Reżyser w teleturnieju?

Codziennie w okolicach dziewiętnastej dwadzieścia zasiadają przed nimi tysiące Polaków. Akcja dzieje się oczywiście na Polsacie. Teleturnieje prowadzone przez Krzysztofa Ibisza, spontaniczne, z jajem, nieprzewidywalne... coś fantastycznego dla ducha i ciała. Czy jednak zadaliśmy sobie kiedyś pytanie - dlaczego? Co sprawia, że są one takie... idealne? Nie? A trzeba było! Otóż są one REŻYSEROWANE!

Nie chodzi mi tu oczywiście o to, że zawodnicy są podstawiani albo że jest scenariusz czy coś takiego. Weźmy na początek taką "Rosyjską Ruletkę". Zawsze trwa 50 minut (z reklamami), chociaż z samych zasad mogłoby tak wyjść, że skończyłaby się po 15 minutach - 4 rundy, pierwsze pytanie w każdej, zła odpowiedź i zawodnik leci w dół. Taka opcja byłaby możliwa tylko wtedy, gdyby zapadnie były zintegrowane z dźwigniami, za które ciągną zawodnicy, a wszyscy wiemy, że zapadnie otwiera przysłowiowy pan Wiesiu (człowiek reżysera). Po obejrzeniu 10 odcinków jestem w 90% w stanie przewidzieć, kiedy się zapadnia otworzy, a kiedy nie. Nie otwiera się na przykład wtedy, gdy zawodnik jest trochę szalony, bardzo ładny(a) i podoba ludziom albo jest kontrowersyjny. Otworzy się między innymi wtedy, gdy jest zarozumiały i za wszelką cenę chce wygrać. Jednym słowem - czyste marketingowe schematy.

Trochę inaczej sprawa ma się z "Awanturą o kasę", choć i tutaj reżyserka jest ewidentnie widoczna. Program ten też mógłby się skończyć teoretycznie po trzech pytaniach - dwa w pierwszym etapie, po których odpadłbyy dwa kolory, i jedno w finale, po którym odpadłby trzeci. Ale tutaj sprawa ma się trochę inaczej - jeśli program miałby się szybko skończyć to zawsze jest więcej reklam filmów lub realizatorzy grają na czas (np. rozmowy Ibisza z uczestnikami o głupotach). W "Awanturze" zastanawia mnie za to bardziej kilka innych rzeczy, na przykład to, że nigdy się nie zdarzyło, aby w jednym programie wypadła dwa razy czarna skrzynka! Jak wszyscy dobrze wiemy, zaletą Awantury jest również to, że widzowie zaprzyjaźniają się z graczami - mistrzami, mogą im kibicować. Tacy mistrzowie w teleturnieju siedzą np. 2 miesiące i wiadome jest, że jak odpadną, to oglądalność spadnie o trochę. Dlatego też już nieraz byliśmy świadkami tego, jak mistrzowie zagrali Va Banque i dostali pytanie w stylu: "Podaj nazwisko osoby widocznej na zdjęciu" (na zdjęciu była Britney) albo: "Z jakiego kraju pochodzi Eros Ramazotti". Tutaj widać, że pytań nie wybiera komputer - kategorię losuje Ibisz, a pytania przydziela reżyser. W pewnym odcinku Ibisz na tym kole z pytaniami wylosował "Ciekawostki ze świata" i wyszła pani, która zaczęła deklamować początek Pana Tadeusza po litewsku (pytanie dotyczyło tytułu). Po wyrecytowaniu Ibisz powiedział, że przyjechała specjalnie z Litwy... {A my mamy wierzyć, że przyjechałaby na próżno :) Chociaż... w porównaniu z gażą Ibisza pewnie bilet Polska-Litwa to grosze :).}

W podsumowaniu wbrew pozorom jednak nie zjadę tych programów. Reżyseria teleturniejów, z pozoru kontrowersyjna, jest potrzebna, ponieważ gdyby nie ona to na dzień dzisiejszy zamiast "Awantury" ciągle bylibyśmy zmuszeni oglądać "Familiadę", "Jeden z dziesięciu" albo "Tele-Grę" czyli programy nudne jak flaki z olejem...

GDF
gdf@op.pl
GG:4129984