Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Donald ::::

Wiara



Podłe dni zdały się wrócić kolejny raz. Młody człowiek siedział przy biurku w swoim pokoju myśląc czy dzieje się tak niezależnie od niego czy też to on, a w każdym razie jakaś jego część chce, aby czasem właśnie takie dni się zdarzały. Nie były to dni złe. Były po prostu podłe, takie w których nieustannie bił się z huraganem myśli i w tym tumulcie szukał siebie, własnej postawy. W szczególe szukał ogółu, w każdym strzępku pojawiającym się w świadomości - generalnej zasady, w każdym zdarzeniu recepty na życie. Myślał czy inni mają tak samo czy inaczej, czy jest to naturalna sprawa czy też poddawanie się w danym momencie samemu sobie. Ostatnio dużo rozmyślał o religii i wierze. "Tyle na świecie religii" - myślał - "Dlaczego jakaś miałaby mieć monopol na prawdę?". Jego zdaniem byłoby to bez sensu. Został ochrzczony w wierze katolickiej, ale, co sobie potem uświadomił, nigdy świadomie katolikiem nie był. Chodził co prawda do kościoła, nawet co tydzień, ale bardziej dla tradycji lub przyjemności. Obchodził święta, lecz nie przeżywał ich duchowo w jakiś szczególny sposób. Starał się przestrzegać dekalogu, ale tak dyktował mu po prostu wewnętrzny głos. Motywację do takiego a nie innego zachowania odnajdywał w sobie, w zwykłym ludzkim poczuciu przyzwoitości, a nie w nakazie Bożym. Zawsze wierzył w Boga. Teraz przypuszczał że wielość religii jest po prostu wielością dróg do tego samego, bo jeśli wszystkie one w czymś się zgadzają to przecież w tym, że Bóg istnieje, niezależnie od tego jak się nazywa. Nie określał się więc katolikiem. Przez pewien czas mienił się po prostu chrześcijaninem, a ostatnio skłaniał się w kierunku deizmu. Nie odnajdywał powodu aby wierzyć w Chrystusa jako w Boga, poza tym widział wszechobecne na świecie zło. Dawało to wszelkie podstawy aby myśleć, że Bóg rzeczywiście nie ingeruje w dzieje. Do kościoła zaczął chodzić rzadziej, twierdził że częściej nie potrzebuje. Być może stało się tak dlatego że ostatnimi czasy przygasł nieco z kilku powodów i ciężej było mu walczyć o siebie i ze sobą. Ponieważ była to niedziela, zastanawiał się czy iść na mszę czy nie. W końcu jednak zdecydował się pójść.
Od jakiegoś czasu lubił chadzać do kościoła, gdyż podobało mu się samo miejsce. Chłód, ściszone głosy, poszczególne etapy mszy - to wszystko niezależnie od sfery duchowej decydowało o specyficznej atmosferze. W kościele zawsze umiał się uspokoić. Było tak i tym razem. Przestał myśleć w szaleńczym tempie, popatrzył na wizerunek Jezusa na krzyżu i skupił się na słowach kapłana. Szybko jednak w jego głowie pojawiły się nowe myśli, tym razem jakieś uporządkowane i dużo pogodniejsze. Według niego Bóg nie stworzył zła, ale dopuścił jego istnienie. Wyczytał taki pogląd w jakimś mądrym magazynie internetowym i uznał go za swój. "Bóg dopuszcza zło po to, abyśmy umieli sobie z nim radzić i docenić dobro" - myślał. "Skoro więc Bóg stwarza ludzi z zaletami i wadami, to robi to po to aby umieli zalety wykorzystać a wady zwalczać. Trzeba być wiernym sobie i czynić to co uważa się za dobre, a to co w naszym mniemaniu jest złe, odrzucać. Każdego dnia". To według niego było wzięcie własnego krzyża o którym mówił Jezus. Będąc wiernym sobie - był wierny Bogu, który przecież tego właśnie chce.
"Nasza religia mówi że nie ma przeznaczenia" - zagłębiał się dalej w swoje myśli - "A jednak Bóg wie co wybierzemy, gdyż jest wszechmogący. A może Bóg zna każdą alternatywę dla nas, każde możliwe wydarzenie a my swoimi codziennymi wyborami decydujemy o tym, które zdarzenia się urzeczywistnią? A on jest tą siłą która pomaga nam wybierać dobrze. Skoro jest istotą niepojętą, to przecież może tak być. A więc - to nie Bóg wybrał mi drogę, ale przez to co ja zrobiłem, wybrałem taką a nie inną, którą Bóg przewidział. Drogę zgodną z Jego wolą albo nie". Boga postrzegał więc jako scenarzystę życia, którego rezyserem są czas i przypadek. Gdyby każdy był zaprogramowany na wykonanie tej i tej czynności w tym i tym momencie, oznaczałoby to że ludzie nie są panami własnego losu.
Przyklęknął, gdyż właśnie miało miejsce podniesienie. Nie przestał jednak dumać. Myślom oddawał się teraz z przyjemnością i ochotą. "A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Jezusa?" - pytał sam siebie - "Jezus jest przecież Bogiem z nami. Pomaga nam zrozumieć to wszystko co chciał nam przekazać Bóg. Gdy żył, mówił jak trzeba postępować żeby zasłużyć na zbawienie. Mówił żeby każdy wziął swój krzyż i naśladował Go". Swój krzyż ów młody człowiek rozumiał właśnie tak. Wierzył w człowieka i wolność, uważał że każdy człowiek ma prawo do własnego pojmowania Boga i wiary.
Msza się skończyła, wyszedł więc z kościoła. Kątem oka zauważył jedną z sąsiadek, która uchodziła w bloku za pobożną. Wiedział jednak jaka naprawdę potrafi być. Nie było rzeczy której nie lubił tak jak hipokryzji, a już hipokryzja w sprawach wiary była dla niego czymś czego nie mógł zrozumieć. Według niego tacy ludzie zgubili gdzieś sens czynienia tego, co twierdzili że czynią. "Przywiązują taką wagę to tych wszystkich symboli. Gdyby ten cały zapał włożyli w pracę nad sobą a nie w chodzenie do kościoła, pielęgnowanie sakramentów czy inne posty to i świat byłby lepszy i Bóg by się ucieszył". - myślał niestrudzenie. Nie rozumiał dlaczego nie można nie jeść mięsa w piątki, ani wypić alkoholu w poście. "Nie pijemy bo jest Wielki Tydzień. A może lepiej, dlatego że jest Wielki Tydzień, pogodzić się z kimś nielubianym? A może to zbyt trudne. Symbole, sakramenty - one mają nas prowadzić a nie być celem samym w sobie."
Siedząc wieczorem w pokoju zastanawiał się czy jego pojmowanie wiary jest właściwe. Zauważył że za dużo w nim rozumowania a za mało prostej wiary. Oczywiście nie miał pewności czy to wszystko jest prawdą i czy robi dobrze wierząc tak a nie inaczej. Jak wszyscy był niedoskonały i zdawał sobie sprawę że może błądzić. Nie wiedział więc czy ma rację. Nie mógł tego wiedzieć. Ale w to wierzył. Wiedział też że jest bardziej autentyczny z taką właśnie postawą niż wszyscy ci, którzy klepią z tradycji formułki.

13-04-2003


Donald

advocat@interia.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||