Telenowela pt. "Wynurzenia Nikczemnego Stolca (czasem z klopa, a czasem nie)

Odcinek II

OPCJE MUZYKI:

 

  A ja NIE chcę wojny!!!

Ehh, jedna rzecz ze wszystkich jest chyba najsmutniejsza L A mianowicie kompletny brak umiejętności nauki na cudzych i własnych błędach. To właśnie z tego powodu większość nieszczęść spotyka ludzkość. Na szczęście istnieją ludzie, którzy dzięki historii naszej cywilizacji potrafią dostrzec drogę, która ma przyszłość i tę, która takowej nie posiada. PaFFendoX - autor arta pt. "A ja chcę wojny!!!"(AM38) najwyraźniej do tej wąskiej grupy ludzi się nie zalicza.
Skąd taki wniosek wysnułem? Już odpowiadam.
Aby odpowiedź była jak najbardziej przejrzysta będę cytował całe akapity z arta PaFFendoX'a, a potem je komentował. Osoby nieobeznane z komentowanym tutaj przeze mnie artem będą miały przy okazji możliwość dokładnego zapoznania się z nim. No ale wrzućmy wreszcie mięcho na ruszt, bo art PaFFendoX'a był "rzadkiej urody" -

>> A teraz mała dygresja. Ciekawskim tłumaczę, dlaczego te dwa ostatnie słowa zawarłem w cudzysłowie - otóż jest to cytat z twórczości pewnego osobnika, którego grafomańskie popisy zrobiły na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy recenzował kolejne odcinki serialu "Wiedźmin" - swoją drogą bardzo wesołego i interesującego, z punktu widzenia możliwości ruinowania gotowych przepisów na sukces. Małej dygresji koniec. <<

Cytaty PaFFendoX'a zapisane zieloną kursywką.

  ODŁAMY
Wojna - pojęcie dla niektórych straszne. Tak jak pisał Silverspoon w wojnie ginął ludzie. Ginąc zabijają innych. Od pewnego czasu świat podzielił się na tych co chcą wojen, a tych co nie chcą. Ja uważam, ze wojny to ludzka natura. Człowiek to zwierze. Ma instynkt zabójcy. Chce zabijać. Więc jeśli człowiek, powiedzmy sobie, lubi zabijać, to skąd wzięli się ci, którzy są przeciwko wojnom? Ja uznaje takich ludzi za odłamy. Nie, nie odłamy społeczeństwa. Społeczeństwo jest wytworem ludzkim. Chodzi mi o odłam od natury. Odłam od natury oznacza zachwianie się pewnych ustalonych z góry rzeczy. Tak jak zachwianie się łańcucha pokarmowego. Pytanie: "Jak powstały te odłamy?" pozostaje bez odpowiedzi.

GDZIEŻ TE ODŁAMY?

Na początek zrobię coś bardzo dziwnego, zważywszy na fakt, że mam zamiar krytykować spłodzony przez PaFFendoX'a tekst. Otóż bez cienia wątpliwości zgadzam się z pierwszymi pięcioma zdaniami. Dalej drogi czytelniku tej zgodności już nie uświadczysz, więc jeśli jesteś osobą o słabej konstrukcji psychicznej, nielubiącą kłótni i niezgody to najlepiej odpuść sobie dalszą lekturę tego arta.

Wracając do tych pierwszych pięciu zdań - nie sposób się nie zgodzić, że na wojnie giną ludzie. Nieco zawiły komunikat kryje się w zdaniu "ginąc zabija innych", ale w sukurs przychodzi nam sytuacja na Bliskim Wschodzie, głównie w Izraelu, gdzie palestyńscy zamachowcy-samobójcy wysadzając się w powietrze zabijają swoich wrogów. Dla nich to jest wojna więc traktują wszystkich Żydów jako przeciwników. Sens tej wojny, jak również każdej innej rozpatrzę w dalszej części. No ale moim celem było udowodnienie, że człowiek ginąc może również zabić. Udowadniałem to dla osób, które zwykły uważać, że w wojnach każda ze stron stara się minimalizować swoje straty, zwłaszcza w ludziach i że sytuacja, gdy żołnierz musi zginąć aby zabić, zazwyczaj nie ma miejsca. No ale jak widać są wyjątki od tej reguły.

Początkowo wątpliwości nastręczyło mi również stwierdzenie, że "od pewnego czasu świat podzielił się na tych co chcą wojen, a tych co nie chcą". Nie od dziś wiadomo, że już w starożytności pojawiały się głosy sprzeciwu wobec wojen. No ale czymże jest kilka tysięcy lat historii ludzkości przy miliardach lat istnienia wszechświata? Toż tego nawet nie można określić chwilą, ani nawet chwilką. W zasadzie również ułamek sekundy nie jest adekwatnym określeniem. No ale nie czepiajmy się szczegółów. Tak czy inaczej, z takiego punktu widzenia to rzeczywiście była chwila, więc można powiedzieć, że od jakiegoś czasu istnieje opisywana przez PaFFendoX'a sytuacja.

