Zbliża się noc. Wizja ciężkiego, mijającego dnia pozostaje w pamięci. Pragnienie zapomnienia o tym dniu snuje się w myśli jak komety po niebie. Jednak noc wcale nie przyniesie ukojenia. Sprawi, że powróci jeszcze więcej wspomnień i myśli o których należało by a może bardziej chciało się zapomnieć. Ściemnia się już. Powoli nadchodzi sen. Być może uda się zasnąć i tak się staje. Sny okazują się być gorsze od rzeczywistości. Głośny krzyk zrywa z łóżka. Wzrok a może raczej słuch stara sie wyłapać źródło dźwięku. Po paru chwilach z ulgą okazuje się, że to był tylko sen. Nie nadługo jednak. Do głowy dobijają się pierwsi goście. Ale na pozór nie niosą radości. Niosą strach. Strach którego nie da sie opisać. Jest tak wielki aż paraliżuje całe ciało, bez wyjątku. On jest pierwszym gościem. Zawsze jest pierwszy. Musi otworzyć umysł dla innych, czasami o wiele bardziej okrutnych, myśli. Świadomość. Ona jest drugim gościem i wydawało by się, że dzięki niej uda się o wszystkim zapomnieć ale wcale tak nie jest. Dla pozoru sprawia, że jest łagodna. W rzeczywistości jest o wiele gorsza od swojego poprzednika. Zaczyna swój rytuał. Daje do zrozumienia, że myśli, te najgorsze, nadejdą. Zawsze będą nadchodziły. Z nimi nie da się wygrać. Są niepokonane. Ale za to będzie ich coraz więcej. Jeszcze więcej niż wczoraj, jeszcze więcej niż dzisiaj. Można je przytłumić ale one wtedy zbierają jeszcze większą siłę i są jeszcze bardziej bolesne. Właśnie, bolesne. Kiedy już nadejdą zaczyna pojawiać się ból. To nie jest ból fizyczny choć czasem mogło by się tak wydawać. Jest jeszcze gorszy. On zamyka umysł. Właśnie wtedy odchodzi strach, który zrobił wszystko co musiał i pozostawia to co rozpoczął aby dokończyli to jego współtowarzysze. Ból nie zna litości, której tutaj właśnie brakuje. Wyniszcza od środka by osłabić. Udaje mu się to za każdym razem. Jest najlepszy w tym co robi i zawsze będzie najlepszy bo nikt nie posiada takiej perfekcji swoich działań jaką on ma. Zawsze wie kiedy przestać aby móc powrócić następnego dnia a właściwie nocy. Odchodzi w najmniej spodziewanym momencie sprawiając wrażenie, że nadal pozostaje. Ranek przynosi nadzeję. Jednak nadzieja jest słaba i szybko odchodzi. Zostaje przepędzona przez świadomość, która jest już tak dobrze znana. Ona działa przez cały dzień. Sprawia, że ten nowy jest początkiem narodzin myśli które powrócą nocą. Ale dlaczego nie ma dobrych myśli, dlaczego zawsze są złe? Bo tych dobrych jest za mało aby mogły zaistnieć, są do tego zasłabe. Pozostaje już tylko doczekać do nocy, aby przeżyć to samo tyle tylko, że ze zwiększoną siłą. I tak będzie aż do śmierci, która przyjdzie po wyniszczoną duszę. Wtedy zakończy sie koszmar. Zacznie się coś nowego. Może to będzie coś innego niż to co było do tej pory. Coś lepszego.


Iwan
iwano6@wp.pl