Mój kolega i jego dzieciństwo
Na szczęście nie pisze o sobie. Piszę o moim koledze, który dzieciństwo, ma już doszczętnie zniszczone. Kiedy miał 7 lat jego ojciec zmarł w wypadku samochodowym. Wtedy mojemu koledze było bardzo ciężko żyć bez ojcowskiej ręki. Bo przecież z mamą nie pogra w piłkę, nie pogimnastykuje się itp. Już wtedy, ja gdy byłem w pierwszej klasie podstawówki, bardzo mu współczułem. Kiedy chcieliśmy z chłopakami wyjść np. do cyrku, to on nigdy nie mógł, ponieważ jego mama całe dnie spędzała w pracy, a do cyrku wchodziło się tylko z osobą dorosłą. Jego matka miała sama utrzymywać jego, swoją córkę, no i siebie. Mój kolega w szkole zawsze miał gorsze ubrania od innych, miał także problemy z nauką. Jak miał się dobrze uczyć jeśli jego mama większość czasu spędzała w pracy? Nikt nie mógł mu wytłumaczyć lekcji. Chyba, że ja i inni koledzy, ale on i tak nigdy nie słuchał jak mu coś tłumaczymy.
Mimo, że ojca nie miał, to mój kolega nadal tryskał humorem. Był bardzo radosny, uwielbiał robić kawały i w ogóle. Aż nie dawno przeżył prawdziwą tragedię. Ja myśląc o niej chce mi się płakać, bo to chyba najgorsza rzecz jaka mogła mu się przytrafić. Pewnego dnia idę po mieście i widzę nekrolog... pisało tam, że matka mojego kolegi zmarła. Od razu bardzo, ale naprawdę bardzo mu współczułem.
Jak tak można żyć? Bez matki... bez ojca. Takie życie po prostu nie ma sensu. Wyobrażacie sobie co on teraz musi czuć? Pewnie zniszczyłby cały świat. Na pewno nie daje mu to spokoju. Jak już wcześniej pisałem bez ojca żyło mu się bardzo ciężko. Jego matka nie zarabiała dużo, a musiała utrzymywać 3 osoby. Teraz kiedy ona odeszła to kto mu kupi nowe ubranie, książki, tornister na pierwszego września? No kto? Nie wiem. Wiem tylko to, że teraz wraz ze swoją siostrą mieszka u własnej babci. Jednak ona nie zapewni mu żadnej przyszłości. Dlaczego? Dlatego, że ma problem z tym, z czym ma większość ludzi w Polsce - są to pieniądze. Jego jedyna rodzina jak mu została, czyli starsza już babcia, która nie dysponuje pieniędzmi, (nie pracuje) a w dodatku mieszka w chatce z drewna, nie zapewni mu nawet tego, żeby codziennie był najedzony. Nie zapominajmy, że on ma także siostrę, której babcia nie wykarmi.
Mój kolega ma naprawdę skopane dzieciństwo. Nie wiem, ale jeśli umarłaby mu jeszcze jego babcia to gdzie on wraz z siostrą by się podział? Gdzie mieliby dach nad głową? Kto zapewniłby im posiłki? Przecież reszta jego rodziny nie żyje. Takiej sytuacji nie życzyłbym nikomu, nawet Bin Ladenowi, gdy był dzieckiem. Naprawdę nikomu. A tymczasem gdyby tak się naprawdę stało musiałby szukać dachu nad głową w Domu Dziecka. Ale dorastanie i przeżyte dzieciństwo w Domu Dziecka? Przecież to okropieństwo. Gdybym był na jego miejscu naprawdę nie wiem cóż bym począł. Na pewno chciałbym odejść z tego świata. No bo co to za życie, gdy nie ma się, ani matczynej, ani nawet ojcowskiej ręki? Nikt cię nie kocha. Nikt się tobą nie opiekuje. Nikogo nic nie obchodzisz.
Pisząc ten tekst zbierało mi
się na ostry płacz. Nie wiem czy dla mojego kolegi można wiele uczynić, żeby
jego dzieciństwo nie było tak doszczętnie zepsute. Naprawdę nie wiem. Może
kiedyś to samo spotka nas (nikomu tego nie życzę), wtedy każdy będzie mógł
sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Opłakiwał swojego kolegę:
© trigger <trigger@go2.pl>