|
"Kamień Ziemi" rozdział IV
"Jeżeli ujrzysz potrzebującego na swojej drodze, przystań i pomóż. Jeżeli będzie to Twój wróg - pomóż mu z tym większą chęcią"
Święta Księga Wentry "Wolumin Prawdy "
Spojrzał na listy leżące na stole. Otworzył jeden z nich, ten z czerwoną różą. Szybko przebiegł wzrokiem po kształtnym piśmie Desire. "Daegon szykuje opozycję. Nie możemy póki co temu zapobiec. Laserark nie może się rozpaść. Strzeż Dziecka Przeznaczenia"
***
Obudziła się, gdy ostatnie promienie słońca oświetlały las. Leżała wśród drzew na miękkim, zielonym mchu. W powietrzu dawało wyczuć się silną, magiczną aurę; skupisko mocy zmieszane z przedwieczną potęgą. Z trudem przekręciła głowę i rozejrzała się dookoła.
O jakieś piętnaście kroków od niej dogasało ognisko. Ostatnie, czerwono-żółte jęzory ognia lizały suche drzewo. Jakiś mężczyzna bawił się
kijem, grzebiąc nim w popiele. Nie był sam. Po chwili pojawiła się druga osoba - kobieta. Niosła naręcze białych kwiatów. Usiadła
obok mężczyzny i poczęła rozgniatać je na kamieniach. Krzyk zamarł w gardle Mirim, gdy zrozmiała, że to nie kto inny jak czarodziejka
i Limir. Nimaen jakby czując przebudzenie kapłanki, odezwała się cicho:
- Nie ruszaj się Mirim...
Po czym wzięła utartą papkę, ułożyła ją na liściach i podeszła do leżącej.
- Rzucono na ciebie silny urok - rzekła po chwili...
***
- Skąd mam pewność, że nie chcesz mnie otruć - powiedziała Mirim, ale w jej głosie nie było słychać strachu, tylko żal.
- Gdybym chciała cię zabić - powiedziała cicho Nimaen - Nie czekałabym aż się obudzisz. To co tu mam, to złote ziele, rosnące tylko
w Serife. Jeżeli chcesz odzyskać siły, musisz je przyjąć...
- Dlaczego to robisz ?! - krzyknęła Mirim, a w głosie jej słychać było gorycz - Wiesz przecież, że cię oszukałam, okradłam i... - tu jej głos się załamał. Spojrzała w jasne oczy czarodziejki i wyzbyła się lęku.
Przyjęła ratunek bez słowa.
***
Powoli otworzyła oczy. Ból głowy zmalał. Rozejrzała się wokół. W obozie nie było nikogo.
Wzrok jej padł na różdżkę leżącą
tuż obok worków podróżnych. Powoli wstała i skierowała się w tamtą stronę. Promienie słoneczne
przebłyskiwały przez szafir znajdujący się na szczycie drewnianego trzonka, tworząc wokół tego miejsca
turkusową poświatę. Kobieta delikatnie dotknęła broni i szybko cofnęła rękę. Na jej dłoni
pozostał piekący ślad. Nagle usłyszała głosy i już po chwili nadszedł Handir, a wraz z nim
i Nimean. Oboje mieli zamyślone miny i nie zwrócili na nią nawet najmniejszej uwagi. Po chwili
zaczęli zbierać rzeczy i szykować się do drogi.
- Pani... nie zostawiaj mnie - wyszeptała Mirim.
Nimean spojrzała w jej zielonoagrestowe oczy, w których czaił się strach i niepewność.
- Wybacz Mirim, ale...
- Wszystko ci wyjaśnię! - krzyknęła kobieta z rezygnacją - zostałam oszukana i wykorzystana. Powiem wszystko co wiem. Nie proszę cię o nic więcej, tylko o wysłuchanie.
- A więc dobrze - rzekła czarodziejka - Mów.
Kobieta odetchnęła głęboko, jakgdyby gromadząc siły i zaczęła mówić :
- Pochodzę z Femiru. NIe wiem czy wiecie... na pewno słyszeliście o Nieśmiertelnym Kwiecie. Dar Najwyższej dla śmiertelników. Raz na pięćdziesiąt lat wydaje plon w postaci dwóch ziaren, które potem zostają umieszczone w ciele ludzkich kobiet, aby stać się nimi. Ostatnim razem, kiedy Kwiat zakwitł, okazało się, że wydał trzy ziarna. NIkt o tym nie wiedział... A ja byłam tą trzecią... nikt oprócz Daegona, który to właśnie w tym czasie przebywał w Femirze. Zabrał mnie pod swoją opiekę. Musiałam być mu posłuszna... Nie wiem co by ze mną było gdyby nie Welgen... Dzięki niemu przyjęto mnie do Laserark i...
