Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Mariusz Saint & Faramir ::::

por. Borewicz ::: 45 minut (AM#O5) ... .. . . .

"Otóż przyśniło mu się kiedyś po pewnej imprezie, że jest w niebie. Gdy dotarł już do Boga zaczął z nim rozmawiać. Z całej konwersacji zapamiętał tylko to:
- Boże, jak to jest, że gdy budzę się po jakiejś imprezie mam doła?
- Niestety, Synu, sam się nad tym zastanawiam"

Komentuje: Mariusz Saint


45 minut - a potem dzwonek!

Whoa. Opowiadanie na innych prawach. Niech będzie.

Recenzję dedykuję mojemu niegdysiejszemu znajomemu, który swoim wyglądem i zachowaniem za każdym razem udowadnia mi, jak bardzo może zwichrować psychikę telewizja kablowa.

Od autora:

Recenzja owa, mimo szyderczej formy, nie ma wbrew pozorom na celu wyśmiania i zniechęcenia por. Borewicza do pisania kolejnych utworów. Po prostu to opowiadanie różni się pod względem rządzących nim praw. Wiem, że nikt inny oprócz mnie tego nie "czuje", ale może w ramach przykładu przywołam własny komentarz do "Niewolnicy Mizerii", opowiadania UnionJacka. Tam też rządziły inne prawa, więc i komentarz był, ehem, inny.

Marek wracał właśnie z urodzin. Oczywiście udanych, jeśli wiecie, co mam na myśli. Wiemy. Był najebany jak messerschmit. Błędne koło, w które wpadł Marek, kręci się raz szybciej, raz wolniej. Jest to właściwie owal, gdzie łukami są imprezy, na których prędkość kątowa jest większa. Marek zbudował sobie tą elipsę, czy też owal, na rusztowaniu rauszu. Należy on do gatunku osób wyposażonych w średniej wielkości inteligencję; przewiduję mu przyszłość pracownika umysłowo-spirytusowego; będzie mógł pisać prace magisterskie z filozofii za flaszkę. Ale snap back to reality, co w tekście? Zachowania stadne osobników ludzkich płci obojga, które w określonych sytuacjach nie kierują się rozumem jeno instynktem. I ten fragment byłby banalny, wkurzający i, używając słownictwa głównego bohatera, straszył hujem [Chyba przez "ch" ;) - Far.][przez "ch" dla tych, którzy potrzebują WYDŁUŻYĆ sobie ten wyraz... :P - M. Saint](a w Dróżkowie biega taki pan w płaszczu i też straszy w ten sposób), gdyby nie podlewka filozoficzna. I właśnie ten fragment podoba mi się najbardziej, powiedziałbym wręcz, że jest bardzo dobry; w stylu góralskiej filozofii. Człowiek zwyczajnych, wręcz odwiecznych mechanizmów, styka się z niepojętym, któreż to niepojęte jest jak najbardziej przekładalne na zwyczajne (info: mowa o spotkaniu z Bogiem). I wtedy całość się zawiązuje - brudny debilizm i banalność jest cudownym kontrastem dla... eternalności, nierzeczywistości, Boga... ehem, dobra... cóż poradzić - jest dobrze. To mi się podoba.

Odnoszę wrażenie, że autor to napisał z rozpędu; jeśli tak, to gdyby jakieś inne teksty podeprzeć dużą dozą wiedzy i przemyślenia, rodzą się zapowiedzi, w mojej opinii, sukcesu. Dobra, kontrast jest dobry, a co jest złe? Złe jest opisanie owej imprezy. Zniechęcony bądź zdegustowany przeciętny czytelnik może nie chcieć czytać dalej (no chyba, że o pijaństwie czyta z wielkim zianteresowaniem). Ale nie jest znowu tak źle. No główna przeszkoda dla opowiadania, aby mogło wypłynąć na szersze wody - niszowość, odmienność. Jest ono trochę "outta blue", jeśli kumacie mój drift. [Eeee... są małe problemy ;) - Far.][Uważaj z tymi przypisami... ;) - M.Saint] Ale... może to nie będzie przeszkodą...?

Aha - jak sprawić, aby nie mieć doła po imprezie? Nie chodzić na imprezy; jeżeli dół się pojawi, to na pewno nie będzie go można nazwać poimprezowym.


Mariusz Saint


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||