Kara śmierci i tysiąc innych tematów

by

Caleb and  Military and Pewien Gość and UnionJack

UnionJack: Ja sobie, drogi Czytelniku, obiecałem, że do kary śmierci wracać już nie będę. Że napisałem już co myślę i jasno dałem wyraz moim jedynie słusznym poglądom. Miałem nadzieję, że otrzymam parę mejli i że sobie z ich autorami prywatnie podyskutuję. Ale mejli nie dostałem. Doznałem za to innego zaszczytu: na art mój odpowiedział artem Pewien Gość. Cóż, nie pozostaje mi więc innego, niż złamać świeżo ustanowioną obietnicę i podejść do tablicy, do której mnie wywołano.
Do tablicy podeszli też inni AMagowi autorzy: Military i Caleb. Ich także znajdziesz, drogi Czytelniku, w tym artykule.
Znajdziesz tu też (mam nadzieję) odpowiedzi Pewnego Gościa na nasze odpowiedzi. Zaczęliśmy bowiem dyskusję via mejl. Dyskusję długą, żmudną, ale ciekawą: wszystko to znajdziesz poniżej.
Staraliśmy się dojść do jakiegoś porozumienia: nie wychodziło. Staraliśmy się ustalić chociaż protokół rozbieżności - też nie zawsze się udawało. Ale i tak było wesoło.
Pewien Gość niejednokrotnie odsyłał nas do swojego artu z ActionMaga #28. Dlatego w tekście mamy fragmenty także tegoż tekstu, odpowiedzi na tekst Smugglera. Wszystkich zainteresowanych całym artem Pewnego Gościa odsyłam do ww. numeru. Nosi on tytuł: "Krótki art o zabijaniu."
Mnie, Czytelniku, temat kary śmierci też już nudzi. Jeśli więc nie masz ochoty znowu czytać o moralności, zabijaniu, zemście i odpowiedzialności, nie krępuj się i wciskaj strzałeczkę "Wstecz". Jeśli jednak masz ochotę, życzę miłej lektury.

Pewien Gość: Co za perfidne istoty - we trzech na mnie jednego się rzucili :-). Co tam, i tak zwyciężę, jak zawsze :-). Mnie ten temat nie znudził się ani trochę. Myślę, że może to być istotny fakt dla dyskusji, którą właśnie czytacie, bowiem ktoś, komu dyskusja wydaje się już nieciekawa, nie jest w stanie wnieść w nią interesujących argumentów... Mimo wszystko jedziemy dalej.

UnionJack: Tak jest, komu w drogę, temu hulajnogę. Prędzej ruszymy, prędzej staniemy.

[KOŚCIÓŁ KATOLICKI, A KARA ŚMIERCI]

UnionJack (AM#30): Głównym argumentem Pasibrzucha (zważywszy na kolejność) zdaje się być zdanie Kościoła Katolickiego. Cóż, argument co najmniej kontrowersyjny, zważywszy na to, że Polska (przynajmniej oficjalnie) nie jest państwem wyznaniowym. Co więcej, w konstytucji RP znajduje się zapis o rozdziale religii od państwa. Tak więc zakaz, czy nakaz takiej, czy innej religii nie może być przyczyną ustanowienia takiego, czy innego prawa.

Pewien Gość (AM#33): Co prawda szczerze nienawidzę Kościoła, ale obiektywnie patrząc, nie ma w "głównym argumencie" Pasibrzucha nijakiej kontrowersji. Jak sam słusznie zauważył UnionJack, Polska OFICJALNIE nie jest państwem wyznaniowym, jednak jaki koń jest, każdy widzi (to nie była żadna aluzja ;-) ). Mam na myśli, że większość naszych rodaków to katolicy. I tutaj wypadałoby zadać pytanko: do kogo kieruje Pasibrzuch swój argument - czy do owych wierzących rodaków, czy też może do jakichś wyższych władz RP, z prośbą o zmianę kodeksu karnego? Bo jeśli to drugie, to faktycznie argument jest bez sensu, patrząc z perspektywy naszej konstytucji (chociażby). Ja jednakże sądzę, że Pasibrzuch miał na celu raczej przekonanie paru zwykłych obywateli, a w takim wypadku powoływanie się na Kościół wcale nie jest takie głupie.

UnionJack: Chyba powinniśmy zacząć od zadania sobie pytania, czy Polacy to naprawdę tacy dobrzy katolicy. 96% uznaje się za wierzących. Ale tylko 58% chodzi do Kościoła raz na tydzień (dane ze strony CBOS). Ile zaś osób przestrzega kościelnej etyki seksualnej? Śmiem twierdzić, że niewiele.    
Czy warto w takim razie tak kurczowo trzymać się opinii Kościoła w sprawie kary śmierci? Zwłaszcza, że chyba jednak nie jest tak jednoznaczna, jak twierdza co poniektórzy (nie będę pokazywał palcem...). Ale o tym za chwilę.
I sprawa druga: nie wiem, do kogo kierował Pasibrzuch swojego arta i chyba nigdy się już nie dowiem (chyba że Pasibrzuch wróci - och, wróć, chooopie! :) [wracaj, wracaj - sam widzisz, że bez ciebie to tylko płacz i zgrzytanie zębów - PG] Ja jednak odbieram ten art jako apel o zmianę prawa. Dlatego Kościół Katolicki mi się w tym miejscu nie podoba.

Pewien Gość: Mnie tam nie podoba się również w każdym innym miejscu. Ale w roli argumentu sprawdza się akurat nieźle. Co z tego, że jesteśmy wszyscy religijnymi hipokrytami? I tak prawie każdy jest przepełniony respektem dla "czarnych". A co do wstrzemięźliwości seksualnej, to skoro sami duchowni jej nie przestrzegają, dlaczego my mielibyśmy to robić? Wyszlibyśmy na naiwniaków i w dodatku pozbawilibyśmy się dosyć istotnej przyjemności w życiu ;-).

UnionJack: Jeżeli Twoja wypowiedź nie jest nacechowana trudnym do odnalezienia sarkazmem - to ja znów musze wyjść na upartego parzystokopytnego i zaprotestować! Otóż, ja z własnego doświadczenia wiem, że kleru się w Polsce nie szanuje i nie jest się mu posłusznym - co widać też po Twojej wypowiedzi. A skoro się go nie słucha w kwestiach natury moralnej, to czemu miałoby się zasięgać jego opinii w sprawie kary śmierci?

Pewien Gość: Kleru się nie szanuje? Na mnie akurat nie patrz, bo ja jestem indywiduum, ale na większość innych, szarych obywateli. Czyż nie stoją przed domem godzinami, kiedy się dowiedzą, że ksiądz chodzi po kolędzie? Czyż nie stawiają wtedy na nogi całej rodziny, z chomikiem włącznie? Czy oprą się delikatnej "sugestii" księdza, by wspomóc skromnym datkiem jego automobilistyczne zapędy? Czy nie przyklasną radośnie, gdy usłyszą z ambony, że te sto metrów, o które stara świątynia przewyższa średnią budynków w mieście to już za mało?

UnionJack: Różne są indywidua i różne o klerze opinie. Ludzie starsi, owszem, kler szanują. Młodzi zaś w większości na Kościół sobaczą. Znaczy, gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie.

***

Military (AM#30): "Po piąte - nie zabijaj", "Nadstaw drugi policzek..." etc. Znajome? Tak, to ta niepozorna książeczka, którą pan w czerni dał przed bierzmowaniem. I chociaż Biblia w wielu miejscach sama sobie zaprzecza, to jednak stoi w niej jak pewne zwierze w zagrodzie - NIE zabijaj. Czy ważny jest powód?

Pewien Gość (AM#33): Co do tego "po piąte" to coś sobie faktycznie przypominam... Jeśli jednakże rozpatrujemy sprawę z religijnego punktu widzenia, to należałoby rozpatrzeć ponownie argument Pasibrzucha, że Kościół karę śmierci popiera. Być może więc ktoś tutaj popełnia błąd w interpretacji przykazania? Ja się tego zadania nie podejmę, kto chce, niech zapyta o to na lekcjach religii.
Nadstawianie policzka to już chyba lekka przesada. Biblii nie można traktować zbyt dosłownie. Jak wyglądałby świat, gdyby przestępców nie karano, a wręcz umożliwiano im popełnianie dalszych zbrodni?

Military: Otóż, szanowny panie PG, nie Kościół popiera karę śmierci, lecz jego przedstawiciele, a to różnica ogromna. W Biblii nie ma rozdziału o karze śmierci, pisze natomiast dużo o tym, jak wielkim grzechem jest pozbawienie życia. Dalej: "Biblii nie należy traktować zbyt dosłownie" - fakt, dlatego też istnieje jej interpretacja (ta właściwa, gdyż nie można jej także swobodnie interpretować), a ta dopuszcza karanie za zbrodnie. A przypomnij sobie inkwizycję - palenie na stosach (choć przesadnie dużo takich przypadków nie było, ale..) za herezję... czyli: oficjalnie Kościół dopuszcza do aktów rasizmu, nacjonalizmu, samozwańczo wymierza sprawiedliwość itp., tak? Ale UnionJack już o tym pisał...

***

UnionJack (AM#30): Poza tym nie wydaje mi się, by stanowisko Kościoła Katolickiego było tak jednoznaczne, jak Ty je usiłujesz przedstawić. Ja uważam wprost przeciwnie - w moim odczuciu Biblia zakazuje wykonywania tego wymiaru kary: "kto z Was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień". Prawdą jest oczywiście, że Kościół przez wiele lat aprobował zabijanie (inkwizycja, wyprawy krzyżowe), lecz z wypowiedzi Jana Pawła II wyraźnie wynika, że już nie aprobuje. A to, że nie zakazuje jej nie dowodzi wcale tego, że należałoby ją wprowadzić. 

Pewien Gość (AM#33):
Przede wszystkim wydaje się, że UnionJackowi myli się troszeczkę Biblia z Kościołem - moim zdaniem jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Ale nawet gdyby tak nie było... Przytoczony powyżej biblijny cytat niektórzy zwykli traktować ździebko zbyt dosłownie, a wiecie co ja myślę o dosłownej interpretacji Pisma Świętego? Nie chcecie wiedzieć :-). A więc sądy, więzienia, policja - to wszystko jest zupełnie niepotrzebne, bo Bóg i tak wymierzy sprawiedliwe kary na Sądzie Ostatecznym? Może trochę mniej cytowania, a więcej myślenia, hm?

UnionJack: Przede wszystkim wydaje mi się, że nic mi się tu nie myli :P Jeżeli nie na Biblii to na czym, ja się pytam, ma się opierać wiara katolicka? Na mitologii azteckiej? Na książce kucharskiej? Na "100 ręcznych robótkach"? A może podręczniku grzybiarza? No bez przesady...
Sądy, więzienia, policja: cóż, w sumie ich istnienie nie koliduje moim zdanie z stosowaniem się do "kto z was jest bez grzechu...". Owszem, niebieskie mundurki, muszą spełniać swą powinność. Podobnie sądy. Ale kamienowanie, czy też inne równie humanitarne sposoby zarzynania? Zostawmy śmierć Panu Bogu, nie bawmy się w niego, OK?  
No i po trzecie: cytaty biblijne. Oczywiście, masz rację. Cytatów z Biblii nie można odczytywać dosłownie, bo przy takowej zabawie same sobie przeczą: "kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień", "Kto przelewa krew człowieka, tego krew przez człowieka będzie przelana". Dlatego, mimo, że uważam Biblię za wybitne dzieło moralistyczne (co ja takym mondrym jenzykiem godom? [właśnie, my są psycie proste ludzie, my nie rozumieją takich metaforów - Pewien Gość]), nie powoływałbym się na nią przy ustanawianiu jakichkolwiek praw. Podobnie, jak na opinii powstałych dzięki niej Kościołów. I co za tym idzie, w przeciwieństwie do niektórych nie słucham kazania jak świnia grzmotu. Tak serio, to ja wcale kazania nie słucham :D

Pewien Gość: Przede wszystkim to zastanów się, czy aby na pewno masz rację. Fakt, że wiara katolicka Z ZAŁOŻENIA opiera się na Biblii. Miałem jednak na myśli, że równie dobrze mogłaby się opierać na książce kucharskiej, bo tyle właśnie ma Kościół wspólnego z Biblią. Szerzej się o tym tutaj nie wypowiem, bo dyskutujemy o karze śmierci, nie o Kościele, a poza tym i tak tej megapolemice stuknie chyba ponad sto kilo...
Nie słuchasz kazania? Chwała ci za to...

UnionJacka: Racja, nie możemy tu offtopikować! Krótka wypowiedź na zakończenie tego wątku: to, że z wiarą katolicką nie jest dobrze, nie oznacza, że mamy ten stan akceptować. Zmuśmy więc Kościół do powrotu na łono Biblii, zostawmy książkę kucharską Makłowiczowi. Amen!

Pewien Gość: Heh, ambitny człowiek. No ale niech sobie już zmusza, skoro taka jego wola...

***

UnionJack: No dobra, my tu się kłócimy, mało do wiedźmińskiego aikido nie dochodzi, ale tak naprawdę to jeszcze nie wiemy, jak to zdanie Kościoła wygląda. To znaczy, wiadomo: z dużej litery i kończy się kropką, ale jaka jest jego treść? Czy Kościół aprobuje stosowanie kary śmierci, czy też może - o zgrozo! - nie?
Moim skromnym zdaniem nie aprobuje. Czemuż to ja tak, olaboga, twierdzę? Ano, z dwóch powodów:
- po pierwsze: Biblia. Jak już napisałem, należy się do niej odnosić z pewną rezerwą, ale nie ma też co odkładać ją na same dno szuflady. To z niej pochodzą, te, nooo.... doktryny religijne!! "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" na przykład. Ja to rozumiem jako: nie wykopuj mu stołka spod nóg, nie podłączaj go do prądu, nie wstrzykuj mu do żyły trującego świństwa.
- po drugie: Papież. Pamiętasz sprawę z marca (chyba) zeszłego roku 2002? Wtedy to wykonano egzekucję na facecie, który pod wpływem narkotyków zamordował dwie osoby. Egzekucję wykonano, choć były sprzeciwy. Choć sprzeciwiał się jej Jan Paweł II, Głowa Kościoła Rzymskokatolickiego. Czyli papież był karze śmierci przeciwny. Jak to skomentujesz? 
Ja przedstawiłem Ci moje dowody na to, że Kościół sprzeciwia się karze śmierci. Teraz Twoja kolej, proszę: dlaczego myślisz, że Kościół ją popiera. I nie pisz o wyprawach krzyżowych

Pewien Gość: Ani mi to w głowie. Powalę cię na łopatki i bez tego :-). Po pierwsze: Kościół zastrzega sobie prawo do interpretowania Biblii, jak mu się podoba. Poniekąd słusznie, bo w ten sposób gasi z miejsca wszystkich kolesi, którzy z powodu swojej niedojrzałości psychicznej gotowi są traktować treść Księgi dosłownie (a przy okazji takich, którzy mają czelność na jej podstawie zarzucać cokolwiek Kościołowi). W takiej sytuacji jeśli ksiądz prawi, że kara śmierci winna być stosowana, to widocznie w Biblii napisano, że tak ma być. I nie wnikać, szary ludu, w szczegóły!
Papież natomiast może sobie być głową Kościoła, ale poglądy ma jednak szczyptę inne, nie znaczy słuszniejsze. Czy jeśli swego czasu Neron spalił Rzym, to mamy twierdzić, że wszyscy Rzymianie marzyli o pożarze? Oczywiście nie sądzę, żeby papież był stuknięty. No, może trochę. Papież chciałby być (i w sumie jest) idealnym chrześcijaninem, najchętniej powypuszczałby na wolność wszystkich złodziei, morderców i gwałcicieli, ale nie jestem pewien, czy ma jakiś pomysł, co wówczas powinno się z tymi niemiłymi panami zrobić, bo tak po prostu ich puścić, to byłby niewypał stulecia. Na szczęście nie wszyscy są aż tak zaślepieni całym tym kultem papieża - wymieniony przypadek "z marca (chyba) zeszłego roku" jest dowodem, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy nie postradali zdrowego rozsądku.