No ale brnijmy dalej w zawiłe wywody PaFFendoX'a. Czy człowiek jest zwierzęciem dyskutować nie będę - powiem tylko: co kto lubi. Ja tam za zwierzę się nie uważam. Instynktu zabójcy również w sobie nie czuję, ale nie zaprzeczam, że być może gdzieś głęboko się on w nas, ludziach kryje. Tyle tylko, że pierwotnie był on niezbędny do przeżycia i odpowiedniego najedzenia się, potem przerodził się w patologię, wypaczającą sens istnienia rozumnych istot jakimi są ludzie. Człowiek myślący, jak sama nazwa wskazuje potrafi myśleć, zwłaszcza logicznie, choć niektórym osobnikom przychodzi to z ogromnym trudem. Dlatego homo sapiens potrafi odnajdywać sens w swoich działaniach i przewidywać ich skutki na podstawie własnego rozumowania oraz analogii do wydarzeń z historii. Stąd właśnie biorą się przeciwnicy wojen - oni wiedzą ile cierpienia, bezsensownego zniszczenia i problemów w przyszłości przynoszą konflikty zbrojne. Wojna zawsze tylko niszczyła. Ktoś może powiedzieć, że burzyła po to żeby zbudować coś nowego. Ale to nowe zawsze okazywało się być zarzewiem nowych konfliktów. Można by tu podyskutować jeszcze o słuszności sprawy i szczytnych celach wszczęcia działań zbrojnych np. jak w Powstaniu Warszawskim, ale to nie miejsce ani czas na tego typu dyskusję. Jak ktoś chętny podjąć polemikę w tej kwestii to zapraszam.

W ogólnym rozrachunku wojna okazuje się być absolutnie bezsensowna. PaFFendoX usilnie się stara odszukać sens wojny w ludzkiej, krwiożerczej naturze. I może by miał rację, gdyby człowiek niczym od zwierząt się nie różnił. A przecież różni się i to zasadniczo - potrafi myśleć i potrafi uzmysłowić sobie całe zło i konsekwencje jakie niesie ze sobą walka i zabijanie. Przy okazji PaFFendoX wydaje się kompletnie nie rozumieć ( wniosek na podstawie jego drugiego, równie bezsensownego artu "prawo natury") po co ta sama natura (natura jako przyroda), na którą się powołuje w dalszej części, stworzyła coś takiego jak kooperacja oraz symbioza - dwa gatunki żyją ze sobą razem zapewniając jeden drugiemu korzyści. Czy to nie jest lepsze rozwiązanie od wojny? Konflikty zbrojne jakie prowadzą ludzie są wytworem odpowiednio piekierowanego społeczeństwa - społeczeństwa pazernego na nowe bogactwa, zazdrosnego i zawistnego o lepszą sytuację innych społeczeństw, mściwego oraz pamiętliwego, niewybaczającego doznanych krzywd i żądającego odwetu. Stąd właśnie biorą się wojny, a nie jak to twierdzi PaFFendoX z porządku natury.

Pytanie: "Jak powstały te odłamy?" rzeczywiście pozostaje bez odpowiedzi, ale tylko dlatego, iż jest całkowicie bezsensu, gdyż odłamy, o których pisał PaFFendoX nie istnieją. Jeśli już, to działalność ludzkich społeczeństw jest odłamem od praw natury. Bo czyż ludzie nie niszczą środowiska w którym, żyją? Czy wojna nie przynosi zniszczenia i zachwiania równowagi w naturze? Nie wiem czy wiesz PaFFendoX ale podstawowym prawem natury jest zachowywanie równowagi. Ludzie prawie każdym swoim działaniem tę równowagę niszczą. Co więcej, obecnie posiadając ogromne arsenały broni atomowej są w stanie te równowagę kompletnie wysłać w niebyt, razem z sobą i swoim światem. Jak to nazwać? Czyż określenie "odłam od praw natury" nie pasuje tu jak ulał? Jak więc widzisz, ludzie przeciwni wojną nie są żadnym odłamem, a wręcz przeciwnie, zapobiegając wojnom chcą powstrzymać zniszczenie jakie mogą one przynieść naturze, na którą tak żarliwie, lecz pochopnie się powołujesz.

 

  TROCHĘ HISTORII
Strona druga - ludzie będący za wojnami. Skąd się tacy biorą? Daleko nie trzeba szukać. Wystarczy otworzyć książkę od historii, nawet tą z podstawówki. Od prehistorii, po wiek dzisiejszy. Bez przerwy toczyły się wojny. Jedne mniejsze, drugie większe. Jedne mniej straszne, drugie bardziej. Pozostaje pytanie: "Po co są wojny? Dlaczego człowiek je wymyślił?". Nie. Mylisz się. Wojen nie wymyślił człowiek. Wymyśliła je natura. Zwierzęta - toczą wojny miedzy sobą o pokarm, o przeżycie. A człowiek? O co walczy? To zależy. Zmieniają się czasy i zmieniają się cele, o które walczy. W prehistorii, owszem - człowiek o życie walczył. Gdy zaczął dominować nad zwierzętami, gdy zaczął się przystosowywać, zaczął również walczyć o co innego. Nie musiał już walczyć o jedzenie - miał własne zwierzęta w zagrodzie. Czy zanikły więc wszystkie cechy człowieka prehistorycznego? Nie. Gdy człowiek osiągnął pewien stopień cywilizacji, gdy nie byli mu już potrzebni inni, by pomóc mu żyć - rozpoczął walkę o dominację nad innymi ludźmi.

