Dzień z życia ucznia
Leżąc w łóżku słyszę dźwięk budzika. Niemal jak codzień rozlega się on akurat wtedy, gdy mój sen dochodzi do najciekawszego, kulminacyjnego punktu. Z niechęcią otwieram oczy. Jest ósma. Mam jeszcze trochę czasu, więc odwracam się na drugi bok. Tak bardzo nie chcę zaczynać kolejnego dnia...
Niestety, jakieś pięćdziesiąt minut później szybkim krokiem, trzymając w ręku tosta z serem, podążam do szkoły. Niewiele potem jestem już w szatni, ściągam kurtkę i wychodzę na zewnątrz. Na ławce siedzi pięciu moich kolegów z klasy. Chcąc nie chcąc podchodzę do nich i podaję każdemu rękę. Chwilę później okazuje się, że moja niechęć była słuszna.
- To teraz przerwa?
- Tak.
- A co po niej mamy?
- Matmę.
- Ja pierdolę! Było coś?
- Dla chętnych.
- A, to jebać to.
Ku mojemu zadowoleniu (sic!) rozlega się dzwonek. Kieruję się w stronę klasy, w której mam mieć lekcję. Tam spotykam resztę znajomych. Największy z nich jak zwykle żartuje sobie z wszystkiego dookoła, oczywiście kosztem innych. Do drzwi podchodzi nauczycielka. Wszyscy wchodzą do klasy. Siadam na swoim stałym miejscu, znajdujący się obok mnie kolega od razu rozpoczyna rozmowę.
- Nie mamy WOSu i historii.
- Czemu?
- Kosowski się hajtnął.
- Taa, jasne.
- Powaga! Sam nie wierzyłem, że nie mamy dwóch lekcji!
- Hmm... Dziewczyny, co wiecie o historyku?
- Wyszedł za mąż.
- Ciekawe...
- Serio, nie mamy dzisiaj - ani jutro - z nim lekcji.
Matematyka mija dosyć szybko. Podobnie dzieje się z kolejnymi - ku mojemu zdziwieniu, całkiem ciekawymi - lekcjami. Z powodu nieobecności dwóch nauczycieli cały plan ulega zmianie. W końcu następuje w-f, ostatnie 45 minut spędzone w tym dniu w szkole. Gram w piłkę. Dookoła sypią się bluzgi - z powodu fauli, nieudanych akcji, czy też bezcelowe.
Tak mija standardowy dzień powszedni. Dzień z życia ucznia. Dzień wypełniony słuchaniem przekleństw, obserwowaniem bijatyk, robieniem sobie żartów z kolegami, denerwowaniem się z powodu zachowania niektórych ludzi...
Europo, witaj nas. Witaj nie uczących się, nie potrafiących się poprawnie wysłowić, używających wyrazu 'kurwa' jako przecinka, szukających zaczepki, prowokujących do bójek... Pierwsze zdanie tego akapitu napisałem jakby wbrew sobie - po prostu nie lubię tekstów porównujących Polskę do krajów unijnych i wymuszających 'poprawę' w celu polepszenia ich opinii o naszej ojczyźnie. Jednak obecny szum w mediach na temat UE narzucił mi taką myśl. Przecież jest ona dla nas, dla naszego pokolenia. I co my do niej możemy wnieść? Chamstwo, brak kultury, nietolerancję i egoizm? Żeby było jasne - nie jestem człowiekiem, który brzydzi się przekleństwami, nie należę do tych, którzy nie są wesołkami i nie żartują sobie z siebie i innych. Ale we wszystkim trzeba mieć umiar. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać.
Ostatnio staram się być jak najbardziej inny od większości ludzi, których znam. Już sam nie wiem, czy to ja jestem taki jak trzeba, czy oni...