Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: KataszA ::::

Rozmowa



- Cześć, przywiozłaś mi jakąś niespodziankę? Na pewno przywiozłaś.
Znajomy głos zabrzmiał w jej głowie mnóstwem rozmaitych, źle tłumionych uczuć. W jakiś sposób wiedziała, że K dzwoni z komórki. Nawet się nie zdziwiła, mimo niezwykłości faktu, że to właśnie K do niej dzwoni, w dodatku o tak późnej porze z komórki, która podobno się popsuła. Na dodatek z tak bezsensownym pytaniem.
- Dzwonisz z domu? - spytała nie mogąc się powstrzymać.
- Jestem taka szczęśliwa... - padła odpowiedź, która wyjaśniała wszystko.
- ...naprawdę, te kilka dni... czuję się jakbym dopiero zaczęła żyć.
Jej głos brzmiał inaczej niż zwykle i dochodził jakby z daleka.
Wiedziała dokładnie o co chodzi K i zdawała sobie sprawę, że K być może nie wie, że ona wie i chce rzucić tę wiadomość jak bombę. Ale jej następne słowa nie dotyczyły już tego.
- Nie wiem co się ze mną działo, nie rozumiem dlaczego nie mogłam się zmusić by powiedzieć o tym tobie.
Głos K nadal brzmiał nienaturalnie. Przepełniony był szczęściem.
- Starałam się właśnie teraz najbardziej przemóc i wreszcie z tobą porozmawiać. Tak jakoś wyszło, ale teraz wszystko się zmieni w moim życiu. T mówi tak: "Koniec podejmowania decyzji, teraz ja będę to robił, a ty nie".
Zdała sobie sprawę, że ten ktoś, kogo znalazła sobie K, jest osobą charyzmatyczną i postanowił niejako zaopiekować się K. Na tę myśl nie mogła opanować grymasu, który na szczęście nie mógł być zauważony w rozmowie przez telefon.
Zrozumiała, że tymi słowami, właśnie w ten sposób, K wyciąga do niej znowu rękę, jednocześnie zdejmując z siebie odpowiedzialność. Nie czuła gniewu, zakłopotania, radości. Nie czuła po prostu nic poza wieloznacznym sensem wszystkich słów, jakie od początku rozmowy padły z ust K.
- Więc teraz o tym pomyślałaś.
Zaczęła mówić rzeczowo i nawet spokojnie, nie starając się dobierać odpowiednich słów.
- Nie masz pojęcia jak straszny rok mam za sobą. Wszystkie moje koszmary skupiły się na twojej osobie. Poświęciłam na twoją osobę tysiące i miliony myśli, dziesiątki nieprzespanych godzin. To prawda, najbardziej dokuczało mi uczucie upokorzenia. Nie wiedziałam, czy powód tego co w moim pojęciu jest zdradą, był moją winą, czy to było ode mnie niezależne. Najgorsza w tym wszystkim była twoja obojętność. Nie mogłam wykrzesać z siebie nienawiści, czy nawet tyle niechęci, by nie uśmiechać się na twój widok. Uzależniłaś mnie od siebie, a potem zrobiłaś się nagle zupełnie obojętna. W poprzednim roku byłam pewna, że to długotrwała przyjaźń, pamiętasz? Ty też używałaś tego słowa i to nawet częściej niżby wypadało. Cóż za ironia... Czy przyjaźń kończy się tak, że jedna ze stron bez wyjawienia jakiegokolwiek powodu, robi się nagle obojętna? Przestałaś szukać mojego towarzystwa, przestałaś ze mną rozmawiać, przestałaś odsłaniać przede mną swoją lepszą naturę. W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy rozmawiałyśmy cztery razy. Ale nie unikałaś mnie, mówiłaś do mnie, gdy to ja wyszłam z inicjatywą, pożyczałaś mi wszystko co było mi potrzebne. Moje upokorzenie wynikało z faktu, że tak późno zdałam sobie sprawę z tego co się stało. Tak późno, że wiedzieli o tym już wszyscy niezainteresowani. Jestem przyzwyczajona do stosowania czystych zasad. Lubię jasne i przejrzyste sytuacje. Naiwnie myślałam, że postąpisz tak, jak ja bym zrobiła. A ja, gdybym przestała kogoś lubić, poszłabym prosto do tego kogoś i powiedziała mu to wprost, żeby chociaż wiedział na czym stoi. Fakt, że tego nie zrobiłaś, znaczył dla mnie, że nie masz dla mnie ani odrobiny szacunku lub współczucia. Bo chyba przyznasz, że teza zakładająca twoją nieświadomość w tym względzie jest bardzo słaba, biorąc pod uwagę twoją inteligencję. Tak, katowałam się tym całe miesiące, nie mogąc zrozumieć za jakie winy potraktowałaś mnie tak podle. Bo chyba nie była to jakaś koszmarna pomyłka? Torturą było to, że codziennie