Misja Queen
by Abudhabi
"To jest fanatyczne do kwadratu" - pomyślałem sobie po wpadnięciu na pomysł nowego tekstu. "Fanatyczne i głupie do kwadratu". Nie, niech Cię tytuł nie zmyli! Będzie tu mowa o misjach. Nietypowych, ale zawsze. To będzie (uwaga!) krucjata przeciwko zgrzytom i piskom dzisiejszej muzyki (jejuniu, do sześcianu...). No, coś w tym stylu. Pominę tu kilka szczegółów, w tym min. nie będziemy jak palladyni młocić i rabować pogan (albo nieświadomych nowej wiary w muzykę). Będziemy nawracać (i muszę tu wstawić ten myślnik: ostatnim czasem stałem się fanatykiem i przepraszam za tak dziwne tematy artów... kiedyś pewnie mi przejdzie... kiedyś). Od razu wspomnę, że poniżej podane sposoby przejścia na dobrą stronę muzyki działają i w drugą stronę, ale w mniejszym stopniu - tzn: na Queen'ie są najlepsze efekty. I nie przyjmujcie tego na serio. Sposób nuber jeden: 'Na wspominacza' Stosowany głównie przez Eryka i Mumina (pozdrawiam!). Pamiętacie dopisy 'God Save The Queen'? Za każdym razem działały jak haki i będą działać - pod warunkiem jeśli podpowie się czytelnikowi jak wielką wartość mają te cztery niepozorne z wyglądu słowa. Otóż: NIE, nie jest to hymn Wielkiej Brytanii; tak, po części zgadzam się z tym, że jest to piosenka Queen'u. A jaka jest prawda? To jest hasło propagandowe! Nie wierzycie? Ja po części też. Ale to działa! It's a kind of magic po prostu. Wystarczy że wspomnicie gdzieś u kumpli, w liście, na murze, podczas pisania kartówki lub wypracowania. Gdziekolwiek. A persona powinna się spytać to to jest. I tu ją mamy! Sposób number two: "Na rozlazłe eMPe3" Działa na moją siostrę. Po prostu pakujemy piosenki z naszym zespołem do kompa i konwertujemy je na MP3 (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście). Potem porozrzucamy skróty do pilków gdzie tylko popadnie: na pulpicie, na pasku zadań, w specjalnie utworzonym do tego katalogu zwanym 'pornusy' i 'gołe pupy' (ważne by był łatwo dostępny!). Po prostu wszędzie. Ktoś, kto zacznie się nim bawić musi w końcu na Queen natrafić. Jeśli tego nie zrobi to włóżcie empeki do autostartu. Guala! Sposób numero triedo: "Na siedzeniu cicho i słuchaniu" Najlepszy sposób na wycieczkach szkolnych. Polega on na siedzeniu cicho i słuchaniu. Simply. Ale, ale to nie wszystko! Słuchamy Queen'u! (zaraz mi ta palma odbije jak napiszę, że to nie wszystko i trzeba siedzieć na siedzeniu, a nie na suficie) Dobra, dobra, przydałby się discman by łatwo można było zmienić piosenkę na życzenie publiki - czyli tego, który po jakimś czasie spyta "czego słuchasz?". I tak: 100% pewniakiem jest Bohemian Rhapsody. 100% bo zadziało na wszystkie dwie osoby. Ale opiszę tu rozmowę...
Ja: siedzę cicho i słucham wg. zasad mojego niepowstałego jeszcze poradnika.
K: Czego słuchasz?
Ja: Queen'u (chciałem powiedzieć: miłości mojego życia /"Love of My Live"/, ale uznałaby mnie za zboczeńca; poza tym mógłbym ją spłoszyć)
K: A to oni zagrali "We are the Champions?"
Ja: (mam ją!) Ale wiesz, mają jeszcze kilka innych świetnych kawałków
K: (po chwili wytężonego myślenia) A oni (Queen) nie zaśpiewali czegoś jak mammamija (Abba, myślę sobie), czegoś takiego troszkę dziwnego (BoRhap! Ależ jestem niedomyślny!) i dziecinnego (tu momentalnie zacisnąłem pięści).
Ja: (cytując) O mamma mia, mamma mia - mamma mia let mi go! (szczerze - chciałem zaśpiewać, ale mógłbym ją spłoszyć na tyle, by się już nigdy do mnie nie odezwała...)
K: No, no!
Ja: (przewijam i daję od trzeciej minuty)
K: (słucha i nie oddaje do końca piosenki) Tak. Słuchaj, czy mógłbyś mi pożyczyć tej płyty?
I działa! Co ciekawe, ona jest metalem. Czyli bezguście panuje już tylko wśród hip-hopowców i disco-polowców? UWAGA! Jeśli macie mutacje głosu lub jesteście głusi jak kaczka to uważajcie: nigdy, ale to NIGDY nie śpiewajcie piosenek - choćby cichutko. Bo wyjdzie tak jak u mnie na wycieczce. Rozkręciłem się po prostu. Ale większość była już po browarku lub po słynnym kielecko -mcdonald'skim shake'u (nie pytajcie co do niego dodawali...) więc nic wielkiego się nie stało. Sposób czwarty zwany: "Na reklamę" Tym razem krótko: piszesz art'a, dodajesz do niego cytaty z piosenek Queen'u i jazda! W nr. #AM38 były, jeśli dobrze liczę, dwa takie teksty! Ale mistrzostwem jest tekst Pewnego Gościa (pozdrawiam!) "The Show must Go On"! Akurat się składało, że miałem wtedy świeżutkiego BoRhap. I ma miłość do Queen'u w ten sposób się zaczęła. Dzięki Ci, kolego! Sposób nie bardzo pamiętam już który, lecz ostatni: "Na aferę" Nie sprawdzony, chociaż wart uwagi. Wchodzisz do muzycznego, najlepiej, jeśli jest sporo osób. Szukasz czy jest płyta Queen'u. Potem pytasz się sprzedawcy (głośno!): "czy jest może plyta xxx (ta, którą widzialeś) Queen'u? Daje Ci, a ty (jeszcze głośniej!) "Nareszcie me sny się spełniły! Płyta Queen - xxx". Można powiedzieć zresztą cokolwiek w podobny sposób. To powinno załatwić sprawę. A jeśli nie ma żadnej płyty? Robimy awanturę! 'Jak to tak można! Wie pan, że singiel BoRhap jest NAJLEPSZYM (to mówimy szczególnie głośno i wyraźnie) singlem w całej historii Anglii?! Nie?! No to pańska sprawa!' A ludzie patrzą i słuchają. Sprzedawca powinien natychmiast zamówić tą płytę. To plus. Minusy są dwa. Pierwszy - gdy płyta będzie to wypadałoby ją kupić (a jak już mam trzy te same egz.?). Drugi - więcej do tego sklepu radzę nie wchodzić.
Teraz wystarczy by osoba posłuchała utworu. Nie potrzeba żadnych innych udziwnień, Queen broni się sam. To tyle. Mam nadzieję, że pomogłem Wam zapoznać się z podstawowym elementarnym kursem szkoleniowym misjonarzy Królowej. Udanych połowów!
abudabi
{Od Chrapka - to może lepiej wykupić czas w telewizji i zareklamować Queen ?:)}