"Z PAMIĘTNIKA DUSZY TWOJEJ ULATUJĄ MYŚLI MOJE"
...
...... .... ... .. . . i odszedł. A jeszcze przed
chwilą tu był, oddychający, z bijącym sercem w piersiach. Poszedł sobie. Do
nieba, do piekła, do raju, na drugą stronę, do lepszego istnienia, do gorszej
rzeczywistości... do widzenia. Umarł, wyzionął ducha, zasnął... dobranoc.
A może dopiero teraz się przebudził? Wstał, ubrał się w szaty wieczności
i wyszedł na wolność z czterech ścian życia. Cóż, dzień dobry więc.
Witamy wśród wolnych i ocalonych, pięknych i miłością do samych siebie
zniewolonych... wśród ludzi idealnych, którzy ludźmi już nie są od
dawna.
...
Kiedyś chciałam uwolnić Chrystusa... żal mi go
było, bo wisiał sam w pustym kościele i tylko od czasu do czasu ktoś z nim
rozmawiał. Tym kimś był kościelny - starszy człowiek, który zapalał na ołtarzu
świece przed mszą, a potem je gasił. Nie ma wiecznie palących się świec,
nie ma wiecznie żyjących ludzi, a ja lubię zapach z ulatniający się kadzidła. Chrystusa
odarto z szat, ukrzyżowano i powieszono na ścianie w kościele. A potem zamknięto
drzwi i nakazano dzieciom być cicho, bo to "dom Boga". Zawsze współczułam
Chrystusowi takiego domu... owszem, jego jest większy, ale w moim można się
śmiać.
...
Chciałam też być muszką owocówką...
zawsze mi
się podobała ta Laspeyresia. Ktoś mi kiedyś powiedział, że żyje
ona tylko jeden dzień... ów człowiek pomylił chyba gatunki muszek, ale idea
jednodniowego żywota bardzo mi się spodobała. Urodziłabym się jako dorosły
już osobnik, nie musiałabym przechodzić przez te wszystkie okresy
dojrzewania, pierwsze miłości, załamania nerwowe... Od początku wiedziałabym,
że zobaczę tylko jeden wschód słońca i tylko jeden jego zachód - wtedy
dopiero doceniłabym tę cudowność, tę magię. Byłabym tylko jeden dzień,
a potem już by mnie nie było. To jest dopiero krótkość żywota...
i marność zarazem. Laspeyresia - tyle trzeba, by uświadomić sobie
ulotność otaczającego nas piękna.
...
Żyję... żyję bo krwawię. Martwi nie krwawią
przecież... więc żyję. Krew, której ostatnio pełno jest wszędzie - na
filmach, w grach, na stadionach - płynie i
burzy się w każdym człowieku. W każdej żyle, tętnicy... w umyśle
niekoniecznie mordercy. Napędza motor bytu, maszynę życia. Wbrew temu, co mówią,
nie ma błękitnej... jest tylko czerwona - krwawa i zniewolona przez organizm.
U wszystkich spełnia jednakowe zadanie. Kochają ją wampiry, wysysają nam
komary. Nie lubię, gdy uchodzi ze mnie przy skaleczeniu. Nie lubię, gdy
zabierają mi ją do badania. Jest moją benzyną... ciężką od ołowianego życia.
Jest rzeką... wybuduj na niej tamę i odwróć jej bieg, a przekonasz się, co
oznacza słowo "śmierć".
...
Umieram, by wyleczyć
się z choroby zwanej cierpieniem istnienia. Nie wierzę, czy też wierzę... w
siebie i w innych, tak... mimo wszystko wierzę w człowieka. W marzeniach
zamieniam się w Laspeyresię podziwiającą swój pierwszy, a zarazem
ostatni zachód słońca. Krwawię po to, by żyć...
... chcę żyć, więc póki mogę, robię to. Wam też tego życzę...
"... a umrę potem..."
vene