UnionJack: Ja tu widzę mała sprzeczność... Z jednej strony piszesz, że papież, głowa Kościoła, może sobie mówić, co chce, ale nikt go słuchać nie musi. Z drugiej strony dodajesz: "W takiej sytuacji jeśli ksiądz prawi, że kara śmierci winna być stosowana, to widocznie w Biblii napisano, że tak ma być. I nie wnikać, szary ludu, w szczegóły!" To zaraz? Plebana mam słuchać, a papieża nie? To nie feudalizm!

Pewien Gość: Nie chodzi mi o zdanie jednego czarnosukienkowca, tylko o oficjalne stanowisko Kościoła, nie udawaj głupiego.

UnionJack: Kościół to instytucja, mówiąc mądrze, hierarchiczna. Jej stanowisko na tematy wszelakie zależy od człeka postawionego najwyżej w tej hierarchii. Od Ojca Świętego, znaczy. I, choć kościoły narodowe mają oczywiście pewną swobodę w komentowaniu wydarzeń lokalnych, to jednak zawsze i wszędzie głos ostateczny ma tu św. Papa. A jakie jest ono w tej sprawie to już zdaje się ustaliliśmy.

Pewien Gość: Hierarchiczna, ale nie despotyczna. Nie oszukujmy się, że co powie twój święty Papa, jest prawdą ostateczną i absolutną. Jest tylko człowiekiem... W dodatku idealistą. Wszyscy biskupi świata i inne szuje owszem, potakują mu na każdym kroku, ale który postępuje tak jak papież by chciał? Poza tym gdybym uważał się za chrześcijanina, to pieprzyłbym wszelkie hierarchie, bo Kościół jakiego chciał Dżizus to wspólnota, a nie hierarchia, ale nie zbaczajmy z tematu.

UnionJack: Jezus wybrał tylko jednego swojego następcę, nie dziw się więc, że jeden jest Papież, a nie całe tabuny. I  że to on ma największą władzę. A jego słowo znaczy więcej od słowa jakiegoś szarego biskupa.
A, tak na marginesie: Jan Paweł II nie jest moim papieżem. Jestem wierzącym, ale nie jestem katolikiem.

***

UnionJack (AM#30): A teraz coś ode mnie, do Ciebie, czyli do Pasibrzucha: jeżeli uważasz się za wierzącego (a wierzę, że się uważasz), to bardzo Cię proszę wytłumacz mi, jak popieranie kary śmierci może współistnieć z "kochajcie nieprzyjaciół waszych", czy "nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Bo tego ja nijak nie mogę zrozumieć... Może nie uważałem na religii...    

Pewien Gość (AM#33): Mam nadzieję, że UnionJack nie będzie miał nic przeciwko temu, że podejmę się tłumaczenia za Pasibrzucha. Gadka o miłowaniu nieprzyjaciół jest owszem, piękna, ale to niestety jedna wielka bzdura. A jeśli ktoś mi nie wierzy, niech spróbuje podobnych eksperymentów w praktyce. Nie mówię nawet o tak ekstremalnych przypadkach, jak pojednanie z kimś, kto zamordował twoje dzieci, proponuję na dobry początek podzielić się wyrazami miłości z grupą panów odzianych w dresy a zbrojnych w bejsbole...

UnionJack: Zgadzam się, można stosować w praktyce... ale nie zawsze wychodzi (na dobre...)! Ja się bratać z chłopcami po chemii nie zamierzam: bo i oni nie chcą się bratać ze mną. A narzucać im się  nie będę. Tym niemniej, jako że uznaję się za pacyfistę, nie reaguję agresją na agresję innych. Nie trzeba ich zaraz kochać, wystarczy "nie nienawidzić." I ja "nie nienawidzę". I don't slug no one, I don't even judge...  

Pewien Gość: No dobra, ale jeszcze niedawno chciałeś mimo wszystko kochać tych nieprzyjaciół, jakoś w decydującym momencie zbrakło tej miłości? Cóż, trudno. Zostańmy przy tym, że nie będziesz ich nienawidził. Obawiam się jednak, że i to ustępstwo nie potrwa dłużej, jak do pierwszej bezpośredniej konfrontacji z rodzimymi bejsbolistami...

UnionJack: Owszem, przyznaję, bratanie się naszymi palanciarzami do najłatwiejszych nie należy... ale trochę odchodzimy od tematu: ja tylko chcę zauważyć, że w Biblii jest fragment mówiący, że należy kochać bliźniego, jakim skurczysynem by nie był. I chrześcijanie według tego fragmentu POWINNI postępować, nawet jeśli jest dość nieżyciowy...

Pewien Gość: Teraz już całkiem nie rozumiem. Po co Bóg dał nam tą Biblię, skoro jest ona nieżyciowa, i w dodatku kazał się trzymać wszystkiego, co jest tam napisane? Zaczyna mi to przypominać nasz kochany rząd. "Proszę państwa, przygotowaliśmy dla was nową ustawę (wyrazy radości ze strony ludu). Jest trochę skopana, wiecie, tu niedociągnięcie, tam błąd, tutaj sprzeczność z konstytucją, no i w ogóle jest bez sensu ale macie jej przestrzegać i już!"

UnionJack: Bo Biblia, PewnyGościu, to nie jest poradnik "Co tu zrobić, by być życiowym, na pohybel innym, a na korzyść sobie.". Biblia - podobnie jak Koran czy Talmud - to jest zbiór zasad moralnych. Gdy dostajesz ją do ręki, to nikt nie obiecuje Ci, że dzięki niej zdobędziesz dobrą pracę, poderwiesz wymarzoną dziewczynę czy wygrasz wycieczkę dookoła świata. Nikt nie obiecuje Ci nawet, że będziesz szczęśliwy. Bo to nie jest los na loterii. To lekcja pod tytułem: "Jak żyć, by być dobrym człowiekiem."
BTW: to że zasady są nieżyciowe nie oznacza, że nie można ich wyznawać. Spójrz na pacyfistów [przysłać fotkę? ;)], anarchistów, zielonych. Oni żyją wedle nieprawdopodobnie archaicznych, nieprzydatnych zasad - a żyją i radzą sobie dobrze. Czyli co? Nieżyciowe zasady nie wykluczają sukcesu i szczęścia?
No, teraz zrobiłem offtopic na całe pół mili :)

Pewien Gość: A wszystko moja wina :-). Bo dopuściłem się niedopatrzenia - Biblia nieżyciowa? Ona jest bardzo życiowa, tyle że ździebko zawikłana. Niejeden już przez nazbyt dosłowną interpretację wyszedł na idiotę i nie radzę ci, Union, iść w ślady tego niejednego. Ja na przykład fragment o kochaniu bliźniego postrzegam tak, że kara śmierci jest taką małą pomocą naukową w "miłosnej edukacji". Porzućmy więc może Biblię, jako niekompetentni. Niech sobie uczeni rozstrząsają, co dany fragment oznacza.

UnionJack: Nie za bardzo widzę w jaki sposób miłość wobec bliźniego przejawia się w wieszaniu go na mocno zaciśniętym sznurku. Ale już zostawmy ten temat. Czytelnik już i tak zapewne ma na ten temat swoje zdanie.
A, a propos Biblii: Biblię każdy może sobie odczytywać wedle swego widzimisię, nie ma przeciw temu żadnego zakazu. I każdy może dochodzić do własnych wniosków. Choćby i odbiegały od wszystkiego tego, co zwykło się nazywać 'sensowną interpretacją'. 

***

UnionJack: Ale zaraz, zaraz... cóż to za herezje Pewien Gość głosi! Czy ja rozumiem dobrze? Czy Pewien Gość insynuuje, że Biblia Biblią, Kościół Kościołem, a żyć trzeba?  Czy twierdzi, że nie trzeba przyjmować wszystkiego, co leci z ambony za prawdę objawioną? Aż mnie zmroziło... bo ja myślę podobnie. To znaczy: nie akurat w przypadku "miłujcie nieprzyjaciół waszych", ale ten wyjątek - jak i wiele innych wyjątków rozrzuconych po całym ziemskim globie -  potwierdza regułę. Nie czuję się związany nakazami żadnej religii: i chciałbym, żeby prawo również nie było nimi związane.
Polska - jak już wspólnie ustaliliśmy - oficjalnie nie jest państwem wyznaniowym. Oficjalnie jest laicka. A prawo ma to do siebie, że również jest oficjalne. Dlatego ustala się nie dlatego, że koń jest taki, jaki każdy widzi, tylko wedle oficjalnej sytuacji prawnej. A sytuacja prawna mówi wyraźnie, że Kościół i państwo nie maja nic ze sobą - oficjalnie - wspólnego. Tedy wnioskuję, by raz na zawsze usunąć Kościół Katolicki z shortlisty: za, lub przeciw karze śmierci. Kto jest za? Dziękuję.

Pewien Gość: Było to z mojej strony arcyprzewrotnością, podawanie stanowiska Kościoła jako argument za karą śmierci, ale że ostatnio moja antypatia do owej instytucji sięgnęła zenitu, więc zgadzam się tutaj z UnionJackiem.

PODSUMOWANIE: Koniec końców dochodzimy wszyscy do wniosku, że jakie by to całe stanowisko KK nie było - i tak nie może być to argument za lub przeciw karze śmierci. Tak więc skreślamy go grubym, czarnym mazakiem. Amen.

[WOLA LUDU VERSUS ŚWINIE W MUNDURACH, CZYLI KARA ŚMIERCI, A RZĄD POLSKI]

UnionJack (AM 30): Drugim argumentem Pasibrzucha jest to, że mamy demokrację. I tu się w pełni z Pasibrzuchem zgadzam. W parlamencie zasiadają przedstawiciele społeczeństwa wybrani przez nas (a właściwie przez Was) w demokratycznych wyborach. Wynika z tego (a przynajmniej powinno), że poglądy parlamentarzystów są odzwierciedleniem poglądów ich wyborców. A w parlamencie kara śmierci większości nie ma. Czyli co? Społeczeństwo popiera karę śmierci, a głosuje na jej przeciwników? Więc może ono wcale nie takie mądre, skoro samo nie wie czego chce? Skoro nie można więc mu ufać w takich kwestiach, jak jego własne pragnienia, to jak można mu zaufać w tak ważnej sprawie, jak decydowanie o życiu, czy śmierci ludzi?
Wiem, że trochę przesadzam, ale niech mi Pasibrzuch uwierzy: jeśli społeczeństwu naprawdę zależeć będzie na tym by karę śmierci wprowadzić, to w wyborach zagłosuje na tych, którzy mu to zagwarantują

Pewien Gość (AM 33): Dobrze, że UnionJack dodał to "przynajmniej powinno", bo inaczej zakwalifikowałby się do kompletnych [CENZURA - Eddie] [wyrwałeś się z tą cenzurą jak Filip z Konopii - UnionJack zapewne i tak poczuł się urażony, słowo "tępak" jakimś szczególnie wyszukanym wulgaryzmem nie jest, a mój biedny tekst czuje się teraz pewnie jak facet, któremu obcięto jaja. Tylko Eddie jest zadowolony, bo mi dokopał (a przynajmniej tak mu się wydaje) - PG]. Demokracja demokracją, a "ci na górze" rządzą nami, jak im się podoba i nie rozumiem sensu doszukiwania się związków między poglądami tych świń w garniturach, a naszymi własnymi.
Fajnie, że autor przynajmniej ma świadomość, że błądzi. A jeśli jesteśmy już przy tych nieszczęsnych gwarancjach, to proponuję autorowi wypytać obeznanych w temacie, co to jest "kiełbasa wyborcza". Żywię nadzieję, że autor pojął...

UnionJack: Och, biednyś ty, biedny! Świnie Tobą rządzą? Trzoda Tobą kieruje? Szkoda mi Cię, łzy nad Tobą rzewne ronię! Może jestem naiwnym AUTOCENZURA, ale ja wierzę, że mną rządzą ludzie wybrani przez większość społeczeństwa w demokratycznych wyborach, którzy w kampanii wyborczej, mówią o  naprawdę ważnych problemach, a o takich duperelach, jak kara śmierci milczą. Gdybym był złośliwy, napisałbym, że każdy ma taki rząd, na jaki zasłużył. Ale złośliwy nie jestem.   
A tak po za tym... źle Ci w naszej polskiej ziemi? Nie ufasz żadnej partii? To nie narzekaj, tylko spróbuj to zmienić! Rusz, za przeproszeniem, pupę sprzed tego monitora i sam w wyborach startuj, wygraj je i przegłosuj "karę śmierci dla morderców"! Demokrację mamy, każdy (nawet durny UnionJack) może się dopchać do koryta i wepchnąć w garnitur: patrz na Leppera. Nic, absolutnie nic, nie stoi na przeszkodzi, by karę śmierci wprowadzić. Trzeba się tylko trochę o to postarać.
Aha, Eddie: Nie cenzuruj jak kto co o mnie brzydkiego szepnie. Może ja lubię, jak mnie łajać, karcić? ;)))) [A widzisz, Eddie!? A widzisz!? :-) - PG]

Pewien Gość:
Zanim utopisz się we własnych łzach, weź pod uwagę, że rządzą one również tobą i nic tutaj twoja wiara nie pomoże. Co najwyżej będziesz trochę szczęśliwszy. Ja przynajmniej mogę pocieszyć się tym, że nie ja je wybrałem i że olewam je, jak mogę. A może nie wierzysz z tymi świniami? A "Folwark zwierzęcy" czytałeś? Chyba nie uważasz, że "bajki" Orwella nie można odnieść również do "demokracji" jaka nam miłościwie panuje od paru latek?
"Rusz się spod monitora i startuj w wyborach". Yeah, Pewien Gość na prezydenta - to brzmi dumnie! Prędzej mi palma daktylowa wyrośnie na pupie, niż ruszę ją sprzed monitora, zwłaszcza jeśli miałbym zamiast tego użerać się z innymi politykami o koryto.

UnionJack: Ok, troszkę wytłumaczę swoją wypowiedź: poprzedni mój akapit opisywał sytuacje idylliczną, co znaczy, że w większości nieprawdziwą (zwróć uwagę: w większości). Wszyscy wiemy, że jak jest na górze - "nie można świni od człowieka odróżnić, człowieka od świni". Z punktu widzenia prawa jednak każdy z nas może startować w wyborach, przekonać do swych argumentów innych i zmienić prawo. Ale trzeba się ze "świniami w garniturach" poprzepychać. Potrzeba trochę zachodu - jak widać zbyt wiele, by się społeczeństwo zorganizowało. A może społeczeństwu po prostu nie zależy?

RAZEM: Doszliśmy do wniosku, że na stołkach zasiadają jednak prosiaczki, i to bardzo mało sympatyczne. Zakładamy jednak, że ogół społeczeństwa jest równie mało warty zaufania, jeśli chodzi o karę śmierci.

***

Caleb (AM#30): Jednak nie zawsze większość ma rację, sam kiedyś pisałeś [to do Pasibrzucha], że partia Hitlera wygrała wybory (uczciwie) większością głosów i chyba mi się zdaje że sam w punkt numer2 sam nie wierzysz.

Pewien Gość (AM#33): A argument jest kiepski. NSDAP w latach trzydziestych wygrała wybory po raz pierwszy, więc ludzie nie wiedzieli, jaki będzie tego skutek. Wiedzieli natomiast, że Hitler obiecał poprawę sytuacji w Niemczech. A jaka była sytuacja, to chyba wiemy z historii: przegrana wojna, kryzys, bezrobocie , inflacja i tak dalej. Z karą śmierci jest zupełnie inna sprawa, niż w przypadku partii politycznej. Jak pisał Pasibrzuch, stosuje się ją (karę) od tysiącleci i doskonale wiadomo, jaka jest skuteczna. A przynajmniej nie wynaleziono dotąd nic lepszego. Tymczasem każda partia jest inna (chociaż tutaj można by polemizować... I tak każdej chodzi o to samo).

