Krótki przegląd polskich filmów dla dzieci

Pamiętacie jeszcze te pionierskie czasy, gdy nie było Pokemonów i "Laboratorium Dextera"? Zapewne tak. Dlatego myślę, że z przyjemnością spędzicie najbliższe kilka(dziesiąt) minut {Wersja dla BARDZO wolno czytających :).}, przypominając sobie wybitne polskie produkcje filmu dla dzieci.

Miałem wtedy może ze dwa, trzy lata, gdy ujrzałem go po raz pierwszy. Już wtedy go polubiłem i zacząłem traktować jak przyjaciela. Towarzyszy mi aż do dzisiaj. O kim mowa? No jasne, że o misiu Uszatku. Ta bajka biła rekordy popularności dlatego, że przedstawiała ciekawe problemy (z dziecięcego punktu widzenia!) Uszatka i jego kumpli. Wszystko było zrealizowane w sposób perfekcyjny. Muzyka była jak na tamte czasy wyśmienita, a rekordy popularności biła piosenka śpiewana przez Misia: "Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci. Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci".

Kolejnym filmem, który upodobałem sobie w młodości, był "Reksio". Tak, ten poczciwy piesek, który wiecznie miał jakieś kłopoty. Jak dla mnie ta kreskówka jest również bez zastrzeżeń. A jak mi się wstyd robi, jak sobie przypomnę, że w dzieciństwie robiłem tak jak Reksio w melodii tytułowej (tzn. m.in. udawałem, że wylizuję miskę, to były czasy :)).

Warto również wspomnieć o szlachetnych braciach: Bolku i Lolku. Z nimi zwiedzaliśmy Egipt, by za kilka chwil przekonać się, jak z powszechnie dostępnych materiałów zbudować rakietę (tak, wiem, co mówię, mam jeszcze kasetę z paroma odcinkami).

Jest jeszcze filmik, którego nie darzyłem zbytnią sympatią, bo byłem wiernym fanem Misia Uszatka. Chodzi oczywiście o Colargola. Wtedy wydawał mi się on nudną podróbką mistrza U., lecz kiedy dzisiaj jeszcze przypadkiem trafię na tą bajkę w telewizji, to dostrzegam w nim dużo dobrego, przede wszystkim doskonały podkład głosów pod postacie, jak również świetny wygląd głównych bohaterów.

Aha, jest jeszcze bohaterski pingwinek Pik Pok. Przy nim nie bawiłem się już tak świetnie, jak przy wyżej wymienionych, lecz również warto o nim wspomnieć. {A Pik-Poka akurat pamiętam słabo. Dużo lepiej pamiętam za to książkę - miała różową okładkę z wielkim pingwinem na środku :). Nawet chyba wiem, na której półce się znajduje. :)}

Znowu muszę powiedzieć: "Co to były za czasy!". Szkoda, że już nie wrócą, bo przy tych filmach potrafiłem przesiedzieć cały dzień, a Pokemony jakoś mnie nie wciągają. A dlatego, że dzisiaj już raczej nie produkuje się polskich bajek dla dzieci, jesteśmy skazani na import.

{Nikt - za to głowy bym nie dała. Ale żal mi się zrobiło, jak słyszałam o likwidacji poznańskiego studia animacji - pamiętam, jak byłam tam na wycieczce we wczesnej podstawówce. To były czasy! Naprawdę, jeśli kiedyś będziecie mieli okazję zwiedzić takie miejsce, nie wahajcie się ani chwili, nawet jeśli już dawno temu wyrośliście z Uszatka i Colargola. - Tawi}

backsider
backsider@o2.pl