Pewnie czasami nie nauczyliście się na sprawdzian (lub kartkówkę), nie
mieliście żadnych ściąg, i po prostu wiecie, że już leżycie. Podam wam kilka
moich przykładów, co zrobiłem, żeby nie dostać słabej oceny.
1. Mój największy ryzykancki plan. Nauczycielka biologii zrobiła niezapowiedzianą kartkówkę (już drugą w tym semestrze), a że ja ostatnio odpowiadałem ustnie, to nic się w domu nie uczyłem. Był to wielki błąd, ponieważ na tej kartkówce, oprócz swojego imienia, nazwiska i treści zadań, nic nie napisałem. Wiedziałem, że dostanę pałę, a moje dotychczasowe oceny to 2 i 4, więc postanowiłem zaryzykować. Postanowiłem nie oddawać kartkówki, a że gościówa od biologii ma niezłą sklerozę, to mogłaby zapomnieć, że byłem na tej kartkówce i ją pisałem. Osoba z ostatniego rzędu zbierała kartki, na szczęście tą osobą był mój kumpel i wiedziałem, że mnie nie zdradzi. Gdy podchodził do mnie, to ja wstałem, kartkówkę złapałem tak, żeby nauczycielka nie widziała, szturchnąłem mojego kolegę z bara i powiedziałem: "Mojej nie bierz". Zrozumiał, o co mi chodzi, i poszedł dalej. Ja usiadłem w ławce obok mojego drugiego kolegi (zazwyczaj tam siedziałem, ale na kartkówce pani przesiadła mnie ławkę do przodu) i, kiedy gościówa nie patrzyła, wepchnąłem kartkówkę do tornistra. Pewnie się zastanawiacie, czy gościówa się nie skapnęła, że nie mam oceny z tej kartkówki. Otóż nie, ponieważ myślała, że moja ocena z odpowiedzi ustnej jest oceną za tą kartkówkę. Przyznam szczerze, że tu mi się fuksło.
2. Na języku niemieckim nauczycielka zrobiła niezapowiedzianą kartkówkę ze słówek (a konkretniej z owoców i warzyw wraz z rodzajnikami). O ile samych słówek kilka znałem, to rodzajników (der, die, das) w ogóle nie umiałem. Gdy nauczycielka zaczęła dyktować słówka do przetłumaczenia, to się skapnąłem, że książkę mam otwartą na tej stronie, na której są te słówka! Na szczęście babka się nie skapnęła, a ja, zamiast dostać 1 z tej kartkówki, to dostałem 4.
3. Zapowiedziany sprawdzian z fizyki. Było dość sporo wzorów do zapamiętania i jakoś tka się złożyło, że praktycznie żadnego nie znałem. Na szczęście, gdy nauczycielka zaczęła rozdawać sprawdziany, to ja jeszcze się uczyłem z kartki, na której sobie wypisałem wszystkie wzory. Myślałem, że jak podejdzie do mnie, to każe mi tą kartkę schować, a ta podeszła, dała mi sprawdzian i poszła dalej! Wziąłem więc szybko ołówek i przepisałem z mojej kartki na kartkę sprawdzianową wszystkie wzory. Schowałem moją kartkę i zacząłem pisać sprawdzian, a gdy nie znałem jakiegoś wzoru, to po prostu patrzyłem na górę sprawdzianu. Na koniec wymazałem to gumką i podpisałem się na tym piórem, żeby było mniej widać.
Takich przypadków jeszcze pare by się znalazło, ale nie pamiętam ich wszystkich. Zresztą to, co widzicie u góry, to są chyba te trzy największe przekręty.
Smoothguy (gohan_marcin@poczta.onet.pl)