UnionJack: Caleb ciągle jeszcze nie może dojść do siebie po usłyszeniu Twojej uwagi na temat głębokości kałuż, dlatego odpowiadać za Caleba będę ja. Miejmy tylko nadzieję, że przejdzie mu wreszcie ten rechot... sąsiedzi spać nie mogą.
Wiesz, nie sądzę, by można było tak łatwo usprawiedliwić wygraną NSDAP we wspomnianych wyborach. Człowiek posiada - a przynajmniej utrzymuje, że posiada - dość niezwykłą umiejętność: potrafi przewidzieć skutki swych zachowań. Przynajmniej niektóre osobniki, przynajmniej teoretycznie.
Ale, jak widać na przykładzie NSDAP, Heidera, Le Penna, czy polskich Giertycha i Leppera, społeczeństwo ma dziwną tendencję do popełniania dość brzemiennych w skutkach pomyłek. Czasem nie potrafi podejmować dobrych decyzji, czasem daje sobą manipulować. Dlatego ja społeczeństwu w tej sprawie nie ufam. Powiem brutalnie: uważam, że na to za głupie jest.

Caleb: Cóż sąsiedzi śpią spokojnie już dłuższy czas. Ja jednak nadal wypominam każdemu te słowa kto powie, że lubi moje teksty. Ja wcale Naszego społeczeństwa za głupie nie uważam. Ale popatrz, że około 1 na 10 osób uprawnionych do głosowania odda swój głos na LPR. Około 2 na 10 oddadzą swój głos na Samoobronę. To nam razem daje 3 na 10. Straszne?! Ludzie lubią popełniać głupstwa i wystarczy tylko zrobić wokół siebie mnóstwo szumu i obiecać ludziom, że będzie lepiej. I co nie skutkuje. Powiedz mi o jakiej partii jest najgłośniej przed wyborami?

Pewien Gość: No tak, ale kto robiłby aż tak dużo szumu i obietnic, gdyby zorganizowano referendum w sprawie kary śmierci? A na marginesie: szkoda mi się tego Caleba zrobiło, nie powiem... Normalnie chłopaka do obłędu doprowadziłem. Chyba nie przeczytał tego, co zamieszczam w ramce na początku każdego mojego tekstu. Nie zauważył też tego, że negatywną opinię mam tylko o jednym jego arcie, tym o karze śmierci, więc nie ma powodu do cytowania tych nieszczęsnych kałuż każdej osobie, która jego twórczość aprobuje. Aha, nieco lepsze od opętańczego śmiechu byłoby chyba trochę bardziej się starać podczas pisania artów, nie?

UnionJack: Obawiam się, że moja odpowiedź jest inna od twojej, Pewny Gościu. ja uważam, że PiS, LPR i Samoobrona - partie popierające karę główną. Mają bardzo "medialne" argumenty, łatwo wszak wykrzyczeć na wiecu "kara śmierci dla morderców". I społeczeństwo dałoby to sobie to łba w końcu wbić - tak jak każdą nachalną propagandę. Bo, powtórzę raz jeszcze: jest za głupie i wierzy tym populistom. 

Caleb: Dla mnie ludzie, którzy są w LPR i Samoobronie to nie są politycy po pierwsze, gdyż takich ludzi jak Macierewicz, Janowski czy Lepper trudno uważać za polityków. Według mnie najwięcej szumu wokół kary śmierci jak zwykle narobiłyby te dwie partie, ponieważ uznają one zasadę, czym więcej szumu tym lepiej. A co się tyczy moich tekstów nie sądzę by były one aż tak ciekawe by na ich temat pisać w tak ciekawej dyskusji.

Pewien Gość: Em... Panowie... W sumie to rozprawiamy o karze śmierci, a nie o swoich sympatiach politycznych, których ani nie posiadam, ani się na nich nie znam. Nadal jednak uważam, że skoro większość chce kary śmierci, to coś w tym musi być i kara powinna być przywrócona. Skoro tak się biliśmy o naszą wspaniałą demokrację, do bądźmy konsekwentni, do ciężkiej febry. W końcu ustrój, gdzie kary nie ma mimo społecznego dla niej poparcia, to g***, a nie demokracja.

***

Pewien Gość [do Militarego, AM#33]: No, chłopie, jeśli dla ciebie Najwyższy Sędzia nie jest wystarczająco wiarygodny, to niezłe masz wymagania... :-) I ty śmiesz się powoływać na Biblię? :-)

UnionJack: Zaraz, Pewny Gościu... Świniom w garniturach nie wierzysz, a świniom w togach już tak? Oj, bo się zbudzisz któregoś poranka na tym naszym cudnym świńskim folwarku i ktoś zmieni szóste przykazanie...
A dla mnie żaden człowiek nie jest dość wiarygodny, by decydować o śmierci drugiego. O tym powinna decydować opatrzność.  

Military: Przesadzasz, i to sporo. Człowiek to człowiek. Teraz dla odmiany ja "przegnę" - porównujesz Najwyższego Sedziego do Boga?

Pewien Gość:
I opatrzność właśnie miałem na myśli, mówiąc: Najwyższy Sędzia. I kto tu ma obsesję na punkcie trzody chlewnej? Był to oczywiście żart, z tym Sędzią, chyba że Military też miał to samo na myśli. A to o szóstym przykazaniu to miała być jakaś aluzja? Hm, może i słusznie ;-).

UnionJack: Oh, Piotrze, to nie to, co myślisz! ;) Ja piszę o szóstym rozporządzeniu (commandment) z "Folwarku" Orwella. "No animal shall ever kill any other animal. Without purpose.". Widzisz, te nasze Orwellowskie świnie zmieniły prawo i wydawały dość chybione wyroki... skąd wiadomo, że tak się nie stanie i na naszym podwórku?

Pewien Gość: No tak, mogłem się spodziewać, że to jakaś perfidna prowokacja, mająca na celu zrobienie ze mnie paskudnego zboczeńca, któremu tylko jedno w głowie ;-). Ale w takim razie jeszcze mniej rozumiem. Czy chodzi o to, że obawisz się, by ktoś przypadkiem nie zakradł się nocą do naszego kodeksu karnego i nie dopisał czegoś interesującego? Bo to by było zabawne.

UnionJack: Po prostu: w pewnych sytuacjach (zamach stanu) kara śmierci może być używana jako oręż w walce politycznej. To miałem na myśli układając te - jak się okazuje zbyt zawiłe - aluzje i nawiązania.
Ale wracając do tematu: teraz tak sobie myślę, że jeśli chodzi o zamach wojskowe i tym podobne modyfikacje demokracji, to kara śmierci może być - i jest - stosowana w nich masowo i bez wyroku sądu. A więc i bez zmiany istniejącego prawa. Argument więc wycofuję.

 [O FOBIACH MORDERCÓW, CZYLI CO OD KARY ŚMIERCI ODSTRASZA]

UnionJack (AM#30): Pasibrzuch twierdzi też, że kara śmierci odstrasza morderców, od popełniania przestępstw. A ja o jedno poproszę: dowody - gdzie wprowadzono, kiedy i o ile procent spadła liczba popełnianych morderstw. I proszę nie odbijać piłeczki i nie kazać mi udowadniać, że tak nie jest! 

Pewien Gość (AM#33): Autor pozwoli, że będę miał w dupie jego prośbę :-). Wszyscy żądają dowodów, liczb, procentów, sami natomiast przed nimi uciekają. Jeśli mam uniknąć niecenzuralnych słów, to powiem tylko, że bardzo mi się taka postawa nie podoba.

UnionJack: Ok, przyznam, że nie znam dowodów na to, że niedobór kary zwanej subtelnie główną nie wpływa na liczbę zabitych i zabijających. Kłopot w tym, że nikt mi nie przedstawił jeszcze dowodów na tezę odwrotnie proporcjonalną. Ale nadal czekam wytrwale, choć się pewnie nie doczekam.

Pewien Gość: No i patrzcie go, znowu zaczyna...

*** 

UnionJack (AM#30): W moim zaś skromnym odczuciu fakt, że więzienie nie jest w stanie odstraszyć niedoszłego zabójcę od popełnienia morderstwa, oznacza też, że nie jest go w stanie odstraszyć kara śmierci.

Pewien Gość (AM#33): W tym miejscu załączam imponująco głośny zgrzyt uzębienia i serię nieartykułowanych dźwięków, które należy rozumieć: "nudny się robisz koleś". Przeczytałem już dziesiątki takich mądrości i szlag by mnie trafił, gdybym miał na nie wszystkie osobno odpowiadać, toteż odsyłam do AM #28 (jeśli dobrze pamiętam) i mojego "Krótkiego tekstu o zabijaniu".

UnionJack, nudny jak flaki z olejem i flakami: Co prawda tego typu odsyłacze uważam za dość niegrzeczny sposób prowadzenia dyskusji - skoro chcesz się kłócić, to się kłóć tu i teraz, a nie wtedy i tam - ale tym razem ugnę się pod prośbą PewnegoGościa:   

Pewien Gość, niegrzeczny i odsyłający dyskutant (AM#28): Czy uważasz, że gdyby w naszym kraju kara "przymusowej eutanazji" :-) istniała, i była odpowiednio często wykonywana, i gdyby społeczeństwo było o tym odpowiednio poinformowane, to przestępcy rzeczywiście działaliby "pod wpływem impulsu"? 

UnionJack: 1) Czyżbyś był ekspertem w sprawie psychiki morderców? Ja nim nie jestem. Dlatego wszystko, co zostanie - mam nadzieję - przez Ciebie przeczytane w kilku następnych akapitach to prywatne zdanie UnionJacka. UnionJacka, który także czasem może się mylić. Choć raczej nie teraz :PP
2) Przede wszystkim piszę z punktu widzenia człowieka normalnego, w ogólnym znaczeniu tego słowa i dla mnie te 20 lat, którymi tak rzucasz to wcale nie jest "najwyżej". To jest więcej niż wieczność. To jest stracone życie. Takie jest moje zdanie - skąd wiesz, czy morderca nie myśli podobnie? Może sobie myśli. Ale to go nie odstrasza. Dlaczego?
3) "Czy tacy p...cy dokonaliby tego morderstwa, gdyby wiedzieli, że czeka ich za to nieuchronna śmierć?" pisze PewienGość. Wybacz, drogi Autorze, że się słówek przyczepię: "nieuchronna śmierć"? Nieuchronna śmierć by ich odstraszyła. Tylko nie wierzę, że morderca myśli o śmierci jako o czymś nieuchronnym. Nie wierzę, że myśli o karze w ogóle. Tzn. myśli o karze, ale nie wierzy, że takowa go spotka.
Dowodów, zakrzykniesz? Służę. Czy Ty, drogi Czytelniku, drogi Autorze, używając na co dzień pirackich programów (choćby Windozy), dopuszczasz do myśli fakt, że kiedyś do Twojego domu zapukają niebieskie kapturki z nakazem rewizji HDD? Nie sądzę. Czyli popełniasz przestępstwo, ale nie spodziewasz się kary. I - wybaczcie porównanie - twierdzę, że tak też jest z mordercami: zawsze przelatuje im przez głowę myśl: a może się uda? 

Caleb Wąpierz:) 4) Ja gwoli ścisłości chciałbym przypomnieć, że większość morderstw jest popełnionych pod wpływem impulsu. Większość morderców nie myśli co ich spotka jak ich policja złapie, ba powiem więcej oni myślą, że policja ich nie złapie. Pytasz się czy gdyby była kara śmierci to nie popełnili by takiej zbrodni? Śmiem twierdzić, że nawet gdyby była kara miesięcznych tortur i na samym końcu by ich zabito to i tak by to przestępstwo popełnili.

Pewien Gość: Ad 1) Myślę, że nie trzeba być zaraz wielkim ekspertem, żeby pojąć psychikę mordercy - posługuje się on bowiem czysto zwierzęcym instyktem.
Ad 2) Dlaczego wizja więzienia nie odstrasza mordercy? Może dlatego, że zdaje sobie sprawę, że przegrał życie już dawno temu i obecnie nie jest ono już nic warte?
Ad 3) To ma być dowód? Musisz przyznać, że kradzież oprogramowania w porównaniu do morderstwa jest przestępstwem stosunkowo młodym; nie zakorzeniło się jeszcze w naszej moralności, że jest to złe. Wszyscy wokół to robią, wpadanie do każdego domu byłaby to syzyfowa praca. Dlatego piracąc nie muszę się spodziewać kary.
I wreszcie Ad 4) Cóż Caleb, nie będę się spierał, skoro tak głęboko jesteś przekonany. Ale pozwól, że spytam jeszcze: co tutaj nazywasz "impulsem"???

Caleb: Ja wcale nie jestem o tym głęboko przekonany, gdyż swoją wiedzę czerpię z jakiegoś tam badania naukowego. Dajmy na to, że koleś chce okraść dom i nie chce nikogo zabić, jednak nagle wszystko wymyka się spod jego kontroli i na dół zbiega facet mieszkający w tym domku. I co robi włamywacz, gdy nagle widzi biegnącego na niego kolesia? Kumasz? To samo się tyczy napadów na banki czy inne przestępstwa. A nawet, gdy chce zabić człowieka to nadal myśli, że go nie złapią i się karą nie przejmuje.

Pewien Gość: Zaraz zaraz, nie próbuj mnie nabić w butelkę. Więc sytuacja jest taka: trafił się niewygodny świadek, następuje "impuls", bandyta strzela... Stop! Z palców strzela? Z pistoletu na wodę? Nie? A więc przygotował sobie wcześniej broń - PRZEWIDZIAŁ ewentualność zabicia kogoś. Co ty na to? A poza tym gdyby kara śmierci istniała, to skurwiel poszukałby sobie bezpieczniejszego zajęcia niż napadanie na banki.

UnionJack: Cóż, myślę, że psychika człowieka - w tym psychika mordercy - jest bardzo, ale to bardzo skomplikowana. Nie sądzę, byśmy odkryli jej tajnik w tym naszym "króciutkim arciku". Proponuję więc zakończyć tą część konkluzją: nie wiemy co odstrasza seryjnych morderców, a co nie. I raczej się nigdy nie dowiemy.

Pewien Gość: Ja tam nadal uparcie twierdzę, że psychika mordercy jest prosta jak drut, a już na pewno wiem (i zawsze wiedziałem), co tych wszystkich karaluchów odstrasza od popełniania zbrodni, więc proszę za mnie się nie wypowiadać. Jednak na zakończenie tego akapitu się zgadzam.

RAZEM: Union, Military i Caleb zgodnie twierdzą, że bandziory są na tyle nieustraszone, że gwiżdżą sobie nawet na lasy szubienic wystrojonych ich kompanionami. Pewien Gość sądzi, że to wyssane z palca. Zgody nie ma i prawdopodobnie nie będzie, więc kwestię jednogłośnie zamykamy.

***

UnionJack (AM 30): Czym bowiem różni się śmierć od perspektywy spędzenia całego życia (mordercy skazani za bestialskie zabójstwa nie mają prawa do ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie) w czterech ścianach celi więziennej i od poczucia, że zmarnowało się swoją szansę? Dla mnie nie różni się niczym.

Pewien Gość (AM 33): Tu się powtórzę (bo odpowiadałem na identyczne pytanie w moim arcie, wyżej wymienionym). Spróbuj sobie, UnionJack-u, wyobrazić sytuację następującą: jesteś mordercą (pamiętaj - to tylko w wyobraźni :-) ) i masz do wyboru siedzenie w pierdlu albo stryczek. Mam nadzieję, że twoja wyobraźnia wywiąże się z tego zadania bez zarzutu, o ile się naprawdę postarasz. W przeciwnym razie zawsze możesz ją sobie wspomóc dowolnym filmem (książką?), gdzie jest ukazana jakaś egzekucja...

UnionJack: Wiesz, Pewny Gościu, zapewne zdziwię Cię odpowiedzią. Jestem romantykiem, a zarazem wielbicielem rycerskich eposów. A tam ceni się honor. I ja, zakładając że naumyślnie i z premedytacją zabiłem kogoś, chciałbym sam sobie wymierzyć sprawiedliwość. Jak wspaniały Turin. Jak mój ukochany Hurin. Mam ogromną nadzieję, że nie zabrakłoby mi odwagi...

