LIGA, LIGA I PO LIDZE 
W chwili kiedy piszę ten art, nadal trwają rozgrywki włoskiej ligi. Nie wiem, kto zdobył mistrzostwo Włoch, ani też nawet nie próbuję zgadywać, bo życie często płata figla i murowany faworyt może zmienić się w jednej chwili w największego pechowca roku. Tak było przed rokiem, kiedy to po ostatniej kolejce trzeci Juventus awansował na pierwsze miejsce i tym samym wygrał ligę. Wówczas najbardziej poszkodowany był Inter Mediolan, ponieważ do końca pierwszej połowy meczu wygrywał mecz z Lazio. Wygrana w tej sytuacji dałaby Interowi ukochane Scudetto. Niestety los chciał inaczej. Piłkarze z Mediolanu przegrali mecz z Lazio i tym samym spadli na trzecią lokatę. Kibice byli podłamani, płakali, nie mogli uwierzyć w to co się stało. Podobne uczucie dopadło piłkarzy Interu, którzy tylko zasłaniali twarze rękoma. Najbardziej utkwiła mi w pamięci zalana łzami twarz Ronaldo. Jedynie trener Mediolańczyków nie stracił zimnej krwi. Ze stoickim spokojem pocieszał po kolei swoich podwładnych. Kiedy kibice Interu lamentowali przegrany mecz, piłkarze Juve świętowali zdobycie ligi. Zawodnicy Starej Damy walczyli do końca. Nie poddali się i przez cały czas wierzyli w zdobycie mistrzowskiego tytułu. W końcu się udało. Po kilku latach znowu piłkarze z Turynu są najlepsi na półwyspie Apenińskim.
Przypadek Interu pokazał, że nie zawsze lepszy musi wygrać. W futbolu liczy się spryt. To właśnie dzięki niemu Urugwaj zdobył dwa razy tytuł Mistrzów Świata, to dzięki niemu Real Madryt był niepokonany w latach 55-60. Spryt na boisku liczy się tak samo jak każda inna umiejętność. A właśnie! Spryt w dzisiejszej piłce jest cechą, którą się nabywa tak samo jak każdą inną, ćwicząc na treningach. Możesz mi wierzyć albo nie, ale w takich krajach jak Włochy, Argentyna, czy Brazylia są specjalne zajęcia na których piłkarze uczą się w jaki sposób sfaulować, aby sędzia nie zobaczył. To samo się tyczy wymuszania fauli. Tacy piłkarze jak Rivaldo, Inzaghi, czy Batistuta doszli w tym do perfekcji. Zresztą wystarczy spojrzeć na którykolwiek z meczy Superpippo, by przekonać się iż mam rację. Jednak tą umiejętnością nie posługują się tylko piłkarze, lecz również trenerzy. Starzy wyjadacze, jak Alex Ferguson, czy Luis vaan Gaal zawsze potrafią wykombinować taką taktykę, aby zmylić czy też przechytrzyć przeciwnika. Do grona "spryciarzy" również zalicza się Marcello Lippi. Trener Juve często wymyśla zaskakujące warianty, dzięki którym jego podopieczni pokonują nawet najtrudniejszych przeciwników. Juventus potrafi grać inteligentnie, wciągając przeciwnika na swoje pole karne, odcinając napastników od podań, przetrzymując piłkę w środku boiska. To chyba właśnie dzięki takiej taktyce, zawodnikom z Turynu udało się wygrać ligę.
Solidność. Ponoć niemiecka solidność niezmienna jest jak biegnący czas. Wielu mogło by z tymi słowami polemizować, przecież niemieckie drużyny przechodzą wyraźny kryzys. Nie potrafią wygrywać u siebie, gwiazdy Bundesligi grają chimerycznie, jakby coś nie pozwalało im oderwać nogi od ziemi. Najwyraźniej ktoś zabrał im dawną świeżość, bo po zawodnikach niemieckiej ligi wyraźnie widać przemęczenie i znużenie futbolem. Brakuje elastyczności, wymienności zadań na boisku, taktyka szwankuje, a solidność? Gdzie podziała się sławna niemiecka solidność, na której budowano potęgi piłkarskie? Chyba ulotniła się, tak jak aspiracje piłkarzy, bo nie widać w nich dawnego zaangażowania i sportowego ducha walki. Szkoda, że kluby z niemieckiej Bundesligi tak słabo spisują się na arenie międzynarodowej. Jak to ktoś powiedział: "piłka bez Niemców traci sens"*. Na pewno tak jest. Futbol, w którym nie ma gry opartej na wytrzymałość piłkarzy, gdzie taktyka wydaje się niezłomna, jest mniej ciekawy. Z drugiej strony nowoczesna piłka wymusza od trenerów stawianie na piłkarską finezję, geniusz i niekonwencjonalność. W ten sposób grają teraz wszystkie europejskie potęgi. W dzisiejszym futbolu nie ma miejsca na schematyczność, liczą się zagrania z klepki- na jeden kontakt. Niemiecka piłka musi się wreszcie odrodzić, ale niech to robi zaczynając od odstawienia na bok przestarzałych ideałów. Jeszcze rok temu wydawało się, że Bayer Leverkusen jest bliski osiągnięcia największego sukcesu w swojej historii. Mógł zdobyć potrójną koronę, czyli: Mistrzostwo ligi, Champions Leauge i Puchar ligi. Niestety zamiast trzech pierwszych miejsc, były trzy drugie. Niby na podium, ale przecież zabrakł kroczek do zwycięstwa. Piłkarzom Leverkusen pomimo nowoczesnej, pełnej fantazji i polotu gry zabrakło szczęścia i sprytu. Najbardziej szkoda mi, że zespół który kiedyś brylował teraz się rozpada i nie wnosi już nic dobrego do piłki. Miejmy nadzieję, że jeszcze się kiedyś obudzi.
