TRYBAŃSKI W NBA

Dokładnie rok temu emocjonowaliśmy się, że pierwszy Polak podpisał umowę z klubem NBA. Był to Cezary Trybański. Wychowanek warszawskiej Polonii podpisał kontrakt z Memphis Grizzlies. Liczyliśmy na jego regularne występy w najlepszej lidze świata, a tymczasem... Zaczął się wielki boom wokół jego osoby. TV i gazety wyszukiwały odkrywców jego talentu, prześcigały się w prezentowaniu jego sylwetki. Trybańskiego było wszędzie pełno. Chłopak, który dostawał nieregularnie pensję w Pruszkowie, stał się niewyobrażalnie bogaty. Dla niego miał to być dopiero wstęp do kariery.
Z wielkimi nadziejami udał się na obóz dla pierwszoroczniaków na Hawaje. Przekonał się, jak wygląda ciężka praca w NBA. Dużo też się nauczył. Kiedy pierwszy mecz nieuchronnie się zbliżał, w Polsce gruchnęła wieść, że Trybański będzie pierwszym wchodzącym Grizzlies. Jak wiadomo, Czarek jest centrem, a w Memphis było ich trzech. Z czego jeden doznał kontuzji. C.T. dostał od losu wielką szansę, ale jej nie wykorzystał.
Początkowo spędzał na parkiecie kilka minut. Przyszły pierwsze punkty, asysty, bloki. Trener był z niego względnie zadowolony, bo miał nadzieję, że w szybkim czasie poczyni kolosalne postępy. Tak się jednak nie stało. Rywal Czarka wrócił do sił, a on sam powędrował na ławkę rezerwowych. Często nawet na niej go nie było.
Kolejna szansa stworzyła się, gdy drużynę objął nowy trener, Hubie Brown. Każdy trener, w każdej dyscyplinie, gdy podejmuje pracę, sprawdza, kogo ma do dyspozycji. I znów nasz rodak dostał szansę gry. Tym razem zagrał w jednym ze spotkań przez około dwadzieścia minut. Niczym wielkim nie zaimponował. Kolejny trener z niego zrezygnował. Zaliczył jeszcze trzy końcówki meczów i na tym skończyła się jego gra w NBA w tym sezonie.
Czemu taki zawodnik jak Trybański nie stał się w Ameryce dobrym koszykarzem? Czemu dostał tak mało szans sprawdzenia się? Każdy szkoleniowiec będzie promował swoich rodaków. Na pewno Ty, drogi czytelniku też byś tak zrobił. Jednak z całą pewnością nie da się ukryć, że Trybański nie jest super - koszykarzem. To po prostu średniej klasy zawodnik. Nie twierdzę wcale, że brak mu umiejętności, jednak nie wymagajmy od niego zbyt wiele. Ten pierwszy poziom był jakby zapoznawczy. Cezary zobaczył, jak to się robi w USA, dowiedział, czego oczekują od niego pracodawcy. Czy możemy mieć nadzieję, że będzie lepiej? Na pewno tak. Przez ten jedne rok zdążył się sporo nauczyć. Mecze, czy chociaż treningi z gwiazdami światowej koszykówki sporo mu dały. To doświadczenie na pewno kiedyś zaprocentuje. Najlepiej, żeby już w przyszłym sezonie.
Jeśli Trybańskiem znów się nie powiedzie, to możemy mieć inny powód do radości. W tegorocznym drafcie wysoko, bo na siódmej pozycji, plasuje się zawodnik Realu Madryt, Maciej Lampe. W tej chwili jest przymierzany do chicagowskich byków. Z nim będą wiązane wyższe oczekiwanie. Jest powszechnie uznawany za olbrzymi talent. Grał w Szwecji, skąd przygarnęli go działacze Królewskich. Występował już w Eurolidze. Ma za sobą mecze w polskiej kadrze juniorów.

backsider
(backsider@o2.pl)