CZY BĘDZIE KOLEJNY MAŁYSZ? 
Od kilku już lat emocjonujemy się występami naszego Adasia. Bije on na głowę Hanniego, Martina i wszystkich innych Hautamaekich. Czy to się komuś podoba, czy nie, to właśnie on jest bezapelacyjnie najlepszy. Jednak, nie będzie zwyciężać cały czas. Kiedyś zakończy karierę. I co wtedy? Czy doczekamy się kolejnego Adama? Mam pewne przesłanki, by sądzić, że niestety nie. Obecna reprezentacja Polski w skokach to właściwie sam Małysz. Dzięki niemu zajmujemy jako takie miejsca w konkursach drużynowych i Pucharze Narodów. Nie widać żadnego zawodnika, który mógłby go choć w części zastąpić, gdy ma kryzys formy. Nie mogę już patrzeć na skaczącego Roberta Mateję, który może kiedyś rzeczywiście zapowiadał się na dobrego skoczka, ale jego talent (?) został zmarnowany. I te jego tłumaczenia po złych "lotach": "Coś jest nie tak z moją psychiką...", "Czasem jak się za bardzo chce, to nic nie wychodzi". Kolejnym zawodnikiem, z którym można było wiązać pewne nadzieje jest/ był Wojciech Skupień. Ostatnio przechodzi on prawdziwą metamorfozę i zamiast słabo skakać, po prostu spada z progu skoczni. W tym przypadku naprawdę brakuje mi słów, żeby opisać, co się z nim dzieje. Nie wiem, może chłopak się załamał brakiem wyników w ostatnich dwóch sezonach? Osobny rozdział stanowią młodzi zawodnicy w zespole. Tonio Tajner momentami jest wyraźnie faworyzowany w wyborze zawodników przez swego tatę. Na pewno nie brak mu umiejętności, lecz jakoś nie może się przełamać w ważnych momentach i zawodzi. Marcin Bachleda w kadrze skoczków jest już bodajże od roku 1999. Aż do ostatniego sezonu nie pokazał niczego wartościowego. Zaskoczył wszystkich na początku sezonu, kiedy zajmował wysokie miejsca w pierwszych konkursach. Potem jednak nastąpił regres formy i często w ogóle nie kwalifikował się do pięćdziesiątki. Wydaje mi się, że jego problemy w dużej mierze powoduje psychika. Po latach posuchy przyszły jakieś sukcesy, potem znów kilka słabych startów i człowiek się załamuje. Moją największą nadzieją na zastępcę Małysza był Tomek Pochwała. Prezentował się dosyć dobrze aż do tragicznego w skutkach skoku w Planicy. Kontuzja, kilka miesięcy przerwy i gwałtowny spadek formy. Drzemią w nim ogromne możliwości, ale nikt nie wie, czy powróci do takiego skakania jak dwa lata temu. Na horyzoncie pojawia się wielu nastolatków (15, 16 lat), którzy mają nadzieję w niedalekiej przyszłości zaistnieć w Pucharze Kontynentalnym, a później w Pucharze Świata. Można wymienić w tym miejscu np. Kamila Stocha, który w grudniowych Mistrzostwach Polski otarł się o czołową dziesiątkę. Pozostaje jeszcze jedno pytanie: dlaczego w naszym kraju marnuje się tak dużo talentów? Aż do wielkich dni Małysza, skoki nie były zbyt popularną dyscypliną w naszym kraju. Nie było kasy na szkolenie młodzieży, czy udział w zagranicznych zawodach. Nie mamy profesjonalnej bazy treningowej. Nie można przecież na okrągło trenować na skoczniach o tym samym profilu (np. trzy skocznie w Zakopanem, czy skocznie w Szczyrku i Karpaczu). Mamy ambicję organizacji MŚ w narciarstwie klasycznym, ale niewiele z tego wynika. Ciągle brakuje pieniędzy. Ale skąd je wziąć? Sponsorzy jakoś nie garną się do pomocy, gdyż PZN z prezesem Pawłem Włodarczykiem na czele dyktuje astronomiczne kwoty za miejsca na kombinezonach skoczków.
backsider
{backsider@o2.pl}