Przynęta na ludzi
Tak patrzę na ludzi. Ot, jak zwykle. Słucham ich, jak rozmawiają. Jak kupują różne rzeczy.
- Weź te gumy, nie oglądałaś reklamówki?
No tak. Reklamówka o tym, jak pewien facet wchodzi do obuwniczego. Znajduje dwie dziewczyny. Swoje ofiary. Teraz musi je zagadać. Może "jak się masz"? O, niee! Od czego są gumy! Swoim oddechem zamraża sklep (Tabaluga?). Dziewczyny od razu łyżwy na nogi i jaaazda! Całusy, te sprawy... "Ooch!"
W sumie lepsza ta od drugiej. Gromada młodzieży. W tle [ECHEM!] muza... [koniec ECHEM! No, po prostu słysząc to aż ciska się na usta "another one bites the dust", ew. "it's a HARD live"] Teeny podzielone są na teamy. Chłopcy i dziewczynki. Wszyscy chodzą w kółko, by się rozgrzać. Zimno jest! W pewnym momencie wychodzi dwójka przedstawicieli homo sapiens odmiennej płci. "Gorąco" - komentarz. I znów całusy, that sort of things. "A Winter tale"? Nic z tego! "Kupić coś do picia? Może [beep! beeep!]?"
Aha! Tym razem kręgielnia. Pamiętam, oglądałem tę reklamówkę razem z nimi. Chłopcy rzucają kulą. I null. Następny ekran to przemiana po wypiciu napoju. Podskakują, wymiatają, wygłupiają. Normalnie Asterix po wypiciu specyfiku galijskiego druida. A najgorsze jest to, że dziewczyny tuż po tym z chęcią pakują się w ramiona swych herosów. I rutabaga!
Tak patrzę na tych biednych ludzi od reklamy. Oni naprawdę mają ciężki żywot, by chwytać się takich metod. Tylko czekam teraz na lizaki, po których stanie ci na pół metra lub powiększy piersi. Przesadzam? Poczekajmy jeszcze kilka lat, to pogadamy.
Nie będę tutaj wspominał o tak rozwijających reklamach dla dzieci: Frutki, soki, żelki. GRRR!
Na ludzi w pełni wieku agencje reklamowe mają mniej wybredne metody. Tabletki na wszystko. Na stres, na ból w krzyżu. Na szczęście to da się jeszcze przeżyć. A proszki? I tak każdy kupuje taki, o którym już dobrze wie od rodzinki czy z własnego doświadczenia. Ale co z tego? Może coś tam uda się "ubskurać"? Najbardziej przeraziła mnie reklama Dosi. Sala. W sali stół. Przy stole kobiety. Kury z wyglądu. Słychać kwestie: "to chyba reklama Dosi". Potem bzdety dotyczące proszku, aż następuje finał. Odsłonięcie panaceum na plamy. "Dosia! Aaa!". Toż to niemożliwe! Dosia! WOW! Dżizys! It's a miracle! W tym momencie wyjmuję pancora jackhammera i rozwalam telewizor. Przez głowę przelatuje mi ostatni obraz z ekranu. Mężczyzna, który odsłaniał proszek. Miał minę jak połowa ludności Polski po meczu z Portugalią. Prawdę mówiąc ja też:).
I cóż biedny człowiek ma począć? Rzucić to wszystko w cholerę? A nie wspomniałem jeszcze o lodach Maryli czy wszystkich żurkach.
I na pocieszenie:
Then time will come, one day you'll see, when we can all be happy from commercials.
Oby.
abudabi
abudhabi@tenbit.pl