękna Robin Tunney) ma brać udział w wyprawie alpinistycznej na K2 razem z jakimś bogaczem, który otwiera nową linię lotniczą i chce pierwszemu samolotowi pomachać ze szczytu K2. Wiecie... niektórzy rozbijają butelki na dziobach swoich statków, a niektórzy machcają z K2 do samolotów... Różni ludzie, różne potrzeby. Oczywiście podczas wyprawy jest burza (+ lawina), przez którą cała ekipa zostaje uwięziona w szczelinie pomiędzy masywami górskimi (ale żem to pięknie ujął). Braciszek szybkensem podąża na ratunek, werbując do swojej drużyny: jakiegoś szalonego staruszka, dwóch debilnych braci, Turka Aziza i piękną Izę czyli filmową Monique (to z francuskiego - ślinka cieknie co?). No i idą jeden z kijem, drugi z dzidą... eee ... to chyba nie ten film. W każdym bądź razie, wychodzą w góry i walczą o przeżycie. Fabułka sztampowa, ale co tam.

Film skojarzył mi się z obcym nie bez powodu. Albowiem w obcym chodziło o przetrwanie. Z czasem wszyscy powoli umierali i w finałowym starciu pozostawała dwójka bohaterów. Nie inaczej jest teraz. Kiedy grupka alpinistów tak wspina się po górach nawet nie zauważają, że co chwilę (w bardzo ekwilibrystyczny sposób) umiera jeden kompan wyprawy. Aż do finałowego momentu do którego docierają... zobaczycie to się przekonacie.

Gra aktorska jest słaba. W każdym filmie który recenzowałem na łamach Biuletynu mogłem wyróżnić chociaż jednego znakomitego aktora, który zagrał niezłą rolę. A tutaj zonk. Wszyscy są niemrawi i jacyś bezjajowi. Jedynie parka seksistowskich braciszków zasługuje na wzmiankę. Jak to jeden z nich powiedział do Izabeli... "Liczyliśmy z bratem, że załatwisz nam innego rodzaju eksplozję.". Chyba wiecie o jaką eksplozję chodzi? Nasza Iza choć piękna to zagrała słabo. Tutaj trochę pokazała się jako nieporadna dziewczynka, a już w innym momencie zamieniła się w demona gór. Ze skrajności w skrajność.

Jedyna rzecz jaka urzekła mnie w "Granice..." to piękne krajobrazy górskie. Nie ukrywam, iż jestem wariatem na punkcie prawdziwej zimy (nie tej chlapy co u nas) i śniegu. Dlatego widoki wciągałem jedną dziurką w nosie i sprawiało mi to dużo przyjemności (kiedyś wyjadę na Alaskę i zaszyję się w drewnianym domku). Ogólnie produkcja jest cieniuteńka i polecam ją tylko ze względu na krajobrazy i Izę "Wylizę" Scorupco. Oczywiście jest kilka momentów, które wcisną Was w fotel, ale są to nieliczne sceny (Iza z wygiętym palcem rulez!!!). To chyba tyle co chciałem Wam przekazać. Narazie i pozdrówcie odemnie renifery świętego.

OCENA: 6+/10

OBSADA:
Peter Garrett/Chris O'Donnel - syn marnotrawny, który idzie na poszukiwania siostry

Annie Garrett/Robin Tunney - piękna siostra, która "siem" zgubiła

Royce Garrett/Stuart Wilson - tatuś zabity przez własnego syna

Cyril & Malcom Bench/Steve Le Marquand & Ben Mendelsohn - zwariowani bracia (seksiści)

Monique Aubertine/Iza Scorupco - pół Francuzka - pół Kanadyjka - lekaraka w drużynie

Montgomery Wick/Scott Glenn - szalony alpinista, który stracił w górach żonę

Tom McLaren/Nicholas Lea - obicał Elliot'owi, że za milion $ wprowadzi go na szyt K2

Elliot Vaughn/Bill Paxton - miliarder (ekscentryczny), który okazuje się wielką szują


LOV
lov69@wp.pl


|strona 12|