REKLAMA A SPORTOWCY 
W dzisiejszych czasach nie ma nic za darmo. Każdy chce na czymś zarobić. Sportowcy również. Tylko że oni za reklamy dostają grubą kasę. Często przewyższającą ich dochody zapisane w kontrakcie. Dlaczego się tak dzieje?
W ostatnich latach został kilkakrotnie pobity rekord transferowy w piłce nożnej. Najpierw Hernan Crespo, później Luis Figo, a następnie Zinedine Zidane. Z miejsca wiele firm zorientowało się, że jeśli namówią kogoś, kto pojawia się często w TV, radiu, widać go nierzadko w wiadomościach, można go spotkać na imprezach charytatywnych, młodzi ludzi za nim szaleją; to sprzedaż ich produktu mocno podskoczy w górę. Niewiele się mylą. Rzeczywiście zaangażowanie do spotu znanego sportowca przynosi jemu wymierne korzyści w postaci pieniędzy i coraz większej popularności. Jednak jeszcze większe korzyści odnosi firma, która go wynajęła. To, co jemu zapłaciła, dostanie z tysiąckrotną nawiązką. Przecież produkt, który reklamuje idol, kupi milion jego fanów. Przecież oni też chcą pić napój, który pije ich idol. Przecież oni też chcą nosić buty, które nosi ich idol.
I w ten sposób powstaje błędne koło. Zamiast przynosić korzyści sportowi, rekordy przynoszą korzyści firmom, które wiedzą, że mogą tylko zostać. Koronne tego przykłady mamy w dzisiejszym świecie. No to jedziemy. Przykład pierwszy: David Beckham. Znany angielski piłkarz, którego akcje znacznie wzrosły po zawarciu małżeństwa z byłą członkinią Spice Girls. Teraz każdy chce (mówię tu o specach od marketingu), aby ulubieniec młodych wystąpił w jego reklamie. Jednak w dużej mierze (to tylko moje zdanie) to właśnie reklamy wykreowały go na wielkiej klasy piłkarzy. Bo poza silnymi i precyzyjnymi strzałami, to nie ustępuje, ani nie przewyższa innymi umiejętnościami innych ligowych kopaczy. Chcecie coś z polskiego podwórka? Nie ma sprawy. Czy pamiętacie jeszcze pewnego boksera, który wielokrotnie dawał sobie obijać mordę, by zarobić kilka groszy. Rzeczywiście groszy, bo te pieniądze przy jego zarobkach z reklam są groszami. Chodzi mi o Przemka Saletę. Wielokrotnie dał dowód tego, że brakuje mu sporo, aby osiągnąć dobry, europejski poziom. Jednak wielu ludzi, lubi go, bo taki sam telefon komórkowy jak oni.
O co mi chodzi w tym artykule? Mianowicie o to, że nie można dać sobą manipulować. Nie można dać wmawiać sobie głupot po to, żeby kupić jakiś produkt. Pomyśl sobie, że na tym produkcie, który kupiłeś tylko dlatego, że reklamował go Twój ulubiony sportowiec nie straciłeś wiele. Naprawdę. Ale pomyśl o tym, że firma znalazła przynajmniej milion takich ludzi jak Ty. Ona sporo zarobiła.
backsider
(backsider@o2.pl)