Pewien Gość: Ja również żywię taką nadzieję, więcej: wierzę, że tak byś postąpił, problem w tym, że większość morderców oskarżać można o wiele rzeczy, ale na pewno nie o romantyzm i honor...

UnionJack: Masz rację, ale miałem pisać o sobie, więc pisałem o sobie. Ale przyznam, że ciężko posądzić mordercę o nadmiar honoru: wątpię, by odebrał sam sobie życie. Tak, więc koniec końców przyznaję Ci, PewnyGościu rację: dla mordercy to pewnie różnica. Ale dla mnie nie.

Pewien Gość: No to po co się odzywasz, skoro jeszcze cię nie zapuszkowali? :-) Byłbyś bezproblemowym więźniem: w razie czego popełniłbyś honorowe seppuku i po kłopocie, my tutaj dyskutujemy cały czas o tych, z którymi kłopot byłby trochę większy.

***

UnionJack: Na zakończenie tej części arta musze dodać jeszcze parę słów. Pamiętacie Raskolnikowa z "Zbrodni i kary" Dostojewskiego? Jak się Wam wydaje: czy on przed zabiciem myślał racjonalnie? Moim zdaniem - mimo, że morderstwo zaplanował - to nie do końca. A nawet wcale. I tak sobie dumam, że można to przełożyć na morderców autentycznych. Nikt kto zabija nie myśli chyba trzeźwo, nie potrafi przewidzieć więc konsekwencji swej decyzji. Ale, cholera, może psychika tych ludzi działa jednak inaczej niż to opisał Dostojewski? Może są normalni. Mimo tego, że robią coś nienormalnego. Ale jeśli rozumują logicznie to chyba tak, jak to opisałem cztery paragrafy temu. Ale to tylko moje skromne zdanie, drogi Czytelniku.

Pewien Gość: Moje zaś jest takie, że zarówno to logiczne myślenie, jak i wymyślony przez Caleba "impuls" można bez trudu wykorzenić poprzez wprowadzenie kary śmierci. Kara taka nauczyłaby przestępców i racjonalizmu, i planowania, i trzeźwości, i przewidywania.

RAZEM: Dochodzimy więc do konkluzji, że nie możemy dojść do porozumienia. Część z nas uważa, że kara śmierci odstraszy potencjalnych zbrodniarzy, ale nie ma na to dowodów. Nasza druga połówka zaś twierdzi, że absolutnie, wprowadzenie kary śmierci nic nie da! Z tym, że także żadnych liczb, czy wykresów przytoczyć nie może... Skoro zaś nie ma ani przesłanek za, ani przeciw, trzeba uznać, że to starcie zakończyło się wynikiem 0:0.

[ZEMSTA - PRAWO RODZINY OFIARY?]

Pewien Gość (AM 28): Otóż Zwolennicy z upodobaniem powtarzają, że ofiary przestępstw, czy też ich rodziny, mają prawo do zemsty. I tutaj muszę się wyjątkowo zgodzić z Przeciwnikami :-). Zemsta JEST efektem prymitywnego myślenia i JEST niegodna ludzi cywylizowanych. Ale kara śmierci NIE  służy zemście. Funkcja kary śmierci (i każdej innej kary, zresztą) to ODSTRASZENIE ewentualnych naśladowców przed popełnianiem podobnych przestępstw.

UnionJack: No, wreszcie mogę z czystym sumieniem napisać, że się zgadzam z moim Przedmówcą :))) Miło, nie? ;))) Z tym, że nie całkiem: fragmentowi o odstraszaniu karą główną przytaknąć nie mogę. Ale o tym pisałem w poprzedniej części arta.

Pewien Gość (mejl do UnionJacka): O nie, na zgodę to ja nie mogę pozwolić :-). Z całą bezczelnością zmieniłem swoje poglądy na temat "czy kara śmierci jest zemstą" :-). Napisałem z tej okazji nowy tekst, "Fizyka w służbie sprawiedliwości". A o czym tam znowu ściemniam?
Otóż moim zdaniem zemsta jest zjawiskiem naturalnym, i co więcej - usprawiedliwionym. Każdy człowiek jest uprawniony wiedzieć, że jeśli ktoś skrzywdzi kogoś z jego bliskich, drania spotka za to kara. Może idea zemsty wydaje się prymitywna i niegodna człowieka, ale jeśli się nad tym dokładnie zastanowić, spojrzeć na problem z większego dystansu - wtedy widać, że dokonanie zemsty, lub choćby namiastka zemsty jest nieodzowne. Co dzieje się, gdy tłumimy w sobie złość? Czujemy się słabi i bezradni, a to z kolei prowadzi do depresji...

UnionJack: No tak, przecież jak kogoś nie zarżniemy, to nigdy nie wyjdziemy z dołka, będziemy smutni i depresyjni, jeszcze nas ktoś za melancholików weźmie! Pewny Gościu, zastanów się co piszesz: usprawiedliwiasz zemstę, zabójstwo, potrzebą wyładowania się na kimś, potrzebą poprawienia sobie samopoczucia kosztem innych ludzi! Pewny Gościu, usprawiedliwiasz morderstwo...

Pewien Gość: A tak, usprawiedliwiam, całkowicie rozgrzeszam, a nawet pochwalam. Czemu? Albowiem wydaje mi się chore, żeby karać człowieka za coś, co zrobił w przypływie słusznego gniewu i żalu. Powiem to jeszcze raz: jeśli nie wywrzemy jakiejkolwiek zemsty na mordercy naszego syna, do końca życia będziemy drżeć o córkę, żonę, przyjaciół - wiedząc, że w razie czego nie będziemy w stanie nic zrobić. Równie dobrze można pewnego dnia siąść z założonymi rękami i powiedzieć sobie: niech się dzieje co chce. Ale los bywa czasami wrogi i wtedy trzeba mu wyjść naprzeciw, a nie biernie czekać na to, co się stanie.

[BEZPIECZEŃSTWO SKAZANYCH, SĘDZIEGO, RODZINY...]

UnionJack (AM 30): Pasibrzuch uważa też, iż mordercy zamknięci na dożywocie nadal są niebezpieczni. Zgadzam się. Dlatego też sądzę, że dla najbardziej niebezpiecznych powinny czekać cele-jedynki. A totalna samotność do końca życia to już jest kara ostateczna... I taki człowiek nie może już zaszkodzić ani sędziemu, ani rodzinie ofiary. On już nikomu nie może zrobić nic złego. Chyba, że sobie samemu.

PewienGość (AM 33) : Nie kapuję - jaka jest różnica między celą wieloosobową a "jedynką", jeśli chodzi o bezpieczeństwo sędziego/rodziny ofiary. No dobra, może pewna różnica jest - więzień odizolowany nie ma kontaktu z innymi popaprańcami, toteż jest większa szansa na tzw. resocjalizację. Ale nadal może zwiać lub zostać przedterminowo zwolniony.

UnionJack: Gdybym miał doszukiwać się we własnych słowach ukrytego przed mną samym sensu, napisałbym, że taki więzień nie zorganizuje już ucieczki, bo nie będzie miał z kim. A przez to nie zaszkodzi sędziemu, policji, rodzinie ofiary. Ale nie napiszę, bo prawda jest taka, że wyraziłem się po prostu niefortunnie: chodziło mi o bezpieczeństwo innych skazanych.
Tak, innych skazanych. Kolejnych popaprańców, morderców, dilerów. Którzy jednak mają prawo by czuć się bezpieczni. I państwo musi im to prawo zagwarantować.

Pewien Gość: W tym miejscu rozrechotałbym się na dobre, gdyby to nie było smutne, że są ludzie, ktorzy tak uważają. Mają PRAWO CZUĆ SIĘ BEZPIECZNI? Jeśli chcą być bezpieczni, niech nie mordują, nie gwałcą i nie dilują. A państwo musi jedno zagwarantować: że społeczeństwo ich więcej w swym gronie nie ujrzy.
Hmm, czy jeden więzień to już nie ma szans uciec samotnie?

UnionJack: Ma szanse, ale mniejsze w pojedynkę niż w kilka osób. Ale wracając do głównego wątku - tak, MAJĄ PRAWO CZUĆ SIĘ BEZPIECZNI! Przecież w więzieniu, poza bezwzględnymi mordercami, siedzą też inni przestępcy. Na przykład finansowi, dystyngowani dżentelmeni w stylu Bogusława Bagsika. Wsadziłbyś go do celi z Kubą Rozpruwaczem?

Pewien Gość: A napisałem kiedyś, że bym wsadził? Nie? No to piszę! Powtórzę się: kto chce być bezpieczny, ten sobie uczciwie zapieprza w biurze, fabryce, kopalni, czy gdzie tam jeszcze. A jak się takiemu Bagsikowi czy innemu cwaniakowi zachciało szybkich pieniędzy, to niech się teraz przygotuje na randki z Rozpruwaczami...

***

Caleb (AM 30): Jednak można go pomścić [faceta, który został poddany karze głównej]. I jego kumple jeszcze bardziej się wkurzą, gdy go zabijesz

PewienGość (AM 33): No tak. To by była zaiste urocza sytuacja, gdyby cały polski wymiar sprawiedliwości miał trząść portkami z powodu kolesi jakiegoś tam wykolejeńca! A gdyby tacy kolesie zobaczyli jeden z drugim, jak paru złoczyńców dynda na stryczkach, od razu przeszłaby im ochota na zabawę w mścicieli, bo baliby się o własne tyłki. Tyle powiem.

UnionJack:
A dlaczego miałby trząść portkami przed jednym, bezbronnym kolesiem siedzącym w zamkniętej, jednoosobowej celi? Przecież on (albo i ona) może zrobić jeszcze mniej, niż Ci jego znajomi.

Pewien Gość:
Nie obraź się ale... czy ty czytać umiesz? Napisałem: z powodu kolesi, odczytałeś: z powodu jednego kolesia...

UnionJack: Wiem, co napisałeś... Jeszcze raz: piszesz, że wymiar sprawiedliwości nie może obawiać się przebywających na wolności kolegów wykolejeńca. Ja zaś chciałbym wiedzieć dlaczego miałby się obawiać, dlaczego miałby zabijać, tego wykolejeńca, zamkniętego w celi-jedynce, nie mającego swobody działania?

Pewien Gość: Dobra, już chyba rozumiem. A więc uważasz, że jeden biedny wykolejeniec nie jest już niebezpieczny, więc nie ma sensu go zabijać, tak? Dobra, przyjmijmy nawet, że nie da rady prysnąć zza krat. Ale jak zagwarantujesz rodzinie ofiary, sędziemu, prokuratorowi, że ktoś go za parę lat nie wypuści?

UnionJack: Gwarantuję, że wypuści. Bo wyroki mają to do siebie, że kiedyś się kończą. A kończą się dla tego, że prawo na całym świecie dopuszcza do możliwości fakt, że każdy przestępca może się zresocjalizować. I dlatego istnieje coś takiego jak druga szansa.

ALTOGETHER: I ponownie zgadzamy się, że się nie zgadzamy. Pewien Gość uważa, że poczucie bezpieczeństwa należy się rodzinie ofiary i sędziemu jak psu buda. UnionJack zgadza się z tym, lecz  - w przeświadczeniu, że coś takiego jak powrót z skurczysyństwa do normalności nie jest czymś niemożliwym - do listy tej dodaje jeszcze dystyngowanych dżentelmenów a la Bogiusław Bagsik. Czyli przestępców odsiadujących wyroki za lekkie przestępstwa.

Pewien Gość: A ja tylko od siebie dodam, że o ile człowiek z marginesu społecznego może jeszcze mieć coś na swoje usprawiedliwienie (ciężkie dzieciństwo, ojciec alkoholik itp), to czyny bagsikopodobne to 100% chciwości i skurwysyństwa. Nie zniżyłbym się do rozmowy z gwałcicielem i mordercą; z takim Bagsikiem może i tak, ale nie zmienia to faktu, że pogardzam nim w takim samym stopniu. Zresztą mordercę zawsze może jeszcze sumienie ruszyć, i przerażony okropnością tego, co zrobił, może odczuje choćby cień ochoty na powrócenie do normalnego życia. A taki Bagsik będzie już kradł do końca życia, jeśli da mu się okazję. Co oczywiście nie znaczy, że bym go powiesił.

[TROCHĘ FILOZOFII]

Caleb: Problem kary śmierci dotyczy wszystkich, czy chcemy być cywilizowanym krajem, a nie krajem gdzie jak parę tysięcy lat obowiązuje prawo oko za oko, musimy pokazać, że jesteśmy lepsi od innych i lepsi od morderców.

PewienGość (AM 33): A po jaką cholerę musimy to komukolwiek pokazywać!? Ja na przykład wiem doskonale, że jestem lepszy od morderców i nie czuję potrzeby udowadniania tego innym. Co więcej, jeśli mój kumpel powie mi, że jest od tego mordercy lepszy, również nie będę od niego wymagał dowodów, tylko uwierzę mu na słowo :-). Więc o co chodzi?

UnionJack: Wiesz, naprawdę gratuluje ci poczucia własnej wartości. Ja nie zaryzykuję twierdzenia, że jestem lepszy od mordercy. Nie znam żadnego, więc jak się mogę z nim porównywać? Nie znam motywów zbrodni, jak mogę go oceniać? A może ja też codziennie zabijam? Obojętnością, zbyt obcesowym żartem? Tym, że nie kocham. Nie wiem, więc nie oceniam. I don't slug no one, I don't even judge...

Pewien Gość: Ja natomiast gratuluję ci poczucia niższości. Jeśli jest czego gratulować. Nie czujesz się lepszy od mordercy? No to zbyt czuły na wartości nie jesteś, bo ja, tylko i wyłącznie na podstawie twoich tekstów w AM mogę ci powiedzieć, że jednak JESTEŚ. Potrafisz podać wartość życia ludzkiego? Wiedz, że jeden człowiek, mordując drugiego pomniejsza swoją własną wartość o wartość życia ofiary. Jeśli nie o wielokrotność tego życia. Jak mawia mój kumpel, z przechodniości nierówności wynika, że wartość życia mordercy jest bardzo niska, jeśli nawet nie ujemna. Nie znasz motywów zbrodni? A jakie motywy mogą zbrodnię usprawiedliwiać? Jeśli już ustalimy sobie, że zbrodnią nie nazywam np. obrony koniecznej...

UnionJack: Nie powiem, pięknie powiedziane. Musze przyznać, że nawet mnie to przekonało: możliwe, że jesteśmy bardziej wartościowi od morderców. Ale czy to upoważnia nas do zabijania tych mniej wartych życia istot? Czy to, że bandyta mniej warty jest istnienia oznacza, że nie jest go warty w ogóle?

Pewien Gość: Tak. Ja wcale nie wymagam wiele za prawo do życia. Tylko tyle, żeby pozwolić żyć innym. A jeśli ktoś koniecznie chce się prawa tego pozbawić - jego sprawa. Dla mnie może spierdalać do piekła, sory za bezpośredniość. A poza tym - powiedz mi, czy ofiary mordercy nie były warte istnienia? Zapewne były, i co? Ich prawem do istnienia jakoś się nie martwisz...

UnionJack: Bo im już i tak nie pomogę. A mordercy - teoretycznie - tak.

Pewien Gość: Morderca załuguje tylko na to, by pomóc mu się znaleźć na tamtym świecie. Ponadto sugerowałbym uparcie, aby myśleć jednak o potencjalnych ofiar. Tym, którzy już są martwi, faktycznie raczej nie pomożemy, ale możemy się zatroszczyć o ofiary potencjalne. A mordercę pies jebał, że się tak brzydko wyrażę.

[WAŻYMY WARTOŚCI - ŻYCIE OFIARY VS. ŻYCIE MORDERCY]

UnionJack: No cóż... Przyznam, że jestem nieco zbity z tropu Pasibrzuchową definicją dorobku długich pokoleń [zaiteresowanych jej brzmieniem odsyłam do AM30].Mnie dorobek cywilizacyjny kojarzy się raczej z literaturą, muzyką, postępem technicznym, nowymi trendami filozoficznymi, czy też rozwojem medycyny. Kara śmierci zaś, jako przykład prawa odwetu, powoduje w mej głowie nieodparte wrażenie tępego barbarzyństwa, gdzie mściciel zabijający mordercę (choćby i w majestacie prawa) niczym się od mordercy nie różni.