TROCHĘ PRAWDZIWEJ HISTORII

W tym akapicie możemy się dowiedzieć wielce interesującej rzeczy - mianowicie, iż wojnę stworzyła natura. Bardzo zabawne. PaFFendoX, Twój art miał być komedią czy próbą ogłupienia czytelnika? Wskaż mi gdzie w historii, na którą się powołujesz równie pochopnie co na naturę, zaistniała wojna zwierząt, w której zginęły miliony osobników, środowisko w którym żyły zostało zdewastowane, gdzie powstała groźba zniszczenia nie tylko środowiska, ale całych regionów, kontynentów czy nawet świata. A żeby Cię ostatecznie dobić proszę, abyś wskazał taką wojnę zwierząt, o której pozostało wspomnienie w ich pamięci na kilka pokoleń podtrzymujące chęć odwetu i wszczęcia kolejnej wojny. A żeby uchronić Cię przed kompromitacją i gadaniem bredni ostatecznych sam podam jeden przykład, który zapewne przyszedł teraz na myśl wielu czytelnikom:

Mrówki - małe zwierzątka, synonim pracowitości, ale także zarazem istotki wielce wojownicze, zdolne do wystawienia ogromnych armii i atakowania wrażych mrowisk. Przyglądając się ich postępowaniu ani chybi na myśl przychodzi wojna. Tak to wygląda z pozoru, przyznaję. Tyle, że należy się zastanowić na sensem tej wojny - mrówki atakują inne mrowisko, jedna ze stron wygrywa - efekt jest taki, że albo agresor odchodzi pokonany bądź obrońcy zostają wybici do nogi, a mrowisko umiera. Tak właśnie - umiera, nie zostaje zajęte przez zwycięzcę. Takie przynajmniej mam wspomnienia w tej materii z oglądania filmów przyrodniczych traktujących o życiu i zwyczajach mrówek. Otwarcie przyznaję, że biologiem nie jestem i na mrówkach wyznaję się tylko zasadniczo-pobieżnie. Wracając do naszej wojny insektów - jaki jest jej sens? Oczywiście zachowanie równowagi. Jeden gatunek mrówek się w lesie rozpanoszy to zaraz pojawia się atak drugiego gatunku. Konflikt ten nie prowadzi do wyniszczenia, jak to ma miejsce w przypadku konfliktów ludzi. Jego podstawą nie jest chęć dominacji nad resztą, zniewolenia jej, podporządkowania sobie. To po prostu mechanizm natury mający na celu zachowanie równowagi w przyrodzie, a nie żadna wojna. A przecież, nie bez powodu mrówki uważa się za jedne z najgroźniejszych stworzeń w dżungli. Armia tych małych owadów jest w stanie zabić i pożreć dużo silniejsze od siebie zwierzęta, nawet słonia, a mimo to w przyrodzie nadal panuje harmonia i równowaga.

>>Kto nie lubi dygresji niechaj lepiej idzie teraz do kuchni zrobić sobie kromkę ze smalcem, tudzież pomedytować w wychodku. Naprawdę mrówki mogą ubić słonia, tyle że takiego już nieruchawego za bardzo, który nie ma szansy uciec, ze względu na chorobę czy starość. Fakt jednak jest faktem, że każde zwierze napotkawszy mrówki w dżungli woli zejść im z drogi i ewakuować się w bezpieczniejsze miejsce. Jak już zjadłeś tę kanapkę lub wróciłeś z wychodka to możesz dalej czytać, bo dygresja dobiegła końca <<

Zwierzęta walczą o przeżycie, o zdobycie pokarmu. Biorą tylko tyle ile same rzeczywiście potrzebują. Zdarzają sie jednak i między nimi akty ślepego, bezsensownego mordowania, ale ich skala w żadnym przypadku nie jest porównywalna do wyczynów człowieka.

A człowiek o co walczy? Na pewno nie o zachowanie równowagi w przyrodzie, przynajmniej nie od momentu gdy osiągnął ten pewien stopień rozwoju cywilizacji, o którym wspomniał PaFFendoX. Wiec, nie można stwierdzić, że postępowanie człowieka jest zgodne z naturą.

 

TERAZ JEST ŹLE
Pójdźmy nieco dalej. Człowiek zdobył dominację nad osobnikami tego samego gatunku. I co teraz? O co zaczął walczyć? O tereny. W początkowych jeszcze czasach ludzie walczyli o tereny łowieckie. Potem zaczęli walczyć o tereny bogate w złoża naturalne. Zakładali większe plemiona. Łączyli się w grupy. I razem walczyli o przyszłość. O przyszłość swoich potomków. Człowiek nie rozwijał się chyba w niczym tak szybko jak w sztuce wojennej. Doskonalił uzbrojenie i taktykę. Kiedyś nikomu nie przeszkadzało, że były wojny. Ludzie wręcz cieszyli się, że ich państwo będzie bogatsze, większe. A teraz? Ludzie niby przestali walczyć. Mówię niby, bo walczą nadal - bez krwi i zabijania. Przykładem takiej wojny może być rywalizacja w szkole, bądź w pracy. Jednak taka walka jest produktem społeczeństwa, a te jest wytworem ludzkości. Ale to, że zaczęli łamać prawo natury nie oznacza wcale, że złamią je całkowicie.

POWIEM WIĘCEJ, JEST TRAGICZNIE! (głównie jeśli chodzi o komentowany art)

Jesteś pewien, że walczyli o przyszłość dla swoich potomków? W małych grupach ludzi, plemionach, gdzie ich przeżycie jest uzależnione od tego jak zdołają się ustawić i odnaleźć w swoim otoczeniu może i jest to prawdą. Oni muszą zadbać o przyszłość swoich potomków bo inaczej ich plemię wymrze. To jest kwestia ich przetrwania. Ale gdy takie plemię zaczyna urastać do rozmiarów narodu o zorganizowanej państwowości to naturalną koleją rzeczy zawsze było wykształcenie się aparatu władzy i osobników tę władzę dzierżących. To oni wywoływali wojny, nie lud, który raczej myślał tylko o tym aby spokojnie żyć, uprawiać rolę, wychowywać dzieci. To królowie i możnowładcy walczyli ze sobą o tereny, bogactwa. Pospolity człowiek z ludu, chłop czy mieszczanin wiele na tym nie korzystał. Tak czy inaczej musiał płacić pańszczyznę czy wysokie podatki, bez względu pod czyje władanie się dostał.

