Moja szkoła
Ja nie mieszkam w tak dużym mieście jak tOOnY'iego
{ja też nie mieszkam w jakimś wielkim mieście, ale gimnazjów jest u mnie kilka -
tOOnY}, toteż wielkiego
wyboru gimnazjum nie miałem. Tak w ogóle to wcale go nie miałem, bo u nas
gimnazjum jest jedno. Gdy ponad półtora roku temu pierwszy raz przyszedłem do
tej szkoły nie było zbyt wesoło. Mazaki poszły w ruch, mi niestety też się
dostało bo rzekomo się śmiałem (dla niekumatych - dorysowywano nam kocie wąsy i
dawano wielkimi literami podpisy na czołach "KOT"). Byłem wyśmiany przez dużą
część szkoły, bo pedagog zachciało się przelecieć z nami (!) po klasach i
nakazała wskazać winowajcę. Ja wypełniony po brzegi dziwnym uczuciem (coś jak
złość i strach) nawet nie pamiętam czy w którejś klasie był ten, który mi to
zrobił. Na szczęście zapamiętałem jego gębę. Jeszcze się kiedyś zemszczę! Dni
mijały, a ja patrzyłem na to co się tam wyprawiało. Coraz kogoś zaczepiali,
chcieli bić itp. Zdarzały się dni, w których chodziłem przestraszony (jeden z
tych żulów z naszej szkoły, w tym roku, dzień przed feriami zimowymi wyleciał do
szkoły specjalnej za to co wyprawiał - ku mojej uciesze). Aż nadszedł dzień w
którym ukradli mi worek na buty. Całe szczęście bez zawartości. Byłem wnerwiony,
a zarazem przestraszony bo kilku wypytywało o moje buty (ile dałem, czy je
sprzedam). Bałem się że je stracę. Na szczęście mam je jeszcze. W tym roku te
zasrane zboki ukradli kilka par butów moim kumplom. Potem znikały podręczniki z
plecaków, komórki, zegarki, aż wreszcie łaskawe grono peda(ł)gogiczne zarządziło
dyżury, które polegają na tym, że para uczniów pilnuje podczas lekcji szatni
wszystkich klas. Jakby szkoła nie miała kasy na wynajęcie ochrony czy coś (na 30
kompów i budowę monumentalnej, kilkuboiskowej sali gimnastycznej to forsę
mieli!). No to tyle o dziadach, których zakazane gęby muszę oglądać codziennie,
teraz o wyposażeniu, nauczycielach i mojej klasie. Więc jeżeli chodzi o
wyposażenie to nasza szkoła jest najlepszą (o ile się nie mylę) w powiecie. Mamy
bibliotekę, nowe ławki, dużo rekwizytów używanych na lekcjach itd. oraz dwie
sale komputerowe, z których jedna mieści się w sporej bibliotece i jest oddana
do dyspozycji uczniów poza lekcjami. Kiedyś tak chodziłem, ściągałem sobie stare
gierki, romy do emulatorów, aż wreszcie mnie wkurzyli. Z roku na rok można tam
coraz mniej. Rok temu nie można było wchodzić na czat i erotykę (to drugie
rozumiem, ale żeby czatu zabraniać to była przesada). W połowie roku ubiegłego
zabronili gier argumentując to tym, że klawiatury się od grania niszczą (tak,
tak to szczera prawda). W tym roku repertuar zakazów powiększył się jeszcze o
dowcipy. Kur... ka wodna, jak tak dalej pójdzie to nie będzie można zakładać
konta pocztowego, albo rysować w Paint'cie. Na dodatek jeszcze wredne babsko,
które pracuje w bibliotece większość czasu (druga kobita nie jest taka zła),
komentuje wszystko swoim sarkastycznym humorem, a jej słynna odzywka "Synek!",
kierowana do męskiej części uczniów przeszła do historii. Tak w ogóle to wygląda
to jak hipopotam, a idąc kręci tym swoim przerośniętym dupskiem, obrzydzając
ludziom kanapki konsumowane na przerwach. Od szóstej klasy podstawówki fizyki
uczy nas kolejna, co najmniej dziwna baba. Co jakiś czas bredzi tak, że tylko
ona to rozumie i ma wstręt do młodzieży. Toleruje tylko wykutych na blachę,
grzecznych chłopców i dziewczynki. Nie powiedziała tego nam wprost, ale to to
widać. Następna - baba od historii. Omawianie tematów lekcji ogranicza się do
tego, że my czytamy, a one każe zrobić ćwiczenia i powie tyle co wyczytaliśmy.
