Metamorfoza Polsatu?

Zawsze szczerze nie lubiłem Polsatu. Denerwował mnie jego styl, jego teleturnieje, megahity, ciągłe powtórki. Jak jest teraz? Inaczej. Ale nie "zupełnie inaczej".

Po pierwsze - filmy. Co chwilę lecą jakieś powtórki (dobrze, że "Księcia w Nowym Jorku" już nie pokazują) {Obyś nie wykrakał ;)}, a megahity to zazwyczaj kwiatki w stylu "Rocky 9". Zdarzają się jednak przebłyski. Przykładem może być wyemitowanie sagi "Gwiezdne Wojny", wszystkich części "Aliena" i innych całkiem niezłych filmów (np. "Anakonda"). Bardzo duży plus, choć przy takich dochodach z reklam powinno się ukrócić te durne powtórki. Seriale natomiast wolę pozostawić bez komentarza. Sama nazwa "Renegat" czy jeden ze starych sezonów "X-Files" wywołuje u mnie niezbyt przyjemne odczucia, nie mówiąc już o brazylijskich tasiemcach. Oprócz tego pokazywany jest polski serial "Samo Życie", który ogląda większość znanych mi osób płci pięknej Wobec tego mnie nie znasz! W (samym) życiu! ;)}

Następna sprawa - teleturnieje. Kiedyś była "Życiowa Szansa". Program - jak na mój gust - zbyt monotonny. Czas na odpowiedź był nieograniczony, uczestnicy nie zawsze bystrzy, a pan prowadzący (Krzysztof Ibisz) trywialny aż do bólu. Sprawiło to, że bardzo rzadko oglądałem "Życiową Szansę". Widać inni myśleli podobnie, bo została ona zdjęta z anteny. {Ale po jakim czasie...} W miejsce poprzednika weszła "Awantura o kasę". Nazwa może niezbyt trafna, ale na szczęście nie odzwierciedla ona poziomu teleturnieju. Zasady (jeśli ktoś jeszcze nie widział): są trzy drużyny (zieloni, żółci i niebiescy). Prowadzący (zgadnijcie kto? ;)) losuje pytanie, po czym rozpoczyna się licytacja. Kto da więcej pieniędzy - kupuje sobie możliwość odpowiedzenia i zgarnięcia wszystkich pieniędzy z puli. Jeśli stan konta jakiejś drużyny wyzeruje się, odpada ona z gry. W końcu dochodzi do finału między zwycięskim teamem a mistrzami (zwycięzcami z poprzedniego odcinka, którzy mogą brać udział w rozgrywce w nieskończoność - ofcoz w wypadku, jeśli wciąż będą wygrywać). Brzmi nudno? Ale wcale tak nie jest. Licytacje są bardzo ciekawym novum, do tego dochodzą jeszcze urozmaicenia w stylu pojedynku czy czarnej skrzynki. Dodatkowo pytania są ciekawe i niezbyt łatwe, a uczestnicy - inteligentni. Tempo jest naprawdę szybkie. Słowem - warto obejrzeć. Kolejnym z teleturniejów serwowanych przez Polsat jest "Rosyjska ruletka" prowadzona przez... ofcoz Mistrza Teleturniejów Krzysztofa Ibisza. Program ten jest emitowany od dawna, z tym że wcześniej miał on średni w odbiorze, "ciężki" klimat i był prowadzony przez kolesia wyglądającego jak uniewinniony morderca zza Bugu, który cierpi na depresję i dodatkowo jest alkoholikiem na kacu. Teraz sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Tempo zostało podkręcone, klimat stał się bardziej luźny, a Ibisz od czasu do czasu sypie jakimś dowcipem. Zasady? Kilkoro uczestników stoi na zapadniach. Nawzajem obarczają się koniecznością odpowiedzenia na pytanie. Gdy komuś się nie uda - "kręci kolbą" i następuje losowanie... Z każdą rundą szansa na utracenie gruntu pod nogami jest większa (tak jakby dodawać jedną kulę do magazynka). Emocje sięgają zenitu w finale, gdzie uczestnik ma 60 sekund na odpowiedzenie na 10 pytań. Utrudnieniem jest fakt, że co dziesięć sekund otwiera się kolejna zapadnia. Gdy finalista nie zdąży... jakby to powiedzieć, pamiętacie Mortal Kombat 4? ;) Teleturnieje - w porównaniu z tymi z konkurencyjnych stacji - są warte obejrzenia, ciekawe. Są one świetnym wyważeniem dwóch najważniejszych czynników - wymaganej wiedzy oraz tempa gry. Poza tym IMHO bardzo dobrze, że nie ma programów w stylu "We dwoje" z TVN-u.