Przedstaw też nam, czytelnikom, drogi PaFFendoXie skąd wytrzasnąłeś takie rewelacje dotyczące tego, że kiedyś nikomu nie przeszkadzały wojny. Może nie przeszkadzały one wieśniakom, których chaty i gospodarstwa regularnie płonęły przy okazji każdej wojenki jaką sobie urządzić postanowił zbyt ambitny i chciwy książę czy inszy władyka? Może nie przeszkadzały rodzinie gwałconych przez maruderów dziewek? Może nie przeszkadzały matkom, których synów na siłę wcielano do armii i wysyłano w pierwsze szeregi, miażdżone potem w bitwie przez atak ciężkozbrojnej konnicy. Tak, oni wszyscy na pewno byli bardzo szczęśliwi, że ich najbliżsi zginęli w kompletnie niedotyczącej ich wojnie, bestialsko pomordowani. Albo szczerze zrywali boki z radości i śmiechu, że stracili cały dobytek, bo wojsko akuratnie defilujące po ich podwórku stosowało taktykę spalonej ziemi. I tymi wszystkimi urokami wojaczki uraczyła ich wojna, którą wszczął jakiś kretyn, który uznał, że w skarbcu ma za mało złota na wystawianie jeszcze wykwintszych uczt i zabaw, więc dlatego postanowił najechać sąsiada i odebrać nieco złota, w jego mniemaniu zbędnego sąsiadowi.

A kto się cieszył bogactwami zdobytymi na wojnie? Niewątpliwe szlachta i królowie, czyli ludzie przy władzy. Ewentualnie prości żołnierze, którzy zdołali nakraść i splądrować dobytek najechanym wioskom i miastom, zgwałcić wszystkie kobiety we wsi, a potem powiesić ich mężów na gałęziach przydrożnych drzew. Ich ofiary pewnie nie mogły się już doczekać tej wojny, z wytęsknieniem wyglądały wszystkich dóbr i łask jakie ona im przyniesie. Pewnie nawet same nawiały najeźdźców, żeby odebrali im życie, bo to przecież wojna, a na wojnie się zabija, gdyż przyszedł silniejszy i nie ma chuja, trzeba oddać hołd prastaremu prawu przyrody, które powiada: "silniejszy zabija słabszego". Co za stek bzdur...

Ale, żeby nie być jednostronnym. Żołnierze atakującej armii, też pewnie bardzo się cieszyli, że wyrwano ich z domu rodzinnego, na łeb włożono pogięty hełm, a do ręki wciśnięto jakiś kij, cep, tudzież pikę. Tymi rodzajami broni równie dobrze mogą być muszkiet, karabin czy broń laserowa w przyszłości. Sens jest taki, że nikt siłą wcielany do armii nie będzie się cieszył, że idzie na wojnę. Warto tu teraz nadmienić nieco o żołnierzach zawodowych. Oni walczą za pieniądze, z chęci zysku, odpowiednio indoktrynowani mogą również walczyć dla idei. Tylko zastanówmy się jakiej idei i przede wszystkim czyjej. Czy oni sami ją sobie wymyślili? Czy może raczej została im narzucona przez władców ich narodów? To kolejny dowód na to, że ludzkie wojny wszczynają małe grupki ludzi akuratnie posiadające władzę i posłuch w państwie. Gdzie tu jakieś miejsce na ogólnie przyjęte prawa natury??? Jedynym prawem jaki tu można zauważyć to takie, że ludzie to idioci, którzy dają się porwać chorej idei przywódcy-psychopaty i są gotowi za nią poświecić życie - głownie swoich ofiar, ale w ostateczności również swoje. Czy naprawdę muszę w tym momencie dawać jakieś dowody na poparcie wygłoszonego przeze mnie prawa? No jak mus to mus - Napoleon, Hitler, Stalin, Wyprawy Krzyżowe.

I PaFFendoX nie porównuj konkurowania ludzi na rynku pracy czy w szkole do wojen, gdzie giną setki tysięcy ludzi, a drugie tyle cierpi z ich powodu, gdyż miało nieszczęście przeżyć, bo to tak jakbyś porównywał obdarzenie kogoś niechętnym wzrokiem do urwania temu komuś głowy uderzeniem tępego kilofa, zbezczeszczeniem jego zwłok w postaci narzygania, nasrania i naszczania na nie, a potem zrobienie zdjęcia, noszenia go w portfelu i chwalenia się nim przy okazji libacji alkoholowych w gronie kolegów kombatantów spotykających się by powspominać stare dobre czasy wojaczek na stadionach.

Możesz wyjaśnić co masz na myśli pisząc: "Ale to, że zaczęli łamać prawo natury nie oznacza wcale, że złamią je całkowicie." O jakie prawo Ci tu chodziło? O prawo twierdzące według Ciebie, że ludzie zawsze walczyli, walczą i walczyć będą bo taka już ich zwierzęca natura? Jeśli tak to zgadzam się, tego "prawa" na pewno nie złamią, choćby nawet w malutkiej części, a to za sprawą tego, że takie prawo natury nie istnieje. Ludzie wojują ze sobą z pobudek bardzo egoistycznych i przyziemnych, nie ma mowy tutaj o żadnych prawach natury, jedynie można mówić o ludzkiej naturze. Inteligencja i rozum dany ludziom ma za zadanie im uświadomić bezsens wojen i wyniszczania wszystkiego dokoła. Jednoczeście niestety dają im przebiegłość i możliwość wymyślania sposobów na wcielanie w życie swoich egoistycznych celów i zamiarów.


