I PRZYSZŁOŚĆ PRZEMINIE
Pusto tu... cicho i pusto. To nic, że cały pokój zastawiony jest najróżniejszymi sprzętami... pustka i tak ogarnia serce człowieka, który tu przebywa. Przez okno wpadają promienie słońca, ale nawet ono nie jest w stanie rozweselić tego, komu przyjdzie usiąść tu i zamyślić się.
Kanarek w srebrnej klatce już nie śpiewa, kwiaty na oknie nie pachną już tak, jak dawniej. W pękniętym lustrze już nigdy nie odbije się ta sama twarz... już się nie uśmiechnie, już się nie zasmuci. Już... już nigdy nie będzie tak, jak dawniej. Nie będzie zabaw z radosnymi dziećmi i bajek czytanych im na dobranoc. Na okrągłym stoliku nie stanie już wazon z białymi różami, a w szafce nie będzie czekoladowych ciasteczek ukrytych tak, by każdy mógł je znaleźć. Nie będzie wstążeczek na śnieżnobiałych firankach, sweterków misternie zrobionych na drutach, korali z jarzębiny. Cisza snuje się między starymi meblami. Wspomina dawne czasy... wspomina i żali się kanarkowi na ucho. W kątach i zakamarkach pająki zaczęły tworzyć już swoje małe arcydzieła. Cienka warstwa kurzu pokryła książki i porcelanowe filiżanki, z których już nikt nie napije się różanej herbaty. Już na zawsze ucichły modlitwy...
Odeszła w zapomnienie. Umarła właścicielka tego mieszkania. Nic nie przywróci jej życia, nic nie zwróci minionych lat. Koniec... wędrówki, bólu istnienia, łez radości i łez smutku... koniec życia. Zostawiła po sobie dzieci i wnuki, które jeszcze przez kilka lat pamiętać będą zapach pieczonego przez nią ciasta, bajki opowiadane przed zaśnięciem... a potem dorosną i zapomną o tym, co w dzieciństwie było przecież dla nich najważniejsze. Gdy w przyszłości ktoś spyta się, jaka była ich babcia, odpowiedzą, że dobra i miła - taka, jak wszystkie inne babcie. Zapomną o tym, że była wyjątkowa, że kochała najmocniej w świecie... słowa wymyślonej przez nią kołysanki ulecą przez otwarte okno wraz z zapachem kwiatów, latami pielęgnowanych przez jej pomarszczone ręce. To wszystko przestanie być ważne, przestanie być najpiękniejsze... stanie się mglistym wspomnieniem kogoś, kto kiedyś był, ale odszedł.
Czarno-biała fotografia, oprawiona w drewnianą ramkę, stoi na półce między książkami. Ona również przykryta jest kurzem - świadectwem wciąż jeszcze upływającego czasu. Ze zdjęcia uśmiecha się pyzata dziewczynka, trzymająca w dłoni koszyczek z makami. Tak, babcia też była kiedyś młoda, mimo iż wnukom wydaje się, że to niemożliwe. Lata wędrówki przez życie zaowocowały siwymi włosami i delikatną pajęczyną zmarszczek... wszystko przemija, a młodość i piękno najszybciej. Nawet fotografie płowieją...
Odeszła, jak wielu przed nią. Świat zapomni o niej tak, jak zapomniał o innych. A jednak warto było żyć, mimo iż koniec był z góry przesądzony. Warto było, bo życie jest warte człowieka, ale człowiek nie zawsze jest wart życia.