Jeśli chodzi o programy, które co jakiś czas mają swoją kolejną edycję (chyba każdy wie, o co chodzi), to prezentują one różny poziom. Myślę, że każdy zna - chociaż pobieżnie - ich zasady, dlatego nie ma sensu marnować cennych kilobajtów na ich wypisywanie (czyt. jestem zbyt leniwy, żeby to zrobić ;)). Na pierwszy rzut - "Idol". Ktoś go nie oglądał? Wątpię. Moim zdaniem program ten jest świetny, tym bardziej, że muzyka znaczy dla mnie bardzo wiele. Wykonywane przez uczestników utwory różnią się często diametralnie od oryginałów, czasem nawet wydają się od nich lepsze, więc jest czego posłuchać. Odwrotnością tego jest "Debiut" - coś dla przyszłych aktorów. Jury (wzorowane na tym z "Idola") to moim zdaniem jakiś niewypał, uczestnicy prezentują się zazwyczaj średnio (może dlatego, że aktorstwo różni się diametralnie od śpiewania - nie można się go nauczyć od podstaw, to trzeba mieć w sobie). {A śpiewawania można się nauczyć? Widać jeszcze mnie nie słyszałeś - mnie już nie nie pomoże :)} Dodatkowo pani prowadząca sypie dowcipami jak dziadek zębami, z tym że nie są one wcale śmieszne. Inteligencją też ona nie błyska. Program jest według mnie po prostu beznadziejny, na szczęście dawno się skończył i jest nadzieja, że już nie wróci. "Bar". Nieźle, nieźle. Co prawda szkoda mi na tego typu programy czasu, ale zamysł jest całkiem oryginalny. Prowadzenie baru, zróżnicowani uczestnicy, ciekawy pomysł oraz znany i lubiany prowadzący. ;) Jak ktoś lubi typowe reality shows, niewątpliwie będzie zadowolony. Oczywiście w wypadku, gdy będzie trzecia edycja... "9. niezwykłych tygodni". Oglądałem bardzo pobieżnie, więc nie mnie oceniać ten program. Ogólnie rzecz biorąc - kolejna fajna sprawa dla podglądaczy. Tym bardziej, że nie jest to tylko zwykłe, nudne życie jakiś tam dwóch rodzin. Realizatorzy wpływają na nie i czasem nie wiadomo już, czy coś, co się dzieje, jest prawdą, czy rzeczą wpisaną do scenariusza (którego uczestnicy oczywiście nie znają). W momencie publikacji tekstu programu już nie będzie, wydaje mi się jednak, że prawdopodobieństwo jego powrotu jest bardzo duże.

Przyszła pora na ostatni omawiany punkt programu - "inną beczkę". Czyli wszystko, czego nie można było podpiąć do poprzednich akapitów. :) Po pierwsze - sport. Nie ma go - niestety - zbyt wiele, niemal wszystko jest "przechwytywane" przez Polsat Sport. Piłka nożna nie jest jednak całkiem lekceważona. Co roku transmitowana jest Liga Mistrzów, a nawet Mistrzostwa Świata nie były tak niedostępne, jak początkowo miały. Spory plus, oczywiście tylko dla fanów futbolu (którzy mają gdzieś, czy leci on na Jedynce, Dwójce czy Polsacie, dlatego nie zauważają za bardzo, że powinno go być na tym kanale więcej). Warto pochwalić Borka, bo komentuje on po prostu świetnie i ludzie z TVP się do niego nie umywają (w szczególności pan Szaranowicz i spółka). Po drugie - programy informacyjne. Stoją one na wysokim poziomie. "Informacje" są solidne i dobrze przygotowane. "Pogoda" też, choć MC, którego nazwiska nie pamiętam, swoimi rymami (i minami) powala nie jednego telewidza. Reklamy. Już o nich wspominałem. Polsat z nimi ewidentnie przegina. Filmy są przerywane często (co piętnaście minut) i na długo (ok. 5 minut). Jakby tego było mało - podczas napisów końcowych ekran jest dzielony na dwie części, z czego jedną zajmuje zapowiedź kolejnej produkcji! Panowie, we wszystkim trzeba mieć umiar...

No i to już w zasadzie wszystko. Polsat jest niewątpliwie lepszy niż kiedyś. Do ideału mu jednak bardzo daleko. Wbrew pozorom (na szczęście) nie jestem telemanem i kilka godzin dziennie przed telewizorem nie jest wpięte w mój harmonogram. Jednak czasem chciałoby się obejrzeć dobry film inaczej niż na pirackim DivX-ie. Grunt, że przynajmniej można zabić czas dobrym teleturniejem i liczyć na to, że kolejny megahit nie okaże się megashitem...

Bosy >> bosy@ftv.pl | bosy.vel.pl