JUNIORZE, NADZIEJO TY MOJA

Młodzież jest przyszłością narodu i chyba każdy się z tym zgadza. Jeśli chodzi o piłkarski światek młodzież odgrywa tutaj kluczową rolę. Co prawda to starsi i bardziej doświadczeni zawodnicy wybiegają na murawę w najważniejszych meczach, to jednak bez właściwych zabiegów w latach juniorskich nigdy nie byli by dobrymi zawodnikami.

Szkolenie młodzieży od lat jest piętą achillesową polskiej piłki. Katorżnicze ćwiczenia fizyczne wyzbywają młodych chłopaków drogocennych umiejętności technicznych, marnują czas, który można by poświęcić na poznawanie taktycznych niuansów i innych merytorycznych aspektów gry w piłkę.

Sly pisał we wstępniaku do 3 numeru kącika, że był na takim właśnie obozie. Idea organizowania młodzieżowych zgrupowań przez kluby jest naprawdę godna pochwały, pod warunkiem, że uczą tam przydatnych rzeczy. Dla 15-letnich kadetów bieg na prawie 20 km dziennie nie jest najrozsądniejszym rozwiązaniem. To jest zbrodnia w biały dzień i chciałbym, żeby wreszcie jakiś ważniak w PZPN oraz podobne grube ryby w klubach wzięły to pod uwagę! Kocham, chcę i umiem grać w piłkę nożną, jak zmienię zdanie i zechcę zostać sprinterem lub maratończykiem, to się zgłoszę do odpowiedniej sekcji. Póki co, dajcie mi, i tysiącom 13-16-latków kopiących z zamiłowaniem piłkę, możliwość podnoszenia naszych umiejętności w sposób dla nas najbardziej korzystny.

Wzorcowe szkolenie młodzieży istnieje w takich krajach jak Hiszpania, Anglia, Włochy, czy Francja, a nawet Japonia. Wzięty pod skrzydła profesjonalnego trenera kadet odbywa fachową naukę gry w piłkę, poznaje taktykę w praktyce i teorii (co jest bardzo ważne) i przede wszystkim pracuje nad techniką, dryblingiem i opanowaniem piłki. Szkoli się w wykonywaniu stałych fragmentów gry, strzela do zawieszonych opon i pojedynczych słupków, gdyż są mądrzy ludzie, którzy wiedzą, że by dobrze strzelać wolne nie wystarczy potężnie huknąć w mur z nadzieją, że zabije się 2 przeciwników i piłka z impetem wpadnie do siatki. Wszystko odbywa się po kolei, 11-latkowi nie trzeba kazać biegać 10 km pod górkę, by był później dobrym obrońcą.

W tygodniku "Piłka nożna" była kiedyś bardzo przydatna młodym piłkarzom rubryka, gdzie Stanisław Terlecki pokazywał podstawowe ćwiczenia i przeróżne sztuczki. Z zamiłowaniem powtarzałem je potem w ogrodzie i na boisku, zresztą, pewnie nie tylko ja. Dziś już czegoś takiego nie ma, a szkoda, że tak poczytny tygodnik zostawił młodzież samopas, by pod okiem niedouczonych trenerów biegała nie wiadomo po co, i nie zachęca do treningu nad techniką.

Teraz chciałbym przedstawić sytuację nieco odmienną, tzn. taką gdzie młodzi zawodnicy szkodzą sami sobie i własnoręcznie skazują się na sportową autodestrukcję. Znam chłopaków z Liceum Sportowego (specjalność - zapasy). Są szybcy i wytrzymali, bo widziałem ich na treningu. Są potężni i silni, bo widziałem ich w siłowni. Mają jedną poważną wadę - chleją i palą a potęgę, w poważaniu mając swe zdrowie i kondycję za lat kilka... naście. Wielu jedzie na koksach, bo czy jest realne, by 17-latek miał taką klatę? Sportowiec - to brzmi dumnie, więc jeśli ktoś wybrał sobie taką zabawę na resztę życia, powinien prowadzić sportowy tryb życia i poświęcić się w pewnych kwestiach oraz stanowić przykład dla młodszych kolegów. Taki Maciek Terlecki - dobrze zapowiadający się pomocnik, później przyzwoity stoper, a - jak donosiły przez jakiś czas gazety - wylądował na jakiś czas w rynsztoku i już nigdy nie wrócił do wielkiej piłki (choć próbował).

Cały ten tekst jest głosem podobnym do tego wołającego na puszczy. Mam dość czytania i słuchania o zdolnych juniorach, dobrze radzących sobie w reprezentacji do lat iluś, ale tkwiących w rezerwach II-ligowego średniaka. Mam dość "dobrze zapowiadających się 20-latków" gubiących formę po 3 dobrych sezonach i 1 meczu w reprezentacji. Tak dalej być nie może, więc zamiast kupować piłkarza za 3 mln zł, naprawdę wartego jakieś 2000 zł, apeluję by zainwestowano te pieniądze w boiska, fachowego trenera młodzieży i po prostu w młodzież, bo to zdrowa i pewna inwestycja.

Proszę się też nie bać wystawiać 20-latków w pierwszych składach. Już nowocześnie wyszkolony junior z pewnością osiągnie w naszej ekstraklasie status gwiazdy, bo co mogą mu przeciwstawić głąby umiejące tylko kopać jak najdalej od siebie (oczywiście nie dotyczy się to wszystkich piłkarzy)?

Kluby powinny czuć się odpowiedzialne za swych zawodników, a już szczególnie tych "na własnej krwi wyhodowanych" i dbać o nich. Przykładem może być tu Manchester United i czterech wielkich graczy tego klubu - Ryan Giggs, David Beckham (chociaż kłóciłbym się, czy jest on taki wielki), Gary Nevile i Paul Schoels. A czym mogą pochwalić się polskie kluby? Jagielonia Białystok wychowała Citkę i Frankowskiego, a dziś nikt nie wie nawet, czy nadal istnieje.

Clayman_C aka Kalwar
(clay_calvar@wp.pl)

{Nic dodać, nic ująć, mam identyczne zdanie, co towarzysz Clayman i zgadzam się z nim na całej linii. - SLY}