Czy Jezus był miłosierny?





Wielu ludzi nie ma co do tego wątpliwości. Był i basta. Syn Boże, Zbawiciel, który zmarł na krzyżu za nasze krzywdy i takie tam. Jakaż miłość, jakież poświęcenie! Ale w trakcie czytania ewangelii można też natrafić na fakty, które pod tę teorię jakoś za cholerę nie podchodzą. Teraz przedstawię teorię, która niekoniecznie musi się wszystkim podobać, ale jeżeli zaciśniecie zęby, to powinniście spokojnie wytrzymać:
Zacznijmy od tego, że Jezus był Żydem. I to Żydem żydowskim pośród Żydów, że się tak wyrażę. Bardzo możliwe, że dzielił ludzi na swoich „braci”, czyli tych, którzy wypełniali prawo mojżeszowe, starali się być posłusznymi Bogu i czynić dobro; oraz na tych, których czasami w ewangelii nazywa „poganami i celnikami” – wszystkich pogan, zdrajców, Samarytan, celników - czyli po prostu ludzi, którzy wg niego postępują źle, ale nie chcą się zmienić na lepsze, pławiąc się w swej bezbożności i bezeceństwach. Zarazem następuje tutaj mały paradoks, albowiem twój „brat” może być zarazem twoim wrogiem.
Gdyby taka osoba uderzyła cię w twarz, oznaczało by to, że raczej ty zawiniłeś, a nie twój ‘brat’ – ten postępujący bożymi drogami cnotliwy człowiek, a on został zmuszony dojść do granic cierpliwości przez twoją niegodziwość. Tak samo to właśnie tak dobremu człowiekowi należy wybaczać nieskoń– czoną ilość razy, ponieważ on faktycznie stara się poprawić, ale mu nie wychodzi. Tak też jemu, jeżeli się z tobą procesuje, należy oddać oprócz pła– szcza i szatę, ponieważ on i tak na pewno procesuje się z tobą uczciwie, a wręcz umniejsza swoje krzywdy, by cię specjalnie nie zubożyć. Jeżeli ofiara bandytów była takim człowiekiem, ‘jezusowym bratem’, tedy na pewno Dobry Samarytanin uczynił dobro pomagając mu.
Pytanie: jak poznać, któż jest moim bratem? Jezus myślał po żydowsku, więc zapewne wszystkich Żydów niejako z urzędu określał jako ‘braci’, chociaż miał zapewne wyjątki dla osób, o których stwierdził, że są złe. Ale zarazem nakazywał czujność i rozwagę w ocenach moralnych: „Światłem ciała jest oko. Jeśli twe oko jest zdrowe, tedy całe twe ciało jest jasne; A jeżeli twe oko jest chore, całe ciało ciemne będzie(...)” Mt 6, 22-23. Dlatego potrafił przeła- mać swój szowinizm narodowy i pochwalić mądrość Samarytanki, która go błagała o uzdrowienie córki lub zrozumienie dla istoty wiary dla rzymskiego setnika, tudzież przełamać swój wstręt dla celnika i zrobić Matheosa swym uczniem. Nie był więc przeżarty przez nacjonalistyczny sposób myślenia na „my” i „oni”. Ale mimo wszystko należy pamiętać o jego żydowskiej spuściźnie myślowej.

Co zatem czynić z ‘poganami i celnikami’? Odseparować się - to się wręcz rozumie samo przez się. W żydowskim sposobie myślenia jest jedna rzecz, która zrównuje wszystkich Izraelitów i obejmuje ich jedną definicją. I tych najbogatszych w pałacach i najnędzniejszych na ulicy. I arcykapłana w Świątyni i świeckie- go kupca w swoim bazarze. I rzemieślnika i chłopa. Wszyscy należą do Narodu Wybranego. Wszyscy są umiłowani pośród narodów. Oni przez swego Boga zostali wybrani ze wszystkich ludów Ziemi. Właśnie oni, nikt inny. Teraz już rozumiecie dumę, którą odczuwał każdy prawowierny Żyd, gdy wie- dział, że jest jednym spośród ludu, który wybrał sam Wielki Stworzyciel?
A inni? To żałosne psy w porównaniu z Żydami. Wśród Żydów istniało przykładowo takie powiedzenie: „Lepsza wieprzowina niż chleb od Samarytan” A Jezus sam powiedział: „Nie rzucajcie swych pereł przed wieprze, albowiem rozdepczą je, a obróciwszy się przeciwko wam, rozszarpią was na strzępy.” - nie marnujcie swego dobra na niewdzięczników, którzy do tego obrócą je przeciwko wam oraz innym ludziom, zadając cierpienie. To tyle, jeśli chodzi o bezwarunkowe wybaczenie wrogom, nadstawianie drugiego policzka oraz bezgraniczne miłosierdzi Jezusa. Obaczcie, jak na początku traktował kananejską niewiastę i jak musiała go błagać, aby pomógł jej córce(!): Mt 15, 21-28.

Jaką naukę z tego może wyciągnąć współczesny człowiek? Ano taką należy czynić dobro i mieć serce pełne miłosierdzi dla ludzi dobrych oraz dla tych, którzy rzeczywiście potrzebują pomocy, natomiast dla złych mieć figę z makiem z pasternakiem. Ale uwaga! Jezus nie namawia do walki ze złem. Pod żadnym pozorem. On raczej nawołuje do leczenia zła, o ile jest to możliwe. A jeśli nie, to należy się po prostu od niego odseparować. Czyż nie powiedział: „Jeżeli tedy prawe oko cię gorszy, wyłup je i odrzuć od siebie, albowiem pożyteczniej będzie dla ciebie, że zginie jeden z twych członków, niż żeby całe ciało twoje miało pójść do piekła” Mt 5, 29 oraz „(...)Pójdź za mną, a umarli niechaj grzebią umarłych swoich” Mt 8, 22? Wszystkie języki semickie zdrowo przesadzają i używają kwiecistych porównań (przykład: dziewczyna nie ma ładnych oczu; ona ma „wspaniałe jeziora błękitu wypełnione przez Stworzyciela mądrością i pięknem, o wejrzeniu, jakoby wschodząca jutrzenka”;)), dlatego powinniśmy rozumieć te nauki tak: „strzeż się zgorszenia”(tj. spaczenia przez grzech) i „nie marnuj sił na ludzi, którym już nie da się pomóc (zbyt zostali spaczeni przez zło)”. To tłumaczy, dlaczego Piotr wyciągnął miecz i zaczął walczyć w obronie Jezusa;)

That's All Folks. Chcecie polemizować? Ależ bardzo proszę! Ostrzegam jednakże, że nie toleruję chamstwa i wymagam dość przekonujących i sprawdzonych argumentów.



Del

dhellan@op.pl