Ja się pytam, po co powtarzać to samo na lekcji dwa razy? Wystarczy, że
nauczyciel opowie, a my ewentualnie doczytamy w domu. Niestety nie ma tak
dobrze. My musimy czytać, a ona posadzi dupę i czeka, aż przeczytamy. W takim
razie to ja mam gdzieś taką nauczycielkę. Lepiej - ja jej nie potrzebuję. Tyle
co się od niej dowiem mogę sam w kilka minut przeczytać w domu, zamiast grzać
przez trzy kwadranse krzesło w szkole i nauczyć się tego samego. Powtórzenia
przed klasówką przez jakiś czas były znośne. Lecz ostatnio miałem ochotę jej
dokopać. Zamiast powtarzać z nami kolejne tematy pokazała kilkadziesiąt slajdów
na kompie. Wszystko powtarzać muszę sam, w domu. Ale najbardziej mnie wkurzyła
tym, że raz gdy upomniałem się o plusa (wiecie chyba o co chodzi?) to ona
powiedziała, że sama nie wie za co mi je stawia. Od tamtej pory (ponad pół roku
temu) wcale nie odzywam się na lekcji. Następnie gdy zaczęła pytać z mapy
zamiast to powtórzyć z nami jako pierwszego wzięła mnie, dostałem 3+, a następni
mieli łatwiej, bo nie popełniali tych błędów co ja. Skandal i jeszcze raz
skandal! Następna to kobita od geografii. Ta też wnerwiła mnie kilka razy. Uczy
nas tego co wie od klasy czwartej podstawówki. Rok temu pracowaliśmy w grupach
na oceny. Ja dużą część wiadomości wyszukałem i podyktowałem swoim ludziom.
Mieliśmy mniej więcej to samo. Tyle się napracowałem, a ona bezczelnie wstawiła
mi 3+. To samo było za kartkówkę i ćwiczenia. Kur... de, znowu o mało krzesło
nie poleciało w nauczycielkę. Uchodzący za najlepszego w naszej klasie i grupie
dostał 4+, a mieliśmy prawie to samo. Skandal kolejny! Wnerwia mnie jeszcze
facet od wuefu. Nie miałem na lekcji dresów ze trzy razy, a on za każdym razem
mnie objeżdżał. Inni którzy ciągle ich nie nosili, albo wcale nie przychodzili
tylko na tę lekcję nie nasłuchiwali się tego co ja musiałem. Wredny dziad się
mnie uczepił! Aż chce się zawyć ze złości, którą czasem z trudem pohamowuję. I
tu aż chce się zacytować tOOnY'iego, który powiedział "Takie jest moje gimnazjum
czasami naprawdę nie chce mi się tam chodzić, ale cóż trzeba. Przechodziłem tam
już półtora roku wytrzymam jeszcze drugie tyle (przynajmniej taką mam
nadzieję)." Ostatni punkt mojego tekstu to, jak już wspomniałem, moja klasa.
Chodzi do niej 32 ludzi. Większość to erotomani, palacze, alkoholicy, prymitywy
itd. Ciągle opowiadają co to takiego wyprawiali ze swoim członkiem, albo ile im
jeszcze fajek zostało. Pożytek z nich taki, że potrafią rozbawić, ale nic
więcej. Takich ludzi nie wolno bić po głowie, bo echo wybiłoby im zęby. Podobnie
jest z dziewczynami. Większość z nich jest pusta jak moja kieszeń. Były dwie
moim zdaniem warte uwagi, ale obie okazały się takimi, które wolą starszych i
pokroju wyżej wymienionych. Na szczęście mam kilku normalnych kumpli, z którymi
się trzymam (pozdro dla Senseja, Gonza, Scootera, Bacentego i Michała). Wczoraj
(ostatni dzień kwietnia) we czterech zrobiliśmy rowerami kilkadziesiąt
kilometrów. Dupsko mnie boli do dzisiaj, kolana zresztą też, ale nie było tak
źle, chociaż pod koniec wycieczki całkiem niewesoło. Nie miałem zamiaru ruszać
się dzisiaj z domu (zgadnijcie dlaczego :)) więc postanowiłem skrobnąć coś dla
tOOnY'ego. Myślę, że gdyby zmienić w magu kilka rzeczy mógłby on zaistnieć na
dłużej. No, ale to już temat na list do głównodowodzącego. To by było na tyle.
See you later!
uobooz