Pewien Gość: Dla mnie dorobek cywilizacyjny to również prawo karne i cały system z nim związany. Czy według ciebie np. starożytni Rzymianie, współtwórcy tego prawa, to byli barbarzyńcy? Wobec tego mam dla ciebie złą wiadomość: Horacy, którego zaraz wspomnisz, również tworzył w Rzymie...

UnionJack: Horacy nie tworzył prawa rzymskiego, więc go do tej sprawy nie mieszaj :) To, że prawo rzymskie w większości było dobre nie oznacza jeszcze, że było idealne w 100%. Moim zdaniem kara śmierci właśnie idealna nie jest.

Pewien Gość: Musisz jednak przyznać, że był to nieodłączny element rzymskiego prawa, ze swoim naczelnym hasłem dura lex sed lex. A przynajmniej nie nazywaj kary śmierci tępym barbarzyństwem. Bądź co bądź koleś, z którym właśnie dyskutujesz, z barbarzyńcami ma tyle wspólnego, że nie lubi magii w erpegach ;-). Może więc istnieją jakieś racje przemawiające za karą śmierci, które powstały właśnie dzięki głębokim przemyśleniom, do kórych barbarzyńca nie byłby zdolny?

UnionJack: Znaczy, mam Ci komplementy prawić?! :D Mówić żeś mądry i bystry, i że prawisz ciekawie, i żeś wymagający adwersarz, i że piszesz ciekawie?
No niech Ci będzie, co mi szkodzi: mądryś, bystryś, wymagający adwersarz i niezły felietonista. Zadowolony? ;))) 
Błagam tylko, nie każ mi się oświadczać! ;)))

Pewien Gość: Nie bój się, to ci nie grozi, chyba że jesteś ładną brunetką ;-). Za komplementy dziękuję. Rozumiem, że uznałeś wreszcie, że kara śmierci barbarzyństwem jednak nie jest?

***

UnionJack (AM 30): O ile wszak lepsze, czy wartościowsze jest życie ofiary od życia mordercy? 

PewienGość (AM 33): Pozostawię to bez komentarza. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego, odsyłam do całokształtu mojej twórczości w Action Magu.

UnionJack: Jak już wspomniałem, takich praktyk nie lubię. Ale znów zdołam się przymusić. Miałem co prawda poczytać dziś Horacego, ale zostanę przy Pewnym Gościu. W końcu co twórczość wysokiej klasy, to twórczość wysokiej klasy. I to wcale nie była sarkazm ;)))
Całokształt Pewnego Gościa przeszukiwałem długo i starannie. Z czcią nabożną. Centymetr po centymetrze. Ale ww. fragmentu nie znalazłem. Nie skomentuję tego faktu: zostawię tę przyjemność Pewnemu Gościowi.

Pewien Gość: No tak, kazał pan, musiał sam. Wierzę ci głęboko, że przeszukałeś moje teksty centymetr po centymetrze, i to wcale nie był sarkazm ;-))). Jak napisałem w przytoczonym przez ciebie cytacie, odsyłam do CAŁOKSZTAŁTU mojej twórczości, nie do konkretnego fragmentu. Dlatego fragmentu nie dostaniesz. Ale czy naprawdę trzeba ci tego nieszczęsnego fragmentu, żeby zrozumieć, dlaczego czyjeś życie ma być wartościowsze od życia mordercy? Skoro tak, to mam argument, który powinien ci buzię zatkać: porównajmy sobie tegoż mordercę np. do obecnego papieża. Nadal uważasz, że życie mordercy jest równie wartościowe? Poza tym masz rację, mniej czytaj Horacego, a więcej mnie, kto wie, może to wyprostuje twoje romantyczne poglądy... :-)

***

Military: Mówię teraz tylko i wyłącznie w swoim imieniu: nie można, do licha ciężkiego, odbierać życia bez względu na okoliczności! Przynajmniej ja nie mógłbym... (chyba, że na wojnie, kiedy kule urwałyby mi uszy i hełm spadł na oczy powodując odruchowy spustościsk). Człowiek nie ma prawa zabić innego, ponieważ wtedy nie jest odeń lepszy! Oczywiście wszystko wygląda inaczej, jeżeli działamy w obronie własnej - zabójstwo w takich okolicznościach wybaczam, ale też nie można mordować kogoś, kto wyrywa torebki starszym paniom.

[BRUTALNOŚĆ PRAWA WOBEC PRZESTĘPCÓW]

Pewien Gość (AM 28): Jeśli bandyta w sposób ewidentny łamie prawo, to i prawo to nie może go chronić. Oczywiście, bez przesady. Są przestępstwa, których dopuścić się może każdy człowiek, nawet najuczciwszy (żeby daleko nie szukać: przekroczenie dozwolonej prędkości na drodze o 10 km/h). W takich przypadkach zawsze znajdą się okoliczności usprawiedliwiające. Ale jakie usprawiedliwienie może mieć banda gówniarzy, która z nudów zabija bezdomnego? Czy należy im się ze strony prawa jakakolwiek ochrona?

UnionJack: Mnie tez podoba się slogan: "zero tolerancji". Ale trzeba wpierw ustalić, od którego momentu należy tą zasadę wprowadzić. Gwałt? Nieumyślne spowodowanie śmierci? Pomyłka lekarska? Prowadzenie po pijanemu? Jesteś w stanie dokonać takiego podziału.

Pewien Gość: Ależ jak najbardziej. Uwaga, oto lista przestępstw, za które chętnie dawałbym stryczek:

  • UMYŚLNE zabójstwo (wykluczając oczywiście obronę konieczną i ewentualnie zabójstwo w afekcie)

  • gwałt ze szczególnym okrucieństwem

  • kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą

A oto przykłady, za co śmiercią bym nie karał:

  • prowadzenie po pijanemu (za to - DOŻYWOTNI zakaz prowadzenia pojazdów)

  • pomyłka lekarska (ale za szczególnie rażące niekompetencją pomyłki, albo pomyłki wynikające z nietrzeźwości na służbie - odpowiednio wysokie kary pieniężne plus utrata zawodu)

  • "zwykły" gwałt (kastrować! kastrować!             

UnionJack: Ok, w większości kary mi się podobają - z jednym wszakże wyjątkiem. "Gwałt z szczególnym okrucieństwem". Jakie okrucieństwo szczególnie jest okrutne, a jakie nie? Potrafisz to rozsądzić?

Pewien Gość: Nie licz na szczegółowe opisy, bo słyszałem już o takich przypadkach (i ty pewnie też), że nóż się sam otwiera w kieszeni. Wiedz, że gdybyś kiedyś zobaczył na własne oczy zgwałconą kobietę, na pewno bez trudu osądziłbyś, czy było to szczególne okrucieństwo czy nie. Sercem, rozumem, czy co tam posiadasz...

UnionJack: Bardzo ładna złośliwość. ;) Tym, co posiadam stwierdzam jednak, że gwałt, jaki by nie był, to jest okrutna praktyka. Ale granica tej między gwałtem szczególnym, a nieszczególnym nadal jest dla mnie nadal niewyraźna. Może dlaczego, że nigdy zgwałconej kobiety nie widziałem. Ale - jeśliś doznał już tej wątpliwej przyjemności - uwierzę Ci koniec końców. Może rzeczywiście bym znalazł tą cienką, czerwoną linię? 

Pewien Gość: Cienkie, czerwone linie nie istnieją (co za zbieg okoliczności, akurat słucham kawałka o nazwie "End Of The Line" ;-) ). Czy to jednak oznacza, że należy znieść podział na piwo jasne i ciemne, na noc i dzień, na Murzynów i białych (nie mam na myśli apartheidu), na samochody szybkie i powolne, na miasta duże i małe? Nic się nie stanie, jeśli od czasu do czasu ukarzemy karą śmierci za gwałt, podobny do tego, za który ktoś wcześniej dostał 20 lat. Nikt nawet nie zauważy. Są różni sędziowie i różne wyroki, są różne osądy podobnych zbrodni. Jeśli twoim zdaniem do funkcjonowania jakiegoś zapisu w prawie karnym potrzebna jest cienka czerwona linia, to prawo w ogóle jest bez sensu...

UnionJack: Prawo jest po to, żeby być sprawiedliwe! Znaczy, równe dla wszystkich i niezależne od humoru sędziów i sędzin! Dlatego w prawie jest potrzebna cienka czerwona linia. I to nie jedna, a całe setki...

Pewien Gość: Owszem, byłoby pięknie, ale to niestety marzenie ściętej głowy. W życiu żadne linie nie istnieją. Gdyby było inaczej, niepotrzebni by byli w ogóle żadni sędziowie - ich miejsce zajmowałyby komputery. Wprowadzałoby się do takiego czegoś numer popełnionego przestępstwa, a na ekranie pojawiałby się automatycznie wyrok. Byłoby prościej, szybciej i przede wszystkim - sprawiedliwiej. Ale jakoś tak nie jest...

[ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA ŻYCIE MORDERCY - CZY KTOŚ JEST W STANIE JĄ UNIEŚĆ]

Military: Na nic, mym skromnym zdaniem, szanowne komisje osądzające winę oskarżonego. Dla mnie ich pracą jest urządzanie linczu czy też zbiorowego mordu! Dlaczego? Nikt nie zasługuje na śmierć z ręki innego człowieka - ja wiem, zaraz będzie "powiedz to zamordowanym albo ich rodzinom". Ludziska, są przecież odpowiednie kary np. dożywocie (ale nie w luksusowych polskich więzieniach), a jeśli komuś takowe się wlepi, to można jeszcze się ze swej decyzji wycofać (w przypadku, gdyby pięć lat po procesie wyszły na jaw jakieś niedopatrzenia).

***

UnionJack (AM 30): Dla mnie jednak głównym argumentem przeciwko karze śmierci pozostaje świadomość, że nie jestem w stanie decydować o tym, czy ktoś zasługuje na to, by żyć, czy też nie. To, że morderca zdecydował za ofiarę nie znaczy jednak, że mamy prawo się do niego upodobniać.

PewienGość (AM 33): Ponownie muszę polecić lekturę mojego tekstu o karze śmierci z AM #28.

UnionJack: Fragment, o który zapewne chodziło, znalazłem i pozwolę go sobie przytoczyć w części następnej. Teraz zadam jednak Tobie, PewnyGościu, jedno proste pytanie: czy uważasz się za osobę na tyle światłą i wykształconą, na tyle nieomylną, by zadecydować o życiu lub śmierci jakiegoś oskarżonego? Wymagasz tego od sędziego: spróbuj sam tej zabawy.
Nie będę dręczył Twojego umysłu: zabił. Miał okropny dzień. Taki, że ciężko sobie wyobrazić gorszy. Zostawiła go żona. Od dawna się między nimi nie układało, tego dnia został sam z dwójką dzieci. Z jednej strony byłoby im łatwiej: była nieodpowiedzialna, nie pracowała, biła obie dziewczynki. Z drugiej strony kochał ją nadal. Tego dnia nie wytrzymał... upił się. Wtedy napatoczył się ten stary babsztyl... wyzwała go od pijaków... wspominała coś o żonie, dzieciach... dzieciach... buył pijany... kilkanaście razy uderzył jej głową o ścianę niebieskiego Cinquacento.
On już zrobił swój ruch... teraz Twoja kolej. Nie musisz patrzeć na jego oczy... na to jak stoi przed Tobą z opuszczoną głową... ale popatrz po sali... z jednej strony rodzina kochanej babci, dobrej, dobrej kobiety... chcą sprawiedliwości. Kara śmierci dla morderców! Kara śmierci dla... a teraz druga strona sali... dzieci oskarżonego (małe jeszcze, nie rozumieją), a obok... chyba matka? będzie wychowywała dzieci... nie chce, ale będzie... i powie im, powie im, jak zginął ich ojciec... sukinsyn jeden... a tam z prawej... ubrana w żałobę... matkę oskarżonego?! nie... na nią nie patrz... [po co tyle kropek, Morsem nadajesz? :-) - PG]
Powiedz teraz jedno słowo, trzy literki. Kara śmierci... tak, czy nie?

Pewien Gość: Nie, przecież s...syn jest całkowicie usprawiedliwiony. No bo powiedzcie, czyż wyżej wymieniona sytuacja nie usprawiedliwia KAŻDEJ zbrodni? (dla mniej rozgarniętych: to BYŁ sarkazm). Ja miewam często złe dni. Bywa, że cholernie złe. Spotykam też na swojej drodze różnych ludzi, włączając nieodpowiedzialnych, niepracujących, bijących i pijących. Ba, nawet gorszych. Jakoś ich nie zabijam, chociaż czasami mam naprawdę wielką ochotę. Żony na razie nie mam (nie wiem czemu te dziewuchy mnie wcale nie lubią :-) ), więc może nie rozumiem tego faceta z powyższego przykładu, ale... czy nie mógł się tak po prostu rozwieść?

Podsumowanie: Widzimy więc, że Pewny Gość potrafi taką decyzję podjąć, UnionJack zapewnia zaś, że nie potrafi. I tu leży zasadnicza różnica między tymi Panami: pierwszy uważa, że można decydować o życiu o śmierci drugiego człowieka, jeśli sobie na taki osąd zasłużył. UnionJack zaś nie dopuszcza tego w żadnej sytuacji.

[ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA KARĘ ŚMIERCI - NA KIM ONA WŁAŚCIWIE SPOCZYWA?]

PewienGość (AM 33): Kto to właściwie zabija tego nieszczęsnego przestępcę? Zwolennicy kary śmierci? Bo tak by właśnie wynikało z wypowiedzi Przeciwników. Mówią: żądasz kary dla morderców? - sam jesteś mordercą! Czy można tak mówić? Dla mnie morderca to ten, co zabija człowieka. Może nie brzmi to zbyt odkrywczo, ale dla Przeciwników widać nie do końca jest jasne. Gotowi wyzywać mnie od najgorszych - za to tylko, że domagam się sprawiedliwości (a dla mnie jedyna sprawiedliwość to oko za oko) i bezpieczeństwa.

UnionJack: Widzisz, PewnyGościu, trochę nadinterpretujesz. Mnie kara śmierci kojarzy się z zabijaniem - bo śmierć to śmierć, nie ważne kogo. Tak rozumując, zwolennicy kary śmierci to zwolennicy zabijania. Nie mordercy. Ale wystarczy jeden niesprawiedliwy wyrok, by znaleźli się blisko tej granicy. Może niekoniecznie ją przekroczyli... ale byli jej blisko... niebezpiecznie blisko...

Pewien Gość: No to niech wyroki będą sprawiedliwe! Niemożliwe? No, chyba całkowicie niewinnego na śmierć nie skażą. Wiesz, co mnie bulwersuje w twojej wypowiedzi? Dla ciebie JEDEN niesprawiedliwie stracony przestępca podważa sens kary śmierci. Natomiast coroczna śmierć TYSIĘCY niewinnych ofiar morderstw nie wzrusza cię wcale...

UnionJack: Zapewniam Cię, wzrusza. Tyle, że jak już ustaliliśmy, ja uważam, że wprowadzenie kary śmierci nie zapobiegnie kolejnym morderstwom. A skoro nie mogę pomóc ofiarom - to może pomogę choć skazanemu?

Pewien Gość: Ja zaś wychodzę z założenia, że skoro nie można pomóc ofierze, to można chociaż zaszkodzić mordercy.

UnionJack: Znaczy, zemścić się. Zemsta wszak uszlachetnia.

Pewien Gość: Tak, zemścić się. A po co - już pisałem nieraz...

***

Military (AM 30): Rzecz kolejna. Jeśliby wykonywano karę śmierci, kto miałby taką władzę, aby zatwierdzić wyrok? Moim zdaniem nie "zwykły" sędzia - ileż to razy słyszało się o przekupstwach czy innych "ciekawych" odskoczniach całego wymiaru sprawiedliwości. W związku z tym wszystko musiałoby iść do osób postawionych najwyżej i, co za tym idzie, najbardziej godnych zaufania.

