„Dwie takie, z których jedna poszukuje ciebie, a drugiej szukasz ty sam”


Czy jestem dobra? Nie wiem. Jestem przyjaciółką człowieka. Taką prawdziwą. Szczerą, wierną i bezinteresowną. Jestem najlepszą przyjaciółką człowieka, ale człowiek nie zawsze jest moim najlepszym przyjacielem. Moim bratem sen, a siostrą śmierć. Towarzyszę ci od urodzenia, od poczęcia. Jak Anioł Stróż. Jestem z tobą we śnie. Jestem, kiedy rzuci cię dziewczyna. Kiedy zakuwasz do egzaminu. Kiedy przegrasz mecz o wejście do mistrzostw świata. Kiedy nie będziesz potrafił pokonać nieśmiałości. Kiedy będziesz leżał ciężko chory w szpitalu i nikt nie raczy zainteresować swojej ... (tu wstawić rzeczownik), by cię odwiedzić. Kiedy będziesz umierać i kiedy staniesz przed Jachwe, Bogiem lub Allahem i będziesz tłumaczył się ze swojego życia. Kiedy będziesz smażyć się w Piekle lub trwać w Wieczności. Zawsze będę z tobą. Kim jestem? Zgadnij. Niech za podpowiedź posłuży ci fakt, że zwykle kojarzę się (przez to smutne imię?) źle, nudno, niechętnie. I nie wiem czemu. Przecież to w mojej obecności rozmawiasz z samym sobą i doznajesz wewnętrznego ukojenia. Pomagam goić się twoim ranom. Słucham cię, gdy nikt inny nie chce, albo gdy ty nie chcesz, by ktoś cię słuchał. Jestem na każde twoje zawołanie. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie ja, to nie poznałbyś siebie. Mówisz, że znasz tego, czy tamtego. Przytakujesz? Więc tu robię minę, jaką zrobił Morfeusz po spytaniu Neo, czy myśli, że oddycha teraz powietrzem. Bracie, nie znasz nikogo! Znasz tylko ich drobną część, jaką ukazują tobie i światu, choć czasem i tego nie możesz być pewny. A siebie? Kto zna cię lepiej, niż ty? Nawet twoja własna Matka przestała znać cię lepiej niż ty sam wraz z chwilą odcięcia pępowiny. Więc znasz siebie, czy nie? Przekonaj się - zwróć uwagę na swoje zachowanie w piekielnie trudnej, dziwnej i rzadkiej sytuacji. Postaw się w takiej sytuacji. I co? Jeśli zawsze potrafisz przewidzieć swoje zachowanie, to gratuluję. Nie zmienia to jednak tego, że jestem ci potrzebna i pożyteczna. Żebyś poznał samego siebie, swoje siły; wiedział na co cię stać, a na co nie; odnalazł powołanie/pasję/sens życia. Miał świadomość. Ale nie dziękuj mi, za to mi płacą. Aha, zwą mnie samotność.

Ale Samotność (zasługuje na pisanie jej wielką literą) to przyjaciółka na krótką metę. Wielokrotna i częsta, ale na krótką metę. Możesz przeżyć nawet i calusieńkie wakacje sam jak palec. Ale w okolicach 31 sierpnia będziesz błagać, by wrócić do normalnego życia. Kiedy indziej znów powrócisz tu. Do niej. I znów na krótko. Bo człowiek to zwierzątko stadne, które wprost ciągnie do innych osobników tego samego gatunku. Zwłaszcza odmiennej płci. Co pociąga nas w innych? Każdego co innego - kwestia miliona różnych czynników. Można żyć z kimś przez wiele lat nie wiedząc o jego istnieniu. Codziennie widzieć dziewczynę w szkole, rozmawiać z nią czasem, nie lubić jej, nawet być jej największym wrogiem. Ale pewnego dnia zakochać się w niej - z wzajemnością (!). Oby ten pewien dzień nie nadszedł zbyt późno. Dzień, w którym poczujesz, że chcesz z nią być, rozmawiać, czuć jej obecność. Zaraz, ty ją kochasz! Czujesz pustkę, gdy nie przyjdzie do szkoły i skaczesz z radości w duszy, gdy do szkoły wróci. Zapłaczesz rzewnie, gdy to się skończy. Ale czas zaleczy wszystkie rany. Tak mówią. Ja dodam jeszcze, że czas z samotnością zaleczą rany. „Wybaczam ci, ale nie zapomnę do końca życia”. To nie będzie już tak boleć, lecz zapamiętasz ją do końca życia. Mówią też, że pamięta się tylko złe chwile. To nie jest prawda. Jeśli byliście blisko, to zapamiętasz wszystko. Każdy drobiazg. Spojrzenie. Łzę. Kolor i kształt paznokci. Fryzurę. Ton głosu.

Niedawno postawiłem hipotezę, że można żyć jedynie wśród osobników własnej płci (czyt. kolegów), nie interesując się związkiem z dziewczyną. A przynajmniej spróbować. Żyłem w, jak ja to mówię, hormonalnym odosobnieniu. Byłem wulgarny, egoistyczny, gadałem o sporcie, seksie, samochodach, także o nauce i szkole. Nigdy nie mówiłem za wiele o sobie, wtedy i teraz też nie robię wyjątku. Nie myślałem o dziewczynach. Wiedziałem, że są, ale nie chciałem, by zawracały zbytnio moją uwagę (ja ich uwagi też nie zaprzątałem). Jednak już po kilku tygodniach beztroskiego (?) i błogiego (??) żywota musiałem hipotezę obalić i stwierdzić, że nie da się żyć bez przyjaźni z dziewczynami. To jest niemożliwe. Niemożliwe. (Nie wytrzymałbym będąc zakonnicą/księdzem w celibacie, ale ja mam inne powołanie). Hormony pracują intensywnie i już ich głowa w tym, żebyś nie zapomniał o dziewczynach. Mimo to pomyśl czasem o niej. O Samotności.

Teraz nie mam dziewczyny. Znów jestem typowym chłopakiem, na którego nie lecą dziewczyny z wywalonym jęzorem. Może na razie nie chcę. Ale potrafię się zmienić. Tak samo, jak podczas w/w eksperymentu, zachowywałem się przed poznaniem pewnej dziewczyny. Ale zmieniłem się. Dla niej. Byłem inny niż zawsze. I nie wiem czemu, ale w tym magicznym stanie było mi lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej i kiedykolwiek później. Nie wiem też, czy i kiedy powrócę do tego cudownego stanu.



PS. Dopiero po nadaniu tytułu spostrzegłem, że obie (i miłość, i samotność) mogą cię szukać, ale możesz również poszukiwać ich ty sam.

W jednym z ostatnich AeM-ów pewien autor pisał, że wszystkie czyny ludzi prowadzą do zaspokojenia jednego z trzech nakazów: przeżycia, rozmnożenia i przyjemności. Miłość to jedna z tych rzeczy, które nie prowadzą do żadnego z tych nakazów.



„Kiedy rzeczywiście potrzebujesz miłości, znajdziesz ją zawsze czekającą na ciebie.”

Oscar Wilde

„Kiedy człowiek jest zakochany, ukazuje się światu taki, jakim powinien być zawsze.”

Simone de Beauvoir



Tekst popełnił Always Second (AS w rękawie:)