   PROTESTY
Ktoś wypowiada komuś wojnę. Zaczynają się protesty. Kto protestuje? Chrześcijanie, Papież. Zaraz, zaraz, kto? Chrześcijanie? A co oni się tacy grzeczni zrobili? Przecież tylu ludzi zginęło w wyprawach krzyżowych. Zginęło tylu niewinnych niczemu muzułmanów! W imię czego? Boga? Nie. Im, tak jak Amerykanom chodziło o bogactwa naturalne, o ziemie. No a kto zniszczył cywilizację majów? Kto zabijał Afrykańczyków? Oczywiście chrześcijanie. Papież popierał wyprawy krzyżowe. Kościół je nawet inicjował. Dlaczego to robili? Dlaczego zabijali niewinnych? Ja odpowiem: Bo tak im przykazała natura. Bo byli prawdziwymi ludźmi. Walczyli. Nie ważne, że dla bogactwa. Nie rozumiem jednak całkowitej przemiany katolicyzmu. Dlaczego Papież jest nastawiony pokojowo, jak przez setki lat jego poprzednicy wyrażali zgody na wojny? Może dlatego, że teraz Watykan nie ma w tym interesu?

SŁUSZNE PROTESTY

Ktoś wypowiada komuś wojnę. Zaczynają się protesty. Kto protestuje? Chrześcijanie, Papież. Zaraz, zaraz, ktoś jeszcze... Muzułmanie, Hindusi, również Żydzi. Oj, czyżby kolega PaFFendoX, miał słabą pamięć albo wybiórczo dobiera sobie fakty historyczne pomijając całą resztę? A może po prostu strasznie chce nam pokazać jaką to wielką nienawiścią pała do chrześcijan? Co to w ogóle za argument? Równie dobrze mogę się zacząć czepiać Arabów, że protestują przeciwko wojnie w Iraku, a przecież to Arabowie porwali samoloty i siedzieli za ich sterami w momencie gdy roztrzaskały się o WTC. Ale czy to coś zmieni? Oczywiście, że nic. Może jedynie pokazać, że pewni ludzie, bez względu na rasę, pochodzenie czy religię, swoimi protestami udowadniają, że w końcu przejrzeli na oczy i zobaczyli jakim złem są wojny i do czego prowadzą.

A dlaczego te wszystkie zbrodnie i wojny miały miejsce? PaFFendoX twierdzi, że tak przykazała ludziom Matka Natura. Ja się pytam: jaka natura? Chyba natura osobowości przywódców narodów, która posiadała na tyle dużo charyzmy, że potrafiła zaszczepić nienawiść w ludzkich umysłach. Przecież ludźmi całkiem łatwo jest manipulować, zwłaszcza gdy wyczuje się nastroje tłumu, rzuci lotne hasła padające na sprzyjający grunt. A przecież w tych konfliktach głównie chodzi o to aby przywódcy zdobyli jeszcze większą władzę i bogactwo. I prawdziwymi ludźmi pozostają jedynie Ci, którzy mają na tyle oleju w głowie, żeby zobaczyć całą obłudę i fałsz jaki kryję się za takimi hasłami. Cała reszta to tępe bydło, które leci na rzeź z okrzykiem propagandy na ustach - propagandy umiejętnie im zaszczepionej. Im się wydaje, że są to ich własne słowa, szkoda tylko, że zapominają kto je pierwszy wypowiedział.

A dlaczego Papież nawołuje teraz do pokoju na świecie? Może dlatego, że w końcu czas skończyć z bezsensownym marnowaniem ludzkiego życia i pracy. Może dlatego, żę w końcu nadszedł czas abyśmy sobie uświadomili, że czas zacząć wspólnie budować przyszłość, a nie tylko zabierać siłą innym efekty ich pracy. Kiedyś już była taka osoba co głosiła podobne nauki. Ale chyba urodziła się o 2000 lat za wcześnie. Teraz Papież powtarza tylko nauki Chrystusa, gdyż może w dobie globalnej komunikacji, gdy jego słowa mogą dotrzeć do prawie każdego człowieka na Ziemi, wreszcie przyszedł moment gdy ludzkość coś z nich zrozumie. Bądź co bądź obie wojny światowe w XX wieku mogą wiele dać do myślenia. Dlatego nie wolno o nich nigdy zapominać tak jak to robi PaFFendoX, o ich potwornych zbrodniach i konsekwencjach. Poza tym ciągłe wzajemne wytykanie cudzych zbrodni z przeszłości oraz doznanych krzywd, to również, jeden z głównych powódów, przez które wojny wciąż jeszcze wybuchają. A przecież, żadna ze stron nigdy nie jest bez winy.

 

  PRAWO NATURY
Teraz księża niby wszystkim pomagają. Szczególnie w Afryce. A ja wam powiem: Gówno pomagają. Ci misjonarze robią tam niezłe interesy na tych zbiórkach pieniędzy. Teraz wszyscy krzyczą na Bush'a, że chce ropę. Pewnie, że chce. A dlaczego miał by nie chcieć? Włada silniejszym państwem, więc atakuje słabsze. I nie ma tu żadnych zgód, czy rezolucji. Silniejszy pokonuje słabszego - jedyne prawo natury, które nigdy, powtarzam NIGDY się nie zmieni! Tego samego dnia, gdy pisany jest tekst, Putin określił te prawo - prawem pięści. Zupełnie nie wiem dlaczego. Przecież prawo ustalone przez naturę, prawo, którego przestrzegają wszystkie zwierzęta i rośliny nie może być nazwane prawem pięści!