- Dlaczego nam to wszystko mówisz - przerwał jej Limir.
- Przestań Handirze - wyszeptała czarodziejka. - Mirim, mów... proszę.
- Żyłam, wypełniałam zadania, a wszystko to dla mojego pana, który... - tu jej głos się załamał - Zostałam oszukana. A ten szafirowy naszyjnik.. ja przepraszam - z tymi słowami zwróciła się do czarodziejki - Ukradłam go twojej pani. Czy ona kiedykolwiek mi wybaczy...
- Myślę, że tak. - odpowiedziała cicho Nimean - Wybaczam Ci Mirim.
Oczy kapłanki wypełniły się łzami, które powoli zaczęły spływać po bladych policzkach.
- Zabrałam Ci go... a on mnie pobił i kazał się wynosić.. ja...
- To on rzucił na ciebie to zaklęcie? - spytał Handir.
Kobieta skinęła głową. Nimean podeszła do niej i objęła ją w pasie.
- Nie martw się Mirim - rzekła ciepło - W tym amulecie nie było artefaktu.
Kapłanką wstrząsnął dreszcz. Nienawidziła Daegona. A Nimaen...
- Dlaczego jesteście dla mnie tacy dobrzy? - spytała z goryczą w głosie.
***
- Handirze! Przecież dobrze wiesz, że nie ma czasu! Muszę jak najszybciej skontaktować się z Twoim ojcem.
- Wiem! Ale Nim, zrozum...
- Nie mów do mnie Nim!!!
- Nimean... wszystkie pola teleportacyjne zostały zablokowane, po tym jak Daegon wyłamał się z Bractwa.
- On się nie wyłamał... on...
- Mirim! Nie wtrącaj się!
- Wejdę w portal - nie ma innego wyjścia.
- Nim... Nimean - wiesz, że to niebezpieczne. Może nastąpić wyładowanie! Możesz zginąć. Co? Nie... Nawet o tym nie myśl. Magiczne widzenie też jest zablokowane. Wszystko jest nieczynne! Czy ty tego nie rozumiesz! KIm jesteś, żeby... Dobrze. Przesadziłem. Ale...
Nim...
***
Weszła w portal. Poczuła jak ciepły dotyk wiatru obejmuje ją całą, otworzyła oczy. W powietrzu unosił się zapach fiołków. Powoli wsparła się na ręce; rozejrzała się dookoła. Znajdowała się na rozległej polanie usianej milionami fioletowych kwiatów. Miejsce to otaczał zielony las. Nagle zza ściany drzew wyszedł mężczyzna, ubrany w długi płaszcz karminowej barwy. Podszedł do niej i usiadł na trawie, po czym odezwał się:
- Witaj Nimaen. Spodziewałem się tutaj ciebie.
- Witaj Drenholmie, Władco Feantarich - odparła dziewczyna, marszcząc lekko brwi - W jakiej sprawie wezwano mnie do Limire?- dodała jeszcze.
- Kamień Ziemi - rzekł Drenholm - Siły Zła znowu przygotowują się do wojny z nami. Aby położyć kres temu wszystkiego musimy mieć przynajmniej trzy jego części. Jedną posiadam ja, drugą Władca Zła - czyli ta odpada, trzecią - prawdopodobnie driady - choć wiele źrodeł wskazuje na olbrzymy...
"Kłamie" przemknęło dziewczynie przez głowę.
- A czwartą posiadasz ty... - to rzekł po chwili przerwy, przyglądając się jej badawczo.
- Niestety, skradziono mi ją - rzekła Nimaen z udawanym smutkiem patrząc rozmówcy prosto w oczy.
Limir zadrżał, ale już po chwili opanował się i rzekł:
- Dotarły do mnie wieści o napadzie... ale myślałem, że ukradziono Ci nie tę rzecz...
