Błękitni Owińska - GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne

Dzisiaj mam zamiar przedstawić Wam drugi mecz ligowy GKS-u. Mecz odbył się w Owińsku, na wschód od Poznania. Wyjechaliśmy o 12:20. Po drodze wstąpiliśmy po trenera juniorów, bo to on będzie nas prowadził w drugiej połowie, ponieważ trener jechał znów na jakieś zawody. Potem pojechaliśmy do Lusowa zabrać kilku zawodników m.in.: Kubickiego, Koguta i Trusia. Następnie udaliśmy się do Owińsk, ale wpadliśmy w korek. Była przy tym dość śmieszna sytuacja, bo pewna kobieta, widząc korek, chciała zawrócić, ale jej nie pozwolił na to inny kierowca :). Gdy wróciła na swoje miejsce, zaraz ruszyła drugim pasem, by się jak najdalej przedrzeć, ale i tym razem nie udało jej się to, ponieważ kierowca TIR'a zatarasował jej drogę ;). Potem bez większych przygód dojechaliśmy o 13:10 Owińsk. Weszliśmy do szatni, która była bardzo mała, ale za to wyłożona kafelkami, co powodowało, że było jeszcze zimniej niż na dworze. Po pewnym czasie przyjechał trener. Powiedział skład, który różnił się od tego z Objezierza, tylko zmianą bramkarza, mianowicie Olej zastąpił mnie. Wyszliśmy na rozgrzewkę. Gdy nastąpiła godzina 14:00 nie było jeszcze sędziego. Okazało się, że zawodnicy "Błękitnych" nie mieli kart zdrowia, bo zostały u trenera w domu. Dopiero dziesięć po, przybył sędzia i rozpoczął się mecz. Na początku była agresywna gra w polu, ale już w 3,4 minucie napastnik urwał się obrońcom, po nie udanej pułapce offsajdowej i ruszył na bramkę. Olej wyszedł i... zrobił coś czego nikt się nie spodziewał. Nawet nie umiem tego opisać. Wystawił tylko nogę i dał się minąć jak tyczka na treningu, a napastnik strzelił lekko do bramki. Ja, a zarazem wszyscy widzieli już piłkę w bramce, ale o dziwo pojawił się Andzia i rzucając się na bark do przody wybił piłkę głową. Była to ekstremalna obrona, ale głównie z winy Oleja, który zrobił nie wiadomo co. Jak się późiej okazało, była to najgroźniejsza akcja Błękitnych w całym meczu. Potem był okres gry w środku. Panował chaos. Często piłka latała nad głowami wyskakujących zawodników GKS-u, co powodowało coraz większą frustrację u trenera. Aż w końcu piłkę dostał Struś i ruszył na bramkę. Przy linii końcowej boiska, zrobił jednego, a dwóch innych złapało go w kleszcze, a nasz zawodnik przewrócił się i sędzia gwizdnął. Karny wykonywał znowu Kubicki. Strzelił!!! 1:0. Było dobrze. Niedługo potem trener pojechał na swój mecz, więc zostaliśmy tylko z trenerem juniorów i ojcem jednego z zawodników (który był policjantem!). Po golu znów była gra w środku boiska. Dopiero pod koniec połowy ruszyliśmy znowu na bramkę. Struś minął obrońcę strzelił na płask równolegle do linii końcowej, bramkarz piłki nie wybił i robiąc wślizg, Kamil zdobył drugą bramkę. Zaraz potym sędzia gwizdnął i zakończył pierwszą połowę. Druga była jeszcze gorsza, w wykonaniu obu zespołów. Praktycznie nie mieliśmy wielu okazji, ale jak już mieliśmy, to ich niewykorzystywaliśmy. Oni natomiast mieli więcej okazji, gdzie byle dostawienie nogi, mogło doprowadzić do straty bramki. Naszczęście mecz zakończył się wynikiem 2:0 i wygraliśmy drugie spotkanie z rzędu. Ciekawym faktem jest to, że w poprzedniej rundzie rozgrywek mieliśy identyczne wyniki. Teraz mamy tydzień przerwy, a potem arcyważny mecz z TPS'em Winogrady.

Adam "Matys" Matysiak
(adam-matysiak@wp.pl)