Menu
 


 Wstęp
 Teksty
 Tytuły
 Ankieta
 WS
 Współpraca
 Redakcja
 AM

 
 
 
O gadżetomanii po raz drugi
 


Zabawne - zawsze wydawało mi się, że gazety, czasopisma, magazyny są do czytania, ewentualnie do oglądania obrazków ;). Ostatnie doświadczenia wskazują jednak na coś zupełnie innego. Nie trzeba wielu godzin przeglądania prasy w kiosku, by zauważyć pewne zadziwiające zjawisko. Coraz więcej czasopism i gazet, zamiast stawiać na treść, jakość przekazywanych informacji czy dobór publikowanych materiałów, prześciguje się w dołączaniu kolejnych jeszcze ciekawszych i jeszcze droższych gadżetów... "Bajerki" towarzyszą szczególnie czasopismom dla nastolatek i magazynom dla kobiet. Co możemy znaleźć doczepione do okładki?

Jeszcze niedawno absolutnym hitem był plakat i to nie o wielkości pozwalającej na wytapetowanie połowy pokoju. Dziś w najgorszym razie razem z gazetą kupimy... to znaczy dostaniemy... naszyjnik "etniczny" czy pozłacaną biżuterię. Przy odrobinie szczęścia możemy trafić na grzebień, gumkę do włosów, apaszkę, chorągiewkę, rękawicę kuchenną, breloczek do kluczy, etui na komórkę... długo można by jeszcze wymieniać. Parę lat temu hitem była płyta z kolędami nagranymi przez jakiś nikomu nieznany zespół, teraz bez większych trudów wraz z pismem możemy nabyć nowsze i starsze przeboje Blue Cafe, Wilków, Krzysztofa Krawczyka, Edyty Górniak... O kolędach nagrywanych przez najpopularniejszych polskich wokalistów nie muszę już chyba wspominać. Płytę bliżej nieokreślonego grajka możemy znaleźć co najwyżej w gazecie lokalnej... tak, nawet lokalne tygodniki dorzucają już gratis CD z muzyką. O czym świadczą takie zachowania?

Obawiam się, że dużą rolę odgrywa tu obecna sytuacja ekonomiczna w kraju. W momencie, gdy wydatki niebezpiecznie wzrastają (w przeciwieństwie do pensji...), stosunkowo najłatwiej jest zrezygnować z kupowania prasy. Oczywiście, nie najlepiej świadczy to o społeczeństwie i jego dążności do kultury, ale problemy materialne zmuszają nas niejednokrotnie do dużo gorszych wyrzeczeń. Liczba czytelników nie wzrasta więc, tymczasem o ich względy rywalizuje coraz więcej tytułów. Szczególnie widać to w wypadku rynku czasopism dla kobiet. Pozycji - od tych najtańszych, których cena nie przekracza 2 zł po najdroższe (6-8 zł) - jest mnóstwo. Wymieńmy choćby kilka - "Chwila dla Ciebie", "Życie na gorąco", "Pani domu", "Poradnik domowy", "Viva", "Gala", "Uroda"... Co więcej, ciągle powstają nowe, jak ostatnio "Glamour". To ekskluzywne pismo na zachodniej licencji docelowo ma kosztować około 6 zł, cena pierwszego numeru nie przekroczyła jednak 4 zł.

By wejść na rynek czy utrzymać się na nim trzeba zaoferować odpowiednio niskie ceny i interesujące, niepublikowane nigdzie wcześniej materiały. Nawet istniejące od 5-6 lat (i dłużej!) pisma, wydawałoby się, że już zakorzenione na rynku, muszą wprowadzać często gruntowne zmiany (przykładem może być choćby "Naj"), by nie utracić stałych czytelników. Ponieważ jednak nie można obniżać cen w nieskończoność (istnieje przecież granica opłacalności!), a liczba "ekskluzywnych" informacji także nie jest nieskończona, wydawcy szukają nowych rozwiązań. Stąd właśnie wziął się pomysł dodawania różnych gadżetów.

