Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Faramir ::::

Chwila



Ashigava obudził się jak co dzień rano. Miał trzynaście lat, wyrozumiałych rodziców i marzenia. Zawsze marzył, by zostać kimś sławnym. Wyobrażał sobie własne bohaterskie czyny, podczas których ratuje w nieziemskim akcie poświęcenia kogoś bezbronnego. Nie ważne, czy mężczyznę, kobietę, małą dziewczynkę lub jakiegoś staruszka. Chciał komuś pomóc, kogoś uratować. Chciał być bohaterem. Wciąż jeszcze o tym marzył. Teraz, powoli, bardzo powoli zaczynało do niego dochodzić, że będzie tylko kimś normalnym. Nie zrobi niczego specjalnego, bo jak to tak? On, ten niepozorny, słaby chłopak, który w dodatku choruje na astmę miałby kogoś uratować? Miałby stać się bohaterem? Teraz wiedział, że nie osiągnie swego celu. Ale wciąż marzył. To mu pozostało. Ashigava przeciągnął się w łóżku, dochodziła 7:30 - musi już wstać, zjeść śniadanie, umyć zęby i pójść do szkoły. Leniwym wzrokiem popatrzył na promienie słońca, które jak delikatny zefirek wpadały po pokoju i rozświetlały go złocistą barwą. Taką wesołą. Chłopak podszedł do okna, zobaczył jak przechodzi tamtędy pan Morugasha - podchodzący pod pięćdziesiątkę nauczyciel, który nigdy nie tracił pogody ducha - i pozdrowił go.

Pan Morugasha uśmiechnął się widząc stojącego w oknie chłopca. Lubił go za to, że nie oddala od siebie marzeń, że pozwala im żyć. Sam kiedyś też miał wielkie marzenie. Chciał pisać wiersze. Wydawało mu się to takie piękne i czyste. Nieskalane ludzką chciwością, dążeniem do władzy. Jednak nie potrafił tego robić. Nawet najprostszy rym przychodził mu z trudem. A co do tego znaleźć rymy, by nie zatracić ogólnego sensu przesłania! Mimo iż pragnął tego, to nie był dobrym lirykiem. Raz tylko... tylko raz udało mu się coś napisać. Gdy pierwszy raz zobaczył... gdy ją poznał... To już przeszłość, skarcił się w myślach. Teraz ona nie żyje, a on nie chce do niej wracać myślami. To było zbyt bolesne. Ilekroć przypominał sobie jej uśmiech, radosne oczy... Wariował i nie mógł tego wytrzymać - tego, że już nigdy jej nie zobaczy. Życie po śmierci? Nie, pan Morugasha był ateistą. Nie potrafił uwierzyć, że coś takiego jak dusza może istnieć. Człowiek to tylko zbiór atomów i nic więcej. Jak możliwe, by dusza mogła istnieć? Ona też musiałaby być zbudowana z cząsteczek a... jeśli tak, to jak mogła być nieśmiertelna? Nie wierzył w życie po śmierci. Śmierć to koniec, wyznacznik, kres. Jako ścisły umysł - a w dodatku był fizykiem z zawodu - brał pod uwagę tylko fakty. Może dlatego nie potrafił pisać wierszy?

Minęła go zasmucona kobieta. Nawet nie zwrócił na niej uwagi. Ona na niego także. Miała własne problemy. Mąż odszedł od niej i zostawił z dzieckiem. Wolał inną. Skurwiel, pomyślała, pierdolony egoista! Jednak ona nic nie mogła poradzić. Zostawił mnie z dzieckiem, które przedtem spłodził, krzyczała w myślach. Zdenerwowała się na własną bezradność, zależność od niego. A teraz, gdy on odszedł... On utrzymywał całą ich rodzinę. Tylko on pracował. Aż mu się znudziło. Odszedł i zostawił ją samą, bez pracy, z dzieckiem. Nigdzie nie mogła znaleźć zatrudnienia. Ją? Już niemłodą, nie najpiękniejszą, samotną matkę, która nie mogła obejść się godziny bez papierosa? Któż by taką chciał? Dla kogo miała pracować? Tylko jedno takie miejsce istniało, tam zawsze był popyt. Przeklęła sama siebie, zatraciła cały - już i tak mały - szacunek dla własnej osoby. Stoczyła się, teraz... teraz, gdy będzie sprzedawała własne ciało... Nic innego jej nie zostało. Cholera, pomyślała, do czego doszło? Kim się teraz stałam? A po chwili doszła do niej odpowiedź. Wymówiła ją na głos.

- Kurwą.

Splunęła, jakby to choć trochę pomogło jej uciec od własnego ciała, od obrzydzenia, które nią zawładnęło. A kiedyś, kiedyś chciała... myślała, że zostanie aktorką. Będzie rozdawać autografy i pięknie uśmiechać się do kamery. Mówiła sobie nawet, że będzie inna od innych burżui. Nie będzie taka egoistyczna. Myślała, że będzie przekazywać pieniądze biednym. Pomoże im... Uśmiechała się wtedy do samej sobie i myślała o swoim altruizmie. Jaka była głupia! Jedyne filmy w jakich mogę teraz grać, to jakieś marginalne pornosy!