PRAWDZIWE PRAWO NATURY

No bardzo interesujące rzeczy tu można przeczytać. Nie zaprzeczam, że księża to wydrwigrosze i skąpcy, mało interesujący się kwestiami moralności czy wiary. Tyle, żeby takie oskarżenia rzucać trzeba je jakoś poprzeć dowodami. Jaki dowód masz na to, że w Afryce takie świetne interesy kręci kler? A nawet jeśli kręci to co z tego? Oznacza to, że każdy ma brać z nich zły przykład? Filozofia godna małego chłopczyka, któremu ktoś zabrał lizaka, a teraz ten pójdzie wyładować frustracje na szczeniaczku, którego dostał od rodziców. Skopie go, zbije smyczą - w imię czego? Bo oni są źli to ja też mogę być??? A co kurwa ten biedny, słabszy, bezbronny pies w tym wszystkim zawinił? PaFFendoXik zrozumiał teraz? Czy mam ci to na jabłkach lub kawałkach tortu wytłumaczyć?

A wracając do tych szumnie głoszonych przez PaFFendoXika praw natury. Odpowiedz no na małe pytanie: dlaczego w lesie czy dżungli wciąż istnieje nieprzeliczona ilość gatunków zwierząt i roślin? Czemu silniejsze mrówki, o czym pisałem wcześniej nie zabiły jeszcze wszystkiego co im na drodze stało? Dziwne, prawda? A przecież "silniejszy pokonuje słabszego". No już nie łam sobie nad tym głowy, bo się jeszcze spocisz. Odpowiem ci na to pytanie.

Otóż widzisz, w przyrodzie tak się rzeczy mają, że pomimo, silniejszy pokonuje słabszych to robi to tylko w ograniczonym zakresie. Gdy się dzieje inaczej to silniejszy z braku pokarmu umrze. Musi zostać zachowana równowaga. Ludzie natomiast zajmują jakiś teren, eksploatują go do granic możliwości, aż w końcu go niszczą zupełnie. Osiągnięcia cywilizacji pozwoliły nam nieco nad rozmiarami tych zniszczeń zapanować oraz nawet naprawiać je. Jak więc widzisz, w drodze ewolucji i postępu człowiek doszedł do momentu, gdy widzi ze rabunkowa gospodarka, wszczynanie wojen i ogólny egocentryzm nie mają żadnej przyszłości, że są drogą prowadzącą do zagłady. Wcześniej coś przebąkiwałeś o dbaniu o przyszłość potomstwa. Jakąż przyszłość zgotowałbyś swoim dzieciom rujnując świat wojnami? Jaką przyszłość zwierzęta zgotowałyby swojemu potomstwu gdyby np. stado lwów zabiło dla samej przyjemności zabijania wszystkie antylopy na swoim terenie. Głodowałyby, aż do momentu odnalezienia nowych terenów łowieckich. Ale tam przecież, już inne stado lwów może siedzieć. No więc co? Oczywiście wojna! W końcu jedna strona wygra, ale ile małych lwiątek zostanie osieroconych? Ile dorosłych osobników zginie? I po co to wszystko? Bo miały ochotę sobie pozabijać?

Prawo natury jest tylko jedno - RÓWNOWAGA W EKOSYSTEMIE. Supermacja silniejszych osobników nad słabszymi jest tylko mechanizmem doboru naturalnego.

Hmm i jak tam, PaFFendoXik? Dotarło, czy mam tłumaczyć jednak na jabłuszkach?

A i teraz znów będzie wyjątkowa sytuacja, gdyż w pewnej kwestii zgodzę się jednak z autorem - bez wątpienia prawo przestrzegane przez wszystkie rośliny i zwierzęta, no może poza małpami, nie może być określane prawem pięści. A to z bardzo prozaicznej przyczyny - rośliny nie mają nawet rąk, a tym bardziej pięści. Oprócz małp i człekokształtnych, zwierzęta również, nie dysponują takowymi. Mają racice, kopyta, skrzydła, płetwy, łapy, itp. no ale przecież nie pięści.


  PRZECIEŻ PO TO JEST PREZYDENT!
Czy nie taka jest rola przywódcy, by doprowadzić swoje państwo do potęgi? Tak. Właśnie taka. Dlaczego więc inne kraje burzą się na ekspansywną politykę Bush'a? Odpowiedź jest równie prosta, co pytanie: Bo to nie one stosują taką politykę. Bo to nie one będę kierowały rynkiem ropy naftowej. Tak, tak. Przywódcy, w tym Siurak, robią co mogą by Ameryka nie stała się jeszcze mocniejszym państwem. Jest jeszcze druga sprawa. Sprawa honoru. Honor prezydenta stanów zjednoczonych, a zarazem całej Ameryki. Został on splamiony przez terrorystów. A co mogą terroryści? Niby mogą wiele. A jak oni walczą? Jak tchórze. W dawnych czasach zranienie wielkiego rycerza przez zwykłego chłopa, powodowało, że plama na honorze powiększała się jeszcze bardziej. W tym przypadku chłopami są terroryści. Ludzie, którzy nie dość, że wyłamali się z pod prawa natury (wbijają nuż w plecy) to jeszcze wyłamują się z pod praw, które ustalił człowiek! Bush razem z narodem musi odzyskać honor Stanów Zjednoczonych. Z siurakiem czy bez i tak go odzyska ;)

PRZECIEŻ TO JEST TYLKO PREZYDENT!

