|
PAMIĘTNIK R2-D2 by Mejdejbus [30471364@pro.onet.pl] Dzień 1 Iiiiiiiiiiiiichhhhhhhhhaaaaaaaaa. Jestem nowo wyprodukowanym robotem astronomechanicznym. Jeszcze nie wiem co to do końca znaczy, ale jutro mają mi wgrać oprogramowanie. Na razie przybito mi pasek kodowy z numerem D2. Cool. Dzień 2 Kiedy wgrywano mi oprogramowanie, ktoś pomylił dyski i wgrano mi oprogramowanie terminatora. Dzień 3 Jeżdżę po całej fabryce i tnę wszystko co się da moją piłą. Niestety nikogo w fabryce już nie ma porucz części robotów, których pokroiłem. Cały budynek otoczyły space swaty. Dzień 4 Space swaty wkroczyły do fabryki i skurczybyki złapały mnie w sieć. Na szczęście pokroiłem ją swobodnie, lecz kiedy porazili mnie paralizatorem to padłem. Dzień 5 Związany piętnastoma łańcuchami wiszę w powietrzu nad beczką kwasu. Trwa posiedzenie co ze mną zrobić. Pod koniec dnia przyszła informacja, że mnie wykastrują. Niestety ktoś mądry stwierdził że to niezbyt możliwe, więc decyzję przeniesiono na następny dzień. Dzień 6 W mojej sprawie przyleciał szef nad szefy - note gunraj. ładny z niego bencfał i w dodatku wygląda jak jakaś lewa ryba. Postanowił że wyślą mnie jakiejś królowej. Wgrano mi normalne oprogramowanie i rozwiązano, a potem wsadzili mnie do tekturowej paczki i wysłali na jakieś Nabu. Pewnie to jakaś wielka wiocha bo nigdy o niej nie słyszałem. Dzień 7 Lecę na Nabu i z nudów liczę owce. Dzień 8 Doleciałem. Maiłem rację, to totalna wioska. Wszędzie SA same polany i nic poza tym. Co ja w ogóle mam tu robić ? Nie dostałem żadnych instrukcji, więc jadę przed siebie. Dzień 9 Zgarnął mnie jakiś żołnierz. Okazało się, że wylądowałem na jakimś polu. Odwiózł mnie do centrum zwanym ted (czy jakoś tak). Tam pokazano mnie tej całej "królowej". Też jakaś taka dziołha ze wsi. No ale trudno, rozkaz z góry kazał mi da niej służyć. Dzień 10 Kiedy robiłem sobie scandisca, wykryłem u siebie wirusa "parkynsyna". Widocznie w centrali mi go wgrali. Jestem pewien, że to ten bęcwał gunraj za tym stoi. Coś się dzieje w mieście, bo wojska federacji handlarskiej wkroczyły. Chyba szykuje się jakaś wielka impreza, albo jakieś coś. Dzień 11 To faktycznie jakaś impreza bo wszędzie latają fajerwerki i co chwile coś wybucha. Nie wiem tylko czemu wszyscy strzelają od siebie, a petardy rozwalają budynki ? Dziwne zwyczaje mają ci wieśniacy z Nabu. Dzień 12 Ej nie, tu jest ten bęcwał gunraj. Co on tu chce ryboszczał jeden ? A może mnie ścigają ? Schowałem się w piwnicy z bimbrem. Tutaj przeczekam aż se stąd ryba odleci. Dzień 13 Niech to szczeli, znalazł mnie jakiś żołnierz. Na szczęście mnie nie wydał. Zaprowadził mnie tylko do osobistego statku tej całej Amedali. Coś mi się tu niepodobna, czyżbym wracał do domu ? Dzień 14 tu jest super ! Jest pełno kumpli robotów tego samego typu. Opowiadamy sobie różne bajki. Dzień 15 Zaczyna nam się nudzić. Jeden z robotów nauczył mnie gwizdać ! wreszcie mogę dawać głos ! iha ! Normalnie jak się popisze w centrali to dostane awans. Dzień 16 Na pokład wkroczyły roboty federacji. Niestety nie są zbyt rozmowne. Dzień 17 Spoko goście z tych robotów federacji. Gramy z nimi w piłkę i równo ich ogrywamy. Skończyliśmy jednak grę gdy zdenerwowany robot rozwalił naszego kumpla. Dzień 18 Jeden z robotów załatwił Ps3 i telewizor plazmowy. Zainstalowaliśmy wszystko i zrobiliśmy sobie mistrzostwa w fife 3003. Niestety teraz my przegraliśmy. Postanowiliśmy odegrać się w "star Wars Racera". Nawet