- Wszystko na próżno - rzekła czarodziejka odwracając głowę w bok, aby nie zdradzić się z innymi wiadomościami... Ten człowiek posiadał wiele darów - Daegon, sługa Zła ma fragment Kamienia.
- To straszne - rzekł Limir - Przecież...
Nagle coś wstrząsnęło ziemią. Ktoś szarpnął nią z całej siły. Obraz polany rozmył się w jednej chwili.
***
Otworzyła oczy, poderwała się z miejsca i chwyciła różdżkę. Szybko zilustrowała sytuację. Mirim leżała na ziemi, a jej szata poplamiona była czerwoną posoką. Po Handirze nie było widać nawet najmniejszego śladu. Czarodziejka ułożyła dłonie w Święty Znak i już po chwili spod jej palców błysnęło żółte światło, które objęło w posiadanie cały ten teren ochraniając osoby znajdujące się na nim.
- To powinno zażegnać niebezpieczeństwo - powiedziała do siebie Nimean.
Następnie przystąpiła do leżącej dziewczyny. Biodro Mirim było całe we krwi. Czarodziejka rozerwała ubranie wokół rany i lekko jej dotknęła, po czym wyjęła ze swojej torby małą buteleczkę, zerwała pieczęć i obmyła ranę płynem. Mirim zareagowała. Konwulsyjnie podniosła rękę i lekko otworzyła oczy. Nimean odkręciła następny eliksir i dała go kobiecie do picia. Następnie obandażowała zranione miejsce, w jedną rękę chwyciła miecz, w drugą wzięła różdżkę. Obeszła obozowisko kilka razy, ale nigdzie nie dostrzegła żadnych niepokojący śladów obecności jakiejkolwiek osoby. "Że też musiałam akurat dzisiaj wejść w ten przeklęty portal" pomyślała czarodziejka, zła na siebie za nieostrożność. "Na dodatek Daegon wie o artefakcie zbyt dużo. Nie mamy czasu..."
Nagle tuż za jej plecami rozległ się szelest i już po chwili z gąszczu krzaków wyszedł Handir. Rzucił na ziemię miecz i położył się tuż obok czarodziejki.
- Gobliny - rzekł tylko i zamknął powieki.
- Jak mogliście dać się napaść goblinom! - krzyknęła Nimaen i z wściekłością spojrzała w stronę Limira - Mówiłam ci, że wchodzę dzisiaj w portal. To było konieczne. W razie niebezpieczeństwa wiedziałeś co robić... - zamilkła - Gobliny!!!?
Limir podniósł się lekko i oparł na łokciu.
- Zmutowane gobliny, dla twojej wiadomości - rzekł - Z nieznanym mi godłem, chyba rozpostartą dłonią. Prawdopodobnie przybyły z północy, z Brengen - feantari odwrócił głowę w stronę leżącej Mirim, po czym powiedział - Podwójne pchnięcie. Było ich ze dwudziestu. Pancerze odporne na magię.
- Dlaczego mnie nie przywołałeś? - spytała Nimean z goryczą w głosie.
Handir uśmiechnął się i rzekł zadziornie:
- Ponieważ chciałem ujrzeć rytuał przebudzenia i ...
Nie dokończył, bo szary płaszcz okrył jego głowę zaciskając się wokół szyi, a jakaś postać z impetem rzuciła się na niego. Jednym ruchem ciała zrzucił ją z siebie i przygwoździł do ziemi, trzymając oburącz za nadgarstki.
Czarodziejka wiła się pod nim jak piskorz, ale nie zdołała się uwolnić. Zamknęła oczy i zaczęła szeptać formułki w języku elfów.
- O nie czarodziejko - rzekł Handir z błyskiem triumfu w oczach - Bez magii - I żeby przerwać zaklęcie przywarł ustami do jej różanych
warg. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek. Trwali tak chwilę, gdy dotarł do nich głos Mirim:
- Mhm... Czy przeszkadzam ? - powiedziała z nieźle udawaną ironią.
Gdy Limir odwrócił głowę w jej stronę, Nimaen wykorzystała tę chwilę jego nieuwagi i z całej siły walnęła go zaklęciem chwilowego ogłuszenia. Feantari padł cieżko w trawę nawet nie drgnąwszy. Dziewczyna wstała, otrzepała spódnicę i podeszła do osłupiałej Mirim.
- Wszystko w porządku ? - rzekła z miłym uśmiechem.