Ehhh, ten fragment naprawdę z dużym trudem przyszło mi komentować. Jego żenujący poziom jest tak niski, że aby podciągnąć go do mego poziomu musiałem się strasznie natrudzić. No ale jedźmy z tym koksem, im szybciej baba z wozu, tym szybciej koniom będzie lżej...

Czy ty chłopcze jeszcze nie wiesz, że przywódcom Państw zazwyczaj chodzi o zaspokojenie ich własnych pobudek i ambicji? Czasem, przy odpowiedniej namowie ( zazwyczaj z sześcioma zerami i symbolem "$" ) spełniają również zachcianki i ambicje innych osób. No ale nie ma co dyskutować o politykach. Ja już dawno temu sobie o nich zdanie wyrobiłem i więcej rozmawiać o tym nie mam zamiaru.

A wiesz, czemu inne państwa protestują? Między innymi dlatego, że obawiają się zachwiania równowagi, a ona właśnie jest podstawowym prawem, któremu wszystko podlega we wszechświecie.

A Honor? Buahahahhahahaha, toś mnie teraz rozbawił. Bush przecież żeruje teraz głównie na emocjach narodu, nieźle wkurwionego na Arabów. Dzięki swojej krucjacie przeciw terrorystom ( wedle Amerykanów czyt. Arabom ) zyskuje sobie poparcie opinii publicznej, a dzięki temu być może zostanie na kolejną kadencję. Honor nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby mieli tyle honoru ile im przypisujesz to nie zrzuciliby bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki, honor nie pozwoliłby im zabić dziesiątek tysięcy bezbronnych, niewinnych ludzi. No ale jeśli uważasz, że było inaczej to dlaczego w takim razie terrorystom odmawiasz prawa do takiego "honorowego" ataku za pomocą porwanych samolotów i wlatywania nimi w co wyższe budynki na terenach miast w USA ? Zarówno atak bombami atomowymi jak i zniszczenie WTC noszą te same znamiona terroru, więc daruj sobie chłopcze gloryfikowanie dokonań Ameryki.

Brednie o chłopach, rycerzach, odwiecznym prawie natury i odzyskiwaniu honoru skomentuję w dalszej części arta, gdzie postanowiłem na moment odsunąć na bok konwenanse i kulturę, bo autor swoimi wypocinami ewidentnie o to się prosi.


GDZIE W TYM POLSKA?
Denerwują mnie też stwierdzenia, że żołnierze polscy [i w ogóle żołnierze] zginą w Iraku. Ja przepraszam, ale kim jest żołnierz? Czy zaciągając się do wojska nie wiedział o tym, że wojsko służy do tego by walczyć? Każdy wojskowy, który wie po co wstępuje do wojska wie po co tam idzie. Wie, że ma walczyć. Wie że ma bronić/atakować inne kraje. Chyba gościu taki nie spodziewa się, że w wojsku będzie mu się świetnie żyło, że dożyje sędziwego wieku, osiągnie jakiś stopień i będzie kończył swe życie z wysoką emeryturą. Żołnierz urodził się po to by walczyć. A za co walczy? Za przyszłość. Gdyby teraz nie walczył - przyszłość byłaby ruiną. To co Husajn mógłby zrobić za te kilka lat przechodzi moje wyobrażenia. Możemy być dumni - my ludzie będący za wojną, że ludzkość doceni naszą postawę i że Stany Zjednoczone zapiszą się jeszcze w historii jako naród, który broni innych.

OJCZYZNY "TO, TY CIECIU W TO NIE MIESZAJ!"

Czy tobie się wydaje, że każdy żołnierz sam zaciąga się do wojska? A o poborze do woja to PaFFendoXik nigdy nie słyszał? Albo o wcielaniu do armii na siłę, tak jak to miało miejsce podczas II WŚ, gdy Niemcy na zajętych przez siebie terenach na siłę wcielali do swoich wojsk np. Polaków oraz przedstawicieli innych narodowości. Taki poborowy lub siłą do armii zaciągnięty wystraszony chłopak to z wielką lubością oddaje się pięknej sprawie jaką jest wojenka. W pierwszym szeregu biegną ramię w ramię z pieśnią na ustach i wolą walki o przyszłość w sercach. Co za piękny widok to musi być!!! I na pewno nie myślą wtedy o tym, że przecież te strzelające do nich KM-y robią masę nowych otworów w ciałach ich kolegów. Zupełnie się nie przejmują myślą, że kolejna kula może rozwalić głowę, któremuś z nich. Tak, wojna to fajna sprawa - ale tylko wtedy gdy się o niej czyta poemat opiewające odwagę bohaterskich żołnierzy i siedzi bezpiecznie w domku, z dala od wszelkich konfliktów zbrojnych. A jakby każdy zawodowy żołnierz szedł do wojska z myślą, że i tak zginie i że nie ma szansy dożyć starości, awansu oraz emerytury, to zgadnij ilu by się zdecydowało zaciągnąć do wojska? Poza ludźmi o skłonnościach samobójczych, którzy nie mają dość odwagi aby samemu odebrać sobie życie, wielu chętnych raczej byś nie uświadczył. No ale może geniuszu masz inny pogląd na tę sprawę? Podziel się nim z nami, czytelnikami AM, jeśli łaska. Ale wpierw zastanów się dlaczego tylu młodych chłopaków, często rozpaczliwie próbuje się bronić przed poborem do wojska? I pomyśl o tych co jednak trafili do woja - myślisz, że oni nie próbowali jakoś się wywinąć byle nie zostać wsadzonym w kamasze?

