Wembley
by Chrapek
Do tej pory poruszałem zwyklę sprawę wykonania i melodyjności, ew. tekstów. Zupełnie nie przejmowałem się sprawą wizualności, bo myślałem że to nie ważne... zmieniłem zdanie :).
Wszystko zaczęło się w całkiem niedawnej galaktyce, gdy udało mi się wreszcie zdobyć koncert z Wembley '86.
Zapuściłem go sądząć że no koncert jak koncert. Facet śpiewa, pot mu z gęby cieknie, ślini się, a w końcu rolę przejmuje playback :). Ale siem miałem zdziwić, ale nie uprzedzajmy faktów.
Zaraz po włączeniu uderzyła mnie ilość ludzi otaczająca scenę - kurde, musi fotomontaż chyba... Przecież tam było conajmniej kilka tysięcy, ba, kilkadziesiąt tysięcy ludzi! I z czym my do ludzi (mam na myślę zespoły które pojechały na Eurowizję). To nawet słynne TATU mogą się schować :) (Oj, wzniecam wojnę z sąsiedzkim kącikiem :)...). Ha, ale może to stażyści, sataniści, pedofile, i wogóle same piekielne potwory ustawione tu dla picu, żeby potem debile z QC pluły się ile to ludzi na Wembley przyszło. Ba, ale znaleźć geja płci żeńskiej w wieku lat 10 byłoby trudno, nieprawdaż :)? Ano mój wspaniały umysł nie oparł się temu> Może to w takim razie jakieś makiety? No ale makiety nie machają przeszczepami, nie tańczą, i nie śpiewają... Hmmm, to komplikuje sprawę :). Stwierdzam więc , że byli to naprawdę zwykli ludzie w przedziale wiekowym 3 - 60 lat. I co? Ale teraz poznęcajmy się nat samym koncertem. Od początku do końca śpiewane są przeboje Queen ( I Want To Break Free, A Kind Of Magic, We Are The Champions :)), ale zwróciłem uwagę na coś innego. Coś co Fred od czasu do czasu popijał z plastikowego kubka. Hmm, ten złocisty napój... to nie może być jogurt :). No i nie był. To był browar Holstein, i nie koniecznie bezalkocholowy. Ale żeby nie było że wszyscy uchlali się jak trąby dodam, że w pozostałych kubkach była woda mineralna :).
A najfajniejszy moment :)?
Według mnie jest to ten gdy Fred bawi się z publicznością w Śpiewaj_Razem_Z_Freddiem, a raczej Kto_Jest_Lepszy_W_Śpiewaniu czy Kto_Kogo_Załatwi :). Publiczność (mimo wysiłków Freddiego próbującego różnych dziwolągów muzycznych) nie dała za wygraną, a Fred skapitulował rzucając tylko zza pleców "Fuck You" :). Oczywiście wszyscy się śmiali:).
Z tekstu może ktoś wyczytać, że była to obrzydliwa pijacka, wulgarna orgia. Nic bardziej mylnego - oby takich koncertów nam więcej, to wtedy "Rock Not Dead" :).A kto nie wierzy niech sam obejrzy :)!
CHRAPEK