MOJA ZABAWA W LUDZKĄ FILOZOFIĘ
Wysoko - ponad rzeczywistością - pływała dusza, będąca człowiekiem właściwym. Nie miała twarzy, nie posiadała rzeczy materialnych - w końcu sama też materialna nie była. Nie chciało jej się żyć, więc nie żyła. Nie była też martwa, bo cóż komu przyjdzie z martwej duszy? Ot, taki błogi stan, niegdyś nazwany "nirwaną". Szczęście i smutek zmieszane w jedno - idealna równowaga.
"Artysto, skorzystaj z momentu, przedstaw człowieka w stanie śmiertelnego skrzywdzenia"*
Człowiek to wyjątkowo marne stworzenie... łatwo
popada w melancholię, uzależnia się od wszystkiego, co tylko mu się nawinie.
Tworzy instytucje i ministerstwa, które pozornie mają ułatwić mu życie, a
jednak ich funkcje mijają się z celem i to znacznie. Człowiek doznaje
skaleczeń, złamań, krwawień... leczy się, bo często choruje. Czasem ktoś
leży w śpiączce nie mając już szans na powrócenie do świata żywych, a
przepisy prawne i etyczne nie pozwalają mu na dobre odejść. Fałszywa moralność
i zakłamanie cechują niemal każdego, a najbardziej tego, kto się ich
wypiera. Ludzie zakochują się i często cierpią na syndrom nieodwzajemnionej
miłości - to najczęstsza przyczyna samobójstw. A gdy zdarzy się tak, że
ktoś zakocha się z wzajemnością, to i w tym wypadku jego spokojną
egzystencję zakłócają obawy dotyczące zdrady, śmierci ukochanej osoby, jej
choroby czy też seksualnego niespełnienia. Na cmentarzach opłakiwani są
zmarli, ale w codziennym życiu często bardziej opłakuje się los tych jeszcze
żywych. Człowiek stwarza sobie bogów... jedni mają w domu krzyż powieszony
nad drzwiami, a inni posążek grubego człowieczka. Wiadomo, do takiej relikwii
można pomodlić się o zesłanie wszelkich dóbr, a gdy prośby nie zostaną
spełnione, zawsze pozostaje ktoś, na kogo można bluźnić i kogo można
obwiniać za wszelkie nieszczęścia.
Człowiek jest też stworzeniem wyjątkowo
kłótliwym. Spory między przedstawicielami gatunku ludzkiego dotyczyły już
chyba wszystkich aspektów życia doczesnego, jak i tego po śmierci. To, że każdy
ma zawsze rację, stwarza wiele problemów zwłaszcza, gdy na jakiś
temat zdania są podzielone. Każdy człowiek pragnie takiej czy innej władzy.
Czasem dotyczy ona kierowania całymi narodami, a czasem jedynie własnym życiem.
Jednak ziemski obywatel jest w gruncie rzeczy słaby i często niezdolny do objęcia
choćby przydzielonego mu, tuż po narodzinach, stanowiska "kowala swego
losu". Tak więc jednostka, która we własnym mniemaniu jest słaba,
powierza swe życie jednostce, która w mniemaniu obu stron jest silna.
Zwarzywszy na to, że wszyscy ludzie są marni, takie postępowanie nigdy nie
wyjdzie na dobre żadnej z tych osób... co z resztą doskonale opisane jest w
książkach historycznych.
Człowiek się starzeje... brzydnie, ale i mądrzeje.
Wydawać by się mogło, że zdobywana wiedza działa na naszą korzyść.
Owszem, dorastając nasze szare komórki pięknieją, ale za to wnętrze -
bogatsze o życiowe doświadczenia - staje się uboższe o marzenia i dziecięcą
prostotę. Matka rodzi dziecko i wychowuje je na poprawnego obywatela. Człowiek
kocha swe potomstwo i jednocześnie zabrania mu decydowania o własnym życiu.
Gdzie jest ta powszechna prawda, która mówi, że "każdy rodzi się
wolny"? Mało tego, często rodzic krzywdzi syna czy córkę... bije i
zadaje ból, a przecież to ranione ciało, powstało z ciała raniącego.
Człowiek się buntuje, ale nie jest zdolny do
wywalczenia czegokolwiek. Najpierw sami tworzymy swój rząd, wybieramy króla,
prezydenta... a potem negujemy własny wybór. Mamy za sobą setki lat
przechodzenia z jednego ustroju w drugi, z jednej ideologii w drugą, z jednej
doktryny w drugą, z jednej pustej beczki w drugą pustą beczkę, której w żaden
logiczny i łatwy sposób nie jesteśmy w stanie napełnić... a winę zrzucamy
na dziurę, do której stworzenia nikt się nie przyzna.
Człowiek
niszczy środowisko tak, jakby należało ono do niego. Przyzwyczailiśmy się
do myśli, że przyroda jest zależna od nas i żyjemy w tym kłamliwym
przekonaniu od kilku już pokoleń. Śmiecimy, wytwarzamy trujące gazy,
zabijamy zwierzęta dla skór i futra, a jednocześnie opiewamy w poezji czy też
w muzyce piękno natury... Organizujemy dzień "sprzątania świata",
a pozostałe 364 dni w roku zapominamy o tym, że naszym bezmyślnym zachowaniem
niszczymy to, bez czego bylibyśmy niczym.
Człowiek
jest zachłanny, obłudny i chciwy. Pragnie pieniędzy, czerpie korzyści z
krzywdy innych. Wszyscy jesteśmy egoistami. Tak, są nimi nawet ci, którzy całe
swe życie poświęcają pomocy potrzebującym... w końcu to
"altruistyczne" zachowanie sprawia przyjemność obu zainteresowanym
stronom. Bohater "Legendy o św. Aleksym", którą każdy chyba zna ze
szkoły, poprzez swoją ascezę również okazał się wielkim egoistą... opuścił
żonę w czasie nocy poślubnej i wybrał drogę cierpiętnika, by osiągnąć
zbawienie. Cóż, mało jest takich, którzy rozumieją na czym polega nasz
ludzki egoizm i to właśnie nasze nie przyznawanie się do niego jest kolejnym
słabym punktem ludzkości.
Człowiek przez całe swoje życie
dąży do ideału. Chciałby osiągnąć błogi stan, w którym nie musiałby
zważać na wszelkie problemy doczesnego świata. Pragniemy tej nieosiągalnej
nirwany, która uwolniłaby nas od przemijalności naszej ziemskiej egzystencji.
Chcemy być idealni, wiecznie młodzi, mądrzy, najlepsi we wszystkim. Chcemy,
chcemy, chcemy i jeszcze raz chcemy. Całe życie nic innego nie robimy, tylko
chcemy... wszystkiego. Brniemy w nowoczesność, coraz bardziej pogrążamy się
w beznadziejności. Z jednej strony wielkie pragnienie uwolnienia się od tych
wszystkich ziemskich zbytków, które warunkują naszą beznadziejną egzystencję...
z drugiej zaś zachłanne żądanie coraz większej ilości materialnych dóbr.
Z jednej strony chciwie spoglądamy na wolne i do niczego nie przywiązane ptaki... z
drugiej strony całe swoje życie przybijamy się gwoździami do trumny zwanej
"człowieczeństwem". Dlatego tak bardzo chciałabym znaleźć
odpowiednie obcęgi...
* Majakowski