No ale jak już ktoś zdecyduje się iść na własne życzenie lub na zawodowego żołnierza, to jednak chyba gościu taki SPODZIEWA się, że w wojsku będzie mu się świetnie żyło, że dożyje sędziwego wieku, osiągnie jakiś stopień i będzie kończył swe życie z wysoką emeryturą.

I przestań bredzić o walce o przyszłość. Wyobraź sobie, że istnieje też druga strona medalu - gdyby wszyscy ludzie pojęli jakim złem są wojny i do czego prowadzą, to nie byłoby żadnych Saddamów ani Bin Ladenów. I nie musiałbyś się martwić, że może coś przejść twoje wyobrażenia. No ale nasz świat nie jest taki różowy. A skoro tak się troszczysz o przyszłość to spróbuj sobie wyobrazić co może narobić Korea Północna - państwo, które obecnie już posiada kilka bomb atomowych i wcale się nie kryje z zamiarami ich sprzedawania każdemu, kogo na nie będzie stać. USA jakoś nie garną się z inwazją na Koreę, ale Irak, posiadający złoża ropy, Amerykanie bez wahania postanowili zaatakować, pod przykrywką rozbrojenia Saddama z broni masowego rażenia. Ale, jak się okazuje Irak nie posiadał tych gigantycznych arsenałów broni chemicznej, o co tak Bush zawzięcie oskarżał Husajna. Wszędzie tylko obłuda i kłamstwo.

To, o co walczyli amerykanie w Iraku, to była tylko i wyłącznie ropa, ale czy ona im była aż tak niezbędna? Zastanów się chłopcze, czy większość konfliktów zbrojnych na Ziemi ogólnie jest warta tego aby je wszczynać? Czy powody z jakich wybuchają są rzeczywiście na tyle poważne, żeby wydawać miliardy dolarów na zbrojenia, które to pieniądze można by spożytkować humanitarnie na lepsze cele. Amerykanie wydali 75 miliardów dolarów na samą wojnę w Iraku, z tego część idzie na odbudowę. Ciekawe czy dochody z ropy im zwrócą wydane pieniądze. Śmiem w to wątpić. A przecież obaleniem reżimu Husajna Amerykanie świata nie zbawili. Gdzie tu sens? Dostrzegasz go gdzieś? Ktokolwiek go dostrzega?

Więc przestań pierdolić głupoty, że powinniśmy być dumni, że Ameryka tak ślicznie i ładnie broni nas przed złymi ludźmi, że tak skrupulatnie i troskliwie zabezpiecza naszą przyszłość. Jacy oni uczciwi i tacy bezinteresowni, normalnie Bush to filantrop pierwszej wody, nowe wcielenie Prometeusza. Oby tylko żaden sęp wątroby jemu nie wydziobał.

Dobra, zasadniczą część arta PaFFendoX'a w tym momencie kończę komentować. Teraz będzie coś ode mnie osobistego. Osoby o słabej konstrukcji psychicznej tudzież o słabych nerwach proszone są o przycupnięcie pod piecem albo na zydelku, a najlepiej o zakończenie lektury w tym momencie. To samo się tyczy osób uczulonych na plugawe ubliżanie i urąganie bliźnim. No ale jeśli mimo to postanowiliście czytać dalej to nie mówcie potem, że nie ostrzegałem was. Z resztą i tak pewnie ktoś by nie wytrzymał i najechał ostro na PaFFendoXika, więc niechaj to ja będę pierwszym, który rzucił kamień.

Żeby nie było, że tak nonszalancko i bezceremonialnie ordynarnie lżę publicznie PaFFendoX'a to nie zamieszczę tego fragmentu bezpośrednio w arcie, ale udostępnię go po kliknięciu na tym przycisku:

 

Na koniec jeszcze chwila refleksji.

Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że momentami opisywałem tu sprawy utopijne. Jestem realistą i wiem, że wojny bedą nadal wybuchać. Błogosławieństwem a zarazem przekleństwem ludzi jest to, że potrafią myśleć - dzięki temu tworzą rzeczy cudowne, piękne, natchnione, ale z drugiej strony myślą o bogactwach, o władzy, wynajdują sobie wymówki i błahe powody by spełniać swoje żądze. Ogólnie II WŚ byłą dobrą nauczką dla świata i do tej pory nie pojawił się konflikt na podobną skalę. Ale co będzie jak ludzie zapomną o okropieństwach jakie nasi dziadkowie przeżywali? Czy dojdzie do nowej wojny światowej? Pozostaje mieć tylko nadzieję, że państwami w przyszłości rządzić będą ludzie, potrafiący wyciągać wnioski z lekcji jakie daje historia.

NIKCZEMNY STOLEC

P.S. Ogólie cały art PaFFendoX'a nosi znamiona nędznej i nieudolnej prowokacji, ale że złośliwec ze mnie to postanowiłem tak na wszelki wypadek zjechać go, żeby na drugi raz autor zastanowił się zanim spłodzi taki stek bzdur.

P.S.2 Z drugiej strony, jeśli wziać pod uwage dwa pozostałe arty tegoż "autora" zamieszczone w AM38 to jednak okazuję się, że on napisał to co naprawdę myśli! O zgrozo, ileż prawdy jest w słowach Einsteina: "Dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam pewności."

 

Wynurzenia Nikczemnego Stolca są objęte prawami autorskimi, więc nie myślcie sobie plugawi, potencjalni plagiatorzy, że jak stolec to łatwo da się go spławić, gdy już się do was przyklei.
nikczemny_stolec@poczta.onet.pl
Katowice,
20.05.2003