MŁODE TALENTY I ICH ŻYCIOWA SZANSA 
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że najpierw napisałem PS-a, którego widzicie na końcu arta, a potem właściwy tekst. Wiecie, najpierw przyjemność potem obowiązek. ;)
Polska piłka ostatnio przeżywa wyraźny kryzys. Nie mam tylko na myśli występów naszej reprezentacji w eliminacjach do Euro 2004. Cały kryzys, który trwa już bodajże 16 lat albo i więcej, obejmuje cały sport. Nie mogę do końca powiedzieć dlaczego tak jest. Na pewno powodem były problemy polityczne w latach 80-siątych, które trochę pokrzyżowały plany polskim sportowcom. Niestety, ale trudno się rozwijać wtedy, gdy stoi nad tobą szwadron milicji. :) Stąd zapewne nasze sportowe kłopoty w ostatnich latach. Teraz jest już znacznie lepiej. W Polsce są warunki do tego aby uprawiać sport. Dlatego sądzę, że w przyszłych latach możemy spodziewać się większych sukcesów. Zwłaszcza, że wchodzimy do Unii Europejskiej i podupadający rynek sportowy może spodziewać się większych dotacji. Jednak nie jestem do końca przekonany, czy pieniądze załatwią cały problem związany z "recesją" talentów w Polsce.
Jak to jest w polskim sporcie? Wystarczy spojrzeć na piłkę nożną. W naszym kraju istnieje wiele lig i rozgrywek okręgowych. Są boiska, jest gdzie grać i są miejsca w których można trenować i stać się gwiazdą. Tylko, czy młode talenty będą chciały nimi być? Mam tu na myśli sposób w jaki młodzi ludzie odnoszą się do sportu. Większość z nich, nie ma co ukrywać, ani myśli o zawodowym uprawianiu sportu. Nawet ja wolę się uczyć niż zarabiać marną pensję, lub co gorsza grzać ławę w jednym z zachodnio-europejskich klubów. Takie są realia dzisiejszego sportu. Podam to na swoim przykładzie.
Od małego lubiłem kopać w piłkę. Nie wiem czemu, ale od zawsze chciałem być bramkarzem. Już w przedszkolu stałem na budzie. Możliwe, że było to wywołane podnieceniem, które wywołał pewien japoński serial animowany o piłkarzach. Chyba nazywał się "Kapitan Hawk", albo coś takiego. ;) W każdym razie tam był taki świetny bramkarz- Wakabajasi (u mnie cienko z japońskim, więc nie bijcie jeśli coś przekręciłem :)
Ja, chciałem być taki jak on. W ten sposób stałem się bramkarzem do końca 5 klasy podstawówki. Wszyscy mnie chwalili, mówili że mam refleks, itd. Chyba faktycznie tak słabo nie broniłem. Nawet mi się to podobało. Wiesz, to wspaniałe uczucie gdy jesteś ostatnią linią obrony, wszyscy na ciebie liczą, a ty nie zawodzisz. Gorzej było jak coś przepuściłem, ale nikt mi nie wmówił, że byłem słaby. W końcu piłka tak bardzo mi się spodobała, że w 4 klasie zapragnąłem iść do klubu. Mój kolega opowiadał mi, że kiedyś był w klubie i bardzo mu się tam podobało. To mnie trochę zachęciło. Niestety, gdy powiedziałem o tym w domu, nie spotkałem się z entuzjazmem. Na moje pytanie dostałem odpowiedź: "Ucz się, to ci zapewni lepszą przyszłość". Trochę mnie to podłamało. Wmówiłem sobie, że jestem już za stary na zawodową piłkę. Zresztą już wtedy znacznie bardziej ciągnęło mnie do komputerów i chyba źle nie zrobiłem, bo mam większe szanse zostać dobrym informatykiem niż niezłym piłkarzem. Z takim przekonaniem żyłem aż do końca 5 klasy, kiedy to mój kumpel zapisał się do klubu. Gdy dowiedzieliśmy się o tym, razem z kumplami postanowiliśmy pójść w ślady Pawła . Klub był beznadziejny, już na początku załamałem się. Wszystko było inne, gorsze niż w moich marzeniach. Z drugiej strony piłka stała się moim hobby, więc nie przejmowałem się szczegółami. Co ciekawe przestałem być bramkarzem, przerzuciłem się na pomoc. Grałem w klubie, póki moi kumple nie zaczęli masowo dezerterować. Ja też tak postąpiłem, odszedłem. Swoją drogą to ten klub był tak słaby, że nawet nikt się tym nie przejął. Nie ma się co dziwić, ponieważ był to całkowicie amatorski klub. Do tego miał idiotyczną nazwę: "Tukan". Po rezygnacji, mogłem pójść grać gdzie indziej. Możliwe, że wtedy mogłem jeszcze coś osiągnąć, ale po tamtym doświadczeniu miałem dość klubowej piłki, która we Wrocławiu prezentuje niższy poziom od podwórkowej (serio). Zaraz po tym jak zaprzestałem treningów, zacząłem grać amatorsko na boisku szkolnym. Gdy moi kumple zobaczyli jak kopię, zaczęli wmawiać mi, że powinienem zapisać się do Śląska. Ja odmówiłem, miałem dość wrocławskich klubów i "genialnych" porad trenerów.