musiałam na ciebie patrzeć. Nie pozwalałaś mi się nienawidzić, byłaś dla mnie uprzejma. Zapomniałaś ile godzin spędziłyśmy na rozmowach. Zapomniałaś jakim zaufaniem się darzyłyśmy, jakie byłyśmy nierozłączne. Patrząc codziennie na twoją rozwijającą się przyjaźń z A, czułam się jak przedmiot, który ktoś wymienił na nowy, bo tamten mu się znudził. W żaden sposób nie potrafiłam się ustosunkować do tej sprawy. Nie potrafię nagle zmienić uczuć angażowanych w kogoś przez tak długi czas, choćby zrobił mi najstraszliwszą rzecz. Sprawę gmatwała moja autentyczna i paradoksalna sympatia do A. Powinnam jej nienawidzić, ale nie potrafiłam. Uważałam, że nigdy nie będę w stanie cię w jakikolwiek sposób dotknąć. By się uspokoić próbowałam wynajdywać w tobie wady, ale nawet w myślach nie potrafiłam połączyć twojego imienia z niemiłymi słowami. Jestem całkowicie wyprana z takich rzeczy. Bardzo starannie panowałam nad sobą, na początku by nie zdradzić się spojrzeniem czy krzywym uśmiechem, potem by nie zrobić czegoś o wiele gorszego. Nienawidziłam swojego opanowania, ono nie pozwalało mi krzyczeć, mówić, a nawet myśleć. Paraliżowała mnie samokontrola. Śniło mi się, że fizycznie się nad tobą znęcam, a ty nawet się nie broniłaś. A potem musiałam iść do szkoły i po raz kolejny czuć, jak z każdym dniem bardziej mnie ignorujesz. Złościła mnie myśl, że inni tego nie widzą, że nic ich to nie obchodzi. Przeżywałam czas, kiedy zastanawiałam się jak cię uszkodzić, bojąc się że wpadnę w obsesję. Pamiętasz jak żartowałam sobie, że chcę się z tobą bić. Coś takiego było mi potrzebne, ale ty nie chciałaś mi tego dać. Gdybyś to ty pierwsza mnie uderzyła, gdybyś to ty powiedziała mi złe słowo, mogłabym już wtedy zrobić z tobą wszystko. Choćby w myślach. Ty jednak nie dałaś mi najmniejszej szansy. Nawet wtedy, gdy zdobyłam się na powiedzenie ci kilku rzeczy, przyznałaś mi rację i stwierdziłaś, że tak ma być. Czułam się niepotrzebna i beznadziejna. Czułam pogardę do samej siebie, że nie potrafię sobie dać z tym rady. Wiedziałam, że pomogłaby mi szczera rozmowa z kimś, kto by mnie zrozumiał, ale nie miałam się do kogo zwrócić. M by mnie wyśmiał, B była za daleko. Agata nie mogła tego zrozumieć, nie rozumiała moich sprzecznych myśli. W jej pojęciu byłam beznadziejnie zapatrzona w ciebie, co kiedyś mi powiedziała. Jedyną osobą, która była dostatecznie inteligentna i znała sprawę na tyle, ile trzeba, była A. Wiedziałam, że rozmowa z nią pomogłaby mi, że ona by wszystko zrozumiała. Ale jej nie mogłam tego powiedzieć. Właśnie jej nie. Rozumiesz jakie to straszne? Jedna taka osoba, a ja nie mogłam jej tego powiedzieć, bo powtórzyłaby wszystko tobie, a tego nie chciałam. Jedynym dopuszczalnym sposobem, żebyś się o tym dowiedziała, była szczera rozmowa z tobą. Bardzo tego potrzebowałam. I tak mija już dziewiąty miesiąc, a ja dalej nic w tej sprawie nie zrobiłam. I wiesz? Nie powiedziałam ci tego. Nie mówię ci teraz tego przez telefon. Jest czwarta osiemnaście w nocy, a ja 45 minut temu obudziłam się wyrwana ze snu twoją osobą. Sen kończył się tak, jak zaczyna się ten tekst do ciebie. W śnie dzwoniłaś do mnie pragnąc odnowić przyjaźń, by móc dzielić się swoim szczęściem. Teraz. Wolę cię, gdy masz depresję. Tylko w tych chwilach zrzucasz maskę w mojej obecności. Zastanawiam się, czy gdybym ci to wszystko naprawdę powiedziała, zrozumiałabyś.

Ale już za późno.
Ale dalej nie mogę spać.
To przez tę chorobę.
Nauczyłaś mnie co to Złe myśli, jaka jestem słaba. I nie mogę przestać o tym myśleć. Marzę tylko o tym, żebyś nigdy nie istniała.
Jak długo jeszcze będzie to trwało? Czuję jak niszczę sama siebie.

Miotam się w bezsilności
Bezsilne godziny nad ranem
Robi się jasno
Boję się znowu zasnąć
Jestem u kresu sił...
Jestem...
To porażka
Największa jak do tej pory.


pisane w czasie bezsennych godzin nocnych 24.05.03r.



KataszA

asztaka@gazeta.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||