PewienGość (AM 33): Jest w tym pewna racja, nie powiem. To jasne, że stawianie na szali czyjegoś życia nie może zależeć li tylko od jednego człowieka. Ale też chyba nikt nie jest tak naiwny, żeby twierdzić, że sędzia w sądzie sprawuje władzę absolutną i z nikim i niczym nie musi się liczyć...
Osoby najwyżej postawione są najbardziej godne zaufania? Kłóciłbym się...

Military: Trochę nie o to mi chodziło... niefortunnie pocięty tekst. Wcześniej pisałem, że wszyscy są omylni - i o to mi chodzi. Skąd wiesz, czy ten (pozornie) "godzien twej ufności" nie jest przekupną szują?

UnionJack: OK, Pewny Gościu. Przed chwilą rzekłeś, że polskim parlamentarzystą nie ufasz. Bo sprzedajni są, dbają o własny interes (tak przynajmniej interpretuję epitet: "świnie w garniturach"). Teraz zaś zdajesz się wierzyć nie 460, ale kilkunastu osobom. I to wierzyć bezgranicznie, oddawać w ich ręce życie i śmierć jakiegoś człowieka. Czy nie widzisz tutaj żadnej sprzeczności? 

Pewien Gość: Nie, ponieważ parlamentarzysta to nie sędzia.

UnionJack: Ale parlamentarzysta ustanawia prawo i zasady wedle których wymierza się karę śmierci.

Pewien Gość: Ale sędziowie nie biją się między sobą na rozprawach i nie obrzucają wzajemnie wyzwiskami w wywiadach.

UnionJack: Ale co to ma do rzeczy?

Pewien Gość: To był dosyć obrazowy sposób pokazania ci różnic między posadą sędziego i polityka. W tym drugim przypadku gra się o duże stawki, więc wyzwalają się najgorsze ludzkie instynkty. Z tego samego powodu do polityki dorywa się więcej śmieci niż ludzi. A żeby mieszać w sądach, to i wykształcenie trza mieć (byle elektryk sądzić nie będzie), i inteligencję, i odwagę cywilną. Dlatego też sędziowie wzbudzają we mnie większy respekt. Przynajmniej do czasu, kiedy któryś z nich zacznie organizować blokady dróg ;-). Chociaż muszę przyznać, że niektóre wyroki świadczą o sędziach jak najgorzej. Ale to już kwestia reformy systemu karnego.

UnionJack: I reformy systemu kształcenia sędziów. Tak by rodziny prawnicze nie miały na ten zawód monopolu. Ale to już temat na osobny art...

***

Pewien Gość (AM 33): Pytanie brzmi: kto w końcu jest mordercą? Chyba nie kat, wykonujący bezpośrednio wyrok? Chyba nie sędzia, który bądź co bądź działa w imieniu prawa? A więc? Nikt inny, tylko państwo, które posiada tak "okrutny i niehumanitarny" kodeks. Jako że ostatnio panuje nam miłościwie demokracja, więc państwa nie utożsamiamy z konkretną osobą. Tym samym nikt nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności za śmierć zbrodniarza, oprócz niego samego, oczywiście. Dlatego też miałbym prośbę do Przeciwników, aby więcej nie nazywano mnie mordercą. A i naszego państwa (jeśli wprowadzi, daj Boże, karę śmierci ponownie) też nie wolno.

UnionJack: Ślicznie to brzmi, Pewny Gościu. Obywatela zabiło państwo, czyli nie zabił go nikt. Nie zabił go kat, nie zabił sędzia, nie zabiła ława przysięgłych. Nie zabił prokurator. Nie zabił adwokat. Nikt go nie zabił - a facet nie żyje. Czyli wiesz co, Pewny Gościu? Wychodzi na to, że umarł ze szczęścia. Śmierć, psia mać, ze starości.
OK, dość tej ironii: wszystko to prezentuje się naprawdę ślicznie. Zbrodniarz ginie z przyczyn naturalnych, ma to na co zasłużył, księżniczka wychodzi za księcia, wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Poza zeszłym mordercom rzecz jasna.
Ale spójrzmy teraz na inną sytuację. Sytuację zupełnie hipotetyczną. Wydano niesprawiedliwy wyrok. Zginął niewinny człowiek. Jego rodzina pragnie sprawiedliwości. Ktoś jest chyba winny śmierci ich syna? Kogoś skazać trzeba! "Kara śmierci dla morderców!".
Oczywiście jest to sytuacja czysto hipotetyczna, jak już zdążyłem wspomnieć. Tyle, że prawo musi regulować nawet i takie kwestie. I dopóki ich sprawiedliwie nie ureguluje będzie to dla mnie kolejny powód, by się karze śmierci sprzeciwiać.

Pewien Gość: Wiesz, kto zabił tego zbrodniarza? SAM się zabił. Wiedząc, co mu za to grozi, posunął się do zbrodni. I nie trzeba zaraz żadnych księżniczek. Ale żeby nikt nie ponosił odpowiedzialności za wyroki śmierci, tego nie twierdzę. Jakąś odpowiedzialność sędzia musi ponosić, to jasne. Niekoniecznie musimy jednak skazywać sędziego na śmierć tylko dlatego, że źle osądził, bo kto by wtedy chciał być sędzią.

UnionJack: "Jakąś odpowiedzialność sędzia musi ponosić." Jaką? Ustal, skoroś taki pewny swego!

Pewien Gość: Nie wiem, ile zarabiają sędziowie, ale myślałem o konsekwencjach natury finansowej.

UnionJack: I myślisz, że to wystarczy rodzinie ofiary? Sam przed chwilą pisałeś o zemście...

Pewien Gość: Przed chwilą, przed chwilą (gorzki sarkazm ;-) ). Nie bardzo rozumiem, o co i chodziło, ale zakładam, że o rodzinę człowieka niesłusznie skazanego na śmierć, czy tak? A więc represje finansowe mają zapobiec wydawaniu niesłusznych wyroków, a nie zaspokoić czyjekolwiek pragnienie zemsty. Nie możemy przecież oczekiwać, że cywilizowane państwo zezwoli na to, by ktoś mścił się na funkcjonariuszach jednej z jego służb. Shit happens. Rodzinie ofiary wypadku samochodowego odszkodowanie też wiele nie da, ale to nie znaczy, że mamy zakazać obywatelowi posiadania samochodu.

UnionJack: Shit happens. Ślicznie powiedziane. Wyjątkowo romantycznie. I wzruszająco. Może zaproponujesz taki nekrolog, rodzinie ofiary? 

Pewien Gość: To zostawmy zakładom pogrzebowym. Epoka romantyzmu już dawno minęła, a i ten tekst nie powstał po to, by żonglować romantycznymi hasełkami. Facet, z którym polemizujesz, twardo stąpa po ziemi. Romantycy nigdy nic nie zrobili dobrego. Poza tym nie ma dla mnie takiej kwestii, co się stanie, gdy kogoś niesprawiedliwie skażą. Śledztw nie prowadzi się na kolanie, a nad detektywem nie stoi nadzorca z batem, który ciągle go popędza. Śledztwa mają być sprawiedliwe, a kara śmierci, swoją drogą, przywrócona.

[RESOCJALIZACJA]

UnionJack (AM 30):  Niech siedzi w więzieniu, niech pracuje w swojej małej celi, niech się resocjalizuje. Kto wie, co może jeszcze z niego być? Może stanie się koronnym przykładem kogoś, kto odmienił swe życie, kto chce teraz naprawić zło, które wyrządził. Nie twierdzę, że tak będzie. Ale można chyba dać człowiekowi szansę? Kto wie, w jaki sposób ją wykorzysta... 

PewienGość (AM 33): Morze jest słone i głębokie, jak mawiał pewien mój kumpel. Dla mnie "resocjalizacja" jest niemal synonimem słowa "recydywa" i mogę to udowodnić. Nawet procentami. Byle skończyć z takimi, za przeproszeniem, pierdołami jak te powyżej. Pozwolę sobie na małą, wredną parafrazę: niech się morderca resocjalizuje na stryczku. :-)

UnionJack: Mój znajomy dodawał jeszcze, że  w morzu mieszka ryba, co się nazywa Chyba... ale to nie jest specjalnie bystry znajomy...
Co do procentów... jest takie powiedzenie: "Śmierć jednego człowieka - to tragedia. Śmierć wielu - to statystyka.". I tak też jest chyba w przypadku kary śmierci... procenty mówią wyraźnie: nie istnieje coś takiego, jak resocjalizacja! Ale są trzy kłamstwa: kłamstwo, perfidne kłamstwo i statystyka (Twain chyba...). I ja statystyce nie wierzę. Nie dlatego, że kłamie. Dlatego, że ja zamiast liczb widzę człowieka. Mordercę. I ja jakoś dziwnie wierzę w niego... wierzę, że zacznie życie od nowa jeśli da mu się tylko taką szansę. Pewnie jestem naiwny...
Ale kto przy zdrowych zmysłach spodziewałby się literackiej Nagrody Nobla po narkomanie i wariacie? Myślę, że kojarzysz, o kim mówię...

Pewien Gość: Rzeczywiście, BARDZO dziwnie wierzysz. I wierz sobie, na zdrowie. Obyś się kiedyś srodze nie przejechał na tej swojej wierze...

***

Caleb (AM 30): Tak bracie yeah! zabijajmy przecież kościół katolicki na to zezwala chociaż że papież jest przeciw. W ogóle na samym początku trochę jeszcze tego zbrodniarza poprzypalajmy w kwasie. Dać śmierć jest najlepszą gwarancją i wyjściem w końcu mamy XXI wiek, oko za oko stare, ale jare prawo, bo tak jest łatwiej.

Pewien Gość (AM 33): I skuteczniej w dodatku. A niby dlaczego mielibyśmy sobie życie utrudniać? Jeśli komuś wola, może sobie jeść pałeczkami i spacerować na szczudłach. Można również nie karać przestępców, tylko próbować ich nawracać na dobrą drogę. Co z tego, że będzie to kosztowało życie paru niewinnych osób, które zamorduje nasz "resocjalizowany" bandyta, którego zwolnili z pierdla, bo obiecał poprawę. Przecież życie zwykłych ludzi się nie liczy, ważni są tylko ci biedni przestępcy...

UnionJack: Owszem tak jest łatwiej - czy skuteczniej to już inna sprawa. Z tym, że pojawia się pytanie: czy nasza cywilizowana cywilizacja powinna zawsze szukać łatwiejszych rozwiązań? Bo one rzeczywiście są: kara śmierci, aborcja, eutanazja, odsyłanie nielegalnych imigrantów. A może jednak należy wybierać kosztowniejsze - nie zawsze skuteczne - ale jednak bardziej (nie waham się użyć tego słowa) humanitarne rozwiązania.
Życie zwykłych ludzi się nie liczy? Liczy się liczy. Ale morderca to też zwykły człowiek...

Pewien Gość: Tak, tak, a świstak siedzi i zawija w sreberka tego "zwykłego człowieka". Sądzisz więc, że zbrodnia to nic, zero? Że każdy, najzwyklejszy człowiek jest w stanie pozbawić życia drugiego człowieka ot tak sobie, jak zabija się muchę? Więc sądzisz, że z psychiką mordercy wszystko jest OK? I może jeszcze, że takich osobników można po prostu wypuścić z więzienia, w końcu to są "zwykli ludzie", a nie ma przecież powodu, żeby więzić zwykłych ludzi?

UnionJack: Na Boga, przecież ja nie usprawiedliwiam zbrodni! Ja tylko uważam, że każdy ma prawo do drugiej szansy - bo zawsze ma okazję zostać zwykłym człowiekiem. Albo niezwykłym człowiekiem. jak wspomniany przeze mnie, chory psychicznie ćpun.

Pewien Gość: Ile wynosi prawdopodobieństwo prawdziwej resocjalizacji? 1/100? 1/1000? 1/5000? Załóżmy ten pierwszy, optymistyczny wariant. Dodatkowo zakładamy, że rozpatrujemy tylko 1000 przypadków morderstw i że każde ścierwo, które oprze się resocjalizacji, zabije po wyjściu na wolność najwyżej 1 osobę. A więc ryzykujemy życie 990 niewinnych ludzi. Moim zdaniem lepiej zabić zapobiegawczo milion bandziorów, niż ryzykować życie jednego tylko niewinnego człowieka. \

Podsumowanie: Wszystko opiera się na odpowiedzi na jedno pytanie: czy resocjalizacja jest możliwa? Odpowiedzi są różne, wniosek jeden. Zgody nie będzie.

Pewien Gość: Jeszcze jeden ważny aspekt resocjalizacji (zakładając, że jednak jest możliwa). Tym razem operujemy na konkretnym przypadku. Niedawno dwaj mężczyźni (to chyba nieodpowiednie słowo) porwali dwójkę nastolatków (14 i 15 lat, jeśli dobrze pamiętam). Dziewczynę brutalnie zgwałcili i udusili, chłopakowi kazali się wszystkiemu przyglądać, po czym poderżnęli mu gardło. Teraz zaczynają się domysły. Bóg jest wielki, więc resocjalizacja dochodzi do skutku. Jednak kto normalny chciałby, by tacy dwaj chodzili wraz znim po ulicach, mieszkali po sąsiedzku, oddychali tym samym powietrzem? Wyręczę cię w odpowiedzi - nikt tu takich nie chce. Gówno zawsze będzie gównem, nawet jeśli spryskamy je perfumami.

[POMYŁKI SĄDOWE, FAŁSZOWANIE PROCESÓW]

Military (AM 30): "Żył sobie pan X. (...) Żył więc sobie, cicho i nie wadząc nikomu, aż pewnego dnia ktoś zapukał do drzwi jego domu. Pan X ze zdumieniem stwierdził, że gośćmi byli policjanci. (...) Panowie mundurowi zabrali naszego bohatera do aresztu, gdzie oskarżono go o morderstwo. Przesiedział pan X blisko rok, po czym, po długich i wyczerpujących psychicznie procesach, został skazany na śmierć. Wyrok wykonano, a pan X zginął w męczarniach, wijąc się z bólu (...). Niedługo później okazało się, że skorumpowany policjant zafałszował dowody w sprawie X'a. Sąd przeprosił za popełnioną pomyłkę i zapowiedział ukaranie winnych (czyli - owego policjanta), jako że przyczynili się oni do morderstwa. Zastosowano sprawdzony sposób - karę śmierci. Prawdziwego mordercy nigdy nie złapano"

PewienGość (AM 33): Jak widzimy, talent pisarski pana Military w dziedzinie tworzenia bajek trudno jest kwestionować, w przeciwieństwie do rozsądku. Facet chyba się naczytał "Procesu" i nabawił przez to irracjonalnych fobii. Policjant fałszujący dowody? Czy jeśli skazujemy kogoś na śmierć to dowodem jest jakiś głupi papierowy świstek, który można sobie ot tak fałszować? A nawet jeśli już by tak było, to czy tylko jeden głupi policjant miałby do owego świstka dostęp?

Military: Wpierw pytanie: jak wygląda przeciętny posterunek policji? Przeciętna komisariat czy posterunek to: obddarte ściany, zaplamiona wykładzina, zepsute światło, plakaty z gołymi babami, rozlatujące się meble, stare maszyny do pisania hałasujące nieznośnie i trzęsące podłogą przy stukaniu w klawisze, do tego funkcjonariusze nieumiejący sklecić poprawnego gramatycznie zdania. Mogą być jeszcze rybki (byłem, wiem). Dla uprzyjemnienia akcji dodam, iż szafy na akta stoją puste, bo większość papierów wala się po biurkach i podłodze (ponownie - byłem, wiem). I tutaj powstaje zasadnicze pytanie: czy w takich warunkach może dojść do pomyłki? Uważam, że wraz z powiedzeniem "errare humanum est" odpowiedź na to pytanie stanowi zgrany duet. I to ona jest moim podstawowym zarzutem do kary śmierci.

