SKI JUMPING, CZYLI...
Leć po sławę!
Połączenie kilku odrębnych i różnych elementów w spójną całość może i powinno dać efekt finalny zgoła rewelacyjny. Elementy te dopieszczone w każdym calu przyczyniają (przynajmniej powinny) się do końcowego sukcesu. Skoki narciarskie po wspaniałej passie Małysza i jego niezliczonych wiktorii, huralnie wkroczyły na stołek jednej z najchętniej oglądanych dyscyplin sportowych w Polsce. Cały "bum", trza przyznać, że początkowo dosyć nieoczekiwany, był tylko niewinnym pretekstem do inicjacji serii gier o tejże tematyce. Czy perfekcyjne loty polskiego mistrza zostały idealnie odzwierciedlone w grach bazujących na urokliwej nieobliczalności narciarskiego "resortu"? Ano, zobaczymy, oto bowiem spis kilku tytułów, w które to przeciętny użytkownik komputerów zagrywał się przez długie wieczory chwaląc produkt dostrzegając jego zalety, bądź wnikliwie tonąc w narzekaniach nie widząc w potencjalnym hicie skazanym na sukces żadnych istotnych pozytywów. Jak ruszyć przemysł tworzenia gier w oparciu na skoki narciarskie nie mógł, tak z kopyta uczynił tak praktycznie z dnia na dzień, a, idąc za tokiem logicznego rozumowania, można wysnuć dyrektywę, iż nastąpił prawdziwy wysyp produktów tematykopodobnej. Wysyp, czyli w tym wypadku gier "ledwie" kilka, choć i to jest całkiem ciekawą zaliczką, dla osób miłujących się w powyższej kategorii, w kontekście uprzedniego niedostatku i drażniących braków.
Każdej grze, wedle własnej woli, postawiłem ocenę w skali dziesięciostopniowej. Dla pełniejszego zobrazowania moich kostatacji na temat opisywanych poniżej tytułów.
SKI JUMP INTERNATIONAL (SJ3) 
Sędziwa już koputerowa maksyma powiada, iż gry małe objętościowo, bez znakomitej grafiki czy rewelacyjnej muzyki, wykazują wyśrubowaną do granic możliwości grywalność i "coś" nie pozwalającego na odejście od monitora, same zaś przykuwają niemiłosiernie na długie godziny. SJ3, mimo wszystkich czynników wskazujących na zupełną nieatrakcyjność, jest produktem, o którym rzekniesz po kilku chwilach spędzonych przy nim, że czas ten w żadnym wypadku nie można uznać za stracony. Właściwie to minigra zajmująca jedną dyskietkę o beznadziejnej grafice, ogólnym braku warstwy dźwiękowej, lecz iście wyborną grywalnością, dzięki której w pełni dostrzeżesz radość płynącą z prymitywnego zajęcia - grania. Co oferuje nam sama rozgrywka? Ha, naturalnie - to, co tygryski lubią najbardziej! Waszmość chcesz sobie poskakać? Skacz więc - na dowolnej z dwudziestu - niestety fikcyjnych - skoczni, których wygląd niejednych zapewne zszokuje, ponieważ fundamentami skoczni, chociażby w Harachovie, są pikselowate klocki - kolorowe, rażące niemiłosiernie w oczy, dodajmy. Jeśli znudziło Ci się już brylowanie na podstawowych obiektach to nie pozostaje nic innego, jak ściągnięcie dodatkowych z internetu, a gra jak najbardziej umożliwia taki wybór! Aby osiągać coraz lepsze rezultaty, należy wręcz skorzystać z opcji Treningu w celu udoskonalania własnych umiejętności, gdyż - zapewniam - poziom komputerowych przeciwników może sprowadzić niejednego zadufanego gracza nachalnie wierzącemu w swe umiejętności na ziemię, czyli naprawdę mocno napocisz się, zanim osiągniesz wynik zadowalający, o zwycięstwie nawet nie wspominając. Oczywiste jest, że do oceny jakości Twych skoków dostępni są trenerzy, z których każdy posiada inne, dane tylko sobie, cechy, charakteryzujące go wśród innych. Jednakowoż ich rola bynajmniej nie obliguje ich samych do samego trenowania, lecz udzielania wskazówek oraz rad potrzebnych do wykonania dobrego skoku. Nie wspomniałem jeszcze o opcjach konstytutywnych, pora więc nadrobić zaległości. Masz do wyboru kilka rodzajów turnieji, konkursów indywidualnych bądź rozegranie całego sezonu. Turniej Czterech Skoczni, Turniej Skandynawski dają ewentualność startowania w wybranych kilku zawodach adekwatnych do narciarskiej rzeczywistości, Puchar Świata natomiast takiej alternatywy nie gwarantuje - musisz uczestniczyć w każdym konkursie, czy ci się to podoba, czy nie. :) Na dodatek autorzy dołożyli bardzo interesującą, według mnie, opcję "Król skoczni", dzięki której stajesz w szranki z innym zawodnikami na poszczególnych obiektach i walczysz z nimi o triumf, lecz ten tylko daje gwarancję przejście do następnego etapu. Etapów takich jest kilka, więc jeśli pokonasz najsłabszych przeciwników, przejdziesz do dalszej rundy, gdzie rywalami będą coraz to bardziej wymagający. Skocznie selekcjonuje komputer, nie masz przeto nic do gadania, jeno popdporządkować się musisz machinie komputera, dlatego nie zaistnieje raczej sytuacja, gdzie chcąc wygrać szybko i bezproblemowo, sam wyznaczasz miejsce do rywalizacji, ot co! Rewelacja! Czy to wszystko do zaoferowania przez SJ3? Zasadniczo tak, choć naturalnie dodatkowe rozszerzenia znaleźć można w inecie, z czego fani powinni czym prędzej skorzystać. Warto? Moim zdaniem bez żadnych zahamowań sięgnięcie po tą grę daje kilkadziesiąt godzin świetnej zabawy. Ruszaj się i nie ociągaj, znajdź kolegów do gry i siadaj przed monitor tylko po to, by podium zatrzepotało pod ciężarem Twojego ciała, bo przecież to jest chyba Twój jedyny cel, nieprawdaż?
OCENA: 







WINTER SKI CHALLENGE
W roku 91' na rynek sportowy wkroczyła firma Accolade. I to wkroczyła w dobrym stylu, trza dodać. Mianowicie zaserwowała nam imitację symulatorów sportów zimowych, m.in. bobsleje, biathlon czy, co oczywiste, skoki narciarskie. I chciałbym im poświęcić słów raptem kilka. Mimo, iż do wyboru był praktycznie cały asortyment, to jednak latanie na nartach jest opcją bezwzględnie najciekawszą w kontekście potencjalnej ofiary, czyli gracza. Hm, gra ukazała się już dawien dawno, bo aż dwanaście lat wstecz, a więc co za tym idzie, nie oferuje bajerów graficznych na poziomie Unreala czy świetnej muzyki rodem z THPS2, oj nie... Miejże troszkę uczuć graczu i bądź mniej wybredny, albowiem znów zajdzie tutaj sytuacja z cyklu "Małe jest piękne"! Co z tego, że animacja postaci wywołuje tylko pobłażliwy uśmiech, machanie nartami podczas skoku jest śmieszne, a cała reszta wywołuje szydercze kpiny?! Co z tego?! Otóż, wszem i obec ogłosić trzeba, ta gra jest po prostu rewelacyjna, mimo swych kilkudziesięciu wad, które i tak stanowią ledwie zalążek góry lodowej, przyjemność z giercowania rekompensuje w stopniu całkowitym wszelakie inne niedoróbki! Do wyboru... źle zacząłem, gdyż nie posiadasz żadnych praktycznie opcji skakania. Jeno ćwiczysz, skaczesz, i ćwiczysz raz jeszcze. Dla samej radości skoku, ot cała filozofia. No, może ewentualnie przykuć Waszą uwagę możliwość skakania w "Tournament", czyli w mistrzostwach, gdzie rywalizujesz z innymi o miano najlepszego skoczka globu. Być może i na rywalizacji się skończy, ponieważ poziom, identycznie jak u opisywanego poprzednika, może przyprawić o palpitację serca, a już samo skakanie (w znaczeniu: osiągnięcie dobrego rezultatu) wymaga niebywałej wprawy. Nie zdziw się więc Drogi CZytelniku, jeśli nie doskoczysz do granicy metra dziewięćdziesiątego, o rekordach pokroju metrów stu pięciu na razie milczę zawczasu. Komicznie oddano naśladowanie ruchów skoczka w powietrzu, przyznam, nie raz i nie dwa człowiek zaśmiewał się widząc, jaką to fantazje posiadają autorzy i jakież skomplikowane ewolucje mogą wykonywać nasi podopieczni. Hm, nie wiem, te machanie rękami to może ma być aluzja do Ikara?:) Ten machał, i machał, aż wreszcie spadł. Ty też, jak machać będziesz, uczynisz to samo. :) Muszę przyznać, iż programistom weny twórczej raczej nie brakowało. Całość? Skądś wziąć i grać, nie gadać, ale już!
OCENA: 






DELUXE SKI JUMP
Któż by pomyślał, iż spore zamieszanie w kategorii gier sportowych wywoła gra mieszcząca się ledwie na jednej dyskietce, a która to jest efektem ówczesnych prac nad nią, co bardzi dziwne, w Borlandowym Pascalu! Że co?! Tak, fiński zapaleniec Jussi Koskela wraz z grupą kilku innych osób wniósł w życię nie grę, a kult. Ewentualnie, grę-kult. Podczas gdy cała Polska emocjonowała się poczynaniom naszego mistrza, w zakamarkach naszych domów bądź pracy ówcześnie królował tylko jeden tytuł. Społeczność graczy dążyła do coraz to lepszych rezultatów, nagminnie katując przez kilkanaście godzin w, wydawałoby się, produkt gotowy do zbicia, nieznaczący pionek na szachownicy. Nic z tego! Nie ma sensu wyłaniać wszystkich wad tejże kapitalnej gry, a zapewniam, że sporo się ich znajdzie, począwszy od koszmarnej grafiki gorszej niż na Atari, spartaczonej po granice muzyki czy braku zupełnie innych elementów zasadniczo gwarantujących jakiejkolwiek grze sukces, bo i tak wszystko to razem wzięte jest TYLKO tłem pod niespotykaną grywalność. Co oferuje sama gra? Możemy więc polatać na jednej z trzydziestu dwóch skoczni, naturalnie fikcyjnych, wziąć udział w Pucharze Świata, utworzyć monolit wybierając Puchar Drużynowy lub dowolnie podnosić własne umiejętności korzystając z dostępnego w grze treningu. Nie myślcie sobie, że całość opiewa w prawdziwe nazwiska zawodników... Autorzy skorzystali z bardzo popularnej opcji umożliwiającej dowolnie definiować przez gracza alter ego komputerowych zawodników, co uważam za działanie jak najbardziej słuszne. Swojemu skoczkowi możesz przypisać odpowiedni wygląd dopasowując doń kolor chociażby rękawić czy kasku. Jeśli dokonałeś tych podstawowych operacji, trza było ruszyć na skocznie, a tam... już pierwsze chwile zwiastowały, iż nie mamy do czynienia z komputerowymi pachołkami, lecz prawdziwymi profesjonalistami (o ile ich poziom skakania ustawiło się na "Super", bo też o takowym tutaj powiadam). To, co wyróżnia DSJ wśród innych gier tego typu to niesamowity realizm, tym bardziej wtedy, gdy gra objętościowo zajmuje jedną dyskietkę. Odwzorowanie wpływu wiatru na lot skoczka jest wręcz perfekcyjne, dlategoż jeśli strzałka ukierunkowana została w plecy zawodnika, skok raczej do najlepszych nie należał, jeśli zaś wiał pod narty - osiągało się całiem niezłe wyniki. Osobliwą cechą DSJ jest również fakt, iż żeby okupywać podium non-stop, nie wystarczały jedynie intencje czy dobre chęci, a jakże potrzebne umiejętności, bez których sama giercologia była niczym innym niż chlebem bez masła. Wyśrubowany poziom może i zniechęcał, niemniej niektórzy potrafili wyzwolić w sobie dodatkowe zasoby ambicji i cokolwiek sobie samemu udowodnić, co można zapisać grze na zdecydowany plus. :) Na stronach internetowych poświęconych tematyce gry znalazło się kilka ciekawych usprawnień (a to nowe skocznie, a to edytor wiatrów + jeszcze inne drobiazgi), sama ich ilość oscyluje w granicach kilkuset, co jeszcze bardziej pokazuje, jak bardzo minigierka (choć takie określenie uważam za obrazę) wpłynęła na graczy całego świata. Oficjalny site producenta prowadzi statystyki najdłuższych lotów na poszczególnej skoczni i przyjęto za doktrynę, że tam można wysyłać własne tudzież oglądać replaye innych osób. Uwierzcie, opisanie w kilku słowach gry jakkolwiek świetnej, tak oklepanej z drugiej strony jak nasz Endrju Gołota, wyzwaniem łatwym na pewno nie jest i wiele odkrywczego wynieść na notepad nie można. Właściwie, co ja tutaj jeszcze robię?! Myszka już się niecierpliwi, a marzenia za zwycięstwem wyraźnie potęgują! Z całą odpowiedzialnością o DSJ śmiało można powiedzieć, że nie znudzi ci się wziąwszy ją za kilka lat, gdyż dołącza ona powoli do gatunku komputerowych "niezapominajek", jej magia emanuje wciąż z nieprzerwaną siłą. A tuż, tuż, na dniach bodajże, kolejna obiecana gra spod rąk Jussi Koskeli, uwaga - w 3D...
OCENA: 








+ znak jakości SLY'a :)
RTL SKISPRINGEN 2001
Jakże czarna (i nachalna) indoktrynacja "Zostań Małyszem" zaświeciła bardziej, kiedy światło dzienne ujrzało najnowsze (onegdaj, oczywiście) dzieło naszych zachodnich sąsiadów. Dlaczego? Ano miały być to pierwsze w pełni trójwymiarowe skoki z kamerą umieszczoną za plecami skoczka, ociekające o granice maksymalnej realności. Brzmiało ciekawie, lecz istnym paraodksem okazało się, że gra nie mająca zbytniej reklamy, praktycznie przeszła niezauważona bez maciupeńskiego nawet echa. Interes tenże może i miał żreć, lecz sam został zjedzony i okazał się raczej kompletnym niewypałem. Wersja dostępna była w dwóch językach: angielskim i niemieckiem, co naszym "polish begginer" zapewne przeszkadzało i wysoce irytowało. Cóż, jakoże nie można mieć wszystkiego, gracz został skazany na zaznajomienie się z kilkunastoma opcjami tudzież nauczeniu podstawowych obco brzmiących (dotychczas) zwrotów - nie ma zmiłuj się. :) Początkowo człowieka niesamowicie oślepiała wizja skoków trójwymiarowych (rozumiecie - TRÓJWYMIAROWYCH!) i ciekaw był, w jaki sposób programiści rozwiązali dokuczający problem, a mianowicie sposób umieszczenia kamery. Trza przyznać, iż miast rewelacyjnej grafiki (przynajmniej przez głośno dukających autorów) otrzymaliśmy bodajże jakiś plastikowy prototyp, wyjątkową sztuczność, jak i w animacji postaci, która notabene była tragiczna, tak w całkowitej otoczce. Całość tworzyła monolit adekwatny do struktury polskiego rządu, czyli żaden. Po pierwszych chwilach ogólnej fascynacji produktem nastąpił moment zażenowania i... niedosytu. Bo, mimo kilkunastu realistycznie odwzorowanych skoczni, mimo kilku naprawdę fajnych opcji, braku możliwości gry przez internet i stworzenia własnego zawodnika, gra wyraźnie dołowała i nie stanowiła nawet cząstki spełnienia marzeń, jakich doznawał gracz po zaznajomieniu się z wstępnym projektem. Z drugiej jednak strony było to pierwsze podejście wykonania naprawdę realistycznych skoków narciarskich - prawdziwego symulatora, i chwała za to autorom. Jak zawsze - w praniu wychodzi inaczej, acz to już inna zupełnie beczka. Może i wyda się to kompletnym absurdem, tym bardziej w kontekście powyższych słów, ale uważałem, iż owa gra stanowiła wspaniały prognostyk przed kolejnymi edycjami, bo i takie zapowiadali sami autorzy. Mając jednak do wyboru, przykładowo oczywiście, dawidowy DSJ i Goliatowy RTL Skispringen, bez chwili zawahania grajcie w ten pierwszy, ponieważ sama radość płynąca z gry będzie niewspółmiernie większa.
OCENA: 


+
SKOKI NARCIARSKIE 2002: Polskie Złoto
Sequel RTL SKISPRINGEN 2001, wykonywany tym razem nie przez sąsiednich programistów, lecz naszych rodzimych (naturalnie z formą pomocy z zewnątrz), jak się później okazało, był dotychczas najlepszym dzieckiem z całej serii. Autorzy, idąc chyba za falą krytyki, postanowili dopieścić kilka elementów, kilka dorzucić, jeszcze inne poprawić i zafundować graczom pozycję, przy której granie nie będzie już karą, lecz czystą przyjemnością. Czy się udało? Moim zdaniem - tak! Pierwsze rzucające się na pierwszy rzut oka zmiany, to polski komentarz w wykonaniu starego wygi Szaranowicza i jego ekscelencji Szpakowskiego. Komentarz ten jednak raził prymitywnością, zawierał ledwie pięćset fraz, zimplementowany zaś sam był w sposób kuriozalny i często po skoku na rekordową odległość mogłeś usłyszeć "CO o tym sądzisz? Oj, nie wyszedł mu ten skok..." Płaczków wszak wylewać nie można, podobne urozmaicenie zawżdy dodawało człowiekowi pogody ducha. Nie wspomniałem zawczasu, acz SN2002 ukazały się pod patronatem "Dobra Gra" za niecałe dwadzieścia złotych, a więc polscy piraci mieli powody do solidnych przekleństw - nic nie zarobią, i bardzo dobrze! Otrzymaliśmy zatem całkowicie spolszczony tytuł po niskiej cenie z naszą światową awangardą w skokach, master Adamem. Naturalnie, można by ponarzekać na kilka irytujących buraczków, niemniej już powoli zaczęło się robić całkiem interesująco... Jeśli oczekiwałeś przełomu i skoku w stronę uczciwej symulacji, a nie zręczniościówki, twe marzenia spalą się na panewce i srodze się zawiedziesz, ot co. Ba, są te dwadzieścia (bądź więcej) skoczni, jest Adaś, rozbudowana Encyklopedia o skokach (co jest atutem jednak wyraźnie pozostającym w tyle, bo i przeca nie po to kupuję coś dla takowego dodatku), Adaś jest raz jeszcze, licencji nie ma :), grafika ponoć lepsza, wyraźnie zwiększona grywalność, acz... to dalej nie jest to! Wprowadzoną nowalijką wpływającą znacząco na nasze oddane skoki było przystosowanie do nart kilkudziesięciu rodzajów tubek żelu mających za zadanie zwiększyć naszą szybkość na rozbiegu itp. I miało - jak się można było przekonać. Nad wyszkoleniem zawodnika trzymało puls kilku trenerów, każdy z innymi cechami wyróżniającymi go z tłumu, tak więc jeden kochał rozrwykę, wino i za bardzo ci nie pomógł, inny zaś stanowił klasę samą dla siebie będąc absolutnym profesjonalistą. Za każdy trening, którym mogłeś podreperować swe braki, płaciłeś pieniądze, co banalne i oczywiste zarazem. Przeszedłszy przez ekran opcji (czyli wybieranie rozdziałki z 1280x1024 i 32 bit włącznie, jakości i głośności muzyki tudzież komentarza) należało spróbować sił już w samej rozgrywce z innymi zawodnikami o przekomicznie brzmiących nazwiskach pokroju Warhoell (Hollwarth) czy Haldiwaldi (Hannawald). Fakt, była to gorzka pigułka dla liczących na licencję, w sposób rażący nawet irytowała, acz panowie - nie można mieć wszystkiego. :) Porównując grywalność edycji 2001 do następczyni można tylko rzec - ewidentny postęp! Widać moment odbicia, lot przypominał (umownie) lot, lądowanie przybrało realistycznych animacji - to raz. Wiatr w sposób znaczący wpływał na poczynania skoczka i miganie się w powietrzu nabrało wyraźnego urealistycznienia - to dwa. No i bicie rekordów... szczególnie na dwóch mamutach, które programiści postanowili dodać do dotychczasowych pozycji - miałeś więc do wyboru cały asortyment (K--90, K-120 i K-185). Dlatego SN2002 zrobiły na mnie na pewno dużo większe wrażenie niż poprzednik i... następca. Chcecie dokonać zakupu (jeśli jeszcze tego nie uczyniliście)? Na moją odpowiedzialność - kupujcie edycję 2002!
OCENA: 





+
SKOKI NARCIARSKIE 2003: Polski Orzeł + późniejszy dodatek
Zaostrzyli nam apetyty twórcy po edycji 2002, oj zaostrzyli. Dlatego oczekiwaliśmy już naprawdę porządnej symulacji z kilkoma ciekawymi trybami, licencją, świetną grafiką i nie pozostawiajającą ujmy grywalnością. Znowu dystrybutorem została "Dobra Gra", a co za tym idzie - tytuł nabywami po identycznej cenie, co poprzednio! Tymczasem sama gra spędziła graczom sen z powiek i zaprowadziła prosto do grobowej trumny swoją nieporadnością i ogólną badziewiastością. Krytycy dostali ciekawy materiał na wyżalenie swoich męk, recenzenci po chwilach depresji poczuli beztroskę widząc ofiarę swoich dalszych katorg, brać graczy natomiast upadła w wyniku głębokiej rozpaczy. Na pierwszy rzut oka - nieźle, nie powiem. 27 skoczni, możliwość gry przez interner, oczekiwana licencja i pprawiony komentarz naszych dobrych znajomych - robi wrażenie! Banalne tryby rozgrywki, lecz nie oszukujmy się - nic odkrywczego wymyśleć się nie da w kategorii skoków narciarskich, więc jest i alternatywa grania Pucharu Świata, i Pucharu Drużynowego, i jeszcze wybrednym Trening. Taaa, ja tutaj paplam, wychwalam, a w środku aż pali. Oto bowiem, należy nazwać rzeczy po imieniu, dostaliśmy wersję wyraźnie skaszanioną, istną tragikę wykonania, totalną żenadę plus kilka innych okołopodobnych epitetów, których nie śmiem przytoczyć - inaczej proces murowany! Grafika niczego sobie, muzyka również, ale radość płynąca z rozgrywki gdzieś się ulotniła i jest w najlepszym wypadku znikoma. Raz, dwa, trzy... i czujesz, że chcesz wyłączyć kompa, bo jaka frajda jest w machinalnym klikaniu myszką, dodatkowo jeśli nie przysparza Ci to żadnych emocji! Nie ma ich w ogóle! Miesiąc po premierze SN2003 wyszedł oficjalny dodatek, a w nim m.in. możliwość skakania na skoczni K-300, dużo (jak twierzą autorzy) więcej ciekawych rozwiązań itp. Ja bardzo przepraszam, lecz dwa razy za ten sam błąd płacić mi nie zwyczaj, więc się wstrzymałem. Nie wiem, czy programiści chcieli takiego starego lisa jak ja na sztuczną kurę nabrać mówiąc o "nowej" grze?! Całość dołuje, i to ewidentnie, idźcie lepiej sami poskaczcie, przynajmniej imitujcie, świeże powietrze świetnie działa na organizm.
OCENA: 

+ dygresja SLY'a "trzymać się z daleka!"
SALT LAKE CITY 2002
Oficjalna gra olimpiady szumnie głosiła o swoim nadejściu już kilka miesięcy przed autentycznym faktem. Jedną z konkurencji miały być skoki narciarskie, czyli zaistaniała tutaj podobna sytuacja, co we wcześniej opisywanym Winter Challenge. Jak to bywa jednak z produkcjami związanymi z ważnym wydarzeniem spotowym, gry bazujące na tej filozofii często okazują się kompletnymi niewypałami zamiast skazanymi na sukces hitami. Syndey 2000 potwierdził tę regułę, Salt Lake zaś umocnił. Boże, ja tutaj w takim świetle o monolicie gry mówię, a jej składnik (skoki narciarskie) dosadnie pokazują, jak NIE NALEŻY robić tychże. Nie, żebyście mnie źle zrozumieli, ale w moim odczuciu całość uchodziła za wyjątkowy prymityw. Ściąłbym kilka głów za taką haniebną wpadkę. Co oferuje SkiJumping? To, co zawsze, oczywiście. Tylko. Możemy poskakać sobie dla zasady i przyjemności wybierając Free Role, bądź uczestniczyć w Mistrzostwach i trudzić się zdobyciem medalu, co - w przeciwieństwie do niektórych konkurentów - jest banalnie proste. Sam sposób oddania przez autorów opcji skoku wręcz poraża swoją nieporadnością. Otóż kamera umieszczona na górze - być może, miała pomagać - lecz czyni to całkowicie odwrotnie - dobitnie przeszkadza. Nie czuć było momentu odbicia, a lądowania przypominało "chybił-trafił" i nigdy nie wiedziałeś, czy uda Ci się telemark. Oszałamiała grafika, warstwa dźwiękowa fatalna, dosyć ciekawe animacje, niemniej nie tego oczekuje od gier taka maruda jak ja. Krótko słowem kończącym powiem, iż w żadnym wypadku, jeśli taka myśl Wasze głowy opętała choć na moment, nie wybierajcie SL2002. Odnoszę bowiem wrażenie, że autorzy po omacku podeszli do tematu i "najpierw biathlon, boblseje itp., a na dodatek skoki narciarski, żeby nikt nie narzekał".
OCENA: 

+ (tyczy się tylko skoków narciarskich)
FINAL CONTACT
Jak widać, porykiwanie na widok niektórych tytułów jest wręcz uzasadnione i racjonalne, gdyż potencjalne hity jak DSJ najnormalniej na to zasługują. Jest jednak gorsza strona, oferująca nam - spragnionym rozrywki na najwyższym poziomie - produkty słabe i niegrywalne, która po kilku dniach toną już w zacisznym domowym kurzu. Fan skoków narciarskich, w przeciwieństwie do kibica futbolu, po macoszemu traktowany jest przez producentów dających do zrozumienia "radź sobie sam frajerze!" i dobrobyt niezbicie nam w tym aspekcie nie doskwiera. Nie wiem, jaka będzie przyszłość, co przyniesie, lecz pozostaje mi tylko czekać na hit - z naszym Adasiem oczywiście - będący dostępny po niskiej cenie, o grywalności podobnej co u Quake'a i, dodatkowo, z świetną grafiką, muzyką itp. A na razie bierz Czytelniku myszkę, i skacz! Skacz nie dlatego, że musisz, nie dla osiągnięcia samej wygranej za wszelką cenę, lecz dlatego, że to lubisz, że sprawia Ci to przyjemność i czerpiesz z tego satysfakcję. Wtedy na pewno droga do sukcesu będzie, jak nigdy dotąd, otwarta. LEĆ PO SŁAWĘ!!!