pan_T.A.Rej
Sport
Bardzo się ostatnio w okolicy, w której mieszkam, kultura fizyczna rozwinęła.
Szczególnie siatkówkę wszyscy zawzięcie trenują. Choć sam ani kibicem, ani
- tym bardziej, z powodu ogólnej herlawości - sportsmenem nie jestem (a przy
dzisiejszych zarobkach piłkarzy, żal mam do rodziców, że mnie do książek,
a nie do piłki gonili), całą ideę popieram. Lepiej, by młodzież się sportem,
niż łobuzerką i ankocholizowaniem zajęła. A zaangażowani w te gre są wszyscy,
w całej okolicy. Nawet ludzie starsi naszych siatkarzy wspierają jak mogą,
głównie finansowo. Cóż, sport w dzisiejszych czasach kosztuje, i to nie mało.
Młodzież fundusze zbiera, jak może, ale najczęściej pod miejscowym sklepem
ogólno-spożywczo-monopolowym (dawniej GS). A odbywa się to (zbieranie, znaczy
się) w następujący sposób - wychodzi ze sklepu taki tutejszy (tutejszy, bo
obcego od lat w tej okolicy nie widziano) i zaraz jeden z naszych kochanych
sportowców zaczepia go swoim ochrypłym - od wiatru, zapewne - głosem:
- "Dorzuć pan, panie Edziu, ze trzydzieści groszy, bo nam brakuje, a
z chłopakami po secie byśmy zrobili"
Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś takiej prośbie odmówił. Tak przez parę
godzin jeden z drugim postoi, pozbiera i na mecz leci. A na co pieniądze
potrzebne? Nie wiem, bo się na sporcie, jak zaznaczyłem, nie znam. Ale raz
słyszałem, jak mądrzejsi ode mnie mówili, że całe to ganianie za piłką coraz
więcej kosztuje. A znów w "Naszych Wieściach Gminnych" jeden reporter dramatycznie
się pytał, czy nasze gmine stać na te lige, co to w niej jest. Co to takiego,
ta liga, detalicznie nie wiem, ale patrząc na postępy naszych piłkarzy, myślę,
że to literówka, że powinno być "lebiege". No, chyba, że to nazwisko jakiegoś
Afrokopacza, ale wtedy z wielkiej litery powinno być, co nie?
Wracając do moich rodzimych ganiaczy piłki, aż żal mi chłopaków, tak
się przetrenowują. Wieczorem nieraz, widzę, jak z meczu wracają, to aż się
zataczają ze zmęczenia. Często - gęsto jeden, biedaczysko, taki przetrenowany,
że inni nieść go aż muszą. Ale gieroje są, zmęczeni, a z pieśnią masową na
ustach idą. Że czasem latarnię stłuką, czy przystanek zdemolują? Pewnie serwis
ćwiczą, jak się który zamachnie, to i mienie publiczne ma prawo lekko uszkodzić.
Zresztą, latarnie nie świecą, a PKS od dawna się u nas nie zatrzymuje, to
i przystanek niepotrzebny. A i tak, już go nasz sołtys na kiosek przemienić
zamiaruje. Co by z bezrobociem walczyć, a Unii się nie dać.
Raz jednego z graczy spytałem, gdzie mają to boisko do siatkówki, bo
może przyszedłbym popatrzeć, jak trenują ale popatrzył na mnie jakoś tak,
i mówi:
- "Ty, student nie wydziwiaj, a zeta na patriotyzm lokalny dorzuć".
Student, to ja nie jestem, choć zawodówkę, nie powiem, skończyłem. Mówią
tak na mnie, bo w okularach chodzę. A o tym patriotyzmie, to rację ma. Jako
tutejszy, z dziada-pradziada, powinienem wiedzieć, gdzie nasze boisko się
znajduje. I na mecze, choćby te ważniejsze, międzygminne, chodzić. A był
ostatnio, jak słyszałem, mecz z sąsiednią wsią. Po sobotniej zabawie w remizie
to się zaczęło. Nasi, jak mi sołtys mówił, po trzy sety wrąbali, i tamtych
dokładnie wypunktowali. Ja się tam na tej punktacji nie znam, ale swoje wiem,
że przepisowo mecz się odbył. Trzy sety i tamtych z boiska trzeba znosić.
Słabsze byli, znaczy się. Nie na darmo nasze chłopaki codziennie trenowali.
A słyszałem jeszcze, że na tej zabawie, to o Zośkę od Michałków poszło,
co to tańczyć z obcą wsią chciała. Ale to mi się podobało, że teraz kulturalnie,
na tle spotrowem o nią walczyli. A dawniej, to szkoda mówić... Zaraz by sztachety
w ruch poszły. Tatulo mi opowiadał, że sam w takich wojnach międzygminnych
udział brał, i że, jak w płocie za remizą sztachet brakło, to trza było kupować.
Po trzy zł. zwykła, a po dziesięć z gwoździem. Taki to wyzysk był dawniej.
Ale teraz kultura fizyczna u nas panuje, to i pokątny handel przemysłem drzewnym
się skończył. Tylko stolarz Maniek coś na te sporty krzywo patrzy, bo go klientela
odeszła. Nie może się chłopina przekwalifikować, i bramki, czy słupki robić?
Teraz nasze kochane sportowce pod sklepem na "japko" - jak mówią - zbierają.
Pewnie kurację witaminową sobie fundują, bo siły muszą na dzisiejszą zabawę
w remizie nabrać. Sąsiednia wieś rewanż zapowiedziała.
Tak teraz kończę. Do remizy śpieszę. Jak na mecz zdążę, to może mnie
na sędziego, albo - nie przymierzając, komentatora wezmą?
Z Okolicy - komentował
pan_T.A.Rej
Jak cię widzą, tak się wyśpisz