Caleb: Ja też byłem na posterunku policji i muszę potwierdzić to, co pisze kolega Military. O pomyłki w sądownictwie nie jest trudno, o czym świadczą pomyłki w podczas procesów. Zdarzały się przypadki, gdy dopiero po paru latach wypuszczano człowieka, ponieważ znaleziono nowy dowód w sprawie, który uniewinniał pana X, który odsiedział w więzieniu 35 lat!

Pewien Gość: A więc jednak jesteś przekonany, że 100% niezbitych dowodów na winę skazańca powstaje w jakichś obskurnych, zniszczonych norach. Ja tam nie widzę funkcjonowania kary śmierci bez supernowoczesnych laboratoriów, no wiecie, gdzie bada się odciski palców i porównuje DNA we włosach. Wiem, może trochę bujam w chmurach, w końcu w tym kraju nie ma na nic pieniędzy, ale jeśli takich przybytków nie będzie, to ja jestem PRZECIWKO karze śmierci.
Ha, ja również miałem tę przyjemność zwiedzić pewien komisariat, chociaż może nie ma się czym chwalić. Jak widać, kryminaliści są wśród nas :-).

UnionJack: Czyli rozumiem, że skoro takich przybytków w Polsce nie ma, to Ty (na razie) jesteś przeciwko karze śmierci?! To o co my się, cholera, kłócimy?!

Pewien Gość: Nie wiem, czy nie ma, ale ja jestem za ich budowaniem i dlatego się tutaj kłócę. Przecież nie jesteśmy (na szczęście) tymi nieszczęsnymi parlamentarzystami, i tak naszej dyskusji nikt nie weźmie pod uwagę, jeśli kiedyś będą chcieli karę przywrócić. Robimy to tylko i wyłącznie dla sportu, nie wiem o co ci tu chodziło.

UnionJack: Ja nie robię tego dla sportu. Ja nawracam niewiernych :PPP

Pewien Gość: Aaa, romantyk-idealista. I wszystko jasne ;-).

***

Military: Kara śmierci, władza nad życiem i śmiercią w ręku sprawiedliwych, może obrócić się przeciw niewinnym. Może i wyolbrzymiłem sytuację i do takowego zdarzenia nigdy by nie doszło, ale czy jest ono zupełnie nierealne? W naszym kraju, w którym policjanci "dilują" narkotyki i zajmują się dystrybucją skonfiskowanego majątku...? To nazbyt możliwe. Jednak nawet w najbardziej sprawiedliwym środowisku, w najczystszej społeczności, ktoś może się pomylić. Nic, ludzka rzecz - powie ktoś. Jasne, ale nie jeśli stawką jest czyjeś życie! A przecież errare humanum est... I to jest kolejny argument przeciwko karze śmierci.

Pewien Gość: Wiesz, z tymi dilującymi policjantami to prawie mnie już przekonałeś, ale w ostatniej chwili pacnąłem się w czoło i powiedziałem sobie, że przecież korupcję należy zwalczać, a nie udawać, że jej nie ma. A zwalczaniu jej na pewno nie przysłuży się pobłażanie gangsterom. Poza tym zważ na to, co już w pewnym arcie powiedziałem, że wydanie wyroku śmierci na pewno nie zależałoby od jednego, jedynego człowieka, no a większą liczbę ZNACZNIE trudniej przekupić.

Military: Wystarczy przekupić połowę. Poza tym rzecz nie w przekupstwie i jego zwalczaniu, ale w tym, że przekupni gliniarze mieliby w rękach życie innych, czasami uczciwszych od nich (bo zabijających w obrnie własnej) ludzi. Zresztą próby walki z korupcją już były, ale okazywało się, że ich inicjatorzy też biorą...

Pewien Gość: A więc nie da się zwalczyć korupcji i już, prawda? Cholera, z takim myśleniem jak twoje ten kraj będzie wiecznie biedny, zacofany i znienawidzony przez własnych obywateli!

***

Military: Załóżmy jednak, że policjanci nic nie gubią, nic nie mylą i są świetnie zorganizowani. Ale czy ich dochodzenia są przeprowadzane zgodnie z przepisami, dokładnie itp.? Wiedzcie, że kiedy składa się zeznania, trzeba podpisać się kilka razy. Stawiamy swój autograf pod zaświadczeniami, że zostaliśmy poinformowani o karach za mówienie nieprawdy, że przeczytano nam artykuły xxx i yyy, bla bla bla. Tymczasem jeśli zainteresowany nie doprosi się o wyrecytowanie mu owych akapitów, z pewnością nie będzie wiedział o czym one traktują (Ciekawe, skąd to wiem, co? Heh... może nie wszędzie tak jest, ale miałem okazję się spotkać z rażącymi uchybieniami od regulaminu!). A jak wygląda przesłuchanie? Po godzinnym ględzeniu o tym, co się widziało (lub czego się nie widziało) dają nam do ręki spisany protokół. Pomijając niezupełnie polską budowę zdań, dostajemy wykastrowaną wersję tego, co powiedzieliśmy. Jeśli różnice są znaczne, możemy spisać wszystko jeszcze raz, ale "no proszę pana, tyle z tym zachodu, lepiej się podpisać i jest spokój". Są więc podstawy, aby podważać rzetelność przeprowadzonego śledztwa. Jeśli jednak prokuratura na szczegóły uwagi nie zwraca, to... można ściąć niewłaściwego człowieka - i cały pogrzeb na nic!

Pewien Gość: Heh, Military, czy ty naprawdę nie masz się już o co martwić? Zapewniam cię, że nikogo nie będzie się skazywać na śmierć tylko i wyłącznie na podstawie tego czegoś, co szumnie zwie się protokołem. I przypominam raz jeszcze: jeśli nie będzie stuprocentowej pewności, że wyroki będą wydawane na właściwe osoby, to ja pod projektem przywrócenia szubienicy się nie podpisuję.

military: Całkowita zgodność może zajść tylko w trzech przypadkach: na cmentarzu, w szpitalu psychiatrycznym i w państwie totalitarnym, jak to ktoś zgrabnie określił. Więc - owszem, mam się o co martwić, gdyż - rzecz niezwykła - kiedyś skazano gościa za zabójstwo, ale później okazał się niewinny. Pomyśl, co by było, gdyby przedtem wprowadzono karę śmierci! Właściwie to w takim przypadku nawet byś się nie dowiedział o pomyłce - bo nikt by się do niej nie przyznał. I nadal miałbyś mniemanie o systemie jako rzeczy niezawodnej...

Pewien Gość: A ja ufoludka kiedyś widziałem! Takiego prawdziwego, zielonego, z antenką na głowie i kaktusem wyrastającym z dupy! Tylko że też nie mogę tego udowodnić...

[UCZUCIA MORDERCY?]

PewienGość (AM 28): Przejmować się UCZUCIAMI BANDYTY? Spójrzcie, jak dziwnie brzmią te dwa słowa napisane dużymi literami. To się nazywa kontrast. Albo jeszcze lepiej: antyteza. Może mi więc Smugglerze wyjaśnisz, jak to być może, że morderca ma uczucia?

UnionJack: Smuggler był mądry i nie odpowiedział, ja jestem za to młody i porywczy, więc odpowiem.
Pamiętasz "Zbrodnie i karę" Dostojewskiego? Raskolnikow, jej główny bohater, miał trochę uczuć. "To tylko książka!" powiesz. No tak. Ale czy nie jest bliższa rzeczywistości, niż twierdzenie, że morderca to zwykła maszyna? Nie wiem, nigdy nie byłem mordercą. Ale wierzę, że tak.

Pewien Gość: Czy aby nie interpretujesz tego Dostojewskiego na opak? Bo mnie nie wydaje się, aby przesłaniem słynnej powieści było, że w każdym mordercy drzemie Raskolnikow. Czy słyszałeś kiedyś o bandycie, który zabił dlatego, by naprawić świat? A Smuggler nie odpowiedział zapewne dlatego, że faktycznie jest mądry i dlatego zawstydził się swego głupiego tekstu.
Teraz krótka historyjka. Chciałem napisać: "nie wydaje mi się, aby każdy bandyta był spokojnym studentem medycyny, jak Raskolnikow", ale akurat w chwili, gdy to napisałem, doszedł do mnie głos z telewizora: "...o popełnienie tej zbrodni podejrzany jest XXX, student któregośtam roku medycyny". Uznałem to za znak od niebios, że się mylę i zmieniłem zdanie :-).

UnionJack: OK, generalnie ja się dostosuję i też zmienię zdanie: nie trzeba się przejmować uczuciami bandyty ZA BARDZO. Ale nie oznacza to przyzwolenia na tortury, czy psychiczne znęcanie się. Choć jest mordercą, to - przynajmniej moim zdaniem - nadal jest człowiekiem...

Pewien Gość: No to i ja mogę się nieco dostosować: też nie zgadzam się, żeby złych ludziów torturować ZA BARDZO. Wprawdzie są to zwierzęta, ale zwierzęta też zasługują na humanitaryzm.

RAZEM: Niniejszym zostało ustalone, że to, co sobie myśli (jeśli myśli) skazaniec, nie jest kryterium za lub przeciw karze śmierci. Ale to pod warunkiem, że się nad skazańcem nie będziemy znęcać.

[UCZUCIA RODZICÓW MORDERCY?]

Military (AM 30): Niemal wszyscy piszą, żeby postawić się na miejscu osoby bliskiej ofierze. Owszem dobrze, ale wy powiedzcie, co czują ludzie, którzy wychowywali "to bezduszne coś"? Stawiałbym na to, że nie mają dobrego humoru, kiedy ich dziecko ginie, nawet jeśli było tym "czymś". Ja rozumiem, polska filozofia - rób drugiemu co tobie niemiłe, i to dwa razy, ale to raczej jest chybiony pogląd. Zatem, Wysoki Sądzie, oto argument trzeci - proszę wziąć pod uwagę dobro rodziny skazanego, nie tylko ofiary. Nie bądźmy egoistami...

PewienGość (AM 33): Na takie "argumenty" ręce i nogi mi normalnie opadają. [CENZURA - Eddie] Zwracam się z gorącą prośbą do tych drugich: jeśli już musicie pokazywać innym, jacy to wy jesteście dobrzy dla bliźnich, to chociaż trzymajcie umiar. Już ja was widzę w roli idealnych chrześcijan, którzy za nic mają to, że ktoś zamordował ich bliskich, a troszczą się przede wszystkim o rodzinę zbrodniarza! Tym razem to już nie będę przebierał w słownictwie - pierdoły wygadujecie.

UnionJack: OK, spróbuję sobie taką sytuację wyobrazić... Gdyby ktoś zabił moją przyszłą żonę, moją nienarodzoną jeszcze córkę, czy syna, który dopiero się urodzi, to prawdopodobnie nie obchodziłby mnie los rodziny ofiary. Ale na pewno nie mógłbym powiedzieć z czystym sumieniem, że życzę im, by ich syn zginął. W czym pomogłaby mi jego śmierć? Jestem pacyfistą, nie lubię się mścić... A to byłaby zemsta na rodzinie mordercy... Nie na samym mordercy - dla niego byłoby to wybawienie. Oszczędziłbym mu wyrzutów sumienie i upokorzeń. Ale jego rodzinie takich uczuć nie zaoszczędziłoby nic. I ona by cierpiała - jak mocno, tego nikt nie wie.

Caleb: Jacy my dobrzy chrześcijaninie;). Wszyscy mówią o rodzinie poszkodowanych a pomyślcie, co musi czuć rodzina mordercy. Co odczuwa taka matka wiedząc, że jej syn zabił kogoś z zimną krwią? Czy źle wychowała swojego syna? Gdzie tkwił błąd? Dlaczego?

Pewien Gość: Wiem już, że UnionJack nie lubi, gdy odsyłać go do innych tekstów, ale ja z kolei nie lubię się powtarzać. Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w "Krótkim tekście o zabijaniu" (AM #28)... Zresztą, nie ma co szukać - odpowiedni fragment znalazł już UnionJack i zamieścił go niżej, zaczyna się od słów "A poza tym, mówiąc, że "Ból jest po obu stronach"...".

Military: Dziękuję za wyważoną krytykę. Moja opowiedź - mnie się wydaje, że ty mieszkasz gdzieś w ciemnym zaułku i chcesz mieć zapewniony bezpieczny dojazd do szkoły, dlatego tak walczysz o karę śmierci. Obraźliwe? Pogratuluj mi - zrównałem się poziomem z tobą. Tak na poważnie: uczucia mają wszyscy! Nie bądź więc egoistą, chłopie, i pomyśl o innych, na których twoje czyny mogą odcisnąć swe piętno, nawet o rodzinie mordercy. Wiesz - nie zawsze na progeniturę mają wpływ przodkowie. Znam pewnego kibola, którego matka jest wspaniałą kobietą - i nawet nie wie, że jej syn "czaska" się gdzieś na stadionach.

Pewien Gość: Uczucia mają wszyscy? No dobrze, powiedzmy. Ale, jak już napisałem we wspomnianym cytacie, nie każdy może sobie racjonalnie wytłumaczyć stratę bliskiej sobie osoby. Rodzina mordercy ma takie wytłumaczenie: popełnił zbrodnię, więc go powiesili...

UnionJack: Pytanie tylko, czy takie tłumaczenie ulży choć trochę w cierpieniu tej dwójki ludzi. No bo, wszystko to, cholera, takie logiczne - a syn jak nie żyje, tak nie żyje...
Reasumując: moim zdaniem nawet świadomość faktu, że ich syn zginął z jakiegoś powodu nie ukoi cierpienia rodziny mordercy.

Pewien Gość: Myślę, że jeżeli ta dwójka to ludzie inteligentni, to będzie to dla nich pewna ulga. Jeśli zaś są prostakami, to i tak będą rozpaczać i na to nic nie poradzę. Czy mamy jednak tolerować prostactwo?

UnionJack: Nie potrzeba wybitnej inteligencji, by czuć miłości, szczęście, smutek czy zwyczajne ludzkie cierpienie. Uczucia, bez względu na współczynnik IQ, zawsze da o sobie znać.
Chcesz przykładu? Ot, takie "Treny" Kochanowskiego. Jan z Czarnolasu był stoikiem, wierzył więc w potęgę rozumu. Rozumiał, że życie to zarówno szczęście, jak i cierpienie. Postulował więc, by przyjmować je takie, jakim jest. I ani nie pozwolić sobie cierpieć za bardzo, ani się ze szczęścia za bardzo nie radować.
Rozum jednak Kochanowskiego zawiódł: gdy zmarła jego córka, Urszulka, cierpienie, mimo że przecież nie powinno, dało znać o sobie.
Podsumowując: Czyś prostak, czy człowiek uczony, to i tak cierpieć będziesz. I w niczym Ci tu ta Twoja inteligencja nie pomoże...  

Pewien Gość: Doskonale rozumiem, w jaki sposób zaplątały się tu nagle "Treny", ale to jednak kiepski przykład. Urszulce nikt nie "pomógł" zejść z tego świata. Na choróbska możemy poradzić tylko jedno: trzymać chorego z dala od służby zdrowia :-). Nie twierdzę, że przez śmierć mordercy rodzina ofiary będzie cierpieć mniej, ale jeśli się go nie zutylizuje, to do cierpienia dołożymy jeszcze takie coś, co rodzinie ofiary będzie spędzać sen z powiek: świadomość, że morderca żyje, a ofiara nie. Czyli: zły żyje, dobry leży w grobie. Czyli zło wygrywa. Czyli - niesprawiedliwość.

UnionJack: Tu nie chodzi o to, czy ktoś Orszulce w opuszczeniu tego padołu łez pomógł. Chodzi o to, że z niego zeszła. I to już jest wystarczający powód, by cierpieć. Tak samo, jak w przypadku każdego innego zmarłego. Czy będzie to chory, czy ofiara, czy morderca.