Minęła parę dwudziestolatków, którzy szli trzymając się za ręce i szeptali sobie jakieś miłe słówka do uszka.

Ona ruszyła dalej tam, dokąd musiała, choć napawało ją to wstrętem, para także poszła dalej. Byle gdzie, przed siebie, bez celu. Ważne było tylko to, by iść dalej, przy sobie, obok, razem. Nie liczyło się otoczenie. Tylko oni. On uśmiechał się ilekroć spojrzał na nią, ona spoglądała na niego figlarnie spod oczu. Kochali się. Od trzech lat. Tak długo już... A jeszcze tyle przed nimi. Pamiętali ten dzień, dzień, w którym się spotkali. To ich własne święto - 1 kwietnia. Prima Aprilis, ktoś chciałby powiedzieć, ale to wcale nie był żart. Wcale nie. A może jednak? Może cała ich miłość jest żartem? Jeśli ten żart będzie trwał wiecznie, to tak, pomyślała. Powiedziała mu to. Zaśmiali się. Mieli już wszystko zaplanowane, za dwa lata pobiorą się. Będą mieć troje dzieci, może czworo. Nawet imiona wymyślili. Dla chłopców Koychu i Namuraki, a dla dziewczynek Kyoko i Ame. Zamieszkają w domku na wsi, samotni, będą mogli tak w spokoju pielęgnować swe uczucie. Miłość w nich nigdy nie zgaśnie, aż do końca. Do końca będą się kochać. Do śmierci, a potem...

- Kocham cię - wyszeptał.

- Wiem - odparła i pocałowała go. Na środku ulicy. Tak zwyczajnie.

Spojrzał na nich ze zdziwieniem Memuraki. Jednak po chwili rozpogodził się. Zakochani, westchnął. Sam też był taki kiedyś. Ach, dawne dzieje... Teraz on z żoną... tak wciąż łączyła ich miłość, ale gdzieś zanikła ta cała namiętność, tak charakterystyczna dla młodych. Starzeję się, smutno przeszło mu przez myśl.

Ruszył wolnym krokiem. Za następnym zakrętem znajdował się posterunek policji, w którym obecnie stacjonowali żołnierze. Memuraki był zadowolony z życia. Miał rodzinę, samochód, dom. Kochające dzieci, a już niedługo będzie miał pewnie i wnuki. Na starość dobrze się ustatkował. Nawet teraz, gdy wybuchnęła wojna, udało mu się dostać dość bezpieczną posadę. Zamiast walczyć na froncie, jest tu. W rodzinnym mieście - uważa, by nie wybuchły zamieszki. Jest tutaj by je bronić. Zresztą wątpił, czy ktoś ich zaatakuje. Życie toczyło się tutaj normalnie. Czasami tylko wyły syreny alarmowe, wtedy wszyscy uciekali, szukali schronienia. Nalotów nie było aż tak wielu. W porównaniu do innych miejsc w kraju, zginęło mało osób. Cieszył się, że jest tutaj. Kochał życie.

* * *

Pilot czujnie obserwując wszelkie przyrządy, zauważył.

- Zbliżamy się.

- Wiem, niedługo nas zobaczą.

Samolot leciał dalej.

* * *

Nagle w mieście rozległy się syreny alarmowe.

Ashigava, który już wychodził z domu, by wybrać się do szkoły, stanął w drzwiach. Po chwili wbiegł do mieszkania i schronił się w piwnicy.

Morugasha ze zdziwieniem słuchał alarmu. Był w szkole, niedługo miały zacząć się lekcje, zaryzykował. Raczej nie zaatakują szkoły.

Samotna matka, która dopiero przed chwilą weszła do domu publicznego, rozejrzała się wokół lękliwie. Nienawidziła nalotów. Strasznie się ich bała. Zawsze myślała, że to ją zabiją. Wybiegła z budynku.

Zakochana para spojrzała po sobie. Po chwili ona się uśmiechnęła. "Nic nam się nie stanie" - rzekła. "Wiem" - odpowiedział. Ruszyli dalej. Spokojnie. Wierząc w swe wieczne szczęście.

Memuraki wybiegł przed komisariat, by lepiej widzieć gdzie planowany jest atak, by potem jak najszybciej zareagować.

* * *

- Jesteśmy nad celem - obwieścił pilot.

- Zrzucamy - dodał po chwili.

* * *

Na miasto spadła bomba. Ashigavę, Morugasha, niedoszłą prostytutkę, kochającą się parę, Memurakiego i jeszcze wielu innych ludzi porwała ogromna fala morderczej energii. Czy coś czuli? Może przed malutką część mikrosekundy? Nikt tego nie wie. Wszyscy zginęli. Ich marzenia, życie, obawy, lęki. Ich myśli. Każdy z nich inny; każdy mogący dokonać coś innego, niepowtarzalnego, pożytecznego. Może lekarstwo na jakąś nieuleczalną chorobę? 74 tysiące ludzi umarło. Zabrała ich jedna rzecz.

Bomba zrzucona na Hiroszimę.



Faramir

faramir_13@poczta.onet.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||