Trudno dziś powiedzieć, kto zapoczątkował taki zwyczaj, choć być może ktoś już przeprowadził takie "dochodzenie". Niezależnie od tego, gadżety są dziś wszechobecne. Dlaczego jednak zdecydowano się akurat na takie rozwiązanie?

Nie od dziś wiadomo, że konsumenci przychylnie patrzą na promocje, gratisowe drobiazgi czy okresowe obniżki cen danych produktów. Niezależnie od ich opłacalności, napis "GRATIS" czy "+50%" wygląda zachęcająco. Robiąc zakupy rzadko mamy czas na przenalizowanie, czy warto kupić dany produkt, nie mówiąc już o tym, że nikt nie nosi przy sobie kalkulatora. W ten sposób, chcąc za wszelką ceną zaoszczędzić, często zdarza nam się przepłacać. Wydaje mi się, że nie inaczej jest z czasopismami. Choć trudno mówić tu o bezpośredniej stracie pieniędzy, to jednak ciekawy gadżet nadal często stanowi impuls do wydania tych kilku złotych. Rzadko decydują tu względy praktyczne - w ten sposób kupujemy etui, choć nie mamy telefonu komórkowego, naszyjnik, mimo że z zasady nie nosimy biżuterii, czy płytę z piosenkami Ich Troje, chociaż lubimy zupełnie inny rodzaj muzyki. Na tego typu zachowania konsumentów liczą wydawcy gazet. Zapewne mają też nadzieję, że takiego "przygodnego czytelnika" uda im się zatrzymać dzięki zawartości numeru, którego w innej sytuacji nawet by nie przejrzał.

Na pierwszy rzut oka takie rozumowanie wydaje się całkowicie logiczne - dodawanie różnych "bajerów" to chwyt marketingowy, jak reklama w telewizji czy sprzedawanie pierwszego numeru po dużo niższej cenie. W rzeczywistości jednak tworzy się błędne koło. Czytelnik z chęcią kupi wydanie z dołączoną płytą CD czy szalikiem, ale dużo trudniej będzie z motywacją do kupna następnego, ogołoconego już ze wszelkich gadżetów numeru, z którym w kiosku będą sąsiadowały czapka, lusterko i bransoletka (nacisk położony tu na dołączane do czasopism przedmiotu jest całkowicie celowy). Wobec tego trzeba będzie za tydzień/dwa tygodnie/miesiąc (w zależności od cyklu wydawniczego) wymyśleć coś zupełnie "super-bajer-ekstra" (do tego oczywiście wykupić czas reklamowy w telewizji i na okrągło o tym mówić...). A jak na to odpowie konkurencja?

Z takimi metodami pozyskiwania czytelnika postanowiły walczyć władze, wpadając na pomysł wprowadzenia odgórnego zakazu dołączania do prasy zbyt wartościowych przedmiotów. W praktyce jednak wydaje mi się, że takie prawo jest wyjątkowo trudne w egzekwowaniu. Tymczasem coraz trudniej znaleźć czasopismo dla kobiet BEZ gadżetu, a kolejne dodatki urastają już stopniowo do granic absurdu, bo co jak co, ale pisma z dołączoną książką chyba bym się nie spodziewała...

Jak na tę sytuację reaguję ja sama, szary statystyczny człowieczek? Jeszcze kilka lat temu byłam skłonna kupić niemal każde czasopismo z gratisową płytą. Teraz decyzje podejmuję dużo rozważniej (a przynajmniej tak mi się wydaje...), przy zakupie czasopism kieruję się przede wszystkim ich tematyką czy poziomem tekstów, a "gadżetomanii" daję się ponieść tylko wówczas, kiedy jestem przekonana, że dodatek jest wart tych kilku złotych...
 

 
Tawananna :: www.amtv.prv.pl
 
On-line
 


 Strona główna
 Forum
 Archiwalia