nie mieli z nami szans. Dzień 19 Graliśmy w kalambury i roboty przegrały. Zdenerwowały się i wyszły ze statku. Szkoda, znowu będzie nam się nudzić. Zaczęliśmy jednak grać w słówka między sobą. Dzień 20 Kiedy doszliśmy do 1234567890 słów, na pokład wpadła cała banda oszołomów z Amadalą na czele. Oprócz niej byli jeszcze żołnierze jacyś dwaj niedorozwoje ze świecącymi badylami ( nie mówie już o jakimś wyrośniętym stworze, który całkowicie jest pomyłką genetyczną). Narobili szumu, krzyku i odlecieliśmy. W kosmosie ktoś nas jednak zaatakował i musieliśmy z kumplami wyjść na dach naprawiać. Jakby głupi ludzie sami nie mogli tego zrobić. Niestety jakieś inne głupki zestrzeliwały moich kolegów. Kiedy miałem nacisnąć czerwony przycisk, dał o sobie znać wirus "parkynsyna" i nawisłem czarny. przez to uratowałem statek. Troskliwy jest jednak ten ryboszczał bęcwał gunraj. Zainstalował mi wirusa, abym całkowicie nie panował nad swoimi częściami i przez to nacisnąłem zły (wg mnie) a tak naprawdę dobry przycisk. No no no nie doceniłem gościa. Dzień 21 Spoko, miałem audiencję u tej całej Amedali. Podziękowała mi nie wiem za co, ale spox. Niestety statek się popsuł, a tych dwóch niedorozwojów z badylami wymyśliło, że lądujemy na jakimś pustkowiu. Oczywiście ta Amedala ich posłuchała, bo czemu by nie. Dzień 22 Przecież ta planeta to kompletna dziura ! Sam piasek i jakieś irokezy jeżdżą na owłosionych słoniach. W dodatku jeden z niedorozwojów, na którego wołają kigłon (czy jakoś tak) kazał mi iść z nimi. Nieee, jaki obciach musze jechać obok tego niedorozwoja i pomyłki genetycznej zwanej w ich gronie dzardzordzem (czy jakoś tak). W dodatku jakaś dziewczynka się do nas przyczepiła. Dzień 23 Znaleźliśmy jakiś stary sklep z częściami. Jest tu część której potrzebujemy, ale kigłon nie chce wyskoczyć z kasy. Będzie problem bo nigdzie w pobliżu nie ma takiej części. Gdy wracaliśmy do statku, napadła nas burza piaskowa i mały łebek ze sklepiku imieniem ankin zaprosił nas do siebie na kawę i ciasteczka. Kigłon oczywiście poszedł, bo w domu tego ni ma. Musiałem siedzieć w dodatku z jakimś robohłopem nie opancerzonym. Ja nie mogę, ale obciach. Kigłon coś się zgadał z ankinem o jakiś wyścigach i części do statku. Chyba będą się ścigać. Dzień 24 Nie wiem po co, ale Kigłon kazał mi z nim iść na te całe wyścigi. Okazało się, że jest tu całkiem spoko. Obejrzałem te całe wyścigi. Normalnie było super- identycznie jak s Star Wars Racerze. W dodatku wygrał ten łebek. Widocznie sobie skrócił gówniarz mały ! Pod koniec dnia kigłon wziął od gówniarza próbki krwi i kazał mi zbadać jakieś midyhlory czy coś takiego. Potem kazał mi wysłać wyniki do naszego statku. Pewnie grali sobie w jakiś teleturniej, więc aby niedorozwój kigłon wygrywał, dopisałem mu pięć zer do tych całych midyhlorów. Stwierdził, że taki wynik jest niemożliwy (mam nadzieje, że się nie domyślił, że dopisałem tez zera). Kigłon chyba został mistrzem tej gry, bo nawet jakiś stary jej mistrz, bodajże Yoga nie miał takiego wyniku. Dzień 25 Nareszcie odlatujemy z tego syfu. W drodze na pokład zaatakował nas jakiś niedobór ze świecącym kijem. W dodatku wieśniak ubrał się na czarno co przy pięćdziesięciu stopniach temperatury tylko potwierdza jego ułomność. Zresztą tez cały kigłon też wyciągnął święcącego kijaszka i zaczęli robić wiochę i odstawiać jakieś szopki na środku pustyni. W końcu jednak na szczęście im się znudziło i kigłon wskoczył na nasz