Kiedy dorosnę wyjadę stąd i zostanę kimś innym.
Nie będzie znał mnie nikt, bo nie będzie nikogo, o kim będę mógł powiedzieć "Ja".

Jest cisza co jakiś czas zakłócana przez przejeżdżające samochody. Siedzę na szerokim parapecie, i patrzę na drogę od bramki do drzwi. Przewinęło się nią już tylu ludzi, tyle śladów stóp odcisnęło się w błocie... i wszyscy prędzej czy później odchodzili.
Jest mnóstwo uczuć, wzajemnie się wykluczających, raz jedne biorą górę nad drugimi, po chwili sytuacja się odwraca. Żadnych manifestacji, żądań, propozycji, stłumiony krzyk, gdzieś we mnie, ręka powoli naciska na szybę, powoli lecz systematycznie z większą siłą... niech pęknie. Niech pęka... nie pęka. Odsuwam rękę. Dalej, dalej... nagła eksplozja, wszystkie uczucia, emocje, za i przeciw, wszystkie "nie może się udać" zbierają się w jeden impuls; światło w żyłach.
Słychać uderzenie, odgłos rozbijanego szkła, i płacz. Teraz powinien zjawić się ten ktoś kto nie zada głupiego pytania "dlaczego?"; "po co?"; ten ktoś kto zjawia się by opatrzyć krwawiącą rękę; ten ktoś kto zawsze powinien być blisko; przyjaciel... i nie zjawia się nikt... znowu cisza.
Głowa powoli opada na pierś, zasypiam, ten stan między snem i jawą w którym najbardziej niedorzeczne myśli stają rzeczywistością.
Nagle ciszę rozdziera dźwięk telefonu z przedpokoju. Wstaję, podchodzę, odbieram... sygnał; spóźniłem się; jak zwykle spóźniony...

Czerwony kapturek spotkał wilka.
- Dokąd idziesz chłopczyku?
- Do babci.
- A którą drogą do niej pójdziesz? Drogą z napisem "patch of needels" czy "patch of pills"?

Kiedy dorosnę wyjadę stąd i zostanę kimś innym.
Nie będzie znał mnie nikt.
Będę sam, i tylko sam dla siebie. Żadnych marzeń, żadnych nadziei, żadnych wyjść i rozwiązań... sam dla siebie;
I nie będzie nikogo kto będzie mógł powiedzieć "to on".

LITTLE_rED_RIDING_HOOD
(red-cappa@wp.pl)