***

Pewien Gość (AM 28): Czy, twoim zdaniem, gdyby jakiś morderca miał, jak napisałeś, "normalnych, uczciwych rodziców", którzy go "kochali, a może i kochają nadal", to w ogóle byłby mordercą? Spytaj kogo chcesz, każdy ci powie, że przestępcy rekrutują się z marginesu społecznego, rodzin zdegenerowanych. Jak to - "okazał się mordercą"? W genach to miał zapisane? Ukrywał się z tym przez n lat, a potem nagle wyszło na wierzch? Bo moim zdaniem, człowiek staje się mordercą dosyć powoli. Stopniowo. Wpływ środowiska, głównie. A ktoś, kto jest naprawdę kochany przez swoich rodziców (z zwłaszcza kochany aż tak, żeby po dokonaniu przez tego kogoś zbrodni miłość nie ustawała) mordować nie będzie. Zgoda, są wyjątki. Ale nieliczne.

UnionJack: Czy mordercy rekrutują się z marginesu społecznego? Trudne pytanie. W większości pewnie tak, ale są też "mordercy z dobrych domów". Oni także są zaniedbywani przez swych rodziców - z braku czasu, z braku zainteresowania. Ale czy to, że rodzice zaniedbali z jakiś powodów dziecko (np. brak czasu) oznacza, że go nie kochają? Że będą patrzeć z uśmiechem na egzekucję ich syna/córki? Nie sądzę. Ale oczywiście, jak zawsze, mogę się mylić.

Pewien Gość: No, myślę, że z uśmiechem to raczej nie, prawdopodobnie dopiero wtedy zrozumieliby, jakim błędem jest zaniedbywanie dziecka. Oczywiście byłoby już wtedy za późno, ale przynajmniej inni rodzice mieliby przestrogę. Brzmi to może dosyć okrutnie, ale też żyjemy w okrutnym świecie - ja też wolałbym, żeby ta dyskusja nigdy nie miała miejsca, żeby wszyscy się kochali i tak dalej...

UnionJack: No tak, ale czy warto poświęcać człowieka, by inni ludzie mieli "przestrogę"? To już ich inaczej przestrzec nie można? Czy trzeba od razu pokazywać gnijące ścierwo nabite na pal? A odczego jest szkoła, telewizja, radio?

Pewien Gość: Ależ oczywiście, że można, pytanie tylko, na ile skuteczne są inne sposoby. Z pewnością nie warto poświęcać czyjegoś życia w jakiejkolwiek sprawie, ale jeśli już morderstwo zostało popełnione - nie ma rozsądniejszego wyjścia. Lepiej zabić jedną bandycką kreaturę i wywiesić publicznie, niż potem zbierać po świecie trupy jego ofiar. Mniejsze zło.

***

PewienGość (AM 28): A poza tym, mówiąc, że "Ból jest po obu stronach", zechciej postawić się w sytuacji rodziny ofiary morderstwa, na przykład. No, wyobraź sobie coś takiego: jesteś już stary, czterdziecha na karku :-), masz dorosłego syna/córkę. I ktoś go sobie zabija, żeby mu zrabować 20 złotych. Miałeś dziecko jak złoto, dobrze się zapowiadające, niewinne jak aniołek. A tu go zamordował jakiś degenerat społeczny. Degenerat dostaje pętelkę na szyję. Kto cierpi bardziej? Rodzina degenerata (powiedzmy, że go jednak trochę żałują, w końcu jak miał dwa latka to był słodziutki)? Oni mogą sobie przynajmniej powiedzieć: "Zabił człowieka, musiał dostać za swoje. Tak już jest na świecie. ". A co wtedy możesz sobie powiedzieć ty? Czym wytłumaczysz swoją stratę? I czyj ból jest wobec tego większy?

UnionJack: Nie wiem, jak mierzy się cierpienia. Litrami łez? Sztukami tabletek nasennych? Próbami samobójczymi? Nie wiem, które cierpienie jest większe. A jeśli myślisz, że Ty wiesz, to się niestety mylisz. Nikt tego nie wie.
Ja wiem jedno: rodzina ofiary też cierpi. Cierpi bo ich kochane dziecko jest mordercą. Cierpi, bo dostało za swoje i nie żyje. Cierpi, bo zadaje sobie ciągle pytanie: co zrobiliśmy źle? Cierpi, bo ma wyrzuty sumienia w stosunku do rodziny zamordowanego. Cierpi. Nie wiem, czy mocniej od rodziny zamordowanego. Ale cierpi.

Pewien Gość: Zapewne masz rację. Ale jednak ta rodzina mordercy może sobie zadawać pytanie, co robili źle i niekoniecznie będzie to pytanie retoryczne. A co takiego złego zrobiła rodzina ofiary, jaka będzie odpowiedź na to pytanie w jej przypadku?

UnionJack: Nie będzie odpowiedzi. W obu przypadkach. Oczywiście nie udowodnię Ci mojego zdania - ale tak uważam. Po prostu tak uważam.

RAZEM: A więc dochodzimy do punktu, w którym staje się jasne, że jedno drugiego za Chiny nie przekona :-). UnionJack nadal będzie się przejmował nieszczęsnymi rodzicami morderców, Pewien Gość - tylko rodzinami ofiar.

[SPOSOBY WYKONYWANIA KARY GŁÓWNEJ, KAT I JEGO ZAWÓD]

Military (AM 30): Oto były dowody na to, że kara śmierci jest błędem. Mało? Mógłbym więcej - kwestia moralności, wyboru kata (kto chciałby nim być?)...

Pewien Gość (AM 33): Dziwne, że przez wieki funkcjonowania kary śmierci jakoś znajdowali się chętni na tą posadę...

UnionJack: Military, w skutek awarii system, ma ograniczoną możliwość odpowiadania na ten art. Dlatego główny ciężar tej zabawy wziąłem na siebie ja. Dlatego zazwyczaj odpowiadam w imieniu mojego kolegi po fachu, wyrażając moją własną - ale podobną do tej Militarego - opinię. Tym razem jednak tego nie zrobię, gdyż w tym jednym argumencie stoję po stronie Pewnego Gościa. Ja też uważam, że zawsze znajdzie się chętny na ciepłą katowską posadę.

Military: To, że (w np. czasie inkwizycji) ludzie głupi byli - i robili co im się powiedziało, żeby tylko jakoś przeżyć (no, w sumie to nie takie głupie - jeno instynkt przetrwania). Teraz, tak samo jak nie stosuje się nabijania na pal żywcem, nie powinno się wprowadzać kary śmierci. Ludziska zdali sobie sprawę, że mordowanie to coś złego. A co do wojny: wtedy zabijanie było powszechne, bo wojny toczyły się ciągle. Widok kolejnego zmasakrowanego ciała raczej mało kogo poruszał. Teraz jest inaczej - jesteśmy (tak myślę) wrażliwi itp., a wojen już (w naszym rejonie) nie ma, więc i śmierć odbieramy inaczej (już nie jako chlubne, mężne "zejście" w imię narodu, ale jako męczarnię i koniec wszystkiego). Ad. do chętnych na posadkę kata: co, UnionJacku, chciałbyś tą robótkę? A ty, PewnyGościu? Caleb? KTOKOLWIEK? Ci skrzywieni psychicznie i mordercy niech opuszczą ręce, wasz głos się nie liczy.

Pewien Gość: Hmm. Ździebko dziwny ten twój sposób kalkulowania. A więc sądzisz, że nikt nie chciałby być katem. No to kto pełnił tą funkcję na parę lat przed zniesieniem kary śmierci, czyli wcale nie tak dawno? Nie wmawiaj mi, że nikt taki nie istniał, bo czytałem wywiad z kolesiem w gazecie. Co mówił? "Robota taka sama, jak każda inna." Przypominam, że wtedy nie było w Polsce żadnej wojny.

***

PewienGość (AM 28): Publiczne egzekucje. Już słyszę te myśli Przeciwników: "Morderca niewiniątek!", "Barbarzyńca!", "Sadysta!", "Satanista!", "Komunista!" :-). A czy to coś złego, że państwo chce pokazać, że wchodzenie w konflikt z prawem traktuje poważnie? Owszem, takie "widowiska" byłyby dla wielu strząsające. Ale właśnie o to chodzi. Widok mordercy dyndającego metr nad ziemią - to byłaby doskonała edukacja dla kilkuletnich dzieci. Brutalna, ale dobra. Jeden wstrząs na całe życie - chyba lepsze to, niż później seria zbrodni, które mogłoby to dziecko popełnić w przyszłości, gdyby takiego widoku mu nie zafundowano.

UnionJack: OK, super. Wieszajmy skurczybyków. Na długo. Niech gniją, niech żrą ich ptaki. Rozdzierajmy ich końmi. Przypalajmy kwasem, przypalajmy żelazem. Smażmy ich na krześle elektrycznym. Gazujmy. Strzelajmy do nich.
Wszystko pokazujmy w TV. Z odpowiednią muzyką, z szałowymi ujęciami. Z uroczym konferansjerem, który powie: "Po przerwie na reklamy kolejne egzekucje. Zostańta państwo z nami".
A potem nazwijmy się ludźmi cywilizowanymi.

Pewien Gość: A nie mówiłem...?

UnionJack: Rozwiń tę myśl, proszę...

Pewien Gość: A nie mówiłem, że nazwą mnie mordercą, barbarzyńcą, brutalem? No niech przynajmniej mają powód: tak, niech będzie to wszystko z szałowymi ujęciami i przerwą na reklamy. Niech zrobią nawet specjalny kanał, np. "TV Stryczek" albo coś w tym tonie. A prowadzący program niech na bieżąco komentuje, w jakim stanie agonii jest "pacjent". I niech od czasu do czasu przeprowadzą wywiad w wisielcem, z nieodłącznym pytaniem: "Jak się pan czuje?". Czy to będzie cywilizacja? Tak, na pewno w większym stopniu, niż obecnie, gdy uczciwy człowiek boi się wyjść z domu.

[I JESZCZE O CYTATACH]

Andrzej Sapkowski [gościnnie :)]: Zaiste, wielkiego trzeba zadufania i wielkiego zaślepienia, by posokę lejącą się z szafotu nazywać sprawiedliwością.

PewienGość (AM 33): Odnośnie cytatu z "Wiedźmina"... Obawiam się, że nie został on przez UnionJack'a właściwie zrozumiany. Radzę gościowi dobrze, aby przeczytał sobie książkę jeszcze raz, zwracając szczególną uwagę na kontekst, w którym słowa z cytatu zostały użyte.

UnionJack:
Dzieła literackie mają to do siebie, że można je odczytywać wielorako. Dla mnie rozdział ten jest ostrzeżeniem przed wydawaniem pochopnych sądów: najpierw Geralt niesprawiedliwie oskarża Cahira, potem zaś Yennefer. A na koniec wydaje mu się, że Ciri nie żyje, więc - gwoli "sprawiedliwości" - pragnie pozarzynać kogo się da. A Ty jak interpretujesz ten fragment?  

Pewien Gość: Jeśli dobrze pamiętam, fragment ten był komentarzem (Geralta?) do sytuacji następującej. Oto jakiś król, cesarz czy inny łachmyta postanowił pozbyć się złoczyńców ze swego kraju. A jako że praktyczny był, zamierzał zaoszczędzić na zbędnych formalnościach typu sądy, kodeksy, dowody. W rezultacie każdego, kogo udało się złapać i choć trochę wyglądał podejrzanie - łapano i likwidowano na różne spektakularne sposoby. To się nazywa stalinowska sprawiedliwość. Przeciwko tym "uproszczeniom" zaprotestował Geralt (jeśli to był on); natomiast sprzeciwu wobec kary śmierci jako takiej w tych słowach nie widzę.

UnionJack: Wybacz, ale źle pamiętasz. To słowa Vysegoty z Corvo, wygnanego z Nilfgaardu po tym, jak sprzeciwiał się mordowaniu przeciwników politycznych cesarza pod pozorem walki ze szpiegami. Geralt wedle tych słów postępuję - bo nie ufa państwu, które takie przepisy wydało. Ty naszemu państwu też nie ufasz... Widzisz podobieństwo?

Pewien Gość: Cóż, gdyby nie te głupie intrygi polityczno-czarodziejskie, pewnie częściej czytywałbym Sagę... Ale do rzeczy. Teraz już całkiem nie kapuję, po co dałeś tutaj ten cytat. Skoro odnosi się on do ułatwienia sobie wyborów, a nie do likwidowania przestępców... Ja tam też nie chciałbym, żeby politycy nagle zaczęli się mordować (chociaż niekórzy już są na najlepszej drodze), natomiast krew morderców, ściekającą z katowskiego topora nadal nazwę sprawiedliwością... Geralt i Vysegota pewnie też.

UnionJack: No, to już jest demagogia! Choć rozważania na temat poglądów nieistniejących postaci uważam za mało wartościowe to jednak - z zwykłej przekory - temat pociągnę.
Dlaczego uważam, że Vysegota był przeciwny karze śmierci. Bo znalazłem wymieniony powyżej cytat, a jest on wszak pewną przesłanką. Dlaczego uważam, że kary smierci nie popierał. Bo nie ma cytatu, który by owo poparcie sugerował.
A teraz Geralt, wiedźmin. Chcę zauważyć, że ocalił od kary śmierci Angueleme, która święta z pewnością nie była. Czyli co, wierzył w resocjalizację?
Ach, jedno pytanko Czemu nie komentujesz cytatu z "Władcy Pierścieni"?

Pewien Gość: W dyskusję nt. "Wiedźmina" dałem się wciągnąć tylko i wyłącznie jako wielki fan(atyk) Sagi, do "Władcy" mniejszy już nieco entuzjazm odczuwam, toteż odpuszczam sobie. Tolkien może i świetnie pisał, ale to nie znaczy, że miał Jedyne Słuszne Poglądy na temat Kary (podobnie zresztą mogę powiedzieć o tobie, Union ;-) ). Dlatego literaturę, a zwłaszcza fantasy lepiej sobie odpuśćmy.

[TROCHĘ KURTUAZJI NA SAM KONIEC]

UnionJack: A żeby nie było, że tylko Cię obsobaczam, to na koniec powiem Ci komplement. Masz fajny, lekki styl i podczas czytania Twojego arta nie raz szeroko się uśmiechnąłem. 
OK, starczy już :) Pozdrawiam i mam nadzieję, że przekonałem Cię, do mojego - jak już wspomniałem jedynie słusznego - poglądu na sprawę kary głównej.

Pewien Gość: Dzięki za te komplementy. Staram się. Jak miło polemizować z kimś, kto potrafi w człowieku dostrzec nie tylko wady (czytaj: odmienne poglądy). Aż żal, że zawiodłem twoje nadzieje i nie przekonałem się do twoich argumentów...

Caleb: Jak widzicie ja dopisałem się tylko parę razy. Osądziłem, że nie ma większego sensu się dopisywać i mówić coś co już zostało powiedziane. W tym wypadku wszystko powiedział UnionJack. I tak dobrze, że się aż tyle dopisałem, bo miałem ani jednego słowa nie pisać. Jestem leniem, ale dziś jest sobota i bardzo mi się nudziło, więc postanowiłem coś zrobić.

Pewien Gość: Trochę wazeliny ode mnie. Union - jesteś obecnie moim ulubionym autorem w AM. Zmień poglądy na temat Kary, a wystawię ci pomnik ;-) Military - czytałem ostatnio twój tekst i cholernie mi się podobał. To było o plakatach z wypiętą pupcią ;-). Rewelacja. Caleb - miałem cię nie lubić, ale odkąd napisałeś mi, że podobał ci się jeden z moich tekstów, zaczynam się zastanawiać nad zmianą stanowiska :-).

military: Dobra, chwila prywaty. W zasadzie też nie lubię z uporem maniaka kogoś o czymś przekonywać, ale skoro raz zabrałem udział w dyskusji, to nie wypada się wycofać. PewnyGościu: w sumie też lubię twoje arty, ale myślę, że w polemikach mógłbyś się powstrzymać od komentowania inteligencji ich autorów.

Pewien Gość: Mógłbym, ale wtedy nie byłbym sobą - czyt. udawałbym kogoś innego, popadałbym w hipokryzję. A kto chciałby czytać opinie hipokryty? :-)

Caleb and  Military and Pewien Gość and UnionJack