KOCHAM SPORT

Stwierdzę krótko: kocham sport (ale kocham go raczej oglądać niż uprawiać). Jeżeli ktoś się zapyta dlaczego to odpowiem: bo jest nieprzewidywalny. W sporcie nie obowiązują bowiem zasady: im więcej pieniędzy wpompujesz w dane przedsięwzięcie tym więcej w przyszłości zarobisz i tym lepsze wyniki osiągniesz. Mimo, że obecnie w wielu dyscyplinach, a zwłaszcza w piłce nożnej, mnóstwo zależy od kasy to jednak często sprawdza się powiedzenie, że "pieniądze nie grają." Ileż to razy biedny, prowincjonalny klub ogrywał krezusa, który posiadał setki razy większy budżet? Przykłady można mnożyć. Jeżeli ktoś porównałby ile Lazio i Wisła wydają na transfery i ile płacą swoim zawodnikom to Wisła byłaby w tyle o kilka klas. A tymczasem ta sama Wisła potrafiła wywieźć remis z Rzymu. Kilka lat temu mistrzem Niemiec została drużyna, która dopiero rok wcześniej awansowała do pierwszej Bundesligi. Kiedyś Dynamo Kijów przyjechało do Hiszpanii rozegrać mecz ze słynną, utytułowaną Barceloną. I wygrało. Ba, to mało powiedziane, że wygrało. Dynamo rozbiło Barcelonę 4:0. Spójrzmy zresztą na tabelę jakiejkolwiek najsilniejszej krajowej ligi piłkarskiej. Prawie w każdej znajdziemy co najmniej jedną drużynę, która okupuje górne rejony tabeli mimo tego, że ustawicznie klepie biedę. Znajdziemy jednak również taką drużynę, która pławi się w bogactwie i jednocześnie znajduje się w strefie spadkowej. A przypomnijmy sobie, jakie drużyny pojechały do domu po fazie grupowej Mistrzostw Świata 2002. Nieprzewidywalni są również sami zawodnicy. Czasami piłkarz, za którego zapłacono 4 miliony dolarów spisuje się pięć razy lepiej niż ten, za którego zapłacono 20 milionów dolarów. Prezesi klubów niejednokrotnie wyrzucają ciężkie pieniądze w błoto, a potem rwą sobie włosy z głowy. Niektórzy sportowcy trenują ciężko przez kilkanaście lat i nie osiągają żadnego znaczącego sukcesu, a inni w pierwszym roku swojej kariery zdobywają na przykład dwa złote medale olimpijskie. Jest to czasami bardzo okrutne, a jednocześnie piękne - taki właśnie jest sport.

A ile razy wydawało się, że jakiś mecz jest już rozstrzygnięty, a tu nagle nastąpiła nieoczekiwana zmiana? Wiecie jaki najpiękniejszy mecz piłkarski, który widziałem w życiu? To był mecz Legia-Widzew decydujący o tym, kto zdobędzie tytuł Mistrza Polski. Pięć minut przed końcem meczu Legia prowadziła dwiema bramkami by ostatecznie przegrać to spotkanie 2:3. Radość zwycięzców, rozpacz przegranych i piękno sportu. Podobnie było w finale Ligi Mistrzów Manchester United - Bayern Monachium.

Podobnie jest w innych dyscyplinach. Za przykład mogą tu służyć niezwykle ostatnio popularne w Polsce skoki narciarskie. Jeszcze na początku lutego wydawało się, że nie ma mocnych na Svena Hannawalda. Wygrywał on konkurs za konkursem, w Zakopanem przeskoczył wszystkich o kilka metrów. Minęły zaledwie trzy tygodnie i prawie nikt już nie dawał Svenowi większych szans na medal Mistrzostw Świata. A dwa złote medale zdobył Adaś Małysz, dla którego były to pierwsze zwycięstwa od ponad roku.

Śmiem twierdzić, że to przede wszystkim dlatego setki milionów kibiców zasiada na całym świecie co cztery lata, gdy rozgrywane są Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, aby popatrzeć, jak 23 facetów (zawodnicy plus sędzia) ugania się za szmacianką. To również w dużej mierze dlatego miliony moich rodaków zasiada przed telewizorami, aby popatrzeć, jak pięćdziesięciu ludzi skacze sobie na skoczni, jeden 110, inny 120, a jeszcze inny 128 metrów. Ważne są oczywiście piękne bramki, perfekcyjne skoki, rzuty do kosza z połowy boiska, ale to nieprzewidywalność, zagadka, chwilowy uśmiech fortuny dla jednych i brak szczęścia dla drugich z zawodów sportowych czyni prawdziwe, pasjonujące widowiska.

Jacek Stojanowski
Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego
{ciemnogrod@hotmail.com}