|
Komentarze
por. Borewicz ::: 45 minut (AM#O5) ... .. . . .
"Otóż przyśniło mu się kiedyś po pewnej imprezie, że jest w niebie. Gdy dotarł już do Boga zaczął z nim rozmawiać. Z całej konwersacji zapamiętał tylko to:
- Boże, jak to jest, że gdy budzę się po jakiejś imprezie mam doła?
- Niestety, Synu, sam się nad tym zastanawiam"
Komentuje: Mariusz Saint
Piccolo ::: Bogini Margaret (AM#O5) ... .. . . .
"Przebierał nogami, ranił bose stopy o poszycie. Ale buty trzymał w ręku. W końcu dotarł. Skarb o mocy tak potężnej, że przewyższał wszystkie jego drogocenne księgi i filmy. Artefakt o energii wręcz powalającej, zżerającej jej nosiciela. Każdy kto kiedyś go niósł na swej szyi sądził, że niesie coś nieważnego, bzdurę. Każdy, kto go niósł na swej szyi, w pewnym momencie przekonywał się, że niesie coś pięknego, że niesie życie, jego gorycz i słodycz jego męki. Wspomnienia."
Komentuje: Mariusz Saint
Military ::: Casus belli (AM#O5) ... .. . . .
"- Mama, pan Józek chyba nie wie.
- Nie! Wiem! - oburzył się sołtys. - Właśnie, że wiem.
- No to godej pan, skąd to przyszło. - zawołał ktoś z tłumu.
- Myśmy niczego nie widzieli, kto to stawiał ani jak.
- Wiem, żeście nie widzieli, wiem. - z pogardą odparł Pawlińczyk.
- Niby skąd?
- Jak żeście przedwczora w remizie na dyskotece balowali, to
pewnie do dzisiaj żeście odsypiali. - na dźwięk tych słów tłum
oburzył się nieznacznie, ale tylko nieznacznie, gdyż było w
nich sporo prawdy."
Komentują: Mariusz Saint, UnionJack
Regis ::: Ofiara (AM#O5) ... .. . . .
"Obiema rękami mocno ścisnął jego głowę. Znowu dało się
poczuć dziwne mrowienie. Po chwili Roch skończył zabieg i
usiadł z powrotem na swoim miejscu. Marek jeszcze przez moment
trzymał się za głowę. Szybko jednak opuścił ręce i
delikatnie uśmiechnął się.
- Dzięki. Nie wiem jak to zrobiłeś, ale dzięki."
Komentuje: Mariusz Saint
Royal Gryffin ::: Rutyna (AM#O5) ... .. . . .
"Na moich plecach pojawiły się skrzydła. Zauważyłem teraz, że nie byłem taki wyjątkowy jak mi się wydawało. Obok mnie, u wyjścia do kopca zbierała się grupa podobnych do mnie. Byli tak samo zdziwieni jak ja. Każdy patrzał na sąsiada i nie mógł uwierzyć. Zacząłem się bać. Bać, że teraz pójdę za przykładem innych grup zawodowych i popadnę w rutynę, wśród takich jak ja... Tą myśl, z mego umysłu, wygnało pragnienie wzniesienia się do góry i wykonania lotu w nieznane. Wzbiłem się i poszybowałem w stronę lipcowego słońca."
Komentuje: Mariusz Saint
Donald ::: Życzę ci odwagi słońca (AM#O5) ... .. . . .
"Gwałtowna myśl sprawiła że niemalże wbiegł na pierwsze piętro, po czym skręcił w lewo i po kilku krokach stanął przed wielkim obrazem zajmującym całą ścianę. Przedstawiał on człowieka stojącego na łodzi z wiosłem w ręku, o zachodzie słońca. Ciepła żółć i pomarańcz decydowały o niezwykłym pięknie tego malowidła. Widział je setki razy, gdyż było tu już parę lat. Widział też napis w prawym górnym rogu, czytał go niejednokrotnie. Właśnie na myśl o nim tu przybiegł.
Przeczytał go jeszcze raz, powoli i dokładnie:"
Komentuje: Mariusz Saint
Faramir
faramir_13@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|