|
Punkt widzenia
Dla Miśka, który upiera się, że to nie wiatr szeptał...
Wstałam z posłania, ziewnęłam przeciągle i uważnie rozejrzałam się dookoła. Przygładziłam kruczoczarne włosy i wybiegłam na podwórko. Październikowe słońce oświetliło świat, rozpraszając kochanków Nocy - po raz kolejny zabijając Zmierzch i Świt. Przy ogrodzeniu zatrzymałam się, oparłam o furtkę i głęboko odetchnęłam świeżym powietrzem. Wiatr z zachodu przyniósł ze sobą zapach świeżo skoszonej trawy. Malwy i stokrotki chyliły swe płatki ku słońcu, kąpiąc się w morzu jego promieni. Zdumiewające, jak ludzkie potrafią być rośliny...
Nie zdążyłam długo rozkoszować się pięknem owej chwili. Zza kurnika wyszedł Festyn. Szedł powoli i miękko, mrużąc swoje żółte oczy i mrucząc przeciągle.
Nie zwróciłam na niego większej uwagi. Położyłam się na zielonej trawie skroplonej perlistą rosą i zaczęłam lizać swoje łapki. Festyn nie zrażony moją ignorancją, przedefiladował przed ogrodzeniem mrucząc przy tym zadziornie. Był z niego naprawdę nietpowy kot. Już sam jego wygląd przyciągał wzrok. Mianowicie... Festyn miał biało - czarną sierść. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że te dwa pasy kolorów ułożone były naprzemiennie. Festyn przypominał małą zebrę.
Teraz widziałam jego pręgowaną osobę siedzącą naprzeciwko mnie i mrugającą z bezczelnym uśmiechem.
- Mrrr...
..
- Mrrr...
- Festyn, czego chcesz?!
Popatrzył na mnie z zadowoleniem.
- Krrrredens! Odezwałaś się w końcu! Miaauuuuu! Powiedz, powiedz czemu...
- Festyn! Daj mi spokój. I nie mów do mnie Kredens!
- A jak mam mówić?! - odparował zwierzak z bezczelnym uśmiechem. - Kredensiara?!
Popatrzyłam na niego z wyrzutem. Z tym kotem nie dało się przeprowadzić merytorycznej konwersacji. Po prostu się nie dało.
- Kredensik?
..
- Kredensiarz?
..
- Kredensiarka?
..
- Biblioteka?
Po tym ostatnim położył się na ziemi dusząc się ze śmiechu. Po chwili jednak opanował się i spytał:
- Ej... jak ty w ogóle masz na imię?
Puściłam to pytanie mimo uszu. Jak mam na imię ? Pamiętam... kiedy byłam mała moja pierwsza pani nazywała mnie imieniem swojej zmarłej babki. Jeszcze teraz przechodził mnie dreszcz na samo wspomnienie o nim.. Alojza... Potem moją właścicielką została Salogel... i ona wołała na mnie Kicia, ale nikt oprócz niej się tak do mnie nie zwracał. Festyn mówił do mnie Kredens, Chwytak, pies Pana - Mruczysława, a kanarek Arnold - Srutututu...
Ale nieważne.
- Kredens... Jak mam do ciebie mówić?
- Mów... mów mi...
- Może Misja?
Popatrzyłam na niego z zakłopotaniem. Musiałam mieć naprawdę dziwną minę, bo Festyn aż parsknął patrząc na moją reakcję.
- Dlaczego Misja?
- Mrrr...
- Festyn...
- Mrrr...
..
- Chodź... zobaczysz.
A to powiedziawszy błyskawicznie się wyprężył i skoczył na ścieżkę. Szybko zerwałam się z trawy i pobiegłam za nim. Zatrzymaliśmy się dopiero przy starym, szarym bloku. Już od dawien dawna, to miejsce zaprzątało moje myśli. Szary blok. W samym środku Leśnego Królestwa. Arnold zawsze powtarza, że ten budynek pozwala na łączność ze Starą Ziemią. To całkiem możliwe.
Blok.
Weszliśmy do niego z Festynem i skierowaliśmy się w stronę schodów, prowadzących na dach. Niebawem wyszliśmy koło piorunochronu.
- To tutaj - zamruczał Festyn - Zamknij oczy. Może ci się trochę w głowe kręcić.
Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale posłusznie wykonałam polecenie. Poczułam szarpnięcie w okolicach brzucha. Cały świat zaczął wirować. Czułam, że spadam. Po chwili wszystko ustało. Otworzyłam oczy. Wciąż znajdowałam się na tym samym budynku, z tym tylko, że on nie stał już w samym środku lasu. Wręcz przeciwnie. Blok znajdował się w otoczeniu innych, podobnych do niego budynków.
- Festyn... gdzie my jesteśmy?
- W Starej Ziemi.
- Co?! Przecież dobrze wiesz, że nie ma powrotu do Starej Ziemi... że takie coś nie ma prawa mieć miejsca. Przecież... Zasada jest prosta. Przechodzi się z Starego Świata w nasz. Na odwrót nie da rady! W drugą stronę to nie działa!
- Jak dla kogo - uśmiechnął się tajemniczno Festyn - Kredens... to znaczy Misja, my jesteśmy kotami.
- I...
- I my możemy.
- A królowa?
- Wie.
Odetchnęłam z ulgą. Nie chciałam robić nic przeciwko Pani.
- Patrz!
Odwróciłam się w stronę, którą wskazywał Festyn. W naszą stronę szła ludzka dziewczyna, o bursztynowych włosach i zielonych oczach. Ubrana była w bordowy sweter i czarne, wytarte spodnie. Weszła do bloku i już po chwili znalazła się koło nas. Usiadła na samym brzegu dachu, objęła ramionami kolana i zaczęła mówić do siebie. Podeszłam do niej po cichutku. Z potoku słów rozróżniłam tylko jedno, powtarzane w kółko."Misja".
***
- Co masz wspólnego z tą ludzką dziewczyną?
- Misja.
- Jaka misja?
- Tajemnica służbowa.
- Festyn... proooszę...
- No dobrze.
Uśmiechnęłam się do niego przymilnie.
- Nowe zagrożenie napływa ze strony Zła. Do Królestwa musi być sprowadzona Księżniczka Przeznaczenia.
- Przecież ona zamieszkuje jeszcze Starą Ziemię!
- No właśnie...
- Tylko nie mów, że...
Festyn znacząco pokiwał głową.
- Większość jest już zrobiona. Rzemyki. Piorunochron. Misja.
- Zabijecie ją?
- Nie... tylko doprowadzimy do śmierci. Zresztą... tak być musi. Dla dobra całego świata...
- Dla dobra...
***
Ostatnie promienie zachodzącego słońca odbijały się w brudnych szybach kamienic.
Stała na krawędzi i patrzyła przed siebie.
Jakiś mężczyzna stał za nią.
Zaczęli ze sobą rozmawiać.
Nie słyszałam o czym.
Festyna jeszcze nie było.
Czekałam...
A ona skoczyła.
Nagle usłyszałam koci szept tuż za swoimi plecami.
"To Ona. A to On. Misja..."
nabuchodonoZorka
nzorka@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|