DLACZEGO JUVENTUS PRZEGRAŁ?

Całkiem niedawno doszło do sporego zaskoczenia w Champions League. Do finału awansowały dwie włoskie drużyny: AC Milan i Juventus Turyn. W pokonanym polu pozostawiły m.in. Real Madryt, Inter Mediolan i FC Barcelonę. Sam finał nie był porywającym widowiskiem. Brakowało porywających akcji, szybkiego rozegrania piłki. O wszystkim zadecydowały rzuty karne. Czy Juventus musiał przegrać?

W spotkaniach półfinałowych z "Królewskimi" świetną partię rozegrał Czech Pavel Nedved. W meczu rewanżowym otrzymał żółtą kartkę, przez którą nie mógł wystąpić w finale. Tam okazało się, jak wiele znaczy dla drużyny. Edgar Davids wraz z Alessio Tacchinardim nie potrafili precyzyjnie podać na długą odległość do Trezegueta bądź Del Piero. Bianco-neri, nie wiedzieć czemu, bali się strzelać z dystansu. A to właśnie jest domeną Nedveda. Potrafi on porwać zespół do walki. W najważniejszym momencie spotkania strzeli cudowną bramkę. Jego wspaniała kondycja sprawia, że gdy pod koniec meczu obrońcy słaniają się na nogach, co chwilę stwarza groźne sytuacje podbramkowe.

Właśnie w dużej mierze brak Nedveda spowodował porażkę Juve. Milan nie rozegrał świetnego meczu, ale Juventus zagrał jeszcze gorzej. Widać było brak zawodnika, który pociągnie grę. Taką rolę spełnia Pavel. Na jego pozycji zagrał Gianluca Zambrotta. Radził sobie nawet dosyć dobrze, ale jego doskonałe podania seryjnie marnowali koledzy.

Kolejnym powodem może być doskonała dyspozycja bramkarza mediolańczyków, Didy. Reprezentant Brazylii wygrywał wszystkie pojedynki z napastnikami przeciwnika. Mimo tego, że nie miał nikłe wsparcie obrońców, został bohaterem meczu.
W 65. minucie spotkania Marcello Lippi dokonał ostatniej zmiany. W miejsce Edgara Davidsa wprowadził trzeciego napastnika, Marcelo Zalayetę. Był to poważny błąd. Zamiast Pitbulla z boiska powinien zejść mało kreatywny Tacchinardi. Poza tym Zalayeta nie jest typem zawodnika, który sam stwarza sobie sytuacje podbramkowe. On musi mieć duże wsparcie partnerów. A jak mógł takowe mieć, gdy zszedł Davids?

Zaraz na początku drugiej połowy pokazał się Antonio Conte. Ten weteran boisk dwukrotnie bardzo groźnie strzelał na bramkę Didy. Wydawało się, że porwie Juventus do walki, ale im dłużej grał, tym było coraz gorzej. Mimo wszystko okazał się lepszy od Mauro Camoranesiego.
Porażkę można również tłumaczyć ogromnym pechem podczas strzelania karnych. Bramkarz Milanu obronił ich aż trzy. Ale z drugiej strony, Dida to bardzo dobry golkiper, więdz nie można mówić o dużym przypadku. {Jeśli mowa o karnych, to też nie róbmy z bramkarzy jakichś gigantów i bohaterów, którzy, bądź co bądź, na pewien szacunek zasługują, ponieważ z tych pięciu niewykorzystancych jedenastek aż 4 strzelane były w środek bramki i tylko interwencja Buffona przy strzale Seedorffa była naprawdę dobrym kawałem dobrego piłkarskiego rzemiosła...)

Można by jeszcze w nieskończoność mnożyć tezy dotyczące porażki Juventusu Turyn w Lidze Mistrzów. Jedno jest jednak pewne. Z taką postawą, jaką zespół ten zaprezentował w tym meczu, trudno im będzie powtórzyć ten sukces w przyszłym sezonie.

backsider
(backsider@o2.pl)


{Ja tylko odnośnie tekstu, a raczej tytułu, który w moim mniemaniu został dziwnie dobrany, ponieważ równie dobrze można by było napisać "Dlaczego Milan Wygrał" itp., lecz to już nie moja działka. :P}