Dziewczyna pokiwała głową i powiedziała ze śmiechem:
- Ze mną tak... - tu spojrzała na czarodziejkę z dziwnym błyskiem w oczach - Wiesz Nimaen, lepiej coś zrób i to szybko, bo Handir już oprzytomniał.
Czarodziejka nie zdążyła się obrócić, gdy poczuła jak Limir trafia ją urokiem.
- Unieruchomienie - rzekł z satysfakcją.
Pochylił się nad czarodziejką i rzekł z uśmiechem na twarzy:
- Oj czarodziejko, cieniutko ... Oh!
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Nimaen rzuciła w niego zaklęciem, za pomocą którego przytwierdziła go do ziemi magicznymi łańcuchami. Nimaen wstała i podeszła do niego marszcząc brwi:
- Unieruchomienie jest dobre na gobliny - powiedziała jadowicie - szczególnie te z północy. Może jak poleżysz tu sobie trochę, to nauczysz się jak należy się odnosić w stosunku do kobiet. Dobranoc. Mam nadzieję, że mimo niewygodnego posłania zaśniesz jakoś.
- Wiesz co, Nim. Specjalnie dla ciebie nie zasnę. Nie opuszczę okazji ujrzenia twego porannego rytuału...
Poczuła jak promienie słoneczne oplatają ją całą. Powoli otworzyła oczy, przeciągneła się, ziewnęła, usiadła zarzucając na siebie płaszcz i popatrzyła na Handira. Uwolniła go z magicznych łańcuchów w środku nocy, więc teraz czekała tylko na jakiś znak zdradzający jego przebudzenie, lecz on spał. Klatka piersiowa falowała miarowo. Dzieczyna uśmiechnęła się do siebie i wstała. Zrobiła kilka kroków, po czym potknęła się o wystajacy z ziemi korzeń i padła jak długa na trawę, mokrą od porannej rosy. Szybko się pozbierała i popatrzyła odruchowo w stronę Limira, a nie widząc u niego żadnych oznak przebudzenia, zaczęła przyrządzać śniadanie. Nie zdążyła nawet wyjąć żywności z torby, gdy usłyszała głos Handira:
- Nie martw się Nimaen. Wszystko widziałem!
Dziewczyna nie zareagowała.
***
- Daegon pod postacią twego ojca, Handirze, rozmawiał ze mną.
- Co!!!
- Tak. Myślę, że udało mi się go oszukać, przynajmniej w jednej sprawie... Niech myśli jak najdłużej, że posiada fragment Kamienia Ziemi. Dalsza podróż w ten sposób nie ma sensu. Nie zdążymy przed wybuchem pierwszych walk... Muszę dotrzeć tam za pomocą świetlnego portalu.
- Nimaen - rzekła powoli Mirim - Nie mówisz chyba poważnie. Stare portale są zablokowane. NIe damy rady...
- Nie ma innej drogi - przerwała jej czarodziejka.
- To zbyt niebezpieczne, Nim - rzekł cichio Handir.
- Nie wątpię - odparła dziewczyna. - Pomożecie mi się tam dostać?
- Nie Nim, ja pójdę tam z tobą...
- Gotowi? - spytała Nimaen patrząc w kierunku Handira i Mirim. Ci znacząco kiwnęli głowami. Czarodziejka stanęła prosto, na lekko roztawionych nogach i wyciągnęła przed siebie ręce. Spod jej palców zaczęły intensywnie błyskać jasne impulsy, powoli formując sie w owalny portal. Nimaen lekko zachwiała się i wydawało się, że zaraz upadnie, ale po chwili kryzys minął i czar nie został przerwany. Gdy magiczne wejście zostało w pełni uformowane, czarodziejka pochyliła się i oparła dłonie na kolanach.
- Nim... - szepnął Handir.
- Wchodzę pierwsza - powiedziała dziewczyna - Handirze, ty wejdziesz drugi. Tylko na miłość boską nie miej takiej wystraszonej miny. Jeżel nie chcesz nie musisz...
- Barhalty! - krzyknęła Mirim.
Czarodziejka obróciła się gwałtownie. Z południowego wzgórza nadciągał ku nim oddział uzbrojonych po zęby zmutowanych niedźwiedzi, odpornych na magię.
Magdalena "nabuchodonoZorka" Szczubret
nzorka@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|