statek, po czym polecieliśmy. Dzień 26 Weże, dolecieliśmy do kolejnej wioski - kalingrad ? Jakoś tak to leciało. Ta głupia Amedala powiedziała, że zostaniemy tu kilka dni. Nie no przecież umrę tu z nudów ! Dzień 27 Szukając jakiś rozrywek w okolicy, zostałem złapany przez bandę piratów. Następnie opchnęli mnie na targu jakiemuś ważniakowi. Może chociaż nie będę się nudził. Dzień 28 Ten ważniak to jakiś sławny polityk. Nazywają go Sidius, albo szajbus - już nie pamiętam. Kazał mi posprzątać swoje mieszkanie, lecz kiedy spotkałem w nim parę robotów, zaczęliśmy grać w Sabaka na pieniądze. Dzień 29 Nie uwierzycie kogo tu spotkałem ! Tu jest ten taki niedorób co zaatakował kigłona na pustyni ! Z niego też jest spoko gościu. A przede wszystkim ogrywa nas wszystkich w Sabaka. Kiedy skończyła mi się kasa, zaczęliśmy grać na informacje. Za każdą przegraną musiałem mu odpowiedzieć na jedno pytanie. Ale nie było źle. Pytał tylko gdzie jest ta Amedala, gdzie mieszka, kiedy wraca do domu, wszystkie kody do zamków jej drzwi w jej pałacu i jakieś tam jeszcze 100 pytań w tym stylu o nią. Dzień 30 Ważniak szajbus kazał mi tym razem posprzątać swój statek. Gdy wyszedłem jednak na platformę, stały tam dwa statki. Wszedłem do pierwszego z lewej. Ten nagle wystartował. Czyżbym ruszał z szajbusem w jakąś podróż ? Dzień 31 Ej nie, wsiadłem do statku z tymi wszystkimi oszołomami ! Pomyliłem statki. niech mnie rdza zeżre ! Dzień 32 Znowu jestem na tym Nabu. Wiocha jakich mało. Już to Kalingrad było lepsze. Tutaj nawet nie ma co robić. W dodatku królowa zabranie mi iść do centrum, żebym zagrał sobie w coś z robotami federacji. bezczelna. Dzień 33 Musiałem iść z tą całą eskadrą oszołomów do jakiś gęgan. NIE ! to są jeszcze większe niedorozwoje od nich wszystkich do sześcianu wziętych ! Dzień 34 Nie wiem czemu, nie wiem za co, ale wsadzili mnie do jakiegoś żółtego myśliwca. Potem do hangaru weszły roboty federacji, ale nawet się ze mną nie przywitały. Kafary 500 jedne. A potem widziałem niedoromba z rogami, z którym grałem w Sabaka. Kigłon i ten jego kumpel Obikran zaczęli znowu robić szopkę i się z nim bić. Jednak najgorsze było to, że ten gówniarz łebek Ankin wsiadł do tego myśliwca co ja. Potem go odpalił i wyleciał w kosmos. Co on sobie myśli ? Musiałem ja pokierować statkiem bo inaczej by nas rozwalił on cały czas myślał, że to on steruje - frajer !) Chciałem wylądować na statku kumpli z federacji i kiedy mi się to udało ,ten gówniarz nie wiem jakim cudem odpalił dwie torpedy. Musiałem przejąć stery i uciekać stąd. Po tym całym zamieszaniu wróciłem na planetę. Dzień 35 Odbyła się wielka balanga. Nie wiem czemu, ale wszyscy mnie tam wychwalali i głaskali. Może za te informacje które udzieliłem niedorombowi o Amedali. Mniejsza z tym - trzeba korzystać. Pod wieczur zrobiliśmy sobie kiełbaski i spaliliśmy tego kigłona. Dobrze mu tak. Powinniśmy jeszcze dołożyć obikrana. Dzień 36 Niedobrze, zapowiadają się nowe przygody... END OF PART ONE TO BE CONTINUED... --------------------------------------------------------------------- A teraz słówko od autora czyli mnie - Mejdejbusa Jeśli spodobał ci się mój pamiętnik (tzn. pamiętnik R2 D2) i chciałbyś ujrzeć kolejne to napisz do mnie ; 30471364@pro.onet.pl Jeśli masz jakieś fajne pomysły na kolejne odcinki - też napisz. nawet jeśli uważasz że moje opowiadanie to kompletny beton - też napisz No to cze ! jeśli ktoś jest za tobą to jeb... go zdrowo ! |