Skończyła się 6 klasa i wg reformy oświaty musiałem iść do gimnazjum. Poszedłem do najgorszego jakiego mogłem pójść, ale to już inna bajka. Myślałem, że będę tam najlepiej grał w piłkę, ale ostro się zawiodłem. To była kara od losu za moją wcześniejszą bezmyślność i arogancję. Okazało się, że w klasie, która miała być klasą kujonów jest wiele b. dobrych piłkarzy. W ten sposób znowu musiałem wrócić na bramkę.
Moja klasa (2a, pozdrówka!!) jest bardzo silna w nogę. Przynajmniej jeśli chodzi o wrocławskie warunki. Jestem pewien, że gdybyśmy mieli sponsora i dobrego trenera, to moglibyśmy z powodzeniem występować w 5,4 lidze. Naszym najlepszym zawodnikiem jest Kacper Kowalczyk (może o nim jeszcze usłyszycie :). Koleś jest szybko, waleczny, dobry technicznie. Wydawało mi się, że tak utalentowany czternastolatek wkrótce będzie znanym piłkarzem, ale okazało się, że Kacper ma inne plany. Chce skończyć szkołę i pójść na studia, a piłka jest na drugim planie. Kiedy to usłyszałem, zawiodłem się. Wtedy tego nie rozumiałem, ale teraz wiem że takie są polskie realia. U nas, w Polsce NIE DA się zrobić prawdziwej kariery sportowej. Nawet zawodnicy z naszej reprezentacji, grają w podrzędnych klubach za małe pieniądze. My mamy tylko Adama Małysza.
Co zrobić, aby w Polsce było więcej talentów? Moim zdaniem powinno się selekcjonować chłopców już w wieku 7 lat. Podzielić na zdolniejszych i gorszych, przypatrywać się im. Tylko w ten sposób można wyłonić z tłumu dzieciaków tego jedynego, przyszłą gwiazdę. Niestety jak na razie, talenty muszą same się odnajdywać i ciężką pracą doprowadzić do sukcesu. Najgorsze jest to, że gdy maluch odnajduje u siebie talent już jest za późno by zostać dobrych piłkarzem. Tak na dobrą sprawę, to w klubie trzeba już grać w wieku 7 lat! A w wieku 12 trzeba już być dobrze zapowiadającym się zawodnikiem. W wieku 15 grać na wysokim poziomie w drugim składzie swojego klubu, by 4, 5 lat później występować w solidnym składzie. Tylko w ten sposób można zostać wielkim piłkarzem. Pewnie wielu dziwi się czemu uważam, że 7 dziecko powinno już rozpoczynać karierę sportową. Moim zdaniem to właśnie w tym wieku uczymy się najwięcej. Stajemy się zwinni, szybsi, mniej podatni na choroby i kontuzje. W wieku 20 lat piłkarzem zwyczajnie być się nie da. Dlatego jeśli jesteś jeszcze bardzo młody, bierz piłkę i uparcie graj w klubie. Natomiast jeśli masz już kilkanaście lat na karku, lepiej porzuć zawodowy sport (nie mówię o amatorskim). Nie chcę tu nikogo zniechęcać, ale jedynie dać dobrą radę. Kariera sportowca jest krótka. Co będzie po zakończeniu kariery, gdy nie zdobędziesz wykształcenia? Oczywiście możesz próbować pogodzić profesjonalne uprawianie sportu i naukę na piątki. Tylko, czy naprawdę łudzisz się, że ci się to uda? Dam ci jedną radę. Skup się na jednym, póki jeszcze masz szanse być choć w jednej dziedzinie dobry. Bo chyba nikt nie chce skończyć tak jak piłkarze Śląska Wrocław, którzy zarabiają mniej niż wynosi średnia krajowa.
PS. Ostatnio wszyscy mnie zamęczają pytaniami o moje stosunki ze Sly'em. Ciągle tylko słyszę zdania typu: "co myślisz o Sly'u ?", lub "wy się chyba nienawidzicie". Ponieważ mam już dość odpowiadania każdemu indywidualnie, robię to teraz. Chcecie wiedzieć co ja naprawdę o nim myślę? Proszę bardzo. Sly jest brzydki, głupi i nie umie pisać. Uważam, że jego wszystkie arty, chociaż je nie czytam, są beznadziejne (logiczne, no nie?:). Poza tym on nie umie grać w piłkę. Jak ją kopnie to nigdy nie wiadomo gdzie poleci (serio!). Aha i bym zapomniał o najważniejszym. W Polkowicach (takie zadupie) jest znany ze swej brzydoty. Nie radzę Wam go spotkać w biały dzień. Możecie wtedy przeżyć szok. Cóż, to by było na tyle. Poznaliście prawdę o Sly'u. Aha, jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to my się ze Sly'em NIENAWIDZMY! Oboje mamy siebie po dziurki w uszach ;). W pokoju trzymam nawet jego zdjęcie. Nie, żeby mi się podobało (jest trochę zmasakrowane), ale jest mi potrzebne jako tarcza do lotek. To już koniec, bo przekleństwa mi się skończyły. ;) Pamiętajcie! Co najgorsze, to SLY!
Ti-mon