Obalanie mitów

BrightWitch


Nie, nie mogę z niektórymi. Specjaliści od feminizmu streszczają moje poglądy. Ale w tych streszczeniach zupełnie nie widzę siebie. Oni to nazywają feminizmem. A ja feministka mogę powiedzieć tylko jedno: bzdura, a nie feminizm.

Siedziałabym sobie teraz w parku albo na placu i słuchała Myslovitza. Zamiast tego muszę teraz siedzieć w domu i mity obalać. Dlatego też bardzo proszę wszystkich o niewypowiadanie się o feminizmie, jeśli nie macie o tym pojęcia. Zanim coś powiesz - sprawdź.

1. Feministki nie domagają się równości w sprawie służby wojskowej. - bzdura. Równouprawnienie to równouprawnienie. Ma się rozciągać na wszystkie dziedziny życia. Równouprawnienie nie jest dążeniem do przywilejów. Jest dążeniem do zrównania praw i obowiązków. Czy samo słowo "równouprawnienie" na to nie wskazuje? Nie mówię, że ja sama chciałabym iść do woja, ale jeśli jakaś pani chce to czemu jej kłody rzucać pod nogi? Chętna pani zamiast niechętnego pana. Przykładem niech będzie kraj Busha, gdzie panie poszły na front i gorsze od mężczyzn nie były.

2. Jak przychodzi co do czego, to chcą być puszczane pierwsze, trzeba za nie płacić i odprowadzać pod dom. - o Chryste Panie. Każda feministka ci powie, że to jest traktowanie kobiety tak jakby była upośledzona. Drzwi jej otwórz, bo sama sobie nie poradzi. Odprowadź pod jej własny dom, bo sama nie trafi. Zapłać za nią, bo ona nie jest w stanie na siebie zarobić. Zawsze mnie to irytowało. Kolesiowi mówię, że nie wymagam odprowadzania mnie, niech robi co chce. Jeśli ma ochotę się przespacerować, proszę bardzo, a jeśli nie - przecież się nie pogniewam. Poza tym dziko się kłócę, kiedy ktoś chce za mnie płacić. Co to ma być? To nie jest sprawiedliwe, przeczy równouprawnieniu. Każdy płaci za siebie. A przepuszczanie przodem? Mogę iść druga, wcale się nie obrażę. Bo niby dlaczego miałabym?

3.Feministki nie uznają partnerstwa. - he, he. Tą bzdurę chyba lubię najbardziej. Feminizm OPIERA się na partnerstwie. Ile można powtarzać, że feminizm nie jest żeńską odmianą szowinizmu?! Gardło zedrę, ale i tak 5 minut później usłyszę: "Jakie te feministki głupie, partnerstwa nie chcą."

4.Feministki, zamiast jak normalny człowiek, zasłużyć, domagają się jakiegoś tam procenta miejsc w rządzie? - KOBIETY (nie tylko te mające świadomość, że są feministkami*) spychane są celowo na ostatnie miejsca list wyborczych nie mają siły przebicia. Nikt nie zwraca uwagi na koniec, bo na końcu są ci, którzy nic nie znaczą, prawda? Poza tym kobiety nie są gorsze od mężczyzn w polityce, ale nikt nie bierze ich serio. A feministki... zasłużyły się przecież. To dzięki nim kobiety mają jakiekolwiek prawa. Inaczej miałyby tylko obowiązki.

5. Feministki to egoistki. - odrobina mądrego egoizmu nikomu nie zaszkodzi. Kobiety wychowywane są w przeświadczeniu, że muszą rezygnować ze swoich potrzeb na rzecz innych ludzi. Ja w tym nic słusznego nie widzę, wręcz przeciwnie - dla mnie jest to krzywdzeniem kobiety. Feministki uczą, że kobieta ma prawo do świadomych wyborów. Jeśli dla mężczyzn to jest egoizmem to niech oni zastanowią czy to, co oni robią jest altruistyczne...

6. Feministki nie lubią "kur domowych". - o ile jakaś kobieta sama sobie wybrała takie życie i sprawia jej to przyjemność nie mam nic przeciwko. Feminizm walczy o prawo do wyboru. Możesz być kurą domową, ale ty musisz tego chcieć. To nie ma być tak, że nie masz wyjścia i musisz siedzieć w garach otoczona gromadką dzieciaków. Złość, jaką wywołuje we mnie narzucanie kobiecie takiej roli nie jest wymierzona ani w kobiety, ani w mężczyzn. Ona jest wymierzona w patriarchalną kulturę.

7. Feministka to wróg kobiet. - Taa... te feministki wstrętne mieszają kobietom w głowach, że nie muszą wypełniać swojej naturalnej roli, a mogą robić co chcą. Sądzę, że to stąd ten głupawy mit. A najlepsze jest to, że feminizm głosi: wszystkie kobiety są siostrami.

8. Feministki nienawidzą mężczyzn. - Pozdrowienia dla Taty, braci, kolegów, sąsiadów, Tego Faceta i wszystkich panów. To, że czepiam się kultury, w której promuje się tylko mężczyzn nie znaczy, że czepiam się mężczyzn. To, że pluję na gwałcicieli to nie znaczy, że pluję na mężczyzn (bo IMHO gwałciciel to nie mężczyzna). To, że kopię seksizm w odwłok nie znaczy, że kopię mężczyzn. Skąd więc to przekonanie, że nienawidzę mężczyzn? Ależ ja facetów bardzo lubię, naprawdę!

9. Feministki się nie zakochują, nie mają mężów ani dzieci. - "Niedobrze być człowiekowi samemu" napisano w pewnej księdze. I choć w księdze tej jest mnóstwo głupot albo sprzeczności, w tym miejscu jest ona prawdziwa. Człowiek już tak ma, że dąży do wchodzenia w związki. A feministka też człowiek (szokująca teza, wiem :)). Ma zupełnie ludzkie potrzeby. I nie świadczą one o jej słabości ani chwiejności jej poglądów, bo co ma równouprawnienie do miłości?

Na razie tyle, więcej mitów nie przychodzi mi do głowy. Mam jednak nadzieję, że coś wam się rozświetliło i nie będziecie już powtarzać bzdur o feministkach.

* Większość kobiet, jeśli nie wszystkie, to w ogólnym pojęciu feministki. Uważają, że kobieta i mężczyzna są równi, że nie wolno dyskryminować kobiet ze względu na płeć i nie chcą być traktowane jak bezmyślne kukły, u których najważniejsze jest ciało. Ale feminizmowi dorobiono gębę tak straszną, że wolą sobie nie uświadamiać, że to, co myślą można (i trzeba) nazwać feminizmem. Podobnie z mężczyznami - ci, którzy nie uważają, że kobiety są gorsze są feministami. To, co wydaje wam się być zdrowym rozsądkiem jest niczym innym jak feminizmem.