Real Madryt to dla mnie klub jedyny w swoim rodzaju. Im robię się starszy tym bardziej go nie lubię. Kiedy w '98 roku Juventus przegrał z Realem w finale Ligi mistrzów, wydawało się że królewscy nareszcie powrócili na tron. Muszę się szczerze przyznać, że kibicowałem wtedy piłkarzom z Madrytu, a moim ulubieńcem był Roberto Carlos. Później jednak coraz bardziej traciłem szacunek do tego klubu. Denerwował mnie fakt w jaki sposób prezydent Realu budował klub. Florentino Perez zamiast w podzięce podwyższyć pensje swoim gwiazdom, to wyrzucił ich z klubu. W ten sposób z Madrytu odeszli: Clarens Seedorf, Redondo, Suker i wielu innych. Byłem zły. To dla mnie był szok. Czy dla madryckich działaczy futbol nic nie znaczy? Dlaczego wypędzają piłkarzy, którzy doprowadzili klub na piłkarskie wyżyny? Nędzność Realu dobitnie uświadomił mi transfer Luisa Figo, który wyniósł 56 milionów dolców. Za te pieniądze Królewcy mogli sobie kupić każdego, jednak wybrali jego. Moim zdaniem zrobili to tylko i wyłącznie po to, by pokazać swoją wielkość i przewagę nad Barceloną. Minął rok i następny szok. Od Juventusu odchodzi francuski rozgrywający, Zinedine Zidane. Nie ukrywam, nigdy nie lubiłem tego piłkarza. Odkąd przyszedł do klubu, Juve nic nie mógł wygrać. Z jednej strony cieszyłem się, że Stara Dama odsprzedała francuza, ale z drugiej targały mną nerwy. Wiedziałem bowiem jaki był powód kupna Zidane. Real zakupił go tylko z dwóch powodów. Po pierwsze, francuz jest uważany (co nie znaczy, że tak jest naprawdę) za najlepszego rozgrywającego na świecie. Po drugie, to piłkarz Juventusu, a Juve to klub, który kilka lat temu był najsilniejszym klubem w europie. Dziś już każdy, nawet zatwardziały fan Realu widzi, że działacze Królewskich robią wszystko by wylansować Real na najwybitniejszy klub w europie. Szkoda, że robią to kosztem dawnych gwiazd. Nawet im nie podziękowano, że uczyniły z Madrytu najwybitniejszy klub na świecie.
Angielska Premier League moim zdaniem jest drugą (po włoskiej) najlepszą ligą na świecie. Mecze są ciekawe, tempo szybkie, pojedynki jeden na jednego twarde. Na meczach Manchesteru United, czy Arsenalu nie można narzekać na nudę. Zawsze podobały mi się kontry w wykonaniu angielskich drużyn. Szybka, prostopadła piłka, przejęcie przez napastnika, strzał i piękny gol. To często powtarzany schemat, oglądany przez milionów widzów na całym świecie. Jedyny mój mankament, to to że liga nie jest wyrównana.
W zasadzie z takim Manchesterem, czy Arsenalem nikt na Wyspach nie może konkurować. Takie zbyt wielkie podziały, zabijają ducha sportu. Na szczęście czasem zdarzają się niespodzianki, które w takich chwilach są bardzo przyjemne. Naprawdę lubię oglądać jak przeciętniak bije na głowę europejskiego potentata. Ciekawe, co muszą czuć piłkarze słabszej drużyny, jaka musi ich duma rozpierać. Chyba właśnie dzięki takim niespodziewanym meczom futbol nadal jest bardzo popularny. To dobrze, bo nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek zostanie utworzona liga bogaczy, na wzór amerykańskiego NBA. To bezsensu. Muszą być jakieś rotacje, niespodzianki. Bez tego piłka traci sens i swój niepowtarzalny klimat. Ponoć każdy kto ma dwie nogi może wygrać z każdym kto ma dwie nogi. Nie zawsze tak jest, ale wierzę, że póki istnieje rywalizacja, słabszy jest w stanie pokonać silniejszego.
PS. Kiedyś chciałem pisać serię pt. "Młode talenty" pióra Ti-mona, ale okazało się że ten Sly opisuje takich samych graczy jak ja (on opisał Torresa i ja nieświadomie też). Załamany, że zniżam się do Slyowego poziomu ogłaszam wszystkim: młode talenty zostawię w spokoju! Amen.
* Wypowiedź Rudiego Vollera przed barażami z Ukrainą.
Ti-mon