WISŁA KRAKÓW

Klub, który kocha każdy polski kibic. Drużyna, która poprzez swoją piękną grę, zachowała się w naszych sercach. Uwielbiamy grę Wisły Kraków. Każdy z nas chciałby być takim Kalu Uche lub Kamilem Kosowskim. To są nasi idole, którzy zostaną wpisani do kart sportowej historii na wieki wieków. Oni dali nadzieję, że po nieudanych Mistrzostwach Świata nadal polski futbol ma szanse zaistnieć na arenie międzynarodowej. I to w jakiej formie! Wiślacy udowodnili, że polska drużyna klubowa może rywalizować z najlepszymi być najlepsza. Nam, kibicom dała dumę, że dajemy łupnia potęgom piłkarskiego świata, że stać nas na dużo więcej niż myślą nasi zachodni sąsiedzi, że możemy sięgnąć po Ligę Mistrzów, że... Ech. O czym ja mówię... Przecież to nie prawda. Nie jesteśmy najlepsi, nie zdobędziemy Pucharu Uefa. Nie potrafiliśmy pokonać słabego Lazio. Wisła może nawet nie zostać mistrzem polskiej ligi. Co wtedy? Marzenia zgasną, a kibice pogrążą się w problemach krajowej piłki. Nie, to nie może być prawda. Wisła ma skład. Wisła może jeszcze wycisnąć z swoich piłkarzy siłę, by zdobyć mistrzostwo. A wtedy możemy pokusić się po Ligę mistrzów. Wybudować nowy stadion, zorganizować szkółki piłkarskiej, które jakże są potrzebne w naszym kraju. Na sukcesie Wisły zyska cała polska piłka. Trzeba tylko wierzyć, że awansujemy do Ligi mistrzów. Mieć nadzieję, że jak już tam będziemy, to się nie ośmieszymy. Zagramy z honorem i wyjdziemy z silnej grupy. Oby.
A co się stanie jak przegramy lub co grosze w ogóle nie awansujemy? Wolę nawet o tym nie myśleć. Rozpacz kibiców i zgrzytanie zębami. Następne obiecanki menadżerów, które okazały się tylko psutymi słowami i nic więcej. Już widzę dziennikarzy sportowych dyskutujących o przyczynach rozpadu wiślackiej drużyny. "Mądry Polak po szkodzie" - chciałoby się rzec. W takiej sytuacji skład pewnie by się rozsypał. Piłkarze próbowaliby za wszelką cenę oderwać się od niegdyś ukochanego klubu. A bez graczy nie ma drużyny. I znowu zaczęło by się mozolne tworzenie drużyny, niekoniecznie w Krakowie, która miałaby coś zdobyć. Coś, czyli dostać się do Champions League, która jest przepustką do wielkiej piłki i co za tym idzie olbrzymich pieniędzy.

Miejmy nadzieję, że jednak Wisła awansuje do elitarnych rozgrywek, jakimi są bez wątpienia Liga mistrzów. Tylko w takiej sytuacji w klubie zostaliby najlepsi piłkarze. Wisła mogłaby kupić za pieniądze z meczy nowe boisko, albo unowocześnić stare. Nie ma co ukrywać, dobry stadion przydałby się w Krakowie. Najważniejsze jest jednak to, że kibice znowu zaczęliby szanować piłkę z krajowego podwórka. Mecze stałyby się ciekawsze dla przeciętnego Polaka. Młodzież zaczęłaby częściej wychodzić na dwór pograć w piłkę, naśladując swoich idoli z Wisły. Chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć klimat, jaki panował przed Mistrzostwami świata w Korei i Japonii. Wtedy wszyscy się zachwycali, a podczas meczy zasiadało po kilkanaście milionów ludzi. Ulice były puste, a w domach można było ujrzeć szklaną pogodę. I co z tego, że nasi grali źle. To co się wtedy działo w Polsce było niesamowite! "Jedziemy po puchar! Jak to mówił Engel. Teraz pojedźmy po Champions League, po puchar, po sławę i pieniądze!

Niedługo eliminacje do Champions League i jeśli w nich nie trafimy na Juve, to będę z całej siły ściskał kciuki za Wisełkę. Mam tylko nadzieję, że mi od tego ściskania nie odpadną ;). Już czuję ten klimat. Oczekiwanie na to jak zagra Wisła. Czy przejdzie dalej, czy wygra. Znając siebie, będę siedział przed telewizorem z szeroko otwartymi oczami, pokrzykując co jakiś czas i próbując uspokoić się po niewykorzystanych sytuacjach. Ach! Wierzmy tylko, że Wisła zdobędzie Mistrzostwo Polski, a później los będzie jej na tyle przychylny, iż zagra w Lidzę Mistrzów.

"I am... the chosen one
powerful but untrained...
